środa, 1 lutego 2012

Talarki czekoladowo-cytrynowe


Ciasteczka są świetne: delikatne, aromatyczne, rozpływają się w ustach. Wiem że to najbardziej wytarty slogan, ale nie umiem inaczej określić czegoś, co jest naprawdę pyszne. Wybaczcie, ale wzniośle i poetycko raczej u mnie nie będzie;-)
W oryginalnym przepisie ciasteczka mają smak rumowo-czekoladowy. Ja nie miałam akurat rumu, więc zrobiłam je w wersji cytrynowo-czekoladowej. 
Przepis pochodzi ze Złotej Księgi Czekolady wydawnictwa Olesiejuk. 


Składniki:

250 g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
150 g masła
150 g jasnego brązowego cukru
1 duże jajko lekko rozmącone
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
1 łyżeczka skórki otartej z cytryny
60 g grubo posiekanej gorzkiej czekolady
4 łyżki kakao w proszku
1 i 1/2 łyżki mleka

Z podanego przepisu wychodzi około 36 talarków. Podaję za książką, bo oczywiście swoich nie przeliczyłam.





Mieszamy mąkę i proszek. Masło ucieramy na krem. Nie przerywając ucierania dodajemy do niego kolejno cukier, jajko oraz ekstrakt, a następnie partiami mąkę z proszkiem. W końcowym etapie ucierania może się okazać, że potrzebny jest do tego specjalny hak do wyrabiania gęstego ciasta albo po prostu nasze ręce.
Gotowe ciasto dzielimy na dwie części. Do jednej z nich dodajemy skórkę cytrynową, mieszamy i wkładamy owinięte w folię do lodówki. Czekoladę wkładamy do garnka z grubym dnem, dodajemy kakao i mleko i całość podgrzewamy do momentu uzyskania jednolitej masy. Studzimy, a następnie łączymy z drugą częścią ciasta.
Z tak powstałego ciasta czekoladowego formujemy wałeczek o długości około 23 cm. Owijamy go folią, a następnie wkładamy do lodówki na około 30 minut. 
W tym czasie rozwałkowujemy jasne ciasto na prostokąt o długości 23 cm i  rozmiarach pozwalających na objęcie ciasta czekoladowego. Gdy ciasto białe mamy rozwałkowane układamy na nim ciasto czekoladowe i owijamy białym ciastem w taki sposób, aby otrzymać biały wałeczek z ciemnym środkiem, który po pokrojeniu w plasterki da nam ciasteczka jak na zdjęciu. 
Otrzymany tym sposobem biało-czarny wałeczek ponownie owijamy folią i wkładamy do lodówki jeszcze na minimum 20 minut, a następnie kroimy na plasterki o grubości około 5 mm, które układamy na wysmarowanych masłem lub wyłożonych papierem blaszkach pozostawiając odstępy około 2.5 cm pomiędzy ciastkami. Pieczemy w temperaturze 180°C przez około 12-15 minut, do zrumienienia.


Uwagi:

- owijając czekoladowe ciasto ciastem białym musimy uważać, żeby ciasta równo przylegały do siebie, w przeciwnym wypadku przy krojeniu na plasterki ciasteczka mogą się rozwarstwiać;
- z powodu jak powyżej nie należy też sypać za wiele mąki przy rozwałkowywaniu ciasta białego;
- poszczególne etapy schładzania ciasta są niezwykle istotne, ciasto zarówno do zawijania jak i do krojenia powinno być dosyć twarde jeśli chcemy, aby ciasteczka miały ładny kształt.


wtorek, 31 stycznia 2012

Tarta z kardamonem i białą czekoladą


Przygotowanie nadzienia rozpoczęłam od rozkruszenia kilku ziarenek kardamonu. Chciałam to zrobić w moździerzu ale przypomniałam sobie, że właśnie rozbiłam w nim kilka ziarenek pieprzu i nie chciało mi się go czyścić. Swoją drogą, czy Wam też młynki do pieprzu kończą się w takim tempie jak mnie? Wracam jednak do kardamonu. Cóż to jest rozkruszyć kilka ziarenek, myślę sobie, zrobię to tłuczkiem w ulubionej metalowej miseczce. W Trójce zagrali właśnie Bohemian Rhapsody, więc ziarenka tłukło mi się w rytm muzyki aż miło. W końcowej fazie upojona pracą i muzyką zapragnęłam jeszcze podelektować się cudownym ciepłym aromatem rozkruszonych ziaren. Nachyliłam się nad nimi i właśnie wtedy metalowe denko miseczki wciśnięte przeze mnie uderzeniami tłuczka zrobiło porządne "pyk" i wróciło do poprzedniej formy. Nie muszę dodawać, że zamieniony w pyłek kardamon cudownie wykorzystał tę trampolinę? Wyniki doświadczenia? Kradamon umieszczony blisko nosa dostarcza bardzo miłych wrażeń. Kradamon umieszczony w tarcie z białą czekoladą dostarcza wrażeń wręcz fantastycznych. Karadmon umieszczony w nosie znacząco traci na atrakcyjności i tego ostatniego doświadczenia, w odróżnieniu od dwóch pierwszych raczej nie polecam ;-)
Przepis na podstawie "Tarteletki i tarty" Sarah Barnaby. 



Składniki ciasta (po mojemu):

1 szklanka mąki pszennej
1 łyżka cukru pudru
1/2 kostki masła
1 żółtko
odrobina wody, jeśli będzie taka potrzeba

Składniki nadzienia:

ziarna z 8 owoców kardamonu
300 g białej czekolady, posiekanej (3 tabliczki)
300 ml śmietany kremówki (30 lub 36%)
1 łyżeczka żelatyny
dodatkowo:
2-3 łyżki kakao do posypania

przepis na formę około 20-22 cm




Mąkę mieszamy z cukrem. Do mąki ścieramy na tarce masło i mieszamy je z nią lub też rozkruszamy je na drobno w mące malakserem. Masa mączno-maślana powinna przypominać coś w rodzaju zacierek. Dodajemy do niej żółtko i zagniatamy ciasto. Jeśli nie będzie chciało się zagnieść pomagamy sobie odrobiną zimnej wody. Formę do tarty smarujemy masłem. Ciasto rozwałkowujemy i wykładamy formę pozostawijając rant to wysokości około 3-4 cm. Formę wraz z ciastem wkładamy na minimum 30 minut do lodówki, a następnie pieczemy w temperaturze 180°C przez około 20-25 minut, do zezłocenia. 
Ciasto przed wstawieniem do piekarnika należy kilkakrotnie nakłuć widelcem, aby zapobiec tworzeniu się pęcherzyków powietrza. 
Można też upiec je zgodnie ze starą dobrą szkołą pieczenia tart, czyli przez pierwsze 10 minut piec na wyłożonym papierem cieście specjalnie do tego przeznaczone fasolki, a dopiero potem je usunąć i piec ciasto dalej. Tarta wyjdzie wtedy idealnie płaska, ale ja przyznam się szczerze niezwykle rzadko tak robię.
Upieczoną tartę zostawiamy do ostygnięcia.

Kardamon rozkruszamy na proszek. Możliwie nie w metalowej misce ;-) Żelatynę zalewamy 3-4 łyżeczkami wody i zostawiamy do spęcznienia.
Śmietankę mieszamy z kardamonem i mocno podgrzewamy. Wrzucamy do niej czekoladę i mieszamy całość ciągle podgrzewając i czekając aż się rozpuści. Nie zagotowujemy! Do mocno gorącej masy dodajemy napęczniałą żelatynę i znów mieszamy, żeby się rozpuściła. Studzimy i wylewamy na upieczone ciasto. Schładzamy przez minimum 3 godziny. U mnie tarta spędziła w lodówce noc. Przed podaniem posypujemy kakao. Pyszna!



czwartek, 26 stycznia 2012

Ciasteczka czekoladowo-owsiane


Jak dziś zauważyła pewna Zofia te ciasteczka są doskonałym połączeniem ciasteczek czekoladowych i owsianych, czyli tego, co tygrysy lubią najbardziej. Chrupiące, z mocnym smakiem płatków owsianych, pełnoziarnistą mąką i gorzką czekoladą. Idealne ze szklanką mleka lub kakao, a do tego niezwykle łatwo je zrobić. Bardzo polecam.



Składniki ciasta:

3/4 kostki masła
3/4 szklanki cukru (najlepiej ciemnego)
1 jajko
1 szklanka mąki pszennej grubo zmielonej ( u mnie typ 2000)
2 łyżki dobrego kakao
1/2 łyżeczki sody
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 szklanka płatków owsianych
1 łyżka ekstraktu waniliowego
1/2 tabliczki gorzkiej czekolady (>70% kakao)
garść rodzynek (jeśli ktoś lubi)


przepis na dwie duże blachy


Mąkę mieszamy z kakao, sodą, proszkiem do pieczenia i płatkami. Czekoladę siekamy na drobne kawałki. Rodzynki płuczemy, odsączamy. Masło ucieramy z cukrem na puszystą masę. Nie przerywając mieszania dodajemy jajko, ekstrakt, a następnie stopniowo mąkę z resztą składników. Na końcu wsypujemy czekoladę i rodzynki. Ciasto powinno być dosyć gęste, aby można było uformować z niego niewielkie kuleczki. Jeśli jest za rzadkie dosypujemy nieco mąki. Jeśli jest tak gęste, że nie da się dobrze wymieszać możemy dolać odrobinę mleka.
Blachę wykładamy papierem do pieczenia. Z ciasta formujemy kulki mniej więcej wielkości winogron i układamy zachowując odstępy 3-4 cm. Ciasteczka w czasie pieczenia rozleją się na płasko. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 180°C i pieczemy przez około 12 minut. W moim piekarniku, z termoobiegiem ciasteczka są idealne właśnie po tym czasie. UWAGA! Ciasteczka zaraz po wyciągnięciu z piekarnika są miękkie, rozpadające się, wyglądają jakby się nie upiekły. Nie dajcie się temu zwieść, spokojnie poczekajcie około 5 minut aż stwardnieją i dopiero wtedy zdjemijcie je z blaszki. 
Najlepsze są jeszcze lekko ciepłe. Ciasteczka świetnie się przechowują, ale w suchym miejscu, pod wpływem wilgoci miękną. Są w dalszym ciagu smaczne, ale niestety nie chrupią już tak bardzo, co dla mnie stanowi ich poważną wadę, więc pilnuję, żeby wilgoci miały jak najmniej.
Smacznego!




poniedziałek, 23 stycznia 2012

Tarta czekoladowa w bereciku (i z kotami w tle)


Prawdziwie czekoladowa tarta chodziła za mną, chodziła i w końcu musiałam paskudę zrobić, żeby się  odczepiła.
Ponieważ nie mogłam się zdecydować na żaden konkretny przepis zrobiłam coś, co jest wypadkową kilku.
Ciasto kruche pochodzi z książki Tarteletki i Tarty S. Banbery, inspirację do nadzienia zaczerpnęłam z Tarty na słodko i słono M. Barkat-Nuq, a bezowy berecik jest z kuchni Dagi ;-)
Tarta jest bardzo mocno czekoladowa, dlatego zdecydowałam się na bezową górę, której zadaniem jest nieco osłodzić wytrawny smak czekolady 90%. Jeśli jednak lubicie mocno czekoladowe wypieki możecie z niej śmiało zrezygnować.
Zauważcie też proszę bezową kratkę na wierzchu. Jest ona doskonałym dowodem na to, że lepsze jest wrogiem dobrego. Zrobiłam prawcowicie naprawdę ładną przeplatankę bezową, ponieważ jednak zostało mi nieco masy w dekoratorze doszłam do wniosku, że nie zaszkodzi, jak dodam parę fantazyjnych pasków tu i ówdzie. Niestety, zaszkodziło. Na szczęście szkoda dotyczyła wyglądu, a nie smaku :-)



Składniki ciasta:

125 g mąki pszennej
2 łyżeczki kakao
2 łyżeczki cukru pudru
szczypta soli
50 g schłodzonego masła pokrojonego na kawałki
1 żółtko
zimna woda

Składniki nadzienia:

250 g gorzkiej czekolady ( u mnie 90%)
2 łyżki wody
1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej
5 jajek
250 ml śmietanki kremówki
1 torebka cukru waniliowego ( u mnie 1 łyżka ektraktu)

Berecik bezowy:

2 białka 
1 szklanka cukru pudru
1 łyżka ekstraktu waniliowego

przepis na formę do tarty o średnicy ok. 22 cm

Z podanych składników przygotowujemy kruche ciasto: mąkę przesiewamy z kakao, cukrem i solą. Siekamy z zimnym masłem, dodajemy żółtko i szybko zarabiamy ciasto dodają odrobinę zimnej wody - tyle, żebyśmy szybko mogli uformować z ciasta kulę. Następnie podsypujemy na stolnicę mąkę i rozwałkowujemy ciasto na koło kilka cm większe niż średnica formy. Przenosimy rozwałkowane ciasto delikatnie do formy i przyciskamy do jej brzegów w taki sposób, aby ciasto przylgnęło do dna i brzegów formy. Wkładamy do lodówki na około 30 minut. Można na dłużej. Prawdziwa szkoła pieczenia tarty każe wyłożyć tak przygotowane ciasto papierem, a następnie nasypać na papier fasolę i piec tartę pod takim obciążeniem. Mnie prawie nigdy nie chce się w to bawić, więc ograniczam się do kilkakrotnego nakłucia dna i brzegów tarty. Zapobiega to całkiem skutecznie ewentualnym wybrzuszeniom, które mogłyby zrobić się na powierzchni ciasta, a metodę lubię dlatego, że jest o wiele szybsza.
Bez względu na to, na co się zdecydujecie schłodzoną tartę trzeba włożyć do piekarnika nagrzanego do temperatury 190°C na 20 minut, aby ją zapiec.

W tym czasie możemy zająć się nadzieniem. 
Czekoladę łamiemy i wrzucamy do rondelka, polewamy wodą i mieszając podgrzewamy na wolnym ogniu aż się stopi (uwaga, masa lubi się przypalać!). Do rozpuszczonej czekolady, nie przerywając mieszania wlewamy śmietankę, dodajemy kawę i wanilię. Na koniec łączymy masę z roztrzepanymi jajkami, wylewamy na podpieczony spód i wkładamy do piekarnika na 10 minut (temperatura bez zmian).

W czasie gdy ciasto jest w piekarniku ubijamy pianę z białek. Pod koniec ubijania dodajemy do niej cukier puder i ubijamy, aż masa stanie się gładka, sztywna i błyszcząca. Wyciągamy tartę z piekarnika, obniżamy temperaturę do 140°C, dekorujemy wierzch bezą a następnie zapiekamy jeszcze przez około 45 minut, aż beza się wysuszy. Po wyłączeniu piekarnika czekamy jeszcze około pół godziny i dopiero wyciągamy ciasto. Kroimy gdy jest całkowicie ostudzone.
Smacznego!




Winna Wam jestem kilka zdań na temat konkursu na Blog Roku, w którym brałam udział i dzięki Waszym głosom zdobyłam 15 miejsce. Do finałowej 10 zabrakło mi ledwo kilku głosów. Szkoda, ale to tak naprawdę nieważne. Uważam bowiem że jak na ponad 800 blogów z mojej kategorii zdobyłam naprawdę wysokie miejsce i co najbardziej istotne dowiedziałam się, że jest całkiem sporo osób, którym podoba się to, co tutaj piszę. Pięknie dziękuję za wsparcie!
Przy okazji mam też małe słówko do Organizatorów konkursu. Szanowni, może warto byłoby na przyszłość przemyśleć od nowa kategorie i zasady wyłaniania blogów do dalszego etapu? Teraz jest kilka dosyć specjalistycznych kategorii, w których rywalizowało od 150 do 250 blogów w każdej i dwa gigantyczne worki, czyli kategoria Ja i moje życie, w której rywalizowało ponad 700 blogów oraz niezwykle obszerna tematycznie kategoria Moje zainteresowania i pasje, w której blogów było ponad 800. Tymczasem z każdej z tych kategorii, bez względu na to, czy jest w niej blogów 100 czy 800 wybierana jest taka sama dziesiątka finalistów, którzy przechodzą dalej. Trochę mi się to wydaje niesprawiedliwe, no ale to moje odczucia.


I na koniec prośba - Kochani! jeśli w dalszym ciagu macie ochotę na głosowanie, to bardzo proszę zajrzyjcie do tych przepięknych rudych kotów i oddajcie głos! Rudzielce przeszły do następnego etapu i mam wielką nadzieję, że zostaną wybrane przez Jurorkę, ale dodatkowo biorą też udział w głosowaniu na Blog Blogerów, a żeby wejść do finałowej 10 w tym konkursie głosów im naprawdę potrzeba.

czwartek, 19 stycznia 2012

Rolada tiramisu


Jakoś ostatnio trzymają się mnie klimaty kawowe. To pewnie z powodu niskiego ciśnienia, bo nie jestem kawoszką. A jak z Wami? Zaczynacie dzień od kawy? Lubicie kawę, czy też pijecie ją głównie dlatego, żeby nie zasnąć? A może jedno i drugie?
Ja chyba nie najlepiej reaguję na kawę, dlatego nie piję jej dużo. Co innego kawa w cieście. Szczególnie jeśli to pyszna rolada kawowa z jednej z moich ulubionych książek z przepisami: Cakes, Bisciuts&Slices, wydawnictwa Australian Women's Weekly.
To moje drugie podejście do tego ciasta. Za pierwszym razem zrobiłam je dokładnie jak w przepisie i nie byłam zadowolona, bo posypka z migdałów z którą każą piec roladę u mnie przy rolowaniu przykleiła się do papieru, a nie do rolady, w wyniku czego ciasto, które w założeniu miało kusić delikatną pudrowo-migdałową posypką wyglądało, jakby je oskubał jakiś zachłanny migdałożerca. Poza tym rolada wydawała mi się zbyt sucha. W drugim podejściu uwzględniłam te uwagi i moim zdaniem jest perfekcyjnie. Wam podaję przepis oryginalny wraz z moim zmianami, możecie wybrać.



Składniki ciasta:

2 łyżki likieru kawowego
1/4 łyżki wody
2 łyżki cukru pudru
1 łyżka kawy instant
1 łyżka wrzątku
3 jajka
1/2 szklanki cukru pudru
1/2 szklanki mąki
2 łyżki płatków migdałowych

Krem:

1 szklanka mascarpone
1/2 szklanki śmietanki kremówki ( u mnie cała szklanka - D.)
2 łyżki likieru kawowego
ja dodałam jeszcze 2 łyżki cukru pudru




Dużą blachę natłuszczamy i wykładamy papierem do pieczenia. Mieszamy likier z wodą i cukrem (2 łyżki), zagotowujemy i gotujemy na małym ogniu przez około 5 minut, dopóki syrop lekko nie zgęstnieje. Zdejmujemy z ognia, dodajemy połowę kawy i odstawiamy, będzie potrzebny później.
Pozostałą kawę rozpuszczamy we wrzątku.
Mąkę przesiewamy.
Jajka ubijamy z cukrem ( 1/2 szklanki) przez około 5 minut, cukier powinien się rozpuścić, a masa nabrać puszystości i lekko zesztywnieć. Do masy dodajemy kawę rozpuszczoną w wodzie i wsypujemy delikatnie przesianą mąkę. Mieszamy, wylewamy do formy, z wierzchu posypujemy migdałami i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 200°C ( u mnie 180) na 15 minut.
W czasie gdy rolada się piecze przygotowujemy papier do pieczenia wielkości rolady i posypujemy go dosyć obficie cukrem pudrem. Upieczoną roladę, jeszcze ciepłą wykładamy na papier w taki sposób, żeby część z migdałami do niego przylegała, a następnie rolujemy ciasto migdałami do góry i zrolowane odstawiamy do ostygnięcia.

Gdy rolada stygnie ubijamy śmietanę kremówkę, mieszamy ją z serkiem, dodajemy likier. U mnie dodatkowo cukier.
Roladę rozwijamy, nawilżamy syropem i smarujemy kremem, a następnie z powrotem zwijamy.
Ja specjalnie użyłam więcej śmietany (piszę o tym w składnikach), aby móc posmarować roladę kremem również z wierzchu, a następnie posypałam ją pokruszonymi migdałami i mieloną kawą.
Obecność kremu na wierzchu spowodowała, że ciasto było wilgotniejsze.


środa, 18 stycznia 2012

Jelenie rożki


Proszę bez skojarzeń :-) Swoją drogą co te jelenie człowiekowi zawiniły, że się tak dziwnie kojarzą?
Na przepis natknęłam się w książce, o której nie chcę pisać zbyt wiele. Rzecz jest o kuchni polskiej, wydało to wydawnictwo Dragon, książkę nabyłam na wyprzedaży w hipermarkecie, kosztowała około 5 złotych. Stwierdziłam, że dosyć gruba książka kulinarna za takie pieniądze aż się prosi, żeby ją wziąć i w sumie nie żałuję, chociaż dział z wypiekami przygotowała jakaś wybitna miłośniczka margaryny. Nie ma bowiem ani jednego przepisu (!), który uwzględniałby masło. Książki nie sponsorował producent margaryny, więc podejrzewam, że przepisy powstały w czasach głębokiego PRL, kiedy to rzeczywiście masło do wypieków było nie lada rarytasem. Szkoda tylko, że nikt ich nie dostosował do realiów i wydał w 2011 roku. 
To znaczy przepraszam bardzo, ja dostosowałam, jeden przepis. Na jelenie rożki.
Uroczo wyglądają, prawda?
Wydają się być miłą karnawałową alternatywą dla pączków, faworków i racuchów. Robi się je bardzo szybko, a ciasto sprawiło mi miłą niespodziankę, bo było niezwykle plastyczne i wchłonęło bardzo mało tłuszczu.
Przepis sugeruje, żeby rożki obsypać pudrem, tak zrobiłam, co widać na zdjęciach. Wydawały mi się jednak w tej wersji zbyt suche i twarde, więc resztę oblałam lukrem i to był strzał w dziesiątkę. Rożki pod wplywem lukru zwilgotniały i były bardzo smaczne także następnego dnia, co nieczęsto zdarza się ciastom smażonym.



Składniki ciasta (po moich zmianach):

35 dag mąki pszennej
5 dag masła
2 żółtka
3 jajka
40 ml śmietany
1/2 łyżeczki skórki otartej z pomarańczy
1 łyżka wódki lub innego mocnego alkoholu
tłuszcz do głębokiego smażenia

dodatkowo: 1 szklanka cukru pudru, skórka pomarańczowa, 1 łyżka wody lub likieru pomarańczowego





Mąkę siekamy z masłem, dodajemy cukier, skórkę, jajka, żółtka, śmietanę i alkohol. Zagniatamy zwarte, elastyczne ciasto.
Odrywamy kawałek, formujemy z niego wałek o grubości około 1.5 - 2 cm a następnie kroimy go na odcinki o długości około 8 cm. Każdy z powstałych tym sposobem odcinków nacinamy ukośnie z obu stron (ja także nacinałam z jednej) i smażymy na rozgrzanym tłuszczu na złoty kolor. Wykładamy do odsączenia na talerz wyłożony papierowymi serwetkami. Ostudzone rożki pokrywamy cienko lukrem.

Lukier robimy rozcierając cukier puder wraz z dodatkami. Jeśli nie będzie chciał się rozcierać dodajemy odrobinę wody.
Smacznego!



wtorek, 17 stycznia 2012

Sernik bananowo-czekoladowy


Przeżywam ostatnio coś w rodzaju głodu czekoladowo-bananowego. Być może ma to związek z niedoborami magnezu i potasu, z których to pierwiastków wspomniane produkty słyną? Tak. To musi mieć związek z niedoborami. Bo z czymże innym? Przecież nie z łakomstwem.
Wy też na pewno macie jakieś niedobory, więc musicie zrobić ten sernik.
Masa serowa, karmelizowane banany, czekolada... to naprawdę smaczne!

A jak już będziecie kręcić ten serniczek, to pomyślcie sobie o Waszej blogerce_na pożyczonym_laptopie i dajcie jej szansę na wygranie nowego. Jak? Szczegóły po lewej stronie bloga. Uwierzcie, liczy się KAŻDY głos, a tych mi ciągle bardzo brakuje. Konkurs trwa tylko do czwartku!



Składniki spodu:

1 duże jajko
1 płaska łyżka kakao
1 czubata łyżka cukru
1 czubata łyżka mąki

Składniki masy:

70 dag sera do serników
300 ml śmietanki 30 lub 36%
6 bardzo dojrzałych bananów
1/2 cytryny
3/4 szklanki cukru kryształu (jeśli banany są b. słodkie, można zmniejszyć ilość cukru)
1 tabliczka czekolady mlecznej
4 łyżki żelatyny
2 łyżki ekstraktu waniliowego lub rumu

dodatkowo: 1/2 czekolady gorzkiej do polewy

przepis na tortownicę ok 22 cm





Dno tortownicy wykładamy papierem do pieczenia. Mąkę przesiewamy z kakao. Piekarnik nastawiamy na temperaturę 160°C. Jajko ubijamy z cukrem na bardzo puszystą i niemalże białą masę. Do masy jajecznej dodajemy mąkę i kakao i całość delikatnie mieszamy. Wylewamy na dno tortownicy i wkładamy do piekarnika. Pieczemy około 10-12 minut. Wierzch upieczonego ciasta powinien być sztywny, ale nie wysuszony, więc trzeba pilnować czasu.

Banany kroimy na plasterki, skrapiamy cytryną. Do możliwie jak najszerszego rondelka wsypujemy cukier, stawiamy na średnio nagrzanym palniku i czekamy aż zrobi się karmel, czyli cukier się rozpuści i nabierze pięknego, złoto-brązowego koloru. Delikatnie ruszamy garnkiem, aby cukier karmelizował się równomiernie. Nie mieszamy! Gdy cały lub prawie cały cukier się skarmelizował wrzucamy do niego banany, dodajemy ekstrakt lub rum i trzymamy przez około 1-2 minuty, a następnie zalewamy całość śmietanką. Cały czas lekko podgrzewamy i mieszamy delikatnie, żeby karmel się rozpuścił, a banany przeszły jego smakiem, ale nie rozpadły się całkowicie. Studzimy. Jeśli przyszło nam do głowy spróbowanie gotowej masy karmelowo-bananowej przeszukujemy niniejszy blog celem znalezienia przepisu na sernik tylko z czekoladą, bo gwarantuję Wam, że jak masy spróbujecie, to zjecie ją w całości zapominając o serze.

Jeśli bohatersko kontynuujecie jednak robienie tego sernika pora zająć się czekoladą, którą rozpuszczamy na parze. Żelatynę zalewamy dwiema łyżkami chłodnej wody, a gdy spęcznieje zalewamy niewielką ilością gorącej wody (ok 1/3 szklanki) i rozpuszczamy. Napęczniała żelatyna rozpuści się dużo łatwiej i szybciej niż sypka.
Ser spulchniamy przy pomocy miksera, a następnie wlewamy do niego 2/3 przestudzonej masy bananowo-karmelowej. Mieszamy, a następnie dodajemy żelatynę i rozpuszczoną, lekko schłodzoną czekoladę.
Z tortownicy wyjmujemy ciasto, wykładamy ją w całości folią spożywczą, wkładamy na dno obrany z papieru do pieczenia spód i wykładamy masę serową. Wkładamy do lodówki na kilka godzin, najlepiej na całą noc. Stężały sernik obieramy z folii, a następnie ozdabiamy pozostałymi bananami. Wierzch polewamy rozpuszczoną na parze gorzką czekoladą.
Serwujemy :-)



Uwagi:

- uważajcie z karmelem. Rozpuszczony cukier jest niebezpieczny, można się nim bardzo mocno poparzyć!
- wszystkim mniej wprawionym w tajniki kulinarne przypominam o istnieniu działu, który tworzę specjalnie dla Was. Link w górze strony.


 
Design by Ciey based on Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes