niedziela, 31 stycznia 2010

SERNIK Z ROSĄ



Kolejny sernik z mojej kolekcji sernikowej. Bardzo efektowny, a co ważniejsze: lekki i smaczny. Jak to u mnie, bez spodu, ale mam już na tapecie sernik z ciastem, lada moment pewnie zamieszczę przepis, tymczasem jednak sernik z rosą, popularny także jako sernik "złota rosa".



Składniki:

1 kg tłustego sera zmielonego lub wiaderkowego
1 i 1/2 szklanki cukru pudru
6 jaj
2 białka
2 łyżki mąki ziemniaczanej
1 łyżka mąki pszennej
2 łyżki roztopionego masła
2 łyżki soku z cytryny
skórka otarta z cytryny lub z pomarańczy
garść rodzynek (jeśli chcemy i lubimy)


Oddzielamy żółtka od białek. Żółtka dokładnie mieszamy z serem, mąkami, masłem, cytryną, skórką i ewentualnymi rodzynkami. Osobno ubijamy 4 białka, dodając pod koniec ubijania szklankę cukru, a następnie delikatnie mieszamy pianę z masą serową. Sernik wylewamy do blachy i pieczemy przez około 60-70 minut w temperaturze 160°C. Jeśli mamy wątpliwości możemy sprawdzić patyczkiem, czy ciasto jest upieczone. Jeśli jest wylewamy na wierzch pozostałe 4 białka ubite z pozostałą połową szklanki cukru i pieczemy jeszcze przez około 15 minut. Po wyjęciu i wystudzeniu na pianie powinny pojawić się piękne złote krople rosy. Jeśli lubimy mocno słodki sernik, możemy zwiększyć ilość cukru o 1/2 szklanki.


MUFFINY KAWOWE Z BIAŁĄ CZEKOLADĄ I WHISKY


A co! Jak szaleć, to szaleć. To moje ulubione muffiny, które sama sobie wymyśliłam zainspirowana przepisem na muffiny kawowe. Jak już wspominałam, nie jestem wielką fanką sztucznych zapachów, więc o ile to możliwe i wygodne aromatyzuję ciasta inaczej. W tym przypadku przy pomocy whisky i kawy, chociaż cukier waniliowy też się zaplątał do przepisu;-) Jak każde muffiny najlepsze są pierwszego dnia, nawet lekko ciepłe, następnego dnia robią się odrobinkę gumowate, ale ciągle smaczne. Dłużej niż do drugiego dnia nigdy u nas nie dotrwały, więc trudno mi prorokować, co się z nimi dzieje dalej.




Składniki:

2 szklanki mąki
1/2 kostki rozpuszczonego masła
1/2 szklanki cukru dark muscovado
1/2 szklanki cukru drobnego białego
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
cukier waniliowy mały
tabliczka pokruszonej białej czekolady
2 jajka
3 łyżki kawy instant rozpuszczonej w 1/2 szklanki wody
3 łyżki whisky
1 szklanka mleka

Ciasto robimy starą i sprawdzoną metodą muffinową, to znaczy: bierzemy dwie miski, w jednej mieszamy dokładnie wszystkie produkty suche, czyli mąkę, cukry, proszek do pieczenia i pokruszoną czekoladę, w drugiej wszystkie produkty mokre, a następnie wlewamy produkty mokre do produktów suchych i mieszamy łyżką byle jak.
Ja robię drobne ustępstwo od zasady suche/mokre - cukier dark muscovado często bywa zbrylony i trudno te grudki dobrze rozdrobnić - aby więc uniknąć w cieście grudek demerary - rozpuszczam ten cukier razem z kawą. Sprawdza się doskonale.
Tak przygotowane ciasto wlewamy do foremek muffinowych, pieczemy w temperaturze 190°C przez około 15-20 minut. Ciasto powiększa swoją objętość o mniej więcej 1/3, trzeba to uwzględnić przy wlewaniu go do foremek.

sobota, 30 stycznia 2010

ROGALIKI MIGDAŁOWE


Małe słodkie co nieco. Przepis wymyśliłam sama wiedziona słabością do kruchego ciasta i migdałów:-)
Przy następnej wersji tych rogalików zamierzam część mąki zastąpić mąką migdałową. Myślę, że też będzie super.



Składniki ciasta:

200 g miękkiego dobrego masła
3/4 szklanki cukru pudru
1 żółtko
kilka kropli esencji migdałowej
1.5 szklanki mąki pszennej
1 szklanka mąki krupczatki
3/4 szklanki płatków migdałowych albo drobno posiekanych migdałów

Składniki polewy:

tabliczka gorzkiej czekolady
łyżka masła
2 łyżki wody lub mleka
2-3 łyżki cukru

Masło miksujemy z cukrem na puszystą masę, dodajemy żółtko, esencję i stopniowo obydwie mąki. Na koniec dodajemy migdały. Ciasto w miarę dodawania mąki robi się coraz gęstsze, ja ostatni etap mieszania robię już ręcznie. Ciasto wsadzamy do lodówki na mniej więcej pół godziny, a następnie partiami wyciągamy, formujemy ręcznie wąskie okrągłe wałki (jak na kopytka), kroimy na części i zawijamy jednocześnie lekko spłaszczając końce i nadając kształt jak na zdjęciu.
Układamy na wyłożonej papierem do pieczenia blasze, pieczemy do zezłocenia w temperaturze 190°C.
Można je układać dosyć blisko siebie, nie rosną.

Składniki polewy podgrzewamy w garnku na wolnym ogniu mieszając do rozpuszczenia składników i pilnując, żeby się nie przypaliło (można też rozpuścić wszystko na parze), następnie maczamy rogaliki jak nam się podoba - ja maczałam końcówki - i układamy do wystygnięcia polewy. Możemy je oczywiście pokryć czekoladą całkowicie.
Rogaliki ładnie przechowują się w metalowej puszce przez co najmniej 2 tygodnie.

Strucla z makiem


Bożonarodzeniowy standard, czyli strucla z makiem. Idealna dla mnie to taka, w której maku jest znacznie więcej niż ciasta. Ta, którą przedstawiam nie jest idealna (dla mnie!), ale za to bardziej popularna, czyli mak i ciasto pół na pół.
Najbardziej lubię robić struclę z ciasta krucho-drożdżowego, a to dlatego, że pięknie i długo się przechowuje. Zapraszam :-)



Składniki ciasta:

25 dag mąki
2 łyżki cukru pudru
10 dag masła
2 jajka
2 łyżki kwaśnej śmietany
grudka świeżych drożdży wielkości orzecha włoskiego
cukier waniliowy (najlepiej z prawdziwą wanilią)
szczypta soli

Składniki nadzienia:

40 dag suchego maku
15 dag masła
3/4 szklanki miodu
cukier waniliowy (jw.)
10 dag migdałów
15 dag rodzynek
3-4 jajka
szklanka cukru kryształu
0.5 l mleka (do gotowania maku)

przepis na dwie strucle



Przygotowanie maku:

Suchy mak płuczemy delikatnie w wodzie, następnie porządnie odcedzamy, zalewamy gorącym mlekiem i gotujemy przez jakieś 15-20 minut. Następnie znowu odcedzamy i jak lekko przestygnie przekręcamy przez maszynkę do mielenia, na najdrobniejszym sicie. W czasie kręcenia maku dobrze jest przesypywać go cukrem. Nie będziemy musieli już tego cukru ucierać, poza tym mak nieco się dzięki niemu rozluźni.
Są różne szkoły kręcenia maku, ja jestem zwolenniczką kręcenia go trzykrotnie, tylko taki mak jest dla mnie idealnie gładki i nie skrzypi w zębach. Z tego też powodu nie przepadam za makiem z puszki, bo poza innymi mankamentami wydaje mi się on niedostatecznie skręcony.
Gdy mak jest gotowy rozpuszczamy w rondlu masło, dodajemy miód, wanilię, posiekane migdały, rodzynki i mak. Całość smażymy przez około 15 minut. Jak masa przestygnie mieszamy ją  z żółtkami. Na końcu dodajemy pianę ubitą z białek i całość delikatnie mieszamy.

Przygotowanie ciasta:

Rozpuszczamy drożdże w śmietanie, na stolnicę przesiewamy mąkę z cukrem, dodajemy cukier waniliowy, szczyptę soli, a następnie na grubej tarce ścieramy mocno schłodzone masło. Wlewamy śmietanę z drożdżami (nie trzeba czekać, aż urosną!), dodajemy 2 jajka i szybko, jak w cieście kruchym zagniatamy kulę ciasta.
Teraz następuje najważniejsza czynność-wałkowanie. Dzielimy ciasto na dwie równe części i przygotowujemy sobie dużo miejsca. Jeśli nie mamy dużej stolnicy, ani zdolności ekwilibrystycznych najlepiej zrobić to po prostu na blacie kuchennym. Jeśli chcemy, żeby w strucli ciasto było ledwo widoczne staramy się je rozwałkować na możliwie duży i cienki placek. Ciasto powinno mieć ledwie 2-3 milimetry grubości.  jeśli chodzi o szerokość placka powinien on być nieco szerszy niż blacha, w której strucle będą się piekły.
Gdy ciasto mamy rozwałkowane smarujemy je równomiernie połową masy makowej zostawiając po bokach wąskie na mniej więcej 2 cm paski. Podobny pasek musimy też zostawić na górnym (patrząc od strony blatu) brzegu ciasta. Jak mak jest rozsmarowany przystępujemy do zwijania strucli. Zaczynamy od siebie, czyli od brzegu na którym nie zostawiliśmy zapasu ciasta i staramy się możliwie ciasno i ściśle zwijać. Nie jest to specjalnie trudne, bo ciasto jest dosyć elastyczne. Dobrze jest na koniec zwijania ułożyć struclę tak, aby leżała na "zakładce", czyli na tej części, gdzie skończyło się ciasto. Ostatnią czynnością jest delikatnie podwinięcie obydwóch końców strucli pod spód, aby masa w trakcie pieczenia nie wypływała. Z drugim kawałkiem ciasta i drugą połową maku postępujemy analogicznie.
Gdy strucle są gotowe owijamy je papierem do pieczenia i układamy obok siebie w blaszce. Owinięcie papierem jest bardzo ważne, bo ma on za zadanie trzymanie strucli w ryzach i nie pozwoli jej nadmiernie się rozrosnąć ani pęknąć. Owijając musimy pozostawić 3-4 centymetry luzu, bo ciasto na drożdżach musi mieć miejsce na urośnięcie. Musimy też zadbać o to, żeby papier sam nie odwinął się w trakcie pieczenia. 
Szkoły są różne. Moja Teściowa spina papier kilkoma szpilkami. Moja Mama owija struclę papierem dwukrotnie i ten, w trakcie jak ciasto rośnie, rozwija się powolutku zgodnie z potrzebami strucli. Ja zaś najczęściej związuję papier luźno w kilku miejscach specjalną grubą nicią do pieczenia. Każda z tych metod ma jakieś wady. W pierwszej, aby uniknąć makowca na ostro należy dokładnie policzyć szpilki przed i po pieczeniu, w drugiej papier może się okazać nie dość rygorystyczny w kwestii pilnowania rozrostu strucli i pozwoli jej się rozszaleć, zaś w trzeciej metodzie nie wolno owinąć ciasta zbyt ściśle nitką bo wyrośnie i tak pomiędzy nitkami, w związku z czym uzyskamy makowiec o atrakcyjnym wyglądzie szynki.
Zaletą wszystkich metod jest to, że na ogół jednak zdają egzamin, poza tym nie mają najmniejszego wpływu na wyborny smak wypieku:-)

Pieczemy około 40 minut w temperaturze 180°C

Gotowe ciasto możemy polać czekoladą, lukrem, białą czekoladą albo po prostu posypać cukrem pudrem.


piątek, 29 stycznia 2010

TORCIK SEROWY

Lubię serniki, a szczególnie takie, które nie mają spodów. Wychodzę z założenia, że masa serowa jest na tyle smaczna i atrakcyjna, że nie ma potrzeby psuć jej spodem;-)
Jeśli jednak ktoś woli ze spodem, może zawsze taki spód zrobić, czy to z kruchego ciasta, czy też z biszkoptów lub kruchych ciasteczek. No, ale do rzeczy. To przepis, który mam od bardzo dawna, pochodzi z netu i chyba znalazłam go na moimi ulubionym forum kulinarnym na gazeta.pl, nie mam jednak pewności. W miarę upływu czasu nieco go zmodyfikowałam. Ciasto jest trochę nietypowe, do środka daje się dosyć dużo, jak na sernik, mąki. Jest też nietypowo pieczone, co dodatkowo wzbogaca jego walory smakowe. Do tego ma tę cudowną właściwość, że nie opada, wychodzi równe jak stół. Ten sernik po prostu trzeba zrobić :-)





Składniki:

750 g tłustego, zmielonego twarogu (min. 9% tłuszczu)
250 g sera mascarpone
1 szklanka cukru pudru
6 jaj
5 łyżek mąki pszennej
6 łyżek mąki ziemniaczanej
2/3 szklanki mleka
50 g roztopionego, ostudzonego masła
skórka otarta z cytryny albo z pomarańczy
cukier waniliowy

Żółtka oddzielamy od białek. Żółtka mieszamy dokładnie z serem. Ja robię to mikserem, ale w odróżnieniu od innych mas staram się sera nadmiernie nie napowietrzać, bo mu to szkodzi. Następnie do masy serowo-żółtkowej dodajemy pozostałe składniki za wyjątkiem cukru i białek i dokładnie mieszamy. Białka ubijamy osobno, jak są już ubite dodajemy stopniowo cały cukier puder, aby uzyskać bardzo sztywną, sprężystą masę, którą następnie mieszamy delikatnie (już nie mikserem) z masą serową.

Tak przygotowane ciasto wlewamy do wyłożonej papierem tortownicy i tu zaczynają się cuda, bowiem wstawiamy je do piekarnika nagrzanego do temperatury 250°C (!). Jeśli naszemu piekarnikowi fabryka dała tylko 220, to godzimy się z tym smutnym faktem i nastawiamy go po prostu na maksymalną temperaturę, a zaraz po wstawieniu ciasta pilnujemy uważnie zegara, bo sernik w tym ukropie ma przebywać tylko przez 10 minut. Po 10 minutach otwieramy piekarnik, wyciągamy ciasto (tak, tak, wyciągamy na zewnątrz!) i przestawiamy temperaturę na 160°C. Jak temperatura spadnie ciasto wstawiamy z powrotem i pieczemy jeszcze przez około godzinę.

Ciasto można piec w kąpieli wodnej, jest wtedy jeszcze delikatniejsze. Przepisy do pieczenia w kąpieli wodnej podają, że tortownicę należy super szczelnie owinąć folią aluminiową i wstawić do większej blachy wypełnionej wrzątkiem, ale ja zwykle wstawiam na dolną półkę piekarnika szczelną blaszkę z wodą, mam wrażenie, że działa tak samo, a nie muszę kombinować z folią i martwić się, czy tym razem przesiąknie czy nie. Wodę (gorącą) dajemy od etapu z temperaturą 160°C stopni i pieczemy z nią do końca.

Niektórzy pozostawiają sernik do wystudzenia w piekarniku. Ja go po prostu wyciągam i studzę w normalnych pokojowych, a raczej kuchennych ;-) warunkach.

Jak każdy sernik ten też najlepszy jest następnego dnia, chociaż nie zawsze do następnego dnia doczekuje ;-)

środa, 27 stycznia 2010

BROWNIE


Cudownie czekoladowe, ciężkie, aksamitne ciasto. Dla mnie rewelacja.
Idealne na chandrę. Kojące.
Brownie.
Przepis znaleziony sto lat temu na moim ulubionym forum kuchennym na gazeta.pl. Niestety, nie pamiętam Autora, ale wdzięczna jestem niesłychanie.


Zatem dla ukojenia potrzebujemy:

Składniki:

200 g masła
200 g gorzkiej czekolady
125 g mąki
50 g kakao
50 g czekolady mlecznej
50 g czekolady białej
4 jaja
300 g drobnego cukru (idealnie, gdyby był brązowy)
1/2 łyżeczki kawy instant
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego lub cukru wanilinowego

Gorzką czekoladę i masło kroimy w kawałeczki, rozpuszczamy na parze, następnie odstawiamy do ostudzenia. Czekoladę mleczną i białą siekamy ostrym nożem na niewielkie kawałki.
Przesiewamy razem kakao i mąkę, to szczególnie ważne dla kakao, które ma skłonności do łączenia się w grudki. Dodajemy cukier. Do osobnej miski wbijamy jajka (całe), wsypujemy kawę, dodajemy wanilię i ubijamy całość mikserem na szybkich obrotach przez około 4-5 minut. Następnie wlewamy przestudzoną czekoladę, łączymy delikatnie, dosypujemy mąkę z kakao i cukrem, na koniec dodajemy pokruszoną czekoladę.

Pieczemy około 25 minut w temperaturze 180°C stopni.

Czas pieczenia jest niezwykle istotny. Tego ciasta nie sprawdzamy bowiem patyczkiem, a jeśli już to patyczek powinien zostać mokry. Bardzo ważne jest, żeby ciasto w środku zostało lekko niedopieczone, jeśli wysuszymy je za bardzo straci połowę uroku, bo nie będzie już tak cudownie aksamitne w smaku.

MIODOWNIK


To bardzo efektowne i smaczne ciasto, które długo może stać, a co ważne: można, a wręcz należy przygotować je na 1-2 dni przed planowanym podaniem. Ten przepis pochodzi od mojej Teściowej. Mimo, że ciasto wygląda na nieco skomplikowane robi się je bardzo szybko i łatwo. Szczególnie łatwo zagnieść ciasto. To jedyny przepis na miodownik (a sprawdziłam ich kilka!), w którym ta czynność nie sprawia najmniejszych trudności i nie wywołuje przeświadczenia, że zostaniemy przyklejeni do stolnicy już na zawsze ;-)




Ciasto:

3,5 szklanki mąki
2 jajka
2 łyżki miękkiego masła
1 łyżeczka sody
2 łyżki miodu
1 szklanka cukru
3 łyżki śmietany

Krem:

1/2 litra mleka
5 łyżek kaszy manny
1 masło
olejek migdałowy
1 szklanka cukru pudru
słoik powideł śliwkowych


Wysypujemy na stolnicę mąkę przesianą z sodą, cukier, dodajemy masło, jajka, miód i śmietanę i szybko zagniatamy kulę ciasta. Powinno nam to zająć jakieś 2 minuty. Przygotowujemy średniej wielkości prostokątna blachę, wykładamy ją papierem. Ciasto dzielimy na 3 części i każdą z części wałkujemy do rozmiaru blachy, podsypując w razie potrzeby mąką.
Najprościej zrobić to w ten sposób, że blachę przykładamy do wałkowanego placka i zależnie od wyników albo rozwałkowujemy bardziej, albo docinamy nożem. Albo jedno i drugie :-)
Tak przygotowany placek przenosimy do blachy (najłatwiej zrobić to poprzez nawinięcie placka na wałek), nakłuwamy widelcem kilka razy i wsadzamy na piekarnika nagrzanego do 180°C na mniej więcej 10 minut.
Analogicznie postępujemy z następnymi dwoma plackami.

Gdy ostatni placek siedzi w piekarniku możemy przystąpić do przygotowania masy.
Gotujemy kaszę mannę na mleku, gotową studzimy. W oryginalnym przepisie jest tak, że powinniśmy teraz utrzeć masło z cukrem pudrem na puch. Ja robię inaczej - cukier dodaję do gotującej się kaszy - za to samo masło rozcieram na puch przy pomocy miksera. Gdy masło jest już puchowe, a kasza idealnie zimna zaczynamy ucierać całość. I tu znowu mam własną metodę, bo na początku wkładam mikser do garnka z kaszą i energicznie ją mieszam. Dzięki temu zabiegowi łatwiej połączyć ją potem z masłem, nie robią się grudki. Masy łączymy oczywiście stopniowo: ucierając masło mikserem dodajemy kaszę po łyżce. Na końcu dodajemy aromat do smaku. Pasuje migdałowy, ale moja ulubiona masa do miodownika ma w sobie porządną łyżkę... krupniku. Nie mam tu oczywiście na myśli zupy, tylko staropolski miód pitny. Zwykle mam w kuchni "małpkę" tego trunku, doskonale sprawdza się przy różnych ciastach i masach.

Gdy masa jest gotowa przekładamy nią ciasto. Do środkowej warstwy dodatkowo pod krem kładziemy powidła śliwkowe. Spowodują one, że to miodowo-maślano-mleczne ciasto będzie miało owocową, orzeźwiającą nutkę.
Najlepiej pasują właśnie powidła śliwkowe - wiśnie za słodkie - a czarna porzeczka, mimo że niezwykle smaczna daje dosyć niekorzystne, sinawe połączenie kolorystyczne z kremem.
Gdy ciasto mamy przełożone, owijamy je szczelnie folią i zostawiamy na co najmniej jedną dobę żeby nasiąkło. Można dodatkowo postawić na nim coś ciężkiego, na przykład deskę do krojenia i na niej garnek z wodą.
Gotowe można polać polewą czekoladową.

wtorek, 26 stycznia 2010

SERNIKO-MAKOWIEC


Co zrobić, jeśli lubi się i sernik, i makowiec, a upieczenie dwóch ciast wydaje się nadmierną rozpustą? ;-)
Trzeba upiec serniko-makowiec, albo też seromakowiec - krążą różne nazwy.
W oryginalnym przepisie, który dostałam wykorzystywana jest gotowa masa makowa z puszki, ale robiłam też z makiem własnej produkcji - wychodzi jeszcze smaczniejsze. No, ale do rzeczy, potrzebujemy przygotować dwie masy:


Masa makowa:

puszka maku 850 g
6 żółtek
6 białek
bakalie/aromat
łyżeczka proszku do pieczenia

Mak z puszki jest zwykle obłędnie słodki, nie dodajemy więc już do niego cukru ani miodu, tylko mieszamy z żółtkami, dosypujemy proszku i dodajemy bakalie, żeby go trochę uszlachetnić. Na końcu dodajemy pianę ubitą z białek i całość jeszcze raz mieszamy, tym razem delikatnie, żeby nie zniszczyć piany. Masa makowa jest gotowa.

Masa serowa:

ser zmielony - tyle ile maku, może być odrobina więcej, zdarzało mi się robić z kilograma sera; może być zwykły mielony ser, może być jakikolwiek ser "wiaderkowy"
6 żółtek
3 białka
cukier wanilinowy mały
bakalie
zapach pomarańczowy lub skórka otarta z pomarańczy
szklanka cukru pudru
łyżeczka proszku do pieczenia
budyń waniliowy lub śmietankowy

Ukręcamy żółtka z cukrem waniliowym i łyżką cukru pudru, dodajemy stopniowo ser, zapach/skórkę, proszek, budyń i co tam chcemy i lubimy w serniku (rodzynki, migdały, skórkę pomarańczową). Na końcu pianę z białek ubitą razem z resztą cukru pudru (jak na bezę). Mieszamy delikatnie.
Przygotowujemy prostokątną blachę i dwie takiej samej pojemności łyżki. Najlepsze jest coś pośredniego pomiędzy łyżką do jedzenia zupy, a łyżką do nalewania zupy ;-) a następnie przystępujemy do wykładania ciasta naprzemiennie na blachę. Łycha maku, łycha sera, łycha maku, łycha sera i kolejny rządek odwrotnie - jak w szachownicy. Tak jedziemy do końca blachy. Ciasta powinno wystarczyć na dwie warstwy, drugą warstwę oczywiście też kładziemy odwrotnie - tam gdzie kładliśmy mak kładziemy ser itd. Nie należy się przejmować tym, że ciasto jest dosyć płynne i że wszystko się ciut rozlewa.

Pieczemy w 180°C przez około godzinę i 20 minut. Sprawdzamy patyczkiem. Spożywamy najlepiej następnego dnia. Na wierzchu rozsmarowujemy  czekoladę, albo co tam lubimy (na przykład czekoladę ;-) )

W razie czego podaję przepis na prostą polewę (czekoladową :-) )
Rozpuszczamy w garnku na malutkim gazie pokruszoną tabliczkę czekolady wraz z 2 łychami mleka lub wody i łyżką masła. Rozpuszczając ciągle mieszamy. Alternatywą jest rozpuszczanie wszystkiego na parze, wtedy nie ma ryzyka przypalenia. Ja osobiście wolę wersję pierwszą, zawsze to jeden garnek mniej do umycia. Do takiej polewy można dodać jakiegoś alkoholu do smaku, albo sypnąć łyżeczkę cukru waniliowego. Ciepłą rozprowadzamy po cieście pomagając sobie szerokim nożem.

CIASTO MARCHEWKOWE


Bardzo łatwe, wilgotne, ale puszyste i delikatne. Zawsze się udaje, czasami trudno uwierzyć, że jest z marchewki :-)




Składniki:

1 1/4  szklanki oleju
4 jaja
2 szklanki utartej marchewki
2 szklanki mąki
2 szklanki cukru
2 łyżeczki sody
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki cynamonu
garść orzechów
garść rodzynek

Marchew ucieramy na w miarę drobnej tarce, ale zdarzało mi się już ucierać ją na dosyć grubej i też było w porządku.
Ciasto najlepiej mieszać mikserem, robi się błyskawicznie: jaja ucieramy z cukrem na puszysta masę, dodajemy stopniowo mąkę, olej, a w dalszej kolejności proszek, sodę, cynamon, orzechy, rodzynki i marchew.
To przepis oryginalny, znaleziony w necie, ja daję zwykle nieco mniej cukru, ciasto jest dosyć słodkie.

Pieczemy około 40 minut w temperaturze 180°C.

Wierzch możemy posmarować polewą czekoladową: rozpuszczamy na wolnym ogniu lub na parze pokruszoną tabliczkę czekolady wraz z dwiema łyżkami mleka i łyżeczką masła, możemy dodać odrobinę cukru waniliowego - ja przy tym cieście daję też szczyptę cynamonu - ładnie komponuje się ze smakiem ciasta.
Doskonale smakuje też z serkiem waniliowym lub bitą śmietaną.

 
Design by Ciey based on Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes