niedziela, 28 lutego 2010

ROGALIKI KRUCHO-DROŻDŻOWE


Wyglądają jakby na ich zrobienie trzeba było poświęcić co najmniej cały dzień, a tymczasem robi się je całkiem szybko i przyjemnie. Nadziać można niemal wszystkim co nam przyjdzie do głowy, moje dzisiejsze, (robione z porcji zwiększonej o 50%)  są z powidłami śliwkowymi własnej roboty, gęstym musem jabłkowym i budyniem bananowym (bo tylko taki był). Miałam też pomysł, żeby nadziać je kawałkami czekolady, ale czekoladowa inwencja twórcza dopadła mnie za późno, bo po 3 godzinach, kiedy na 110 rogaliku skończyło mi się ciasto :-)
A dlaczego zrobiłam tak dużo? Na to pytanie mogą odpowiedzieć pewni bardzo zapracowani informatycy , których serdecznie tą drogą pozdrawiam.
Mam nadzieję, że rogaliki Wam smakują:-)





Składniki:

4 szklanki mąki (może być pół na poł pszenna i krupczatka)
1/2 szklanki drobnego cukru
1 kostka masła
2 żółtka
2-3 łyżeczki cukru waniliowego
1/4 l kwaśnej śmietany (18-22%)
szczypta soli
5 dag drożdży

1 roztrzepane jajko do smarowania
3-4 łyżki cukru kryształu do posypki




Rozpuszczamy drożdże w śmietanie z łyżeczką cukru i czekamy aż urosną (10-15 minut). W tym czasie przesiewamy na stolnicę mąkę, mieszamy ją z solą, cukrem i cukrem waniliowym i jak przy kruchym cieście siekamy całość drobno ze schłodzonym masłem. Następnie robimy w mące posiekanej z masłem dołek, gdzie wlewamy drożdże, żółtka i szybciutko zagniatamy ciasto. Rogaliki można robić właściwie od razu, ale ja lubię, jak ciasto poczeka około godzinki. Rogaliki wychodzą wtedy bardziej miękkie i ładniej rosną.

Rogaliki robi się bardzo łatwo: bierzemy niewielką porcję ciasta  (mniej więcej tyle, ile mieści się nam w garść), rozwałkowujemy ten kawałek dosyć cienko (ok 2 mm?) na kształt możliwie jak najbardziej przypominający koło, a następnie to nasze mniej lub bardziej równe koło przecinamy nożem na dwie połowy, następnie jeszcze raz przecinamy, tak, aby powstały 4 równe części i jeszcze dwa razy, aby łącznie otrzymać 8 mniej więcej równych trójkątów.
Na zaokrąglonej części trójkąta, tej najdalszej od środka, układamy niewielką ilość nadzienia i począwszy od tej właśnie części zwijamy cały trójkąt w rulonik tak, jakbyśmy zwijali dywan. Na końcu zaginamy rogi i formujemy rogalik o kształcie mniej więcej jak na zdjęciu.

Wielka szkoda, że przy robieniu rogalików nie przyszło mi do głowy, żeby to uwiecznić na fotografii od strony technicznej, postaram się o to następnym razem. W każdym razie opis jest dużo bardziej skomplikowany niż praktyka;-)

Tak przygotowane rogaliki przekładamy na talerz, gdzie smarujemy je roztrzepanym jajkiem i posypujemy grubym cukrem, a następnie przekładamy na wyłożoną papierem blachę. Teoretycznie można proces malowania i posypywania robić na blasze, ale trudno zrobić to precyzyjnie, musimy się więc liczyć z tym, że rozsmarowane po papierze jajko i rozsypany cukier będą się w piekarniku mocno przypalać.

Gdy zapełnimy blachę wstawiamy ją do piekarnika nagrzanego do temperatury 180°C na około 15 minut. Rogaliki powinny się zezłocić. Jeszcze ciepłe przekładamy z blachy na talerz. Najlepiej mieć 2 blachy i w czasie jak jedna jest w piekarniku przygotowujemy drugą, praca idzie wtedy bardzo szybko, a piekarnik nie stoi pusty.
Z podanej ilości składników otrzymujemy około 70 sztuk niewielkich rogalików.

Uwagi:

- rogaliki należy układać w odległości 2-3 centymetrów od siebie, bo będą rosły!
- nadzienie do rogalików musi mieć możliwie zwartą konsystencję, absolutnie nie nadają się do tego dżemy, szczególnie takie z dodatkiem zagęszczaczy, które pod wpływem gorąca zamieniają się w płyn, za to świetnie sprawdzają się powidła, porządnie ostudzony budyń, owoce z konfitury itp
- przy zwijaniu rogalików musimy pilnować, żeby dosyć dobrze zalepić w nich nadzienie, aby nie wypłynęło w trakcie pieczenia
- surowe ciasto najlepiej przykryć ściereczką, żeby nie obeschło.















sobota, 27 lutego 2010

AMBASADOR znany także jako PLEŚNIAK


Czyli dosyć popularne krucho-kakaowe ciasto z powidłami. Jedno z moich ulubionych. Znam je jeszcze z dzieciństwa właśnie pod nazwą ambasador, wiem jednak, że dużo popularniejsze jest jako pleśniak, której to nazwy szczerze nie znoszę, bo nie jest specjalnie apetyczna. Delikatnie rzecz ujmując ;-)



Składniki:

2 szklanki mąki pszennej
2 i 1/2 szklanki mąki krupczatki
1 + 1/4 szklanki cukru pudru
1 kostka masła (200 gram)
1 jajko
4 żółtka +4 białka osobno
3 łyżeczki kakao
2-3 łyżki kwaśnej śmietany (18-22%)
1 średni słoik powideł śliwkowych, wiśniowych lub z czarnej porzeczki
garść rodzynek, garść orzechów włoskich


Mąki przesiewamy na stolnicę, dodajemy 1 szklankę cukru i całość siekamy drobno z mocno schłodzonym masłem. Możemy też masło zetrzeć na grubej tarce zanurzając je co chwila w mące, musimy jednak pamiętać, aby zrobić to możliwie szybko, masło nie powinno się bowiem rozgrzewać od ciepła naszych dłoni. Następnie dodajemy żółtka, jajko, śmietanę i całość bardzo szybko i sprawnie zagniatamy. Im dłużej będziemy gnieść tym bardziej ciasto będzie się stawało luźniejsze i tym gorzej będzie smakowało po upieczeniu (stwardnieje).
Gdy ciasto jest gotowe dzielimy je na trzy części. Dwie od razu chowamy do lodówki na minimum godzinę, a do trzeciej dodajemy kakao i szybko wgniatamy je do środka, aż masa będzie w miarę jednolicie brązowa. Jeśli zostaną nam jakieś drobne smugi nie przejmujmy się tym, po upieczeniu nie będzie tego widać. Ciasto kakaowe również wkładamy na godzinę do lodówki.
Gdy ciasto jest porządnie schłodzone wyjmujemy jedną białą część z lodówki i rozwałkowujemy ją na dno wysmarowanej tłuszczem lub wyłożonej papierem blachy robiąc również niewielki (ok 2 cm) rancik dookoła. Najprościej rozwałkować ciasto na stolnicy przykładając co jakiś czas blachę i korygując wymiar, a następnie nawinąć je na wałek i odwinąć z tego wałka już nad blachą - ciasto samo ułoży się tam gdzie powinno, będziemy musieli wprowadzić tylko niewielkie korekty.
Na tak ułożone ciasto wykładamy powidła, kładziemy bakalie, a następnie nakładamy pianę z białek ubitych na sztywno wraz z pozostałą 1/4 szklanki cukru. Z lodówki wyciągamy ciasto kakaowe i ścieramy je na grubej tarce bezpośrednio na pianę. Podobnie robimy z ciastem białym, które stanowi ostatnią, górną warstwę.
Tak przygotowane ciasto wstawiamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 180°C na około 50-60 minut.
Przepis jest na dużą blachę, spokojnie można zrobić ciasto z połowy składników i upiec w małej blaszce bądź w małej tortownicy.

Uwagi:

- ciasto najlepsze jest następnego dnia, chociaż ja lubię również świeże, lekko jeszcze ciepłe,
- gdyby ciasto nie chciało się ścierać na tarce możemy wsadzić je na 15-20 minut do zamrażarki,
- jeśli nasz piekarnik nie piecze dobrze od spodu dobrze jest dolną warstwę zapiec przez około 20 minut,  a dopiero potem wykładac powidła i całą resztę, zapobiegnie to nadmiernemu jej rozmiękczeniu.





GOFRY DROŻDŻOWE


Gofrownica była jednym z naszych bardziej udanych zakupów. Bardzo lubimy gofry. Co prawda nie robimy ich za często, ale zdarza nam się popadać w gofrowe "ciągi" i wtedy robimy je kilka razy w niewielkich odstępach czasu, wypróbowując przy okazji różne przepisy. Ostatnio przyszła mi ochota na gofry drożdżowe, które są moim zdaniem dużo smaczniejsze niż gofry zwykłe. W sieci krąży świetny przepis na gofry drożdżowe w których ciasto rośnie przez 12-24 godziny w lodówce. Sprawdziłam, rzeczywiście wychodzą bardzo smaczne, ale przepis nie jest dla mnie, bo gofry na ogół robię spontanicznie i nie potrafię  zaplanować, że za dobę lub pół będę miała na nie ochotę;-) Sięgnęłam więc do przepisu na gofry drożdżowe podanego przez producenta naszej gofrownicy. Podeszłam do niego nieco nieufnie, a tymczasem okazało się, że gofry są naprawdę bardzo smaczne i szybkie do zrobienia.




Składniki:

2 jajka
2 szklanki mąki
1/3 kostki rozpuszczonego masła
1 szklanka mleka
4 łyżki cukru
1 cukier waniliowy
1 i 1/2 dag drożdży
szczypta soli

Rozcieramy drożdże z łyżką cukru aż do ich rozpuszczenia, zalewamy kilkoma łyżkami ciepłego (nie gorącego!) mleka, wsypujemy 1 łyżkę mąki, lekko mieszamy, stawiamy w ciepłym miejscu  i czekamy około 15 minut, aż drożdże ruszą. Gdy urosną wlewamy je do przesianej mąki zmieszanej z solą i cukrami, dodajemy lekko roztrzepane jajka, masło, resztę ciepłego mleka i całość dokładnie mieszamy. Ciasto jest luźne, więc nie musimy go zagniatać jak na placek drożdżowy, wystarczy, że wymieszamy porządnie mikserem. Następnie odstawiamy ciasto pod przykryciem na około 30-40 minut w ciepłe miejsce do urośnięcia. Gdy urośnie smażymy tak jak inne gofry, czyli około 5-6 minut.
Najlepsze na ciepło, można podawać z owocami, bitą śmietaną, powidłami, czekoladą, co kto lubi. Ja najbardziej lubie lekko posypane cukrem pudrem. Z podanego przepisu wychodzi około 10 gofrów.

Przepis jest po moich małych modyfikacjach - producent sugerował natychmiastowe mieszanie ciasta, bez czekania, aż drożdże urosną, ja wolałam to jednak zrobić tradycyjnie.

czwartek, 25 lutego 2010

ZEBRA


Ledwo napisałam o zeszycie a już prezentuję kolejny z niego przepis, tym razem na zebrę. Pamiętałam to ciasto właśnie sprzed wielu lat i z przyjemnością odświeżyłam sobie jego smak. 
Ciasto robi się łatwo, jest niezwykle wilgotne i sprężyste, jeszcze lepsze następnego dnia.




Składniki:

5 jaj
1 i 1/3 szklanki drobnego cukru
1 szklanka zimnej przegotowanej wody
1 szklanka oleju
2 i 1/2 szklanki mąki krupczatki
3 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżka kakao
kilka kropli dowolnego zapachu

Ubijamy całe jajka z cukrem na puszystą, prawie białą masę, następnie kontynuujemy ubijanie dodając naprzemiennie po kilka łyżek oleju, wody i mąki zmieszanej z proszkiem do pieczenia, aż do wyczerpania tych składników. Na końcu dajemy zapach. Gdy całość jest porządnie wymieszana dzielimy masę na dwie mniej więcej równe części. Do jednej części dodajemy łyżkę kakao i jeszcze raz porządnie mieszamy, do drugiej dodajemy łyżkę mąki i też porządnie mieszamy. 
Przygotowujemy tortownicę smarując ją tłuszczem i obsypując mąką, albo wykładając papierem do pieczenia i przystępujemy do wylewania ciasta. Na dno tortownicy wlewamy jedną łyżkę ciemnego ciasta, a następnie na sam środek kółka, które utworzy wylane ciasto wylewamy łyżkę jasnego ciasta. Tak postępujemy dopóki nie skończą się nam obie masy. Ważne jest, żeby każdą kolejną łyżkę wylewać dokładnie na środku. Ja skróciłam sobie czas używając łyżki do kompotu, w związku z tym pręgi mojej zebry są nieco grubsze, ale nie ma to większego znaczenia dla smaku.
Pieczemy około 50 minut w temperaturze 180°C. Ciasto najlepiej sprawdzić drewnianym patyczkiem. Jeśli jest suchy, ciasto jest upieczone.
Gotowe można polać czekoladą, chociaż trochę szkoda, bo bardzo ładnie wygląda również od góry.
Przepis na dużą tortownicę.

ZESZYT


Tu też będzie o jedzeniu, ale w nieco inny sposób, muszę bowiem wytłumaczyć, o co chodzi z zeszytem, o którym w paru już postach wspomniałam i pewnie wspomnę jeszcze nie raz.
Znacie to wspaniałe uczucie, kiedy w ręce wpada wam coś w rodzaju tajemniczej szkatułki ze skarbami? Właśnie tak się poczułam, gdy trafił w moje ręce stary zeszyt z przepisami kulinarnymi zbieranymi przez wiele lat. Nie wiem ile, ale pewnie około 30, albo i więcej.

Jest w nim trochę przepisów z czasów kryzysu, na przykład na pożywne pasty do kanapek, kotlety z drożdży (?!) , blok czekoladowy czy ciastka z ceresu, jest parę przepisów na różne marynaty i  jest to co lubię najbardziej, czyli nieskończona ilość przepisów na  wspaniałe ciasta, z których część to smaki mojego dzieciństwa. Tak więc wkrótce kolejne przepisy z zeszytu, a ja tymczasem zagłębiam się w lekturze:-)



wtorek, 23 lutego 2010

MUFFINY WANILIOWO-CZEKOLADOWE I NA ODWRÓT ;-)


Muffiny to niezwykle wdzięczny temat do eksperymentowania, więc zainspirowana rodzinnie wymyśliłam kolejną ich wariację - muffiny czekoladowe z waniliowym środkiem i muffiny waniliowe ze środkiem czekoladowym. Środkiem w obydwóch przypadkach jest budyń.
Muffiny to nie jest specjalnie trwała przekąska, najlepsze są w dniu upieczenia, a tymczasem te następnego dnia po pieczeniu okazały się być jeszcze smaczniejsze, niż pierwszego dnia. Jak z nimi będzie dnia trzeciego nie wiem, bo żaden się już nie ostał.



Muffiny waniliowe z budyniem czekoladowym

Składniki ciasta:

2 szklanki mąki
3/4 szklanki drobnego cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 mały cukier waniliowy
1/3 rozpuszczonej kostki masła
2 jajka
1 szklanka mleka

Składniki nadzienia:

1 budyń czekoladowy
mleko

Przygotowania najlepiej zacząć od ugotowania budyniu. Gotujemy go zgodnie z opisem na torebce z tą różnicą, że ilość mleka zmniejszamy o 1/4 w stosunku do tej w przepisie. Jeśli więc mamy budyń na 0.5 litra mleka robimy go z 1.5 szklanki mleka (oczywiście przy założeniu, że szklanka ma 250 ml). Cukier, o ile nie ma go już w budyniu dodajemy w ilości zgodnej z przepisem producenta budyniu. Przygotowany budyń odstawiamy w chłodne miejsce do wystudzenia.

Muffiny robimy standardowo, jak wszystkie muffiny, to znaczy wszystkie produkty suche mieszamy dokładnie razem (w tym przypadku mąka, cukry, proszek), następnie mieszamy wszystkie składniki mokre razem (jajka, płynne masło, mleko) i finalnie mieszamy niestarannie produkty suche z mokrymi w jednej misce.
Gdy ciasto jest gotowe przystępujemy do wkładania go do foremek. Na dno wkładamy łyżkę ciasta, na to kładziemy małą, ale czubatą łyżeczkę masy budyniowej i przykrywamy kolejną łyżką ciasta. Ogólnie foremka nie powinna być wypełniona ponad swoją krawędź. Procedura idzie całkiem szybko, gdy pomagamy sobie drugą łyżką zarówno przy nakładaniu ciasta jak i przy nakładaniu budyniu, chociaż ten ostatni, ugotowany w zmniejszonej ilości mleka i ostudzony pięknie kroi sie łyżeczką i nie sprawia żadnych problemów z nałożeniem. Pieczemy około 20 minut w temperaturze 190°C - 200°C

 

Muffiny czekoladowe z budyniem waniliowym

Składniki ciasta: 

2 szklanki mąki
1 szklanka drobnego cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
3 łyżki dobrego, mocnego kakao
1/3 rozpuszczonej kostki masła
2 jajka
1 szklanka mleka

Składniki nadzienia:

 1 budyń waniliowy
mleko

Zarówno ciasto jak i budyń robimy dokładnie tak, jak w przepisie powyżej, tak samo też nakładamy je do foremek i tak samo pieczemy.
















Uwagi:

- jeśli nie mamy pod ręką budyniu czekoladowego łatwo go zrobić z budyniu waniliowego lub śmietankowego poprzez dodanie do proszku przed rozrobieniem go w mleku 2 łyżek kakao
- z podanego przepisu wychodzi około 2 blaszek z każdego rodzaju muffinów


niedziela, 21 lutego 2010

SZARLOTKA Z SERCEM


We wszystko co piekę wkładam serce, ale ta szarlotka zawdzięcza swą nazwę temu,  że po rozwałkowaniu wierzchu zostało mi nieco ciasta, a w rękę wpadła foremka w kształcie serduszka.
No cóż, to mało romantyczna historia, ale za to jakie smaczne ciasto:-)
Przepis pochodzi ze starego zeszytu.








Składniki ciasta:

1.5 szklanki mąki pszennej
1 szklanka mąki krupczatki
3/4 szklanki cukru pudru
1 kostka masła
1 jajko
3 żółtka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1-2 łyżki kwaśnej śmietany (18-22%)
1 roztrzepane jajko do posmarowania wierzchu

Składniki nadzienia:

5-6 dużych kwaśnych jabłek (antonówki, szara reneta itp)
5-7 łyżek cukru
łyżeczka cynamonu
1-2 lyżki bułki tartej lub kaszy manny


Przesiewamy na stolnicę mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia, dodajemy cukier i siekamy całość bardzo drobno z zimnym masłem. Możemy też masło zetrzeć na grubej tarce, ale trzeba to robić możliwie jak najszybciej, bo nie powinniśmy go ogrzewać ciepłem własnych dłoni.
Gdy masło wymieszane jest z mąką dodajemy jajka, śmietanę i szybko zagniatamy ciasto. Początkowo ciasto może nie chcieć się zagnieść, ale już po chwili powinno się to udać bez kłopotów. Nie gnieciemy za długo, bo im dłużej kruche ciasto jest gniecione, tym bardziej staje się po upieczeniu twarde i niesmaczne.
Zagniecione ciasto dzielimy na dwie równe części i wkładamy do lodówki na około 1 godzinę. Gdy ciasto się chłodzi przygotowujemy jabłka.
Obieramy je i ścieramy na grubej tarce, a następnie słodzimy. Podałam orientacyjną ilość cukru, bo to po prostu zależy od kwaśności jabłek i naszego gustu smakowego. Trzeba więc jabłka trochę posłodzić, poczekać parę minut, aż cukier się rozpuści, spróbować i ewentualne dosładzać. Masa jabłkowa powinna sobie postać przez około pół godziny, zanim wyłożymy ją na ciasto.
Gdy ciasto się schłodziło nagrzewamy piekarnik do temperatury 180°C, wykładamy blachę papierem do pieczenia i rozwałkowujemy jedną część ciasta wykładając nią spód blachy.  Lepiej jest taki spód zapiec osobno przed wyłożeniem nań jabłek. W tym celu trzeba go nakłuć kilka razy widelcem i wsadzić do piekarnika na około 20 minut, aż się leciutko zezłoci.
Gdy spód mamy podpieczony i lekko ostudzony oprószamy go delikatnie bułką lub manną i wykładamy na niego jabłka starając się je odsączyć z soku, który puściły pod wpływem cukru. Gdy jabłka leżą na cieście wyrównujemy je i lekko ugniatamy, oprószamy  z wierzchu cynamonem (ilość cynamonu wedle upodobań, można dać więcej niż ilość podana przeze mnie, a można wcale nie dawać) następnie wałkujemy drugą część ciasta i przykrywamy nią jabłka obcinając nadmiar ciasta wystający poza blachę.
Ze skrawków, które zostaną możemy wykroić nożem lub foremką dowolne ozdoby i umieścić je na wierzchu ciasta. Tak przygotowane ciasto smarujemy rozbełtanym jajkiem, będzie miało dzięki temu ładny połysk,  nakłuwamy lekko od góry kilka razy widelcem lub jakimś szpikulcem i pieczemy przez około 50-60 minut w 180°C.

Uwagi:

- gotowego ciasta nie należy trzymać w metalowej blaszce, ani nawet na blaszanym spodzie tortownicy, bo ze względu na dużą wilgotność może nabrać metalicznego smaku,
- puryści kulinarni zapewne zauważą, że do ciasta kruchego nie daje się proszku do pieczenia, ja też zwykle nie daję, ale w tym przepisie jest i moim zdaniem słusznie,
- oczywiście możemy uprzednio nie podpiekać spodu o ile mamy doświadczenia, że nasz piekarnik bardzo ładnie piecze od dołu nawet mocno wilgotne ciasta. Jeśli nie jesteśmy pewni, czy spód dobrze się upiecze lepiej go zapiec, bo na pewno to w niczym nie zaszkodzi. Nie wykluczam też oczywiście sytuacji, że ktoś może po prostu być wielbicielem rozmoczonego i niedopieczonego ciasta, w takim wypadku absolutnie nie należy spodu podpiekać ;-)




 
 
 
 

piątek, 19 lutego 2010

KARPATKA


Dziś ciasto, które zna chyba każdy. Bardzo lubię karpatkę. Wieki całe jej nie robiłam, aż w końcu sobie o niej przypomniałam. Nie żałuję :-)





Składniki ciasta:

1 szklanka zimnej wody
1/2 kostki masła
5 jaj
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 szklanka mąki

Składniki masy:

3/4 litra mleka
3 łyżki mąki pszennej
2 łyżki mąki ziemniaczanej
3/4 szklanki drobnego cukru
1 cukier waniliowy
1 jajko
2 żółtka
1 kostka miękkiego masła

Wodę i masło podgrzewamy w garnku, gdy zaczyna się gotować zmniejszamy ogień,  wsypujemy mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i bardzo intensywnie całość mieszamy. Masa jest gotowa, kiedy jest gładka i powoli zaczyna przywierać do dna. Całe to mieszanie zajmuje więc około minuty. Następnie masę należy całkowicie wystudzić i bardzo dokładnie zmiksować z dodawanymi pojedynczo jajkami.
Tak przygotowane ciasto dzielimy na dwie części i pieczemy na złoty kolor w temperaturze 170°C przez około 40 minut w blaszce wyłożonej papierem do pieczenia.
W międzyczasie robimy budyń do kremu: roztrzepujemy jajko i żółtka, mieszamy je ze szklanką mleka, dodajemy obie mąki i jeszcze raz mieszamy bardzo dokładnie. Resztę mleka zagotowujemy razem z cukrami, a następnie wlewamy do niego naszą masę i gotujemy na wolnym ogniu do momentu, aż stanie się bardzo gęsta. To kwestia ledwie 2-3 minut. Masę musimy w czasie gotowania bardzo dokładnie i cały czas mieszać, bo jest bardzo podstępna, nie wiadomo kiedy zaczyna gęstnieć i pasjami lubi się przypalać na dnie garnka;-)
Budyń odstawiamy do całkowitego wystudzenia. Gdy wystygnie łączymy go z utartym na puch masłem.
Zwykle przepisy każą zmiksować masło i dodawać do niego po łyżce zimny budyń. Ja zwykle robię to w ten sposób, że ucieram mikserem masło, a następnie ucieram mikserem również budyń i dopiero łączę obydwie masy- łączą się wtedy ładnie i gładko. Moim zdaniem to lepsza metoda, bo rozcieranie kolejnych łyżek zesztywniałego budyniu w maśle trwa bardzo długo i ryzykuje tym, że w kremie i tak pozostaną nam jakieś grudki, lepiej więc zmiksować budyń oddzielnie. 
Gdy ciasto jest wystudzone, a krem gotowy przekładamy je i posypujemy obficie cukrem pudrem.

Uwagi:

- dobrze jest dodać do masy budyniowej już na etapie gotowania łyżkę jakiegoś aromatycznego alkoholu, krem będzie miał miły i naturalny aromat, a jednocześnie alkohol z niego wyparuje;
- układając masę na blaszce nie wyrównujmy jej jak w przypadku innych ciast, wręcz przeciwnie, dobrze jest łyżką zrobić zaczątki gór i dołków, ciasto będzie po upieczeniu wyglądało jeszcze ciekawiej.



wtorek, 16 lutego 2010

CIASTO DROŻDŻOWE


Jedno z moich ulubionych ciast. Pachnące, z chrupiącą kruszonką ciasto drożdżowe. Najlepsze niedługo po upieczeniu, gdy jest jeszcze lekko ciepłe, ale ja uwielbiam drożdżowca w każdej postaci, nawet po kilku dniach. Takie delikatnie podsuszone smakuje świetnie posmarowane masłem albo powidłami.
Przepis jest lekko na skróty, bo nie zachowuje wszystkich rygorystycznych zasad, które zwykle stosowane są przy tego typu ciastach, ale odbywa się to bez szkody dla smaku i wyglądu.




Składniki:

1 kg mąki
6 żółtek
1 całe jajko
1/2 litra mleka
1 szklanka drobnego cukru
1 duży cukier waniliowy
1/2 kostki masła
10 dag drożdży
ewentualnie garść rodzynek

Kruszonka:

3/4 szklanki mąki pszennej
1/2 kostki miękkiego masła
1/2 szklanki drobnego cukru
1/2 torebki cukru waniliowego

Rozcieramy drożdże z 2 łyżkami cukru, podgrzewamy mleko, aby było ciepłe (ale nie gorące), zalewamy drożdże 5-6 łyżkami mleka, mieszamy, na wierzch sypiemy łyżkę mąki i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
W tym czasie w jeszcze ciepłym mleku rozpuszczamy masło (jeśli nie chce się rozpuścić całość nieco jeszcze podgrzewamy), do dużej miski przesiewamy mąkę, dodajemy resztę cukru, połowę torebki cukru waniliowego; w osobnym naczyniu roztrzepujemy razem żółtka i jajko.
Jeśli chcemy dodać rodzynki trzeba je uprzednio przepłukać i namoczyć.
Gdy drożdże zaczynają porządnie "kipieć" przystępujemy do zagniatania ciasta: do przygotowanej uprzednio mąki z cukrami wlewamy drożdże, jajka, na końcu mleko z masłem i zaczynamy wyrabiać. Można to robić drewnianą  łyżką, można ręką. Ja zazwyczaj robię to ręką. To chyba najmniej przyjemna część pracy, bo trochę trzeba się namęczyć. Dobrze wyrobione ciasto powinno stosunkowo łatwo odchodzić od ręki, więc na pracę nad nim trzeba poświęcić jakieś 10-15 minut. Wyrobione ciasto nakrywamy ściereczką i stawiamy w ciepłym miejscu do wyrośnięcia. Ciasto powinno podwoić swoją objętość.

Mała uwaga dla szczęśliwych posiadaczy kotów - miękka i ciepła ciastowa poduszka w misce postawionej na przykład obok kaloryfera może stać się idealnym miejscem drzemki. Oczywiście idealnym zdaniem czworonoga ;-)

W czasie jak ciasto rośnie przygotowujemy kruszonkę - ugniatamy wszystkie składniki w misce do momentu, aż masa zacznie zbijać się w charakterystyczne dla kruszonki grudki. Przy robieniu kruszonki radzę ją powąchać, ma przepiękny maślano-waniliowy zapach.

Gdy ciasto wyrośnie "przerabiamy" je jeszcze raz, dodajemy rodzynki, uprzednio wysuszone i obsypane mąką i przekładamy całość do formy, gdzie je wyrównujemy. Ciasto klei się jak nie przymierzając butapren, więc przy wygładzaniu go warto moczyć dłoń w zimnej wodzie. To bardzo ułatwia całą operację.
Ułożone ciasto posypujemy równomiernie kruszonką i wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 180°C. Pieczemy około 50-60 minut.
Można je także wstawić do zimnego piekarnika, będzie sobie spokojnie rosło, jak ten będzie się nagrzewał.
Upieczone wystawiamy do ostygnięcia, lekko ciepłe można już jeść - jak już pisałam - takie jest najlepsze. Ostudzone przechowujemy w folii, żeby nie schło.

Przepis na dużą blachę (tj. ok. 40 na 26 cm) - ciasto wychodzi naprawdę ogromne. To na zdjęciu robione było z połowy składników.


niedziela, 14 lutego 2010

SERNIK WANILIOWY



Tak go nazwałam dla odróżnienia od innych, a to po prostu wspaniały, puszysty sernik o dosyć tradycyjnym smaku.
Oczywiście jak to u mnie, bez spodu. Niestety, nie mogę pokazać go w przekroju, bo upieczony został na okazję specjalną, trzeba więc sobie wyobrazić to przyjemnie kremowe wnętrze :-)



Składniki:

1 kg tłustego mielonego sera
2 szklanki cukru pudru
8 jaj
15 dag masła
1 czubata łyżka budyniu waniliowego
1 czubata łyżka kaszy manny
cukier waniliowy
1 łyżka brandy lub rumu
sok z połowy dużej cytryny lub całej małej

Ucieramy masło na puch, w osobnym naczyniu ucieramy żółtka z połową szklanki cukru i cukrem waniliowym, obie masy mieszamy dokładnie z serem, dodajemy budyń, kaszę, alkohol i sok. Następnie ubijamy pianę z białek. Pod koniec ubijania dodajemy resztę cukru i ubijamy na sztywną masę. Następnie mieszamy delikatnie pianę z masą serową i wylewamy do blachy.
Masy będzie sporo, więc przyda się b. duża tortownica, albo tzw. duża blacha, czyli duża blacha prostokątna. Ciasto pieczemy w temperaturze 165°C - 175°C przez około 80 minut. Jeśli nasz piekarnik ma tendencje do przypiekania góry na ostatnie 20-30 minut pieczenia możemy przykryć sernik papierem.
Upieczony zostawiamy jeszcze na parę minut w piekarniku. Ostudzone ciasto polewamy czekoladą, najlepiej ciemną, bo sernik jest dosyć słodki.

Uwagi:
- napiszę to bardzo niechętnie, ale tak, ten sernik można zrobić na kruchym spodzie, wychodzi równie smaczny ;-)
- przepis na dużą prostokątną blachę

czwartek, 11 lutego 2010

RACUCHY vel RACZUCHY


Dziś tłusty czwartek, dzień pączków i faworków, a tymczasem u nas aromatyczne i swojskie racuchy. Smakują tak samo jak pączki, różnią się od nich kształtem, no i nie mają nadzienia. Ich wielką zaletą jest zaś to, że robi się je o wiele szybciej niż normalne pączki. Te ze zdjęcia zrobiła dziś prawdziwa mistrzyni racuchów - moja Teściowa. To ona właśnie mówi na nie raczuchy.



Składniki:

1 kg mąki
100 g drożdży
6 żółtek
1 jajko
1/2 litra mleka
1/2 kostki masła
1 szklanka cukru
cukier wanilinowy mała torebka
2-3 łyżki wysokoprocentowego alkoholu
do smażenia:
6 kostek Planty
1 surowy ziemniak

Rozkruszamy drożdże, mieszamy je z łyżką cukru, zalewamy mniej więcej 1/3 szklanki podgrzanego mleka,  posypujemy łyżką mąki i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Powinno im to zająć jakieś 10 minut. W czasie jak rosną przesiewamy do dużej miski albo garnka mąkę, dodajemy do niej resztę cukru, w pozostałej ilości mleka rozpuszczamy masło (nie zagotowujemy, płyn ma być ciepły, ale nie gorący!) i lekko ubijamy żółtka i jajko. Gdy drożdże są wyrośnięte wlewamy je do mąki, dodajemy żółtka, wlewamy mleko z masłem, alkohol i wszystko bardzo dokładnie wyrabiamy. Ponieważ ciasto będzie dosyć luźne najlepiej wyrabiać je drewnianą łyżką. Ciasto powinno być porządnie wymieszane, sprężyste. Tak zrobione ciasto odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Zwykle zajmuje to około 1-2 godzin. Prawidłowo wyrośnięte ciasto powinno podwoić swą objętość. Gdy jest gotowe rozgrzewamy w płaskim niewielkim garnku tłuszcz,  wrzucamy ziemniaczka, jak się dosyć raźno smaży - ale nie pali! - łyżką wkładamy małe porcyjki ciasta. Porcyjki muszą być małe, bo ciasto dosyć mocno rośnie w czasie smażenia. Smażymy na niewielkim ogniu, przekładając w trakcie smażenia na drugą stronę. Pierwsza partia to test, powinna zawierać 2-3 racuszki; może się zdarzyć, że tłuszcz jest za gorący i za bardzo, i za szybko ściemnieją pozostając niedosmażone w środku; albo za słabo rozgrzany, co spowoduje, że racuszki będą się smażyły zbyt długo nasiąkając za bardzo tłuszczem. Usmażone racuchy wykładamy na wyłożony papierowym ręcznikiem talerz, aby obciekły z nadmiaru tłuszczu, a następnie przekładamy do miski. Przed podaniem posypujemy cukrem pudrem.
I jeszcze o roli ziemniaka w całym procesie. Ponoć jego dodanie powoduje, że tłuszcz mniej się pali. Nie wiem na ile jest to prawda, a na ile nie, ale ja i znane mi osoby tak smażą. Oczywiście co jakiś czas wymieniamy kawałeczek ziemniaka, bo ten, który wrzuciliśmy na początku raczej nie przetrwa całego procesu smażenia.

Uwagi:

- do cukru pudru używanego do posypywania racuchów możemy dodać łyżeczkę cukru waniliowego;
- do smażenia nie musimy używać Planty, może to być olej, niektórzy smażą na smalcu;
- z podanej proporcji, uczciwie przyznam, wychodzi trylion racuchów. No może nie trylion, ale 3  naprawdę wielkie michy. O ile więc nie mamy nadmiaru głodnych w pobliżu lepiej zrobić je z połowy porcji:-)



środa, 10 lutego 2010

MUFFINY KAWOWO-CZEKOLADOWE Z WHISKY


Te muffiny to bliskie znajome muffinów z tego przepisu:
http://zpiekarnika.blogspot.com/2010/01/muffiny-kawowe-z-biaa-czekolada-i.html

Przepis bardzo podobny, różnice są drobne.







Składniki:


2 szklanki mąki
1/2 kostki rozpuszczonego masła
1/3 szklanki cukru trzcinowego
2/3 szklanki cukru drobnego białego
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
cukier waniliowy mały
1/3 tabliczki białej czekolady
1/3 tabliczki mlecznej czekolady
1/3 tabliczki gorzkiej czekolady
2 jajka
3 łyżki kawy rozpuszczalnej rozpuszczonej w 1/2 szklanki wody
3 łyżki whisky
1 szklanka mleka

Ciasto robimy identycznie jak w poprzednim przepisie, więc to skopiuję:
bierzemy dwie miski, w jednej mieszamy dokładnie wszystkie produkty suche, czyli mąkę, cukry, proszek do pieczenia i pokruszone czekolady, w drugiej wszystkie produkty mokre, a następnie wlewamy produkty mokre do produktów suchych i mieszamy łyżką byle jak. Mówię zupełnie poważnie. Żadne miskery czy pracowite wywijanie trzepaczką, po prostu parę machnięć łychą, żeby produkty połączyły się mniej więcej.

Tak przygotowane ciasto wlewamy do foremek muffinowych, pieczemy w temperaturze 190°C przez około 20 minut. Ciasto powiększa swoją objętość o mniej więcej 1/3, trzeba to uwzględnić przy wlewaniu go do foremek.

MUFFINY JABŁKOWE


I znowu muffiny.. Lubię je robić, bo robi się je szybko i łatwo, a do tego są bardzo smaczne. Tym razem padło na jabłkowe, zwane też szarlotkowymi.



Składniki:

2 szklanki mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
3/4 szklanki cukru
1 szklanka mleka lub maślanki
2 jajka
2 średniej wielkości jabłka
1/2 szklanki oleju
płaska łyżeczka cynamonu

Robimy standardowo, jak to muffiny: w jednej misce dokładnie mieszamy produkty suche, w drugiej równie dokładnie produkty mokre, jabłka ścieramy na grubej tarce, dodajemy do produktów mokrych, następnie mieszamy wszystko razem już bez nadmiernych starań i nie tak dokładnie, wykładamy do foremek, pieczemy około 20 minut w temperaturze 190 - 200°C.


Uwagi:

- warto sprawdzić kwaśność jabłek, jeśli są bardzo kwaśne dodajmy 2-3 łyżki cukru więcej, jeśli bardzo słodkie zmniejszmy ilość cukru o podobną ilość
- oprócz cynamonu można dodać też odrobinę mielonego imbiru, albo po prostu płaską łyżeczkę przyprawy do pierników, muffiny nabiorą ciekawego, lekko korzennego smaku.

wtorek, 9 lutego 2010

BABKA HERBACIANA



Przepis pochodzi z książeczki z przepisami dołączonej kiedyś do pewnej margaryny. Zaintrygował mnie skład, nie potrafiłam wyobrazić sobie tego herbacianego smaku - cóż więc zrobić, trzeba było upiec. Tym bardziej trzeba było, że mogłam skorzystać z wiedzy i doświadczenia babkowego Guru - mojej Teściowej, która to ciasto wykonała.
Babka ma bardzo ciekawy, ciepły kolor, z wyglądu nieco przypomina keks. Jeśli chodzi o smak trudno go do czegoś porównać, jest taki herbaciano-rodzynkowy. Babka jest dosyć ciężka, wilgotna. Lepiej smakuje po kilku godzinach, albo następnego dnia.




Składniki:

25 dag mąki
10 dag cukru
8 dag margaryny/masła
2 żółtka
1 szklanka mocnej herbaty
8 dag rodzynek
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki otartej skórki z cytryny
szczypta soli

Zaparzamy mocną herbatę. Rodzynki przebieramy, myjemy, gotujemy w herbacie przez 5 minut, a następnie oddcedzamy i studzimy (uwaga - studzimy nie tylko rodzynki, herbatę też!). Tłuszcz ucieramy z cukrem, dodajemy żółtka, skórkę, sól, przesianą mąkę wymieszaną uprzednio z proszkiem i sodą i zimną herbatę. Porządnie mieszamy, na koniec dodajemy rodzynki obtoczone w mące. Masa powinna mieć konsystencję gęstej śmietany.
Ciasto wykładamy do formy babkowej wysmarowanej tłuszczem i posypanej bułką tartą i pieczemy około 60 minut w temperaturze 180°C. Gotowe możemy polukrować. Jako że nie jestem wielbicielką lukru, a ciasto wychodzi dosyć słodkie zrezygnowałam z tego pomysłu, potraktowałam je tylko z wierzchu niewielka ilością białej czekolady. Można też oczywiście upiec w wąskiej zwykłej blaszce, tzw keksówce.



sobota, 6 lutego 2010

MUFFINY MOCNO CYTRYNOWE Z NUTKĄ CZEKOLADOWĄ



A oto i drugie muffiny dla Zośki. Przy okazji jedne z moich ulubionych. Bardzo lubię mocno cytrynowe smaki i ich połączenie z czarną lub mleczną czekoladą.



Składniki:

2 szklanki mąki pszennej
3/4 szklanki drobnego cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
skórka otarta z 4 cytryn
pół tabliczki pokruszonej mlecznej czekolady
2 jajka 
1/2 kostki rozpuszczonego masła
1 szklanka maślanki lub rzadkiego jogurtu naturalnego
do posypania - łyżka płatków migdałowych.

Robimy tak jak poprzednie - mąkę, cukier, proszek do pieczenia, skórkę i czekoladę mieszamy dokładnie w jednym naczyniu. Pozostałe produkty dokładnie roztrzepujemy trzepaczką w drugim naczyniu, następnie łączymy produkty suche z produktami mokrymi, mieszamy byle jak łyżką (mają pozostac grudki) i wkładamy do foremek do mniej więcej 2/3 ich wysokości. Na wierzch każdego muffina rzucamy kilka płatków migdałowych. Pieczemy około 20 minut w temperaturze 190°C.

Uwagi:
- zamiast maślanki/jogurtu możemy dać kwaśne mleko, albo kwaśną śmietaną. Od biedy można użyć słodkiego mleka, ale muffiny stracą wtedy cudowną lekko kwaskowatą nutkę i nie będą tak wilgotne.


MUFFINY KAKAOWO-RUMOWE Z BIAŁĄ CZEKOLADĄ


Dziś u mnie dzień muffinowy. Piekłam dwa rodzaje w ulubionych smakach pewnej Zośki, z okazji Jej święta. Zośka jest jedną z nielicznych znanych mi osób, która bez względu na ilość spożytych kalorii zachowuje nienaganną figurę. Ech..może lepiej przejdę do przepisu:-)





Składniki:

2 szklanki mąki
4 łyżki kakao
3/4 szklanki drobnego cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
tabliczka pokruszonej białej czekolady
3 łyżki rumu
2 całe jajka
1 i 1/3 szklanki mleka
1/2 kostki rozpuszczonego masła


Robimy jak inne muffiny: składniki suche (tutaj: mąka, kakao, cukier, proszek, czekolada) mieszamy dokładnie razem, w osobnej misce mieszamy składniki mokre. Łączymy suche z mokrymi, mieszamy tym razem niedokładnie, wykładamy do foremki mniej więcej do 2/3 jej wysokości i pieczemy około 20 minut w temperaturze 190°C.
Możemy polać polewą czekoladową.

Uwagi:
- serdecznie odradzam korzystanie z białej czekolady tzw bąbelkowej, czyli z pęcherzykami powietrza w środku. Z bliżej nieznanych mi przyczyn ta czekolada zamiast smakowicie rozpuścić się w cieście zanika w nim prawie bez śladu.
- ilość kakao zależna jest od jego mocy - jeśli mamy porządne, mocne kakao możemy dać tylko 3 łyżki.




czwartek, 4 lutego 2010

CIASTO BUDYNIOWE


To kolejne ciasto ze starego zeszytu z przepisami, który to zeszyt szczęśliwie znalazł się w moim posiadaniu.  Rozpływające się w ustach ciasto budyniowe.





Składniki ciasta:

4 jajka
2 szklanki mąki
czubata łyżeczka proszku do pieczenia
3/4 szklanki cukru
pół kostki masła/margaryny
szklanka śmietany (może być jogurt albo kwaśne mleko)
2 łyżeczki cukru waniliowego

Składniki masy:

4 i 1/2 paczki budyniu śmietankowego z cukrem
1.5  l mleka

Składniki kruszonki:

2/3 szklanki mąki pszennej
1/2 kostki miękkiego masła
1/2 szklanki drobnegu cukru
2 łyżeczki cukru waniliowego

Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia. Ucieramy tłuszcz z cukrem na puszystą masę, do roztartej masy dodajemy naprzemiennie i stopniowo jajka, mąkę i mleko/śmietanę. Gotowa masa powinna mieć konsystencję bardzo gęstej śmietany. Jeśli ciasto wyjdzie za rzadkie możemy dosypać odrobinę mąki, jeśli bardzo gęste dolewamy odrobinę mleka.

Przygotowanie masy jest bardzo proste, z podanych składników gotujemy budyń. Wyjdzie gęściejszy niż normalnie, więc trzeba uważać, aby go nie przypalić.

Kruszonkę prawie każdy wie jak robić, ale w razie czego napiszę, że ugniatamy wszystkie składniki palcami do momentu, aż masa zacznie zbijać się w małe bryłki.

Blachę wykładamy papierem do pieczenia, wylewamy ciasto, na cieście rozprowadzamy budyń (to nie jest niestety najłatwiejsza część zadania), posypujemy kruszonką i wsadzamy do piekarnika.

Pieczemy około 50-60 minut w temperaturze 180°C
Przepis na średnią blachę (tj. ok. 36 na 25 cm) lub większą tortownicę (śr. 26-27 cm).

Uwagi:

- w przepisie mowa o budyniach z przepisem na torebce na 0.5 litra mleka
- ciasto wychodzi dosyć słodkie, można więc zmniejszyć ilość cukru do 0.5 szklanki
- ponieważ to już drugi taki przypadek o którym słyszę muszę to napisać - czasami zdarza się, że budyń jest na tyle ciężki, że ciasto w trakcie pieczenia na niego nadpływa. Nie ma to znaczenia dla smaku, ale ciasto nie wygląda tak jak na zdjęciu, tylko na górze też jest ciasto.

wtorek, 2 lutego 2010

ROLADA SZPINAKOWA


Moje ulubione danie na przystawkę. Istnieje wersja z chrzanem, ale ja robię z czosnkiem. Przepis znaleziony wieki temu W Galerii Potraw,  tu, nieco przeze mnie zmodyfikowany.






Składniki:

1 opakowanie mrożonego szpinaku
3-4 ząbki czosnku
1 łyżeczka masła lub oleju
2 serki typu Almette śmietankowe lub jogurtowe
4 jajka
kilka plastrów wędzonego łososia
pół pęczka koperku
przyprawy

Dusimy szpinak na tłuszczu, pod koniec dodajemy zgnieciony czosnek, przyprawiamy wedle własnego uznania, ja daję sól, gałkę muszkatołową i odrobinę pieprzu. Następnie masę bardzo porządnie odparowujemy, masa ma być porządnie gęsta i nie podchodzić wodą.
Jak przestygnie łączymy ją z roztrzepanymi żółtkami i pianą ubitą z białek, a następnie wylewamy na wyłożoną papierem do pieczenia blachę. Pieczemy około 15-20 minut w temperaturze 180°C.

Gdy ciasto jest upieczone, jeszcze gorące, razem z papierem do pieczenia zwijamy w roladę i pozostawiamy do ostygnięcia.
W tym czasie mamy czas na przygotowanie serków - wyrzucamy je do miski i mieszamy dokładnie z koperkiem. Możemy też lekko dosolić, jeśli lubimy mocno słone potrawy.
Gdy rolada jest zimna delikatnie ją rozwijamy jednocześnie odklejając z niej papier do pieczenia i rozkładamy ją na rozłożonej na blacie folii spożywczej. Następnie smarujemy całość (rolady, nie folii;-)) równą warstwą serka zostawiając na zewnętrznym brzegu około 1 cm marginesu. Na przeciwległym brzegu (tym, który był w środku rolady) układamy w paskach łososia i zwijamy całość starając się, aby koniec rolady znalazł się pod nią. Gdy rolada jest zwinięta owijamy ją ciasno w folię, na której leży i chowamy na kilka godzin do lodówki. Ja zwykle robię ją w przedzień. Kroimy mocno schłodzoną ostrym nożem, bo włókna łososia lubią się czasami ciągnąć.

Uwagi:
- szpinak dobrze jest przyprawić dosyć mocno, mając na uwadze, że dodamy do niego jajka, same w sobie dosyć mdłe w smaku
- jeśli szpinak jest zbyt rzadki możemy spróbować odsączyć go na sitku albo po prostu dodać do ciasta łyżkę mąki pszennej, nic złego się nie stanie
- papier do pieczenia dobrze jest przed wylaniem posmarować odrobiną oliwy, łatwiej go wtedy ściągnąć z rolady
- przyprawiając ser miejmy na uwadze, że łosoś jest sam w sobie dosyć słony
- czasami robię z tego przepisu dwie cieniuteńkie rolady. Trudniej je zwinąć, ale wyglądają jeszcze bardziej efektownie i elegancko.

PIERNICZKI


Ten przepis zawdzięczam pewnej niezwykle uzdolnionej kulinarnie Agni. Ona robi z tych pierniczków prawdziwe dzieła sztuki, ja potrafię jedynie wycinać je przy pomocy foremek.

Składniki:

0,5 kg miodu (można pół na pół naturalny ze sztucznym)
kostka masła
3 jajka
25 dag cukru
1,2 kg mąki krupczatki
2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 opakowanie przyprawy do pierników

Miód i przyprawy rozgrzewamy na patelni, dodajemy cukier i masło. Czekamy aż wszystko zamieni się w aromatyczną jednolitą masę i odstawiamy do ostygnięcia. Jak przestygnie wbijamy jajka i miksujemy na wolnych obrotach stopniowo dodając mąkę wymieszaną z sodą. Odstawiamy na godzinę do lodówki, wałkujemy podsypując odrobiną mąki, wycinamy pierniczki i pieczemy do zrumienienia w 180°C.
Pierniki są krucho-miękkie, można je jeść od razu. Ciasto doskonale nadaje się do budowania domków z piernika.

SERNIK CZARNO-BIAŁY


... zwany też w niektórych kręgach szarpanym ;-) Ciekawa odmiana sernika. Biorąc pod uwagę moje upodobania to coś wyjątkowego: sernik nie dość, że posiada spód, to jeszcze posiada wierzch. Warto, jednak go spróbować, bo połączenie kakaowego ciasta z delikatnym serem daje bardzo ciekawy efekt smakowy. Nietypowym dodatkiem są też wiórki kokosowe dodawane do sera. Podeszłam do sprawy ze sporą nieufnością - okazało się, że niesłusznie - bo smakuje bardzo dobrze.



Składniki ciasta:

1 i 1/2 szklanki mąki tortowej
1/2 szklanki cukru pudru
2 żółtka
1 kostka masła
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki kakao

Składniki masy:

4 serki homogenizowane zwykłe
3/4 szklanki cukru
2 żółtka
4 łyżki wiórków kokosowych
2 łyżki roztopionego masła
skórka otarta z cytryny
łyżka soku z cytryny
łyżka mąki ziemniaczanej

Ciasto przygotowujemy tak jak kruche, czyli wysypujemy na stolnicę mąkę, kakao, cukier, siekamy z zimnym masłem, dodajemy żółtka i zimną śmietanę, szybko zagniatamy, dzielimy na dwie równe części i wsadzamy na minimum godzinę do lodówki, albo na pół godziny do zamrażarki. Ważne, żeby ciasto porządnie stwardniało.

Ubijamy pianę z białek, pod koniec ubijania dodajemy do piany połowę ilości cukru. Pozostałe składniki masy łączymy ze sobą, na końcu dodajemy pianę, delikatnie mieszamy. Jeśli zamiast zwykłych serków bezsmakowych mamy waniliowe, odpowiednio zmniejszamy ilość cukru.
W oryginalnym przepisie zamiast skórki cytrynowej był zapach cytrynowy - można go oczywiście użyć - ale moim zdaniem ze skórką będzie lepsze.
Jak masa jest gotowa, a ciasto porządnie stwardniało wykładamy ciasto do blachy: na dno blachy ścieramy na tarce o grubych oczkach jedną część ciasta, na to wylewamy masę serową i przykrywamy drugą częścią startego ciasta.
Pieczemy około 1 godziny w 180-190 °C.

Gotowe możemy polać dodatkowo polewą czekoladową, która podkresli "czekoladowość" specjału i posypać wiórkami.

Uwagi:
 - jeśli nasz piekarnik nie jest królem piekarników (mój nie jest, niestety) i czasami zdarza mu się niedopiekać od dołu lepiej jest dolną warstwę zapiec przez około 20 minut i dopiero potem wylać ser i zetrzeć górną warstwę. W przeciwnym wypadku ryzykujemy, że wilgotny ser zaleje ciasto od dołu i zamiast kruche będzie wilgotnawo-twardawe, czego ja osobiście bardzo nie lubię.
- nie wiem czy następnym razem nie zrobię podwójnej ilości masy serowej, masa serowa będzie wtedy wyższa.
Przepis na małą, albo średnią tortownicę.


MURZYNEK


To jedno z najłatwiejszych ciast, puchate, ale dosyć ciężkie, fantastycznie wilgotne. Długo trzyma świeżość.
Przepis z pewnego wspaniałego zeszytu, o którym napiszę później.



Składniki:

1/2 kostki masła
1 szklanka cukru
3 łyżki stołowe kwaśnego dżemu albo powideł (z porzeczek, śliwek itp)
2 płaskie łyżki kakao
1 jajko
1 szklanka zsiadłego mleka
1 łyżeczka sody
2 i 1/2 szklanki mąki
aromat do ciasta


Masło, cukier i jajko ucieramy razem na puszystą masę (można mikserem). Dodajemy kakao, dżem/powidła, mąkę wymieszaną z sodą, mleko i zapach. Dokładnie mieszamy. Zamiast zapachu można - a wręcz należy - dodać na przykład 2 łyżki rumu, albo 2 łyżki brandy. Możemy też murzynka niezwykle łatwo przerobić na piernik dodając 2-3 łyżeczki przyprawy do piernika. Jeśli lubicie bakalie świetnie do tego ciasta pasują rodzynki, migdały albo orzechy włoskie.

Pieczemy około 40-50 minut w temperaturze 180°C.

Gotowe możemy polać lukrem, czekoladą albo po prostu zostawić jak jest.

 
Design by Ciey based on Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes