środa, 31 marca 2010

BARANEK

Jak dobrze być barankiem i wstawać sobie rankiem, 
i biegać na polankę, i śpiewać sobie tak:
be be be, kopytka niosą mnie,
be be be, kopytka niosą mnie..

Wiem, że to mało poważne, ale nie mogłam się powstrzymać:-)

Teraz już poważniej i w duchu Świąt. Można na Wielkanoc upiec tradycyjnego i dostojnego baranka z formy, można wystrugać z masła (chociaż tego nigdy nie robiłam) lub kupić baranka cukrowego. Swoją drogą zastanawiałam się zawsze, czy ktoś takiego super słodkiego i okropnie twardego baranka cukrowego w ogóle zjada?
Można też się pobawić i zrobić baranka własnoręcznie. Niekoniecznie doskonałego, ale za to jedynego na świecie i unikalnego. Mój nie jest najpiękniejszy, bo nie mam zdolności plastycznych, ale co tam, czasami trzeba się w kuchni uśmiechnąć, czego i Wam życzę:-)

Inspiracją był stary wątek w mojej ulubionej Galerii Potraw, założony przez driadeę, możecie go poczytać tu


W powyższym linku z GP jest przepis na dużego baranka z ciasta drożdżowego, taki baranek ma ten plus, że pięknie rośnie i wygląda, ale minusem jest to, że niestety szybko czerstwieje. Ja tym razem zrobiłam eksperymentalnego baranka z ciasta kruchego z nadzieją, że dłużej będzie świeży.
Niestety popełniłam mały błąd, zamiast cukru pudru sypnęłam cukier kryształ, który rozpuściwszy się w piekarniku spowodował, że baranki mają dosyć chropowatą skórkę. Szczególnie źle odbiło się to na pani Barankowej, która z powodu braków w urodzie nie zakwalifikowała się do głównego zdjęcia.
Ale co tam. Nikt nie jest doskonały. A już na pewno nie ja. Chociaż cerę, muszę przyznać, mam jednak lepszą niż pani Barankowa:-)

Składniki ciasta:

1 i 1/2 szklanki mąki
1/2 kostki masła
1/3 szklanki cukru (pudru!)
1 jajko

Dodatkowo:

lukier lub jajko do posmarowania ciasta przed wstawieniem do piekarnika

Z podanych składników zagniatamy kruche ciasto, wstawiamy je na około 1/2 godziny do lodówki. Po wyjęciu skubiemy z niego małe kawałki, kręcimy na stolnicy lub w dłoniach kuleczki i lepimy baranka. 
Lepiej robić to od razu na blasze, żeby nie trudzić się potem z przenoszeniem baranka. W stanie surowym jest on mało stabilny;-)
Gdy baranek jest gotowy wstawiamy go na około 20-25 minut do piekarnika nagrzanego do 180°C.
Jeśli nie planujemy lukrowania dobrze posmarować go jajkiem przed pieczeniem, przyjemnie się zrumieni.

Z podanej proporcji wychodzą dwa niewielkie baranki (wielkości dłoni) lub jeden duży.

wtorek, 30 marca 2010

BABKA CZEKOLADOWO - CZEKOLADOWA


I kolejna baba:-) Z wyglądu nawet podobna do mojej poprzedniej babki, ale w smaku zupełnie inna: wilgotna, aksamitna, dosyć ciężka, długo utrzymuje świeżość. Nazwę zawdzięcza dwóm czekoladom: białej i mlecznej, które to odpowiedzialne są za wspaniały smak i wilgotność.


Składniki ciasta jasnego:

1/2 kostki masła*
1/2 szklanki drobnego cukru
1 tabliczka białej czekolady
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 szklanka mąki pszennej
2jajka

Składniki ciasta ciemnego:

1/2 kostki masła*
1/2 szklanki drobnego cukru
1 tabliczka mlecznej czekolady (może być gorzkiej, jeśli lubimy mocno czekoladowe smaki)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 szklanka mąki pszennej
2 jajka

*mam na myśli kostkę 25 dag

Przepis na dużą formę z kominkiem.


Ciasto białe i czekoladowe przygotowujemy osobno, będą nam więc potrzebne dwa garnki, a później dwie miski, w których ciasto skończymy.
W jednym garnku rozpuszczamy pół kostki masła z tabliczką białej czekolady i 1/2 szklanki cukru, w drugim pół kostki masła z tabliczką mlecznej czekolady i 1/2 szklanki cukru. Masy nie powinny się zagotować. Odstawiamy do ostudzenia.
Gdy wystygną, z obydwiema masami postępujemy tak samo: dodajemy dwa żółtka, miksujemy dokładnie, potem dodajemy stopniowo wymieszaną z  proszkiem do pieczenia mąkę, na koniec mieszamy delikatnie z pianą ubitą z białek.
Wylewamy do wysmarowanej tłuszczem i wysypanej bułką tartą formy babkowej. Od nas zależy, jak masy wylejemy. Ja wylałam najpierw masę jasną, a potem na nią masę ciemną, można zrobić odwrotnie.
Pieczemy około 40-50 minut w temperaturze 180°C. Najlepiej sprawdzić patyczkiem.


niedziela, 28 marca 2010

TORT KAWOWY Z BIAŁĄ CZEKOLADĄ


Chciałam zrobić prawdziwy tort urodzinowy, ale że nie przepadam za tradycyjnymi, kremowymi tortami (Jubilatka takoż nie przepada) wymyśliłam coś lekkiego i delikatnego.
Eksperyment moim zdaniem wypadł bardzo interesująco. Na pewno będę do niego wracać, bo połączenie mocnego smaku kawy i delikatnego białej czekolady okazało się być bardzo smakowite.

Zofia, jeszcze raz wszystkiego dobrego:-)))


Składniki ciasta:

8 jajek
8 czubatych łyżek cukru pudru
8 łyżek przesianej mąki
4 łyżki kawy drobno mielonej lub kawy instant*
2 łyżki oliwy

*obydwie kawy dają ciekawy, ale kompletnie różny kawowy smak, poza tym ciasta różnią się kolorystycznie, więcej o tym w uwagach.

Składniki masy:

1 l mocno schłodzonej śmietanki 30 lub 36% (do ubijania)
3 tabliczki białej czekolady  (razem 300g)
1/3 laski wanilii lub łyżeczka ekstraktu z wanilii
czubata łyżka żelatyny

Dodatkowo:

4-5 łyżek aromatycznego alkoholu, u mnie Kahlua - likier kawowy
1 szklanka przegotowanej wody
1 mała łyżeczka soku z cytryny
15 dag płatków migdałowych uprażonych na złoto na suchej patelni
tabliczka czarnej czekolady
łyżeczka kawy instant


Ze składników ciasta przygotowujemy biszkopt. Ja robię to w ten sposób, że ubijam jajka z cukrem przez długą chwilę, aż masa kilkakrotnie powiększy swoją objętość i lekko zesztywnieje. Następnie dodaję kawę, a potem, mieszając już delikatnie, stopniowo mąkę, na koniec oliwę. Ciasto wstawiamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 160°C i pieczemy przez około 30-40 minut, sprawdzamy patyczkiem, jeśli jest suchy, ciasto jest upieczone.

Gdy ciasto siedzi w piekarniku przygotowujemy masę. Ze śmietany odlewamy 1/2 szklanki i podgrzewamy na bardzo słabym ogniu razem z wanilią lub ekstraktem waniliowym. Gdy śmietana jest ciepła  wrzucamy pokruszoną w kostkę białą czekoladę i od tego momentu nie oddalamy się od garnka - masa ma tendencje do przywierania, musimy ją bezustannie mieszać, aż do rozpuszczenia czekolady, trwa to 3-4 minuty. Gotową masę zdejmujemy z ognia. 
W 1/4 szklanki gorącej wody rozpuszczamy łyżkę żelatyny, mieszamy do momentu aż znikną grudki.
Do wysokiej miski wlewamy pozostałą śmietanę i ubijamy ją mikserem na wysokich obrotach. Śmietana jest ubita, jeśli jest idealnie sztywna i miska daje się odwrócić do góry nogami. 
Tak przygotowaną śmietanę mieszamy delikatnie ale bardzo dokładnie z rozpuszczoną czekoladą i żelatyną i odstawiamy, ale nie do lodówki, bo masa zbyt szybko zastygnie.
Uwaga, jeśli do robienia masy czekoladowej używamy kawałka laski wanilii wyjmujemy ją przed ostatecznym połączeniem mas!
Pozostaje nam jeszcze przygotowanie ponczu - mieszamy alkohol z wodą, dodajemy łyżeczkę soku z cytryny.
Ostudzone ciasto dzielimy na 3 lub 4 części. Każdą z części nasączamy delikatnie ponczem i po kolei przekładamy masą. Dobrze jest zostawić 4-5 łyżek masy do udekorowania wierzchu i wyrównania boków.

Przełożony tort wstawiamy do lodówki, aby masa odpowiednio się związała. Dopiero potem przystępujemy do ostatecznego wykańczania ciasta:  smarujemy je rozpuszczoną z łyżką masła i łyżką kawy czarną czekoladą, boki obsypujemy uprażonymi płatkami migdałowymi. Możemy zrezygnować z czekolady na wierzchu i po prostu posmarować całość śmietaną z czekoladą.

Uwagi:

- ponieważ nie mogłam się zdecydować czy bardziej mi smakuje ciasto z kawą instant czy z kawą mieloną upiekłam dwa biszkopty każdy z 4 jajek, a następnie każdy przekroiłam na pół i tort przełożyłam naprzemiennie. Dało to dodatkowy efekt kolorystyczny, bo w masie z kawą mieloną widać delikatne drobinki kawy, za to masa z kawą instant ma intensywniejszy kawowy kolor,
- jeśli lubimy zdecydowanie słodkie torty możemy użyć 4 białych czekolad,
- ponieważ masa do tortu sztywnieje dopiero po jakimś czasie, (gdy żelatyna i biała czekolada odpowiednio ją zwiążą) przy przekładaniu tortu warto pomóc sobie obręczą od tortownicy, którą odpinamy dopiero jak masa stężeje. Dzięki temu tort będzie równy i blaty nie będą miały tendencji do rozjeżdżania się,
- można nie dodawać żelatyny, musimy jednak pamiętać, żeby tort nie stał zbyt długo poza lodówką, z pewnością też będzie się trudniej kroił.
- przepis na największą tortownicę.


środa, 24 marca 2010

MAZUREK - MÓJ ULUBIONY


Naprawdę ulubiony. Przywędrował do mnie pod nazwą wykwintny i chyba trochę taki jest - w cieście przenika się smak kawy, kremu, owoców, bakalii, alkoholu. Uważam że to ciekawa propozycja szczególnie dla tych, którzy nie przepadają za tradycyjnymi twardymi mazurkami z bardzo słodką polewą, chociaż ja sama takie też bardzo lubię.
Ten mazurek też jest z ciasta kruchego, ale jest ono tak nawilżone, że mazurek jest idealnie miękki i rozpływa się  w ustach.




Składniki ciasta:

1/2 kg mąki pszennej
2 całe jajka
2 żółtka
1 żółtko gotowane (starte na pył)
3/4 szklanki cukru pudru
1 i 1/2 kostki masła (kostka=20 dag)
2-3 łyżeczki cukru waniliowego

Składniki masy:

1 budyń waniliowy lub śmietankowy (z cukrem!)
mleko (ilość zgodna z zaleceniami na opakowaniu budyniu)
1 żółtko
1 łyżka mąki pszennej
1/2 kostki masła

Dodatkowo:

średniej wielkości słoiczek powideł lub konfitury (u mnie powidła śliwkowe, ale świetnie sprawdzi się właściwie każdy smak, także cytrusowy)
1/2 szklanki naparu z kawy
1/2 szklanki ponczu lub słodkiego wina
czekolada lub lukier do ozdobienia wierzchu
1-2 garście bakalii do wciskania gdzie tylko się da;-)



Z podanych składników zagniatamy kruche ciasto. Szczegółowy opis, jak to zrobić znajdziecie tu.
Ciasto wkładamy do lodówki na co najmniej 30 minut, a następnie dzielimy na 3 części, każdą z nich rozwałkowujemy, nakłuwamy i pieczemy w temperaturze 180°C przez około 20 minut.

W międzyczasie przygotowujemy:

1. Masę: gotujemy budyń zgodnie z opisem i proporcjami jak na opakowaniu z tą różnicą, że do proszku budyniowego rozmieszanego z mlekiem dodajemy łyżkę mąki i żółtko. Gdy budyń jest gotowy zostawiamy go do wystygnięcia. Gdy wystygnie mieszamy z utartym na puch masłem.

2. Poncz: mieszamy wodę z jakimś aromatycznym alkoholem (2-3 łyżki), dosmaczamy cukrem i sokiem z cytryny. Poncz możemy zastąpić winem.

3. Kawę: możemy użyć zwykłej kawy rozpuszczalnej, możemy użyć kawy z ekspresu. Napar powinien mieć średnią moc zwyczajnej kawy do picia. 

Gdy masa, poncz, kawa i wszystkie 3 blaty ciasta są gotowe przystępujemy do układania warstw mazurka w następującej kolejności:
Dolny blat nasączamy winem lub ponczem i smarujemy powidłami. 
Środkowy blat nasączamy naparem kawy, kładziemy na powidła i z wierzchu smarujemy masą budyniową. Całość przykrywamy trzecim blatem. Przepis nie każe go już nasączać, ale ja to robię, zwykle nasączam go kawą, ale można też użyć ponczu lub wina.

Zarówno do powideł jak i do kremu możemy włożyć ulubione bakalie. Obowiązkowo powinny się one też znaleźć na mazurku, który z wierzchu smarujemy polewą czekoladową lub lukrem.
O tym jak zrobić polewę napisałam między innymi tu, w ostatnim akapicie. 
Jeśli wybieramy lukier robimy go ucierając 20 dag cukru pudru z 1 białkiem. Do lukru można dodać parę kropli cytryny lub ulubiony aromat.
Mazurek najsmaczniejszy jest następnego dnia i w kolejne, gdy blaty odpowiednio nasiąkną i smaki się przenikną.

Na moich zdjęciach nie ma w środku bakalii, akurat ich nie dodałam, taki też jest bardzo smaczny.

poniedziałek, 22 marca 2010

BABECZKI ŚMIETANKOWE


Trzymam się tematu babkowego, to chyba wpływ nadchodzących Świąt. Tym razem małe kruche babeczki nadziewane masą budyniową. Sporo mówią w piekarniku, ale niestety, nie zrozumiałam na jaki temat. Więcej szczegółów poniżej;-)


Składniki ciasta:

2 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki cukru pudru
1 kostka masła (200g)
4 żółtka
1-2 łyżki kwaśnej śmietany (18-22%)



 Składniki masy:

1 l mleka
2 budynie śmietankowe (na 1/2 litra każdy)
1 czubata łyżka mąki pszennej
1 łyżka cukru


Przygotowujemy kruche ciasto: mąkę i cukier przesiewamy na stolnicę, siekamy z zimnym masłem, dodajemy żółtka i śmietanę i szybko zagniatamy. Jeśli ciasto nie będzie chciało się zagniatać możemy dodać jeszcze odrobinę śmietany. Gotowe ciasto wstawiamy na około 30-60 minut do lodówki i w tym czasie możemy przygotować masę. 

Proszek budyniowy mieszamy z cukrem i mąką pszenną i  dalej przygotowujemy budyń zgodnie z opisem na opakowaniu. Jeśli mamy wersję bez cukru dodajemy go również w ilości sugerowanej przez producenta.

Gotowy budyń zostawiamy do ostygnięcia i przygotowujemy foremki do babeczek - każdą z nich natłuszczamy masłem lub maragryną.

Gdy ciasto jest porządnie schłodzone rozwałkowujemy je na grubość ok 3 mm i na wałku przenosimy na ustawione ciasno obok siebie babeczki. Lekko przyciskamy ręką, tak, aby krawędzie babeczek odcięły ciasto, uzyskamy tym sposobem ładnie wycięte kawałki gotowe do tego, aby nimi wylepić środki babeczek.
Gdy mamy wylepione wszystkie babeczki rozwałkowujemy ciasto jeszcze raz i szklanką lub kubeczkiem o średnicy równej lub nieco większej niż średnica babeczek wykrawamy kółka.
Do wylepionych ciastem babeczek wkładamy po łyżeczce masy (mniej więcej do 3/4 wysokości babeczki) i zalepiamy od góry kółkiem ciasta przyciskając je dokładnie w taki sposób, aby ewentualny nadmiar ciasta obciąć krawędziami babeczki.
Tak przygotowane babeczki ustawiamy na blaszce i pieczemy przez około 20 minut w temperaturze 180°C.

Wyciągamy gdy są jeszcze ciepłe pukając delikatnie w denka.

Ach, miałam wspomnieć o rozmowach: w czasie pieczenia masa zaczyna się nieco gotować i babeczki ze sobą "rozmawiają" jak najęte kłapiąc przykrywkami na prawo i lewo. Nie należy się tym przejmować, po wyjęciu z piekarnika masa wróci do normy, a babeczki ładnie się zakleją. Na talerzu siedzą już zupełnie cichutko:-)


niedziela, 21 marca 2010

SZYBKA BABKA


Naprawdę szybka. I łatwo ją zrobić. Baza jest zawsze taka sama, natomiast dodatki można modyfikować według własnych potrzeb, upodobań i możliwości:-) Ja dziś dodałam migdały i  kakao.




Składniki:

4 jajka
1 szklanka mąki pszennej
1/2 szklanki mąki ziemniaczanej
1 szklanka cukru
1 małe opakowanie proszku do pieczenia (ja daję mniej)*
1 kostka masła (250g)
4 łyżki płatków migdałowych
2 łyżki kakao
kilka kropli esencji migdałowej

Całe jajka ubijamy razem z cukrem, aż staną się prawie białe i puszyste. Nie przerywając ubijania dodajemy stopniowo obydwie mąki, proszek do pieczenia, migdały, esencję, a na końcu wlewamy rozpuszczone masło (może być ciepłe) i bardzo dokładnie mieszamy. To przepis na babkę podstawową. 
Ja dziś dokonałam małej modyfikacji:  masę dzielimy na dwie części, do jednej dodajemy kakao, do drugiej łyżkę mąki. Dokładnie mieszamy, i wylewamy do wysmarowanej tłuszczem i obsypanej bułką tartą  blaszki. Od nas zależy, czy chcemy mieć na górze ciasto brązowe czy białe, więc kolejność wylewania nie ma większego znaczenia.

Pieczemy około 40 minut w temperaturze 180°C, najlepiej sprawdzić patyczkiem, czy ciasto się upiekło. Dużo zależy nie tylko od piekarnika ale i od blachy, szczególnie szybko piecze się w blaszkach z kominkiem.
Wspominam o tym, ponieważ babka nie powinna siedzieć w piekarniku dłużej niż to konieczne, bo nadmiernie się wysusza i traci przez to na smaku.
Ja dziś polałam swoją babkę czekoladą i posypałam uprażonymi płatkami migdałowymi, ale można po prostu posypać ją cukrem pudrem i też będzie smaczna.

* mowa o proszku 16g, ja daję zwykle 2/3 opakowania takiego proszku.
















czwartek, 18 marca 2010

CIASTO WYŚMIENITE


Wszędzie już mazurki, u mnie też pewnie będą, ale tymczasem jeszcze bardzo lekkie i  kolorowe, rozpływające się w ustach ciasto z galaretkami.
Przepis (i nazwa) z zeszytu, ale tym razem mojego starego zeszytu.  To jedno z pierwszych ciast, które robiłam jeszcze jako nastolatka, a przypomniała mi teraz o nim moja mama. No to zrobiłam. I nie żałuję:-)
























Składniki ciasta:

4 jaja
4 łyżki cukru pudru
4 łyżki przesianej mąki pszennej

Składniki masy:

600 ml kwaśnej śmietany 18 - 22% 
7 łyżeczek żelatyny + 1/2 szklanki wody
3/4 szklanki cukru pudru
2 łyżeczki cukru waniliowego (najlepiej z prawdziwej wanilii)
3 galaretki, każda w innym kolorze




Całe jajka ubijamy z cukrem, aż kilkakrotnie powiększą swoją objętość (ja robię to mikserem na najwyższych obrotach przez 5-8 minut), do powstałej masy delikatnie dodajemy mąkę i bardzo delikatnie i dokładnie mieszamy łyżką (nie mikserem!), aby możliwie jak najmniej zaburzyć puszystość ciasta.
Wylewamy na blaszkę, której dno wykładamy papierem. Przepis pasuje do średniej (24 cm) lub dużej (27 cm) tortownicy. Pieczemy około 25 minut w temperaturze 160°C.

Każdą galaretkę rozpuszczamy w połowie ilości wody (czyli w 250 ml) i wylewamy do zastygnięcia do w miarę płaskiego naczynia, w którym  łatwo będzie nam tę galaretkę pokroić na niewielkie kwadraciki. 
Może to być płaski półmisek, plastikowy pojemnik, ja używam do tego celu wąskich blaszek do pieczenia ciasta. Gdy galaretki zastygną możemy ciasto skończyć.
Wyjmujemy biszkopt z blaszki, zdejmujemy z jego spodu papier. Tortownicę wykładamy dokładnie folią, spożywczą, aby nie przeciekała, wkładamy biszkopt do góry nogami (spód ładniej nasiąknie masą) i przystępujemy do przygotowania masy.
Do dużej miski wlewamy śmietanę, dodajemy cukier, cukier waniliowy i dokładnie mieszamy, do rozpuszczenia cukrów. Galaretki kroimy w kosteczkę. Żelatynę rozpuszczamy w podanej ilości gorącej wody, gdy nieco przestygnie wlewamy ją do śmietany, porządnie mieszamy i wrzucamy pokrojone galaretki. Bardzo często już wtedy masa zaczyna tężeć, jeśli tak się stanie wylewamy ją od razu na ciasto i wstawiamy do lodówki, do ostatecznego stężenia. Jeśli masa nie tężeje tak szybko również wylewamy ją na ciasto, ale odrobinę delikatniej, łyżką, bo zdarza się, że zbyt płynna masa wylana gwałtownie powoduje, że ciasto zaczyna w niej pływać. Nie ma to znaczenia dla smaku, ale dla wyglądu i owszem.
Ciasto jest najsmaczniejsze po kilku godzinach, albo następnego dnia, kiedy biszkopt odpowiednio zwilgotnieje.

Uwagi:

- w oryginalnym przepisie są śmietany, ale ja bardzo często, również i tym razem mieszam śmietany pół na pół z jogurtem naturalnym,
- w oryginalnym przepisie jest też cała szklanka cukru, dla mnie to cokolwiek za dużo, więc ilość cukru zmniejszyłam, najlepiej po prostu spróbować masę w trakcie jej przyrządzania,
- można dać 4 kolory galaretek, ciasto będzie wyglądało jeszcze bardziej efektownie.


wtorek, 16 marca 2010

SŁONE PALUCHY



U mnie znów na tapecie ulubione ciasto krucho-drożdżowe, tym razem jako paluchy. Świetna rzecz na przekąskę, dodatek do barszczyku lub zupy grzybowej. U mnie dziś właśnie z grzybówką. 
Swoją drogą dlaczego ja nie zrobiłam przy okazji precelków? Równie smaczne, a byłyby ładniejsze;-)





Składniki:
  
2 szklanki mąki pszennej
bryłka drożdży wielkości orzecha włoskiego
1/3 kostki zimnego masła
1 łyżka cukru
1 łyżeczka soli
1 jajko
3-4 łyżki kwaśnej śmietany (18-22%)

 
Rozcieramy drożdże z cukrem aż staną się płynne, dodajemy śmietanę, łyżkę mąki, mieszamy i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. W tym czasie przesiewamy na stolnicę mąkę z solą, siekamy z zimnym masłem, dodajemy jajko, wyrośnięte drożdże i szybko zagniatamy ciasto. 
Odrywamy z ciasta niewielkie kawałki i rolując palcami na stolnicy formujemy z nich możliwie jak najcieńsze paluszki  (mniej więcej grubości ludzkiego palca),  które zaraz potem dzielimy na równe części (długość zależy od nas) i układamy na blaszce do pieczenia wyłożonej papierem. 
Gdy blaszka się zapełni smarujemy paluchy rozmąconym jajkiem i posypujemy czym lubimy: makiem, sezamem, grubą sola, kminkiem itd.
Pieczemy około 10 minut w temperaturze 180°C.

Dobre na ciepło, następnego dnia bardziej kruche, ale też smaczne. Ja najbardziej lubię z makiem i solą. Równocześnie:-)



poniedziałek, 15 marca 2010

ŚLIMACZKI Z SEREM


...czyli małe drożdżowe bułeczki z nadzieniem serowym. Najlepsze pierwszego dnia, jeszcze lekko ciepłe, ale następnego dnia też bardzo smaczne, wilgotne i pachnące mieszaniną wanilii i skórki cytrynowej. Trzeciego dnia na ogół nie mogą doczekać;-)

Składniki:

1 kg mąki pszennej
100 g drożdży
1 szklanka cukru
4 jajka
1/2 kostki masła
1 i 1/2 szklanki mleka
1/2 laski wanilii

Nadzienie:

1/2 kg zmielonego sera
2 jajka
1/2 szklanki cukru
skórka otarta z 1/2 cytryny
1 łyżka mąki ziemniaczanej
garść rodzynek

Lukier:

1 białko
3/4 szklanki cukru pudru
szczypta otartej skórki z cytryny
1 łyżka soku z cytryny
 
Podgrzewamy mleko wraz z wanilią i odstawiamy na około 20 minut, żeby przeszło aromatem. Rozcieramy drożdże z łyżką cukru aż staną się płynne, dodajemy 5-6 łyżek ciepłego (nie gorącego!) mleka, łyżkę mąki i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. W tym czasie przesiewamy do dużego naczynia mąkę, dodajemy cukier, w osobnym naczyniu roztrzepujemy jajka. Gdy drożdże urosną wlewamy je do mąki, dodajemy jajka, resztę ciepłego mleka (wyjmując laskę wanilii) i gnieciemy ciasto. Gdy ciasto odchodzi od ręki dolewamy do niego rozpuszczony ciepły tłuszcz i jeszcze raz porządnie wyrabiamy, żeby było gładkie, lśniące i nie lepiące się. Następnie ciasto pozostawiamy w ciepłym miejscu,pod ściereczką do wyrośnięcia, - powinno podwoić swoją objętość. 

W czasie jak rośnie możemy przygotować masę serową. Ucieramy ser z żółtkami, dodajemy skórkę, mąkę, rodzynki. Ubijamy pianę z białek, pod koniec ubijania dodajemy cukier, sztywną pianę mieszamy delikatnie z serem. Gotowe.

Gdy ciasto jest wyrośnięte przerabiamy je jeszcze raz na stolnicy, a następnie odrywamy od niego część wielkości pięści i podsypując mąką rozwałkowujemy na prostokątny placek. Placek smarujemy cienką warstwą sera, rolujemy całość jak dywanik, a następnie tak powstały rulon ostrym nożem kroimy na mniej więcej centymetrowe plasterki, które natychmiast układamy na blaszce do pieczenia wyłożonej papierem, gdzie powinny pozostać jeszcze na jakieś 30 minut do wyrośnięcia. Układając je trzeba pamiętać, o odstępach, bo ślimaczki powiększą się co najmniej dwukrotnie. Analogicznie robimy z kolejnymi kawałkami ciasta.

Nie należy się przejmować tym, że plasterki przy krojeniu spłaszczają się, tudzież że wypływa z nich ser. Możemy skorygować ich kształt układając je na blaszce, ale generalnie to ciasto, które jeszcze porządnie wyrośnie, więc i tak się zmieni. 

Najlepiej jest przygotować sobie kilka blaszek i od razu ułożyć na nich wszystkie ślimaczki, Jeśli to nie jest możliwe, to bułeczki układamy na porządnie wysypanej mąką tacy i potem przekładamy je na blachę.

W czasie jak ślimaczki rosną ucieramy wszystkie składniki lukru na puszystą masę.

Wyrośnięte ślimaczki wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 180°C i pieczemy przez około 15  minut, do zrumienienia. Trzeba pilnować, żeby ślimaczki nie piekły się za długo, bo będą za bardzo wysuszone i mniej smaczne. Jeszcze gorące smarujemy lukrem.

Uwagi:
- z tego przepisu wyjdzie około 80 sztuk ślimaczków, więc o ile nie macie dużej rodziny, tudzież nie planujecie licznych gości proponuję zrobić ślimaczki z połowy ilości,
- ilość mleka należy uznać za orientacyjną, dużo zależy od mąki, generalnie ciasto powinno być dosyć zbite, żeby dało się wałkować.














niedziela, 14 marca 2010

SERNIK CZEKOLADOWY Z BRZOSKWINIAMI


Bardzo lubię zestawienie sera i czekolady, a ten sernik posmakował mi wyjątkowo także dlatego, że jest bardzo miękki i rozpływa się w ustach, a ja, jak już wielokrotnie tu deklarowałam, nie lubię serników ze spodami, więc trudno mi w tej materii dogodzić;-)



Składniki ciasta:

1 kostka masła
2 łyżki kakao
1/2 czekolady deserowej
1 szklanka cukru
4 jajka
1 i 1/2 szklanki mąki pszennej
3 łyżeczki proszku do pieczenia

Składniki masy serowej:

1 kg sera do serników
5 jajek
1 szklanka cukru pudru
2-3 łyżeczki cukru waniliowego
sok z 1/2 cytryny
1 budyń waniliowy

Dodatkowo:

1 puszka brzoskwiń

Masło, kakao, czekoladę i cukier rozpuszczamy w garnuszku. Powstałą masę studzimy, wybijamy do niej 4 żółtka, dokładnie mieszamy i dodajemy stopniowo mąkę, wymieszaną z proszkiem do pieczenia. Na koniec delikatnie mieszamy z pianą ubitą z białek, odstawiamy na bok i przystępujemy do zrobienia masy serowej.
Mieszamy dokładnie ser z żółtkami, dodajemy sok z cytryny, cukier waniliowy, budyń. Białka ubijamy na sztywną pianę, pod koniec ubijania dodajemy cukier puder i jeszcze raz ubijamy na sztywno. Mieszamy delikatnie z masą serową.
Wykładamy papierem blaszkę i na dno wykładamy 2/3 ciasta. Na to kładziemy ser, na serze układamy równomiernie brzoskwinie (wedle własnej fantazji) i wykładamy resztę ciasta. Górna warstwa będzie bardzo mała, właściwie można będzie tylko pomazać ciastem górę. Można to zrobić byle jak, ciasto w pieczeniu się rozleje, a chodzi o to, żeby gdzieniegdzie widać było przez nie ser i brzoskwinie. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do temperatury 180°C przez ok. 60 minut.
Przepis na dużą tortownicę (27 cm) albo prostokątną blaszkę (23x35cm).

Uwagi:

- piszę ten przepis w marcu, stąd brzoskiwnie w puszce, ale oczywiście najlepiej dać świeże,
- z wierzchu można ciasto nierównomiernie polać czekoladą.

czwartek, 11 marca 2010

RAZ-W-MORDECZKI



czyli drobne przekąski:-) Od razu dodam, że nazwy niestety nie wymyśliłam sama, tylko zaczerpnęłam z  tego fantastycznego wątku autorstwa nobulshit z Galerii Potraw.
Uważam że nazwa doskonale oddaje charakter potrawy i mam nadzieję, że Autorka nie ma nic przeciwko temu, że sławię Jej wątek na moim blogu:-)

























Składniki:

2 szklanki mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
2 łyżki startego sera żółtego
puszka tuńczyka w sosie własnym (odsączonego)
1 mała puszeczka kukurydzy (odsączonej)
1 łyżka świeżego posiekanego koperku
ulubione zioła do smaku, u mnie akurat tymianek i bazylia
szczypta pieprzu
2 jajka
1 szklanka mleka
1/3 kostki rozpuszczonego masła

Robimy tak jak każde muffiny - produkty suche mieszamy dokładnie osobno, produkty mokre dokładnie osobno, a następnie łączymy suche i mokre razem mieszając krótko i niestarannie. Gotowe ciasto nakładamy do najmniejszych muffinowych foremek wyłożonych papilotkami. Pieczemy około 20 minut w temperaturze 180°C.

Uwagi:
- dla ułatwienia składniki na liście wpisane są w kolejności najpierw suche, potem mokre,
- babeczki możemy oczywiście zrobić w normalnej formie muffinowej, ale wtedy to już nie będą raz-w-mordeczki:-)

wtorek, 9 marca 2010

PIEROGI...


... ale z piekarnika, więc jesteśmy w blogowym temacie:-)
To ciekawa alternatywa dla pierogów gotowanych. Te akurat nadziewane są kapustą i grzybami, ale podobnie jak zwykłe pierogi można je nadziewać także mięsem, nadzieniem jak do ruskich, kaszą z serem, soczewicą, więc nie podaję konkretnego przepisu na nadzienie. Można też zrobić je na słodko. Jedne i drugie fajnie smakują z dipami. Dobre zarówno na ciepło jak i na zimno.

 
Składniki:

2 szklanki mąki pszennej
bryłka drożdży wielkości orzecha włoskiego
1/3 kostki zimnego masła
1 łyżka cukru
1 łyżeczka soli
1 jajko
3-4 łyżki kwaśnej śmietany (18-22%)

dodatkowo- jajko do posmarowania wierzchu

Rozcieramy drożdże z cukrem aż staną się płynne, dodajemy śmietanę, łyżkę mąki, mieszamy i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. W tym czasie przesiewamy na stolnicę mąkę z solą, siekamy z zimnym masłem, dodajemy jajko, wyrośnięte drożdże i szybko zagniatamy ciasto. Zostawiamy je pod ściereczką na około 30 minut żeby odpoczęło, a następnie cienko rozwałkowujemy, wykrawamy kółka, kładziemy na nich farsz i zalepiamy jak zwykłe pierogi. Gotowe smarujemy roztrzepanym jajkiem, możemy posypać makiem, kminkiem, ziołami - czym chcemy i lubimy. Pieczemy około 15 minut w temperaturze 180°C.

Uwagi:

- pierogi ładnie podgrzewają się w nagrzanym piekarniku lub w mikrofali,
- być może powiedziałam to nie dość jasno powyżej - farszu do pieczenia nie przygotowujemy w jakiś specjalny sposób, to jest dokładnie to samo, co wkłada się do pierogów tradycyjnych,
- w wersji na słodko do ciasta dajemy tylko szczyptę soli, i zwiększamy ilość cukru do 3-4 łyżek, a z wierzchu możemy posypać cukrem kryształem, albo polać lukrem,
- pierogi wcale nie muszą mieć kształtu pierogów, możemy je zrobić jako kwadraty, trójkąty, wszystko zależy od fantazji.

poniedziałek, 8 marca 2010

ROLADA CZEKOLADOWA


Nie wiem co ja mam z tymi roladami ostatnio..;-) Może po prostu jak myślę o lekkim szybkim cieście biszkoptowym do kawy to łatwiej mi zrobić roladę, niż piec biszkopt w tortownicy, kroić go, przekładać itd.
Ta rolada to swego rodzaju przegląd spiżarni, w której była akurat słodka śmietanka, słoik kompotu śliwkowego i kawałek czekolady:-)


Składniki:

5 jaj
5 czubatych łyżek cukru pudru
5 łyżek mąki pszennej
1 łyżka oliwy
 2 łyżki kakao

Masa:

1/2 litra śmietanki 36%
2-3 łyżki cukru pudru
1/2 łyżeczki cukru waniliowego
opcjonalnie śmietan fix lub 2 łyżeczki żelatyny
dowolne owoce z kompotu
1/3 tabliczki czekolady

Z podanych składników robimy biszkopt. O różnych metodach robienia biszkoptu pisałam już tu:
http://zpiekarnika.blogspot.com/2010/03/rolada-jabkowa.html
Ten robimy podobnie. Dokładnie ubijamy całe jajka z cukrem aż zbieleją i kilkakrotnie powiększą swoją objętość, potem delikatnie, stopniowo i już bez ubijania dodajemy mąkę przesianą z kakao, oliwę i powolutku i dokładnie całość mieszamy, starając się możliwie nie naruszać delikatnej struktury ciasta.
Ciasto wylewamy na największą płaską blachę wyłożoną papierem do pieczenia i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 160°C. Pieczemy około 30 minut. Świeżo upieczony biszkopt, jeszcze gorący przekładamy wraz z papierem na ściereczkę i razem z papierem i ściereczką zwijamy w ciasny rulon.
Pozostawiamy do ostygnięcia.
W tym czasie robimy masę. Ubijamy śmietanę z cukrem i cukrem waniliowym na sztywno (miska powinna dać się odwrócić do góry nogami!). Jeśli mamy i używamy śmietan fix możemy go dodać już na początku ubijania, dzięki niemu śmietana nie podchodzi wodą. Możemy też zamiast śmietan fixu już po ubiciu piany dodać do niej przestudzoną żelatynę, którą uprzednio rozpuściliśmy w 1/3 szklanki gorącej wody.
Możemy też nic nie dodawać i tak jest najsmaczniej, ale to tylko wtedy, jeśli planujemy zjeść roladę w ciągu kilku godzin od momentu jej zrobienia. Przy kilku osobach na kawie to zupełnie prawdopodobna opcja:-)
Czekoladę ścieramy na tarce, a wiórki i dodajemy do masy.
Gdy masa jest gotowa zabieramy się za wystudzoną roladę i rozwijamy ją ze ściereczki. Odwijając zdejmujemy też przy okazji delikatnie papier do pieczenia. Ciasto rozkładamy na blacie, na brzegu układamy owoce (w moim przypadku połówki śliwek z kompotu), przykrywamy równomierną ilością śmietany pilnując tylko, żeby nie było jej za wiele na brzegach (bo i tak po zwinięciu będzie nam troszkę wyłaziła) i zwijamy z powrotem jak dywan. Przenosimy na tacę i wstawiamy do lodówki. Z wierzchu możemy posmarować bitą śmietaną, posypać cukrem pudrem, polać czekoladą, położyć owoce - do wyboru do koloru. U mnie jest polewa czekoladowa i śliwki.

Uwagi:

- do rolady doskonale pasują wiśnie, mandarynki, pomarańcze, można też w ogóle nie dawać owoców, tylko śmietanę i startą czekoladę, też będzie pyszna
- jeśli wybieramy masę z żelatyną musimy przed rozłożeniem jej na cieście poczekać chwilę, żeby lepiej stężała i wykładać taką już gęstniejącą
- roladę najdłużej możemy przechowywać w opcji z żelatyną (2-3 dni), nieco krócej ze śmietan fixem, (1-2 dni) najkrócej bez żadnych dodatków usztywniających (kilka godzin)
- rolada najlepsza jest jak ciasto lekko zwilgotnieje, jeśli planujemy jej jedzenie tuż po zrobieniu dobrze jest biszkopt odrobinę nasączyć przed posmarowaniem go śmietaną. Do nasączania świetnie nadaje się woda z odrobiną cukru i jakiegoś aromatycznego alkoholu.

sobota, 6 marca 2010

CEBULARZE


Tym razem będzie na słono.
Cebularze od dłuższego czasu kusiły mnie z różnych stron internetowych. Wszyscy się nimi zachwycają, więc postanowiłam je w końcu zrobić. 
Przepisów jest bardzo dużo, dominują te z delikatnego ciasta, ale trafiłam też na informację, że prawdziwe cebularze to tylko z ciasta chlebowego i bądź tu człowieku mądry, szczególnie jeśli nigdy nie byłeś w Lublinie i żadnych cebularzy nie jadłeś. W efekcie tych rozterek stworzyłam swoje własne, osobiste cebularze korzystając z dwóch przepisów:
Autorkom dziękuję za inspirację, pozdrawiam i mam nadzieję, że nie mają mi za złe połączenia ich przepisów.

Dla mnie najważniejsze, że cebularze wyszły bardzo dobre, na pewno będę je powtarzała!




Składniki:

2 szklanki krupczatki
1 szklanka mąki pszennej chlebowej
1 jajko
1 i 1/3 szklanki mleka
1 paczka suchych drożdży (7g)
1 łyżka cukru
1 łyżeczka soli
60 g masła

Nadzienie:

2 duże cebule
3 łyżki maku
sól, pieprz do smaku
2-3 łyżki oleju

Dodatkowo:

1 roztrzepane jajko do smarowania wierzchu

Podgrzewamy mleko (ma być ciepłe, ale nie bardzo gorące!), rozpuszczamy masło. Mieszamy mąki z cukrem, solą i suchymi drożdżami, wlewamy do nich mleko, roztrzepane jajko, lekko przestudzone masło i wyrabiamy dokładnie ciasto, aż będzie samo odchodziło do ręki. Tak przygotowane ciasto odstawiamy w ciepłe miejsce na około 1 -1.5 godziny do wyrośnięcia.
W tym czasie możemy zrobić farsz. Tu też spotkałam się z różnymi metodami, można o nich przeczytać pod podanymi wyżej linkami, ja wybrałam metodę bardziej do mnie przemawiającą, mianowicie pokroiłam cebulę i zeszkliłam ją na tłuszczu nie żałując jej soli i pieprzu. Na koniec dodałam mak i jeszcze raz całość energicznie wymieszałam.
Gdy ciasto wyrośnie przerabiamy je jeszcze raz i formujemy cebularze. Tu też są różne drogi, bo możemy ręcznie formować małe, wysokie na ok 2 cm, dosyć płaskie, okrągłe placuszki, a możemy też rozwałkować ciasto z którego szklanką lub kubkiem wykrawamy kółka. Ja wybrałam tę drugą metodę, bo chciałam, aby moje cebularze miały ładny, okrągły kształt. W każdym razie na tak wycięte/uformowane cebularze nakładamy farsz, smarujemy jajkiem i odstawiamy jeszcze na 12-30 minut do wyrośnięcia. Pieczemy 20 minut w temperaturze 200°C. Jemy jeszcze ciepłe.  Następnego dnia też super, szczególnie po lekkim podgrzaniu.
Nie dziwię się, że tyle osób je chwali, są naprawdę pyszne.


czwartek, 4 marca 2010

CIASTO SŁONECZNE


Długo zastanawiałam się, jak to ciasto nazwać. Nazwa w pełni oddająca bogactwo smaków powinna brzmieć: ciasto bananowo-mandarynkowo-kokosowo-miodowo-cynamonowe z nutką imbirową. Trochę długie, co?:-) W końcu doszłam do wniosku, że wszystkie te składniki  kojarzą mi się z ciepłymi krajami i słońcem, tak więc jest ciasto słoneczne. Idealne pod koniec zimy.
Przepis to moja wariacja na temat ciasta bananowo-kokosowego Marty Gessler znalezionego kiedyś w  "Wysokich Obcasach". Niestety, nie potrafię znaleźć oryginalnego przepisu M Gessler na stronach WO, ja miałam wersję papierową, ale dla ewentualnych zainteresowanych znalazłam go tu:
http://www.cincin.cc/index.php?showtopic=1917



Składniki:

2 dojrzałe duże banany
2-3 bezpestkowe mandarynki
5 łyżek miodu
2 jajka
1/2 kostki masła*
2 szklanki mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
3/4 szklanki cukru
1 łyżeczka cynamonu
1/3 łyżeczki mielonego imbiru
50 g wiórków kokosowych


Przesiewamy mąkę z cynamonem, imbirem i proszkiem do pieczenia.  W osobnym naczyniu miksujemy razem banany, mandarynki, miód i jajka. Uwaga - przed wrzuceniem mandarynek sprawdźmy dokładnie, czy nie mają pestek! Ucieramy masło z cukrem na puszystą masę i naprzemiennie dodajemy do niego masę owocowo-jajeczną i mąkę z proszkiem i przyprawami.  Na końcu dodajemy wiórki, mieszamy jeszcze raz bardzo dokładnie, wylewamy do blaszki wyłożonej papierem i pieczemy w temperaturze 180°C przez około 60 minut. Ciasto jest dosyć ciężkie i wilgotne, więc raczej nie należy wystawiać go z piekarnika przed tym czasem. Można sprawdzić patyczkiem - jeśli patyk, którym nakłujemy ciasto będzie suchy ciasto jest gotowe.
Ciasto świetnie się przechowuje, jest bardzo wilgotne i aromatyczne przez kilka dni.
Przepis na większą keksówkę.

* mowa o kostce masła 250 g



wtorek, 2 marca 2010

ROLADA JABŁKOWA


Delikatna i lekka rolada owocowa. Jedno z moich ulubionych ciast z jabłkami.
Bardzo dawno jej nie piekłam, a teraz zrobiłam na fali przypominania sobie dawnych smaków.
Ja najbardziej lubię ją z polewą czekoladową, ale można podawać posypaną cukrem pudrem, albo na przykład z lodami, albo bitą śmietaną. W tej mojej z poniższego zdjęcia jest ogromna ilość jabłek, ale przepis zawiera ich nieco mniej, dzięki czemu rolada powinna mieć nieco ładniejszy kształt:-)


Składniki ciasta:

5 jajek
5 łyżek cukru pudru
5 łyżek mąki pszennej
1 łyżka oleju


Składniki nadzienia:

4 jabłka
1 galaretka o smaku pomarańczowym
cukier do dosłodzenia (zależy od kwaśności jabłek)


Zaczynamy od wyłożenia papierem do pieczenia wielkiej blachy. Mam na myśli tę największą, płaską blachę o szerokości piekarnika, która zwykle jest już na jego wyposażeniu. Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 160°C i z podanych składników robimy ciasto biszkoptowe. Szkoły robienia biszkoptu są różne, ja znam dwie, obydwie opiszę, chociaż do rolady bardziej pasuje mi szkoła druga, a to dlatego, że powstałe ciasto jest nieco bardziej lejące i lepiej układa się w blasze. Smakowo nie ma różnicy, możemy więc wybrać metodę, która nam bardziej odpowiada.

I wersja:
Ubijamy pianę z białek, jak jest już sztywna dodajemy do niej cukier, znów ubijamy na sztywno, dodajemy żółtka, mieszamy delikatnie z białkami, a następnie stopniowo i delikatnie dodajemy mąkę i olej mieszając delikatnie i dokładnie całość.

II wersja:
Ubijamy całe jajka z cukrem przez kilka minut (5-7) mikserem, aż masa kilkakrotnie powiększy swoją objętość i nabierze bardzo jasnego, niemal białego koloru. Do tak ubitych jajek dodajemy stopniowo mąkę i olej, podobnie jak w pierwszej wersji również mieszając całość bardzo delikatnie, aby możliwie mało naruszyć puszystość ciasta.

Przygotowane ciasto wlewamy do blachy i pieczemy w temperaturze 160°C przez około 25- 30 minut. Gdy biszkopt jest upieczony jeszcze gorący wyciągamy razem z papierem z blachy i przekładamy na czystą ściereczkę, a następnie razem z tą ściereczką i papierem rolujemy dosyć ściśle, jak nie przymierzając dywan i tak zwinięty odkładamy do wystygnięcia. Tylko mocno ciepłe ciasto da się łatwo zwinąć i dzięki temu zachowa właściwy kształt.
Gdy biszkopt się studzi przygotowujemy nadzienie. Obieramy jabłka, kroimy na niewielkie kawałki (oczywiście wykrawając gniazda nasienne) i dusimy na wolnym ogniu, aż jabłka całe lub prawie całe się rozpadną. Na początku należy jabłka leciutko podlać wodą, ale potem już starajmy się wody nie dolewać, jabłka będą się prażyły we własnym soku. Gdy jabłka są gotowe rozpuszczamy galaretkę w 1/3 ilości wody z przepisu na opakowaniu i jeszcze gorącą mieszamy dokładnie z jabłkami. Tak przygotowanej masy musimy spróbować, jeśli nie będzie dostatecznie słodka słodzimy ją wedle upodobania. Gotową odstawiamy w chłodne miejsce do przestygnięcia i zgęstnienia, musimy jednak pilnować, żeby nie zgęstniała całkowicie, bo to powinno się zdarzyć dopiero po zawinięciu rolady.
Gdy masa jest już bardzo gęsta, ale daje się jeszcze nakładać łyżką przystępujemy do jej nakładania.

Rozwijamy roladę ze ściereczki zdejmując też przy okazji delikatnie papier do pieczenia.  Roladę bez papieru i ściereczki przenosimy na wyłożony folią spożywczą blat. Folii powinno być tyle, aby rolada po ponownym zwinięciu dała się tą folią bez trudu szczelnie owinąć. Gdy rolada leży na folii rozwijamy ją i wykładamy na nią nasze jabłka. Już wspominałam, że ważna jest odpowiednia gęstość masy jabłkowej.  Powinna być na tyle gęsta, żeby nie spływala, ale na tyle rzadka, żeby dało się ją bez problemu i równomiernie rozprowadzić po powierzchni rolady. Gdy jabłka są rozprowadzone roladę zwijamy. Ciasto pamięta już kształt, więc zwinie się bez problemu. Zwiniętą roladę owijamy ściśle folią, na której leżała szczególnie pilnując, aby dokładnie zabezpieczyć końce i przenosimy delikatnie do lodówki, gdzie powinna spędzić 3-4 godziny w trakcie których jabłka porządnie się zestalą.
Gdy masa jest już całkiem sztywna roladę wyjmujemy, odwijamy z folii i dekorujemy wedle upodobania. Jak już wspominałam ja najbardziej lubię tę roladę z polewą czekoladową, którą robię z 1/2 tabliczki czekolady gorzkiej i 1/2 tabliczki czekolady mlecznej rozpuszczonych na wolnym ogniu z łyżką masła i 2 łyżkami wody.
Oczywiście polewę wylewamy na ciasto, gdy ta już porządnie przestygnie, w przeciwnym wypadku wsiąknie w delikatny biszkopt, co może nie będzie miało wpływu na smak, ale na wygląd na pewno.
Roladę najwygodniej smarować czekoladą przy pomocy pędzelka, wtedy polewa nie spływa po bokach.

Jeśli nie lubimy czekolady możemy po prostu posypać ciasto cukrem pudrem, albo obłożyć bitą śmietaną.
Ciasto bardzo ładnie przechowuje się przez kilka dni, ale ze względu na obecność żelatyny musimy trzymać je w lodówce.

Uwagi:
- jeśli przegapimy właściwy moment i masa jabłkowo-galaretkowa stężeje w naczyniu możemy spróbować ją lekko rozpuścić poprzez zanurzenie naczynia w ciepłej wodzie
- do jabłek najbardziej pasuje galaretka pomarańczowa, ale możemy też testować inne smaki
- starajmy się nie zaglądać zbyt intensywnie do miski z tężejąca masą, mycie całej lodówki z lepkiej owocowo-żelatynowej masy jest bardzo męczące. Wiem, bo testowałam to ostatnimi czasy:-)





 
Design by Ciey based on Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes