środa, 28 kwietnia 2010

CIASTECZKA BOSTOŃSKIE MAUD

 
"Ania z Zielonego Wzgórza" i dalsze części cyklu to książki mojego dzieciństwa. Sporo się tam jada, a szczególnie dużo piecze. Te leguminy, ciasteczka, ciasta cytrynowe i torty... Zawsze fascynowało mnie, jakie były receptury tych wszystkich wspaniałości i jak to smakowało.
Częściową odpowiedź na to pytanie znalazłam w książce  "Kuchnia z Zielonego Wzgórza"  Elaine i Kelly Crawford zawierającej receptury ze starego notatnika Lucy Maud Montgomery, według których całe życie piekła i gotowała.
Receptury są sprawdzone przez autorki i nieco przystosowane do naszych czasów i realiów, kiedyś bowiem jadało się bardzo tłusto (głównie tłuszcze zwierzęce, nawet w ciastach smalec) i bardzo słodko. Nie mówiąc już o tym, że nikt teraz nie kupuje rodzynek z pestkami i przed przystąpieniem do pieczenia nie spędza długich godzin na drylowaniu tychże:-)
Piekłam już kilka rzeczy z tej książki, między innymi ciasto z pomarańczami oraz niby-wiśniowe, wyszły całkiem smaczne, a teraz przyszła mi ochota na wypróbowanie ciasteczek bostońskich.
Uważam, że są świetne. Jednocześnie miękkie i kruche, z fajnym smaczkiem orzechowo-rodzynkowym.
Będę powtarzać!



Składniki:

1 szklanka masła
1 i 1/2 szklanki brązowego cukru
3 roztrzepane starannie jajka
1 łyżeczka sody
1 i 1/2 łyżki gorącej wody
3 i 1/4 szklanki mąki chlebowej, przed odmierzeniem przesianej przez sito
1/2 łyżeczki soli
1 łyżeczka cynamonu
1 szklanka posiekanych rodzynek
1 szklanka posiekanych orzechów włoskich


Masło ucieramy na puch stopniowo dodając cukier, a potem jajka. Następnie dodajemy sodę rozpuszczoną w gorącej wodzie oraz połowę przesianej mąki wymieszanej z solą i cynamonem. Resztę mąki starannie mieszamy z orzechami i rodzynkami i również dodajemy do ciasta porządnie mieszając.
Szczerze mówiąc nie wiem po co to rozpuszczanie sody, moim zdaniem nie bardzo rozpuszcza się w wodzie - proszek i tak opada na dno. Następnym razem po prostu dodam sodę do mąki. Być może w Kanadzie mają inną sodę. Rodzino moja kochana, jeśli to czytasz, to mnie oświeć w tym temacie:-) 
Gdy ciasto jest gotowe wykładamy na wysmarowaną masłem blachę ciastka wielkości łyżki, koniecznie zachowując odstępy, bo ciastka intensywnie rosną.
Moje ciasto nieco się kleiło, w pierwszej partii walczyłam  z nim łyżeczką, potem znalazłam inna metodę - na płaski talerzyk wylałam nieco oliwy, maczałam w niej ręce i formowałam z ciasta małe kuleczki, które następnie rozpłaszczałam na blasze. Moim zdaniem to metoda dużo szybsza i gwarantująca ładniejsze, równe ciastka.

Pieczemy przez około 12-14 minut w temperaturze 180°C.

Z tej proporcji powinno wyjść około 60 ciasteczek.
Ciasteczka są bardzo dobre także na ciepło, chociaż odrobinę czuć w nich sodę, później to zanika.
Idealne ze szklanką mleka.

Uwagi:
- nie radzę zmniejszać ilości cukru, brązowy jest jednak mniej słodki niż biały i moim zdaniem cukru jest ile trzeba;
- sody dałam płaską łyżeczkę, moim zdaniem wystarczy;
- nie miałam akurat mąki chlebowej, piekłam ze zwykłej pszennej;
- następnym razem dodam też skórkę pomarańczową, moim zdaniem idealnie będzie pasowała.



















niedziela, 25 kwietnia 2010

BABKA MAKOWA Z POLEWĄ MARCEPANOWĄ


 Po wielkanocnych mazurkach i babach został mi wielki słój białek. Zastanawiałam się co z nimi zrobić, aż w końcu zajrzałam do tego wątku i przypomniałam sobie o starym dobrym piegusku. Dalej było już bardzo łatwo -  mak dobrze komponuje się z migdałami, a ja uwielbiam migdały, więc przerobiłam ciasto na migdałowo ;-)



Składniki ciasta:

1 szklanka białek
3/4 szklanki cukru pudru
1 szklanka mąki pszennej
1 szklanka suchego maku
1/2 szklanki oleju lub rozpuszczonego masła
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2-3 łyżki płatków migdałowych lub pokruszonych migdałów
1 duże soczyste jabłko lub dwa mniejsze
łyżeczka ekstraktu migdałowego lub odrobina esencji migdałowej

Składniki polewy marcepanowej:

100 g masy marcepanowej
1 czubata łyżka masła
1/3 szklanki mleka
3 łyżki cukru

Składniki polewy czekoladowej:

50 g gorzkiej czekolady
2-3 łyżki wody
1 łyżeczka masła



Mieszamy mąkę z proszkiem do pieczenia i makiem. Ubijamy białka, pod koniec ubijania dodajemy cukier i ubijamy całość na sztywno. Dodajemy stopniowo mąkę z makiem i proszkiem, delikatnie mieszamy. Pod koniec dodajemy chłodne masło lub olej, migdały, utarte na grubej tarce jabłko i jeszcze raz wszystko dokładnie mieszamy.
Wylewamy do formy wysmarowanej masłem i wysypanej bułką tartą i pieczemy w 180°C przez około 50 minut.
Gdy ciasto stygnie przygotowujemy polewy. 
Rozgrzewamy w garnku mleko z pokruszonym marcepanem, cukrem i masłem, dokładnie mieszamy, (szczególnie marcepan wymaga dokładnego roztarcia) i podgrzewamy całość aż zgęstnieje. Jeszcze ciepłą polewę wykładamy na ciasto.
Gorzką czekoladę podgrzewamy z masłem i wodą na bardzo małym ogniu, albo tez rozpuszczamy ją na parze. Również od razu wylewamy na ciasto.
Z wierzchu babkę można posypać płatkami migdałowymi.

Uwagi:
- można wykorzystać gotową polewe marcepanową,
- jeśli lubicie bardzo słodkie ciasta możecie zwiększyć ilość cukru do całej szklanki i/albo możecie zrezygnować z gorzkiej czekolady jako polewy, ja ją zrobiłam dla przełamania obłędnej słodyczy polewy marcepanowej,
- masło w masie daje przyjemny maślany smak, olej bardziej nawilża i powoduje, że ciasto dłużej jest świeże, żeby ciasto było zarówno wilgotne jak i maślane w smaku dodaję te dwa tłuszcze pół na pół:-)

czwartek, 22 kwietnia 2010

CIASTO SEROWO-CEBULOWE


Tym razem coś na słono. Ciasto to rodzaj tarty, ale na drożdżowym  spodzie. Mnie smakuje nawet bardziej niż zwykłe tarty, bo spód jest niezwykle lekki i w ogóle całe ciasto jest lekkie, mimo dosyć ciężkostrawnego wnętrza. Smaczne także na zimno, następnego dnia.
Przepis pochodzi z książki Wyśmienita Kuchnia Francuska, Carole Clements i Elizabeth Wolf-Cohen.






Składniki ciasta:

 2 łyżeczki suszonych drożdży
1/2 szklanki mleka
1 łyżeczka cukru
1 żółtko
1 i 3/4 szklanki mąki plus nieco do posypania stolnicy
1/2 łyżeczki soli
4 łyżki miękkiego masła 

Składniki nadzienia:

1 cebula przekrojona na pół i pokrojona w talarki
2 jaja
1 szklanka śmietany
175 g półtwardego, ostrego sera okrojonego ze skórki
sól i świeżo zmielony czarny pieprz
1 łyżka masła
sałata i natka pietruszki do przybrania



Zaczyniamy ciasto drożdżowe: do niewielkiego naczynia wrzucamy drożdże, podgrzewamy lekko mleko i mieszamy je z drożdżami i cukrem aż się rozpuszczą. Pozostawiamy na 3 minuty, a następnie roztrzepujemy z żółtkiem. 
Mieszamy mąkę i sól, dodajemy powoli zaczyn, dokładnie wyrabiamy, pod koniec dodajemy masło i jeszcze raz dokładnie wyrabiamy.
Przekładamy ciasto do lekko wysmarowanego oliwą naczynia, przykrywamy ściereczką i ustawiamy w ciepłym miejscu na około godzinę, żeby ciasto wyrosło. Powinno podwoić swoją objętość.
Gdy tak się stanie przekłuwamy je, rozwałkowujemy na lekko oprószonej mąką stolnicy do średnicy około 30 cm i wkładamy do formy o średnicy około 23 cm pilnując, aby brzegi ciasta nie wystawały ponad formę na więcej niż 3 mm. Odstawiamy formę na około 1/2 godziny do ponownego wyrośnięcia ciasta.

W czasie gdy ciasto rośnie zesmażamy na patelni cebulę aż zmięknie i nabierze brązowego koloru. Jaja ubijamy ze śmietaną, doprawiamy solą i pieprzem, mieszamy z cebulą.
Na dnie ciasta układamy plasterki sera, zalewamy masą jajeczną i zapiekamy przez około 30-35 minut  w  temperaturze 180°C, aż ciasto nabierze złotego koloru, a masa się zetnie.
Lekko schładzamy przed podaniem. Podajemy ciepłe.

Uwagi:

- piekłam ciasto przez ponad 50 minut, po pół godzinie było jeszcze całkiem blade i masa nie była ścięta,
- ponieważ ser, który miałam nie był specjalnie ostry dodałam do masy serowej nieco ziół, moim zdaniem to był dobry pomysł,
- gotowe ciasto posypałam pietruszką, ale moim zdaniem fajnie byłoby podać je jednak z jakąś sałatą,
- ciasto drożdżowe z tego przepisu mnie zachwyciło - lekkie, miękkie, puszyste, na pewno będę je wykorzystywała do innych potraw.


wtorek, 20 kwietnia 2010

SZARLOTKA NA ZIMNO


Jak to często bywa całkiem smaczne ciasta powstają z przypadku. To miało być zupełnie inną, pieczoną szarlotką z duszonymi jabłkami, ale los sprawił inaczej;-) Dostałam jakieś dziwne jabłka, które po prażeniu zamieniły się dosłownie w wodę, trzeba więc było przepis zweryfikować i coś z wielkim garnkiem jabłek zrobić.
Wyszło na tyle udanie, że już to ciasto powtarzałam, tym razem z normalnych, szarlotkowych jabłek, z których oczywiście wyszło jeszcze lepsze.
Zaletą tego ciasta jest jego delikatność. To właściwie bardziej deser niż ciasto. Warstwa jabłek jest bardzo gruba i lekka w smaku, a całość ładnie się prezentuje - przez warstwę jabłek pięknie prześwieca światło.



Składniki masy:

2.5 kg jabłek (mocno kwaśnych, jak do szarlotki)
3 galaretki owocowe (różne smaki, ale jasne kolory)
1/2 kostki masła


Składniki ciasta:

2 jajka
2 łyżki mąki
2 łyżki cukru

Składniki polewy:


1/4 litra mocno schłodzonej śmietanki kremowej 36%
2-3 łyżki cukru pudru
2-3 łyżeczki cynamonu




Przepis na tortownicę 26-27 cm.

Ubijamy pianę z białek, dodajemy cukier, znów ubijamy na sztywno, delikatnie mieszamy z żółtkami, mąką i wylewamy do tortownicy, której dno wyłożone jest papierem. Pieczemy w 160°C  przez około 15 minut - do zezłocenia.
Gdy ciasto jest upieczone i nieco ostygnie wyjmujemy je z tortownicy, odklejamy papier z ciasta, całą tortownicę, aż po same brzegi wykładamy bardzo dokładnie folią (nie aluminiową!) i z powrotem wkładamy do niej ciasto.

Jabłka obieramy pozbawiając je gniazd nasiennych, kroimy na ćwiartki lub ósemki i dusimy w garnku z odrobiną wody i 1/2 kostki masła, dopóki nie zaczną się rozpadać i nie zamienią się w mus. Wtedy dodajemy rozpuszczone w 1 szklance wody 3 galaretki. Mogą być takiego samego smaku, ale moim zdaniem lepiej smaki zmieszać. U mnie za pierwszym razem były 2 pomarańczowe i 1 cytrynowa, za drugim cytrynowa, brzoskwiniowa i pomarańczowa.
Gorącą masę wylewamy na ciasto i pozostawiamy do wystudzenia, a następnie w lodówce do stężenia, najlepiej na noc. Gdy masa jest już sztywna ubijamy śmietanę z cukrem, wykładamy na wierzch i bardzo obficie posypujemy cynamonem. Ciasto, mimo grubej warstwy jabłek bardzo ładnie się kroi.

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

SERNIK GOTOWANY


Idealna propozycja dla tych, którzy boją się piec serniki, tudzież nie mają do nich szczęścia. Ten sernik na pewno nie opadnie!
To kolejny przepis z zeszytu (z moimi małymi zmianami). Z dzieciństwa pamiętam, że robiłam już sernik gotowany, ale niestety, przepis zaginał. To ciasto mi go przypomina, chociaż smakuje nieco inaczej. Myślę że to wina sera - użyłam wiaderkowego, a wiadomo, że kiedyś robiło się serniki tylko z sera mielonego i taki ser, choćby był zmielony kilkakrotnie i tak miał inną konsystencję i smak niż obecne "wiaderkowce".
W każdym razie ciasto wyszło bardzo smaczne i delikatne.
Pragnę zauważyć że mówi to ktoś, kto nie lubi spodów w sernikach ;-)


Składniki ciasta:

1/2 kg mąki pszennej
3/4 szklanka cukru pudru
1 całe jajko
1 żółtko
20 dag masła
2-3 łyżki kwaśnej śmietany (18-22%)
1 łyżeczka proszku do pieczenia

Składniki masy serowej:

1 kg zmielonego sera ( u mnie wiaderko)
1 i 1/2 szklanki cukru
2-3 łyżeczki cukru waniliowego, najlepiej prawdziwego
1/2 kostki masła
1/2 szklanki mleka
2 żółtka
1 jajko
4 łyżeczki mąki ziemniaczanej
garść bakalii (opcjonalnie)

Składniki polewy:

1/2 czekolady (mlecznej lub gorzkiej)
1 łyżka masła
2-3 łyżki wody lub mleka



Przepis na tzw dużą blachę, czyli blachę o wymiarach mniej więcej 25x35 cm.

Mieszamy mąkę z proszkiem do pieczenia i cukrem, siekamy na drobno ze schłodzonym tłuszczem, dodajemy jajka, śmietanę i szybko zagniatamy ciasto. 
Chłodzimy przez około 30-60 minut, a następnie dzielimy na pół, rozwałkowujemy i pieczemy dwa takiej samej wielkości i grubości blaty. Czas pieczenia zależy od piekarnika, ale zwykle jest to około 20-30 minut w temperaturze 180°C - do zezłocenia.

Gdy spody są gotowe przygotowujemy masę serową.
Do garnka wrzucamy ser wymieszany z jajkami i cukrami, dodajemy pokrojone na kilka kawałków masło i całość podgrzewamy mieszając. Gdy masa zaczyna być mocno gorąca i rozbulgotana wlewamy do niej mleko wymieszane z mąką ziemniaczaną i mieszamy dokładnie i energicznie do czasu, aż wszystko zacznie gęstnieć.
Gorącą masę wylewamy na blat pozostawiony w blaszce i przykrywamy drugim blatem. Przepis tego co prawda nie sugerował, ale ja blaszkę przykryłam na kilka godzin folią, dzięki czemu para z gorącego sera bardzo ładnie nawilżyła blaty. Ciasto było miękkie i bardzo ładnie się kroiło.
Gotowe ciasto (po odkryciu z folii)  polewamy jeszcze ciepłą czekoladą stopioną razem z masłem i mlekiem/wodą na wolnym ogniu.

Uwagi:

- ciasto można podzielić na 3 części i upiec 3 cieńsze warstwy,
- do masy serowej dałam tylko niepełną szklankę cukru, bo mój ser był i tak bardzo słodki,
- na moim serniku do towarzystwa polewie z czarnej czekolady dałam parę pasków z czekolady białej.



czwartek, 8 kwietnia 2010

ROLADA SZPINAKOWA WEGE


Roladę szpinakową, w ramach prezentu urodzinowego zamówiła sobie u mnie pewna Gaga, która jest wegetarianką. Cóż więc było zrobić, trzeba było wymyślić wersję odpowiednią dla Jubilatki:-) 
Moim zdaniem wyszło bardzo smacznie, serek doskonale łączy się z charakterystycznym słonym smakiem oliwek, a całość zaskakująco dobrze dogaduje się ze szpinakiem.



Składniki:

1 opakowanie mrożonego szpinaku
3-4 ząbki czosnku
1 łyżeczka masła lub oleju
2 serki typu Almette śmietankowe lub jogurtowe
4 jajka
3 łyżki oliwek, najlepiej w 2-3 rodzajach (kolorach)
przyprawy wedle upodobań


Dusimy szpinak na tłuszczu, pod koniec dodajemy zgnieciony czosnek, i przyprawiamy wedle własnego uznania. Ja daję sól, gałkę muszkatołową i odrobinę pieprzu. Następnie masę bardzo porządnie odparowujemy.
Jak przestygnie łączymy ją z roztrzepanymi żółtkami i pianą ubitą z białek, a następnie wylewamy na wyłożoną papierem do pieczenia blachę. Pieczemy około 15-20 minut w temperaturze 180°C. Papieru do pieczenia nie trzeba natłuszczać, doskonale odchodzi od wszystkich ciast, ale w tym akurat przypadku sprawdziłam, że warto to zrobić odrobiną oliwy. Rolada jest niezwykle delikatna i dużo łatwiej jest ją obrać z lekko natłuszczonego papieru.

Gdy ciasto jest upieczone, jeszcze gorące, razem z papierem do pieczenia zwijamy w roladę i pozostawiamy do ostygnięcia. Gdy stygnie mieszamy serki razem i przygotowujemy oliwki. Jeśli są z pestkami musimy je tych pestek pozbawić, mniej więcej połowę oliwek kroimy na plasterki.

Gdy rolada jest zimna delikatnie ją rozwijamy odklejając  jednocześnie papier do pieczenia i rozkładamy ją na rozłożonej na blacie folii spożywczej. Następnie smarujemy roladę równą warstwą serka zostawiając na zewnętrznym brzegu około 1 cm marginesu (żeby po zwinięciu ser nie wyszedł poza roladę), układamy oliwki i zwijamy. Oliwki całe dobrze jest ułożyć tak, aby po zwinięciu znajdowały się mniej więcej w środku rolady.
 Gdy rolada jest zwinięta owijamy ją ciasno w folię, na której leżała i chowamy na kilka godzin (najlepiej na  całą noc) do lodówki. Mocno schłodzona będzie się łatwo kroić.


Uwagi:
- w mojej wersji rolady znajdują się zwykłe oliwki zielone, oliwki zielone nadziewane papryką i oliwki czarne,
- szpinak dobrze jest przyprawić dosyć mocno, mając na uwadze, że dodamy do niego jajka, same w sobie dosyć mdłe w smaku,
- jeśli szpinak jest zbyt rzadki możemy spróbować odsączyć go na sitku, albo po prostu dodać do ciasta łyżkę mąki pszennej,
- Gaga sprawdziła, że rolada świetnie smakuje potraktowana odrobiną wasabi. Zgadzam się z tym, a sama sprawdziłam dodatkowo, że ze zwykłym chrzanem też jest super:-)

niedziela, 4 kwietnia 2010

BABA


Taka prawdziwa, drożdżowa, puchata.
Ciasto drożdżowe robiłam już setki razy. Chyba mam do niego rękę, bo nigdy nie miałam problemów ani z jego zrobieniem ani z pieczeniem. Nie mniej jednak prawdziwej baby bardzo się bałam. Bo delikatna, bo opada, a ja w kuchni działam dokładnie tak, jak na tytułowym rysunku mojego bloga:-)
W końcu jednak postanowiłam się zmierzyć i z tym wyzwaniem.
Sprawdziłam mnóstwo przepisów, włącznie ze sławetną Ćwierciakiewiczową, ale nawet jej "baby bez ambarasu", czyli najprostsze z możliwych, miały szalenie skomplikowaną procedurę wyrabiania. W końcu znalazłam w starej książeczce Ciasta i ciasteczka, wydanej przez Biblioteczkę Poradnika Domowego i zawierającej przepisy czytelników, przepis na Babę Luksusową nadesłany przez panią Lucynę Cichecką i ta właśnie baba przypadła mi do gustu. Mowa cały czas o cieście;-)
Przede wszystkim spodobało mi się, że baba zawiera stosunkowo niewielką ilość drożdży w stosunku do ilości mąki, a ja nie lubię ciast, które mają ich za dużo, bo może rosną ładniej, ale jakoś tak za mocno mi tymi drożdżami potem pachną. Po drugie spodobał mi się stosunkowo prosty sposób robienia. No i dodatkowo fakt, że baba jest zaparzana, bo doczytałam, że taka dłużej trzyma świeżość.




Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie zmieniła i tak nieco babę odchudziłam z ilości jajek, przepis przewidywał ich aż 15, ja użyłam 9 (więcej nie miałam;-) i uważam, że to wystarczy. Poza tym w przepisie jest też tabliczka gorzkiej czekolady. Ja co prawda mam tendencję do pakowania czekolady do wszystkich niemal wypieków, ale do tradycyjnej baby jakoś mi jednak nie pasowała i z niej zrezygnowałam.


Składniki:

4 szklanki mąki
1 i 1/2 szklanki mleka
6 dag drożdży
2 jaja
7 żółtek
25 dag cukru pudru
1 szklanka sklarowanego masła
garść rodzynków
kieliszek rumu
1/4 łyżeczki soli
 wanilia
odrobina skórki z cytryny (to już mój dodatek)




Mąkę starannie przesiewamy i ogrzewamy. Drożdże rozpuszczamy w 1/4 szklanki ciepłego mleka, dodajemy łyżeczkę cukru i łyżkę mąki, odstawiamy do wyrośnięcia.
Resztę mleka zagotowujemy i zalewamy nim 1/4 mąki (czyli 1 szklankę). Dokładnie mieszamy, żeby rozbić ewentualne grudki. Po przestudzeniu dodajemy wyrośnięty rozczyn, resztę mąki i odstawiamy ciasto na około 1/2 godziny w ciepłe miejsce. W tym czasie ubijamy żółtka i jaja z cukrem i solą, ja na tym etapie dodałam również 3 łyżki cukru waniliowego (z prawdziwej wanilii). Gdy ciasto wyraźnie się podniesie dodajemy do niego jajka, alkohol, skórkę z cytryny i dokładnie wyrabiamy przez około pół godziny. Można to też zrobić mikserem, przez około 10 minut. Ja wyrabiałam ręcznie przez jakieś 20 minut i uznałam, że ciasto jest pięknie napowietrzone. Pod koniec wyrabiania dodajemy sklarowane masło i znów wyrabiamy aż tłuszcz całkowicie się wchłonie. Zupełnie na końcu dodajemy rodzynki.
Ciasto przykrywamy i odstawiamy w ciepłe miejsce, żeby podwoiło objętość, autorka przestrzega, że trzeba  uważać, żeby takie wyrośnięte nie czekało dłużej, bo może opaść. Formę wysmarowaną masłem i wysypaną bułką tartą wypełniamy ciastem do połowy, wstawiamy do zimnego piekarnika i nastawiamy termostat na 150°C. Po godzinie wyciągamy gotową babę.  Można też zrobić inaczej, babę zostawić do wyrośnięcia w formie na około 20 minut, wstawić do już rozgrzanego piekarnika i piec 40 minut. Ja wybrałam metodę pierwszą i jestem zadowolona. Baba pięknie wyrosła, nie opadła nawet odrobinę. Jest wilgotna, ale jednocześnie bardzo sprężysta. Lubię jak ciasto drożdżowe uciśnięte przez chwilę palcem idealnie wraca do pierwotnej formy.

Ciasta jest dosyć sporo, wyszła mi z niego jedna baba tradycyjna w największej formie z kominkiem i druga w najdłuższej keksówce.

Autorka przepisu radzi jeszcze ciepłą babę polać sklarowanym masłem i posypać cukrem pudrem, ja jednak miałam wizję baby polukrowanej, użyłam więc lukru zrobionego z cukru pudru i soku z cytryny, do którego dodałam dla smaku odrobinę skórki cytrynowej i łyżeczkę rumu.

Wyszło pysznie, myślę, że będę do tej baby wracać. Pozdrawiam Wielkanocnie :-)



sobota, 3 kwietnia 2010

MAZURKI Z POLEWAMI NELI RUBINSTEIN


Bardzo sobie cenię książkę Anieli Rubinstein  "Kuchnia Neli" i z niej właśnie pochodzi moja ukochana mazurkowa polewa waniliowa. Moim zdaniem jest smaczniejsza niż kajmak i szybciej się ją robi. Mówię  oczywiście o prawdziwym kajmaku, a nie o gotowanej puszce mleka skondensowanego. Druga polewa z książki Neli to polewa czekoladowa, też wspaniała, pięknie zastyga i pięknie się błyszczy.
W moich mazurkach w tym roku oprócz smakowitych polew także śliwki z syropu, śliwki suszone, migdały i orzechy;-)






Składniki ciasta (ciasto wg mojego przepisu):

1 szklanka mąki pszennej
1 szklanka krupczatki
20 dag masła
3 żółtka
1/2 szklanki cukru pudru

Składniki polewy waniliowej:

2 szklanki śmietanki kremowej
2 szklanki cukru
1 laska wanilii

Składniki polewy czekoladowej:

180 g dobrej czekolady
1/4 szklanki wody
1/3 szklanki śmietanki kremowej
2 łyżeczki masła




Ciasto zarabiamy jak każde kruche, czyli siekamy zimny tłuszcz z mąką i cukrem, dodajemy żółtka, szybko zagniatamy całość i wstawiamy do schłodzenia do lodówki na co najmniej 1/2 godziny.
Schłodzone ciasto wałkujemy na grubość maks 0.5 cm i wykładamy blaszkę robiąc dokoła rancik. Możemy rancik posmarować białkiem, możemy ozdabiać go widelcem, możemy też zrobić z ciasta podziałki na środku mazurka, dzięki czemu umieścimy na nim więcej niż jedną polewę. Spód ciasta nakłuwamy widelcem i wstawiamy do piekarnika.
Pieczemy w temperaturze 180°C przez około 20 minut, do zezłocenia. Ważne, żeby spód porządnie się upiekł. Mój piekarnik w tym roku znarowił się nieco i niestety w 2 mazurkach, mimo właściwego czasu pieczenia góry są przyjemnie złote, ale spody są upieczone bardzo blado, co powoduje że ciasto nie jest tak kruche i delikatne jak powinno i bardziej przypomina zapieczony surowawy spód sernika, czyli coś, czego szczerze nie znoszę.

Przygotowanie masy waniliowej: gotujemy na wolnym ogniu śmietankę z cukrem i przekrojoną laską wanilii do momentu aż masa zgęstnieje. Najlepiej wybrać do tego porządny rondelek o grubym dnie. Według Neli masa jest gotowa, kiedy jej kropla zastyga w małą, twardą, lecz elastyczną kulkę. W czasie gotowania masę trzeba często mieszać, bo po pierwsze może się przypalić, po drugie jak tylko oddalamy się od garnka masa szybko wychodzi na poszukiwanie nas ;-) Już parę razy zdarzało mi się biec galopem do garnka, w którym masa sięgała właśnie krawędzi. Najlepiej zaplanować sobie na czas gotowania masy jakieś inne zajęcia kuchenne i mieć ją ciągle na oku. Gorącą wylewamy na ciasto, może być jeszcze ciepłe. Czekamy aż stwardnieje i dopiero wtedy kroimy.
Ja zwykle daję pod nią jakieś kwaskowate owoce albo powidła, żeby nieco złamać słodkość, w tym roku były to śliwki.
W tym roku zrobiłam też eksperyment z masą czekoladową, zrobiłam ją z gorzkiej czekolady i łączyłam z masą waniliową. Moim zdaniem dało to ciekawy efekt smakowy, bo gorzka czekolada pięknie komponuje się zarówno ze słodkością wanilii jak i ze śliwkami.

Przygotowanie masy czekoladowej:  podobnie jak w masie waniliowej gotujemy wszystkie składniki na wolnym ogniu mieszając i pilnując, żeby się nie przypaliło. Różnica jest taka, że masa czekoladowa robi się bardzo szybko, ledwie w kilka minut. Należy pilnować, żeby nie zgęstniała za mocno, bo będzie ją trudno rozsmarować. Podobnie jak masę waniliową wylewamy ją, gdy jest jeszcze porządnie ciepła.


WESOŁYCH ŚWIĄT !

 
Design by Ciey based on Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes