sobota, 29 maja 2010

CIASTO MUFFINOWE Z TRUSKAWKAMI


Muffinowe, bo wykorzystałam do niego najpopularniejszy przepis na muffiny. Nie chciało mi się jednak wlewać ciasta do foremek, więc wylałam je na jedną dużą blachę. Teraz już będę tak robić, bo ciasto jest bardzo smaczne (moim zdaniem lepsze od maślankowego), lekkie, wilgotne i bardzo długo utrzymuje świeżość (dużo dłużej niż muffiny).
Przy okazji - to jest chyba najprostsze ciasto z owocami jakie znam. Nie trzeba nawet wyciągać miksera z szafki:-)



Składniki ciasta:


2 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki mąki ziemniaczanej
1 szklanka cukru
1 szklanka kefiru
3 jajka
2-3 łyżki prawdziwego cukru waniliowego lub małe opakowanie cukru wanilinowego
1/2 szklanki oleju lub rozpuszczonego masła
2 pełne łyżeczki proszku do pieczenia
truskawki lub inne owoce, wedle upodobania, u mnie około 30 dag

Kruszonka:

1 łyżka miękkiego masła
3-4 łyżki cukru
3-4 łyżki mąki
odrobina cukru waniliowego

przepis na dużą tortownicę lub kwadratową blachę



Mieszamy dokładnie w jednej misce składniki suche, w drugiej misce dokładnie składniki mokre, a następnie zawartość obydwóch misek łączymy ze sobą i mieszamy niespecjalnie dokładnie, ot tak, żeby składniki się połączyły. Grudki mogą zostać. Wylewamy do wyłożonej papierem lub posmarowanej tłuszczem i wysypanej bułką tartą blachy. Na wierzchu układamy umyte i odsączone z wody truskawki, posypujemy kruszonką i do piekarnika.
Kruszonkę robimy zlepiając w drobne grudki wszystkie składniki.
Pieczemy około 40-50 minut w temperaturze 190°C.
Pyszne jest lekko ciepłe, ale na następny dzień też bardzo smaczne.

Uwagi:

- świetnie smakuje z cukrem trzcinowym;
- zamiast kruszonki można ciasto posypać cukrem pudrem.

czwartek, 27 maja 2010

SERNIK BANANOWY Z ORZECHAMI BRAZYLIJSKIMI


Nie mogę, no nie mogę odczepić się od Najlepszych serników świata. 
Ponieważ bardzo lubię banany musiałam zrobić sernik bananowy, tym bardziej, że znalazł się on w jakże kusząco brzmiącym dziale serników tropikalnych.
Nie zawiodłam się na smaku, jest wyjątkowy, delikatnie bananowy, ale nie mdły, orzechy bardzo ładnie się w nim komponują.
Jedyne do czego można mieć zastrzeżenia, to kolor.  Sernik jest dosyć nietypowy bo taki szaro-beżowy.
Mnie to nie przeszkadzało i moim zdaniem wyglądał bardzo apetycznie, tym bardziej, że bita śmietana i orzechy stanowią dosyć kontrastowy akcent kolorystyczny, no ale dla kogoś może to stanowić problem.
Od razu też się przyznam, że zmieniłam całkowicie spód, bo nie lubię tzw. spodów ciasteczkowych.



Składniki spodu (mojego):

1 szklanka mąki
60 g zmielonych orzechów brazylijskich
100 g miękkiego masła
4 łyżki cukru pudru

Składniki masy serowej:

500 g twarogu sernikowego
2 średnie rozgniecione banany
2 szklanki śmietany (u mnie zwykła, 18%)
1 szklanka cukru
3 jaja
40 g zmielonych orzechów brazylijskich
1 łyżka likieru bananowego (pominęłam, bo nie miałam)
1 łyżka mąki kukurydzianej
3 łyżki soku z limonki
1 przekrojony wzdłuż strąk z wanilii


Dekoracja:

1 szklanka śmietany 36%
2-3 łyżki cukru pudru
orzechy do dekoracji

Przepis na średnią tortownicę (ok. 23 cm)



Z podanych składników zagniatamy szybko kruche ciasto i wkładamy do lodówki na około godzinę, a następnie wylepiamy tortownicę i zapiekamy przez minimum 20 minut (do zezłocenia) w temperaturze 180°C. Spowoduje to, że spód będzie kruchy i nie zostanie rozmoczony przez ser.
Twaróg mieszamy z rozgniecionymi bananami, dodajemy cukier, śmietanę i bardzo dokładnie ubijamy. Następnie dodajemy pojedynczo jajka, cały czas ubijając, a potem orzechy, sok z limonki, likier, nasiona z laski wanilii i mąkę kukurydzianą.
Wszystko jeszcze raz dokładnie mieszamy i wylewamy masę na przygotowany wcześniej spód.
Pieczemy przez około 60 minut w temperaturze 180°C, wyłączamy piekarnik i pozostawiamy w nim ciasto jeszcze na godzinę a następnie wystawiamy do ostatecznego ostygnięcia i dekorujemy bitą śmietaną i orzechami. Najlepszy po schłodzeniu.

Uwagi:

- gdy sernik już wystawimy z piekarnika warto jeszcze ciepły okroić dokoła nożem, bo może pęknąć w czasie stygnięcia;
- orzechy lepiej zmielić na wyczuwalne grudki. Zmielone na mąkę stają się niewyczuwalne w masie serowej.


wtorek, 25 maja 2010

BABECZKI Z OWOCAMI


Malutkie, lekkie, dekoracyjne i wygodne do jedzenia. Babeczki z owocami.
Powoli wchodzimy w sezon owocowy i myślę że to doskonała okazja, żeby zaprezentować ten przepis.
Następnym razem zrobię z truskawkami :-)



Składniki ciasta:


2 szklanki mąki pszennej
1 szklanka mąki krupczatki
3/4 szklanki cukru pudru
1.5 kostki masła (200g)
3 żółtka
2 jajka

Składniki masy:

3/4 litra mleka
3 łyżki mąki pszennej
2 łyżki mąki ziemniaczanej
3/4 szklanki drobnego cukru
1 laska wanilii
1 jajko
2 żółtka
1/2 kostki miękkiego masła
dowolne owoce do ozdoby
1 dowolna galaretka owocowa 



Z podanych składników ciasta zagniatamy kruche ciasto: mieszamy mąkę z cukrem, siekamy dokładnie z zimnym tłuszczem, dodajemy jajka i żółtko i szybko zagniatamy ciasto, które wstawiamy następnie na minimum godzinę do lodówki. 
W tym czasie możemy zająć się przygotowaniem foremek do babeczek, każdą z nich smarujemy dokładnie (ale cieniutko) masłem.
Gdy ciasto jest gotowe odrywamy je po kawałku (reszta czeka w lodówce!) i  rozwałkowujemy na grubość  ok. 3- 4 mm, podsypując w razie potrzeby odrobiną mąki. Foremki układamy ściśle obok siebie i przenosimy na nie rozwałkowane ciasto. Przyciskamy tak, żeby brzegi foremek odcięły kawałki ciasta i pozostałym w foremce ciastem wyklejamy dokładnie babeczkę, a następnie lekko nakłuwamy ją na dnie widelcem i układamy na dużej blasze (tej, która jest zazwyczaj na wyposażeniu piekarnika). Gdy blacha się zapełni, albo  gdy skończą nam się foremki babeczki wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180°C i pieczemy przez około 12-15 minut, do zezłocenia. Gotowe wystawiamy z piekarnika razem z blachą, czekamy kilka minut, aby nie parzyły palców i takie jeszcze mocno ciepłe wyjmujemy z foremek. Powinny wyskoczyć łatwo i szybko, jeśli jest jakaś trudność wystarczy zazwyczaj lekko puknąć w denko.
Jeśli ciasta mamy więcej niż foremek poczekajmy z powtórnym ich wylepianiem, dopóki foremki całkowicie nie ostygną. Nie ma potrzeby powtórnego smarowania ich masłem. 

Gdy wszystkie babeczki są gotowe możemy przystąpić do przygotowania kremu. Zagotowujemy na wolnym ogniu 1/2 litra mleka z cukrem i rozciętą laską wanilii. Pozostałe mleko mieszamy bardzo dokładnie z mąkami i jajkami. Gdy mleko się zagotuje wyławiamy laskę wanilii (możemy delikatnie wyskrobać jej ziarenka),  wlewamy masę mączno-jajeczną i całość gotujemy jak budyń. Od tej pory nie rozstajemy się z garnkiem i łyżką, bo masa bardzo lubi się przypalać  (i robi to zupełnie znienacka). Gdy masa jest porządnie gęsta odstawiamy ją do wystygnięcia, a następnie miksujemy dokładnie z miękkim masłem.
Gotową masą napełniamy babeczki, na wierzchu układamy dowolne owoce i całość delikatnie malujemy pędzelkiem zanurzonym w rozpuszczonej w połowie ilości wody i mocno wystudzonej, na granicy krzepnięcia,  galaretce. 
Gotowe babeczki, oczywiście gdy się nimi już odpowiednio zachwycimy:-) wkładamy do lodówki na kilka godzin. Są bardzo smaczne również następnego dnia.

Uwagi:
- babeczki można upiec nawet na tydzień wcześniej, a później tylko przygotować do nich krem;
- jeśli owoce są bardzo słodkie można zmniejszyć ilość cukru w kremie nawet o połowę.

sobota, 22 maja 2010

PODKAMIENIEC


To ciasto, które doskonale pamiętam z mojego dzieciństwa. Mięciutkie, o bardzo specyficznym, delikatnym smaku. Bardzo je lubię. 
Ma proste składniki i wbrew długiemu opisowi robi się je szybko, trzeba tylko uzbroić się w cierpliwość z jedzeniem, bo ciasto do spożycia nadaje się dopiero po dwóch, a najlepiej trzech dniach. Ma to jednak i dobre strony w przypadku większych uroczystości, kiedy to można sobie rozłożyć pracę i pyszne ciacho przygotować wcześniej.
 Nazwa wzięła się od tego, że ciasto po przygotowaniu należy czymś obciążyć, aby poszczególne warstwy odpowiednio przesiąknęły masą. Oczywiście żeby zrobić to ciasto nie trzeba targać do domu ciężkiego kamienia, nazwa chyba bardziej ma związek z kamiennym garnkiem. Zapewniam jednak, że zwykły współczesny garnek metalowy też doskonale się nadaje, szczegóły poniżej:-)




Składniki ciasta:


60 dag mąki pszennej
15 dag masła
1 łyżeczka sody
4 żółtka
15 dag cukru
śmietana kwaśna (18-22%), kilka łyżek, ile ciasto zabierze
2 łyżki ciemnego kakao

Składniki masy:

1 l śmietany kremówki (nie UHT!)
1 szklanka cukru pudru
 3-4 łyżeczki cukru waniliowego z prawdziwą wanilią lub 1-2 łyżeczki cukru wanilinowego

przepis na dużą, prostokątną blachę



Z podanych składników przygotowujemy ciasto - mąkę przesiewamy z sodą, dodajemy cukier, siekamy drobno z zimnym tłuszczem, dodajemy żółka i zagniatamy jak kruche ciasto pomagając sobie kilkoma łyżkami kwaśnej śmietany, ale nie za dużo, tak żeby składniki w miarę łatwo i szybko dały się połączyć. Gdy ciasto jest gotowe dzielimy je na 3 części i do jednej z nich dodajemy kakao. Jeśli kakao nie rozprowadzi się idealnie równomiernie i ciasto będzie miało różne jego odcienie nie szkodzi, w gotowym cieście tego nie widać.

Gotowe ciasto wkładamy do lodówki na około godzinę, a następnie rozwałkowujemy każdą z 3 części na równy placek i pieczemy przez około 15 - 20 minut w temperaturze 180°C, do zezłocenia.

Gdy placki są już idealnie wystudzone przygotowujemy masę:  3/4 litra śmietany ubijamy na sztywno z cukrem waniliowym i 3/4 szklanki cukru pudru, a następnie przekładamy śmietaną równomiernie poszczególne placki tak, aby kakaowy był w środku. 
Na wierzch również kładziemy masę, ale dosyć cienko.

Tak przygotowane ciasto owijamy szczelnie folią i pozostawiamy na 2-3 doby w chłodnym miejscu (niekoniecznie w lodówce), najlepiej pod obciążeniem. Idealnie sprawdza się kilkulitrowy garnek napełniony wodą ustawiony na jakiejś deseczce/tacy, aby ciasto przyciśnięte zostało równomiernie.

Po upływie tego czasu ciasto odpakowujemy i smarujemy wierzch i boki pozostałą śmietaną ubitą z pozostałą ilością cukru. Z wierzchu można ciasto czymś posypać, na przykład pokruszonymi drobno herbatnikami. Ja do tego celu używam zwykle pokruszonych ciasteczek i kawałków kruchego ciasta własnej produkcji, które trzymam na takie właśnie okazje.

Ciasto przechowujemy pod przykryciem w lodówce, zachowuje doskonały smak przez kilka dni.

Uwagi:

- podkreśliłam, że idealnie do ciasta nadaje się zwykła tłusta śmietana, nie UHT, a to dlatego, że ma ona leciutko kwaskowy smak. Śmietana UHT powoduje, że ciasto z jej dodatkiem jest jednak nieco mdłe.

- bystry obserwator zauważy, że na zdjęciu zamiast jednej warstwy kakaowej mam dwie, ale dużo cieńsze. To taki mój mały eksperyment, uważam że całkiem udany, nie mniej jednak oryginalny przepis na ciasto zawiera 3 warstwy i kakaowa występuje tylko w środku.

niedziela, 16 maja 2010

ZAWIJASKI PACHNĄCE BAZYLIĄ



Szczęśliwie zbiegło się kilka rzeczy: szukałam przepisu na jakąś drobną przekąskę, założyłam właśnie swój własny mały zielnik i do tego Zebra na swoim blogu ogłosiła ciekawy konkurs, który przewiduje zrobienie jakiegoś przepisu z Jej zbiorów. 
Gdy więc znalazłam przepis na zawijaski pachnące bazylią wiedziałam, że po prostu muszę je zrobić.
Nie żałuję, bo to naprawdę fajna i bardzo prosta do wykonania rzecz.
Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie wprowadziła jakichś małych modyfikacji, ale naprawdę są niewielkie;-)



Składniki:

1 opakowanie ciasta francuskiego (w jednym płacie)
1 serek feta 
świeża bazylia
u mnie dodatkowo:
1 łyżka posiekanych suszonych pomidorów
1 łyżka posiekanych czarnych oliwek
2 łyżki jogurtu naturalnego





Rozmrażamy ciasto francuskie, rozwijamy je i dzielimy na dwie części. Każdą z części smarujemy serkiem feta (ja wymieszałam swój z jogurtem, żeby łatwiej się smarował) i posypujemy równomiernie świeżymi ziołami. Ja do swojej wersji wrzuciłam też oliwki i suszone pomidory. Całość dosyć ściśle zwijamy w rulon, który to rulon tniemy ostrym nożem na ok 1 cm plasterki. Plasterki układamy na wyłożonej papierem blasze, przy okazji korygując nieco ich kształt, bo krojenie je ciut spłaszcza.
Musimy zachować ok 2 cm odstępy, bo ciasteczka urosną. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do temperatury 200°C. Zebra podaje, że pieczenie trwa około 12 minut, do zezłocenia, u mnie było to przeszło kwadrans, ale możliwe, że mój piekarnik odrobinę niedomaga. 
Pyszne zarówno na ciepło jaki i na zimno:-)



środa, 12 maja 2010

SERNIK POMARAŃCZOWO-CZEKOLADOWY


Sernikowo mi ostatnio.. W dużej mierze za sprawą książki Najlepsze serniki świata, która jest kopalnią ciekawych przepisów i przy okazji stanowi niezłą inspirację do własnej twórczości. Ten sernik powstał właśnie na bazie tej książki i jest luźną dosyć interpretacją przepisu na "Czekoladowo-pomarańczową delicję amerykańską". Przepis oryginalny zakłada upieczenie kilku małych, jednoosobowych serniczków, a raczej deserów na bazie sera, a mnie się chciało porządnego jednego sernika o wyraźnym czekoladowo-pomarańczowym smaku.
Wyszło bardzo ciekawie, tak jak chciałam: czekoladowo, z mocną nutą pomarańczy. Na tyle dobrze, że ten sernik piekłam już dwa razy:-)




Składniki ciasta:

1 szklanka mąki
2 łyżeczki kakao
1/2 kostki masła 
1 jajko
1/3 szklanki cukru pudru


Składniki masy:

1/2 kg twarogu sernikowego
1/2 szklanki soku z pomarańczy
skórka starta z jednej dużej pomarańczy (jak małe to z dwóch)
1/2 szklanki cukru pudru
3 jajka
1/2 tabliczki czekolady deserowej drobno posiekanej

przepis na tortownicę ok. 20-23 cm



Ze składników ciasta zagniatamy szybko kruche ciasto, to jest siekamy mąkę na drobno z zimnym tłuszczem, dodajemy cukier, jajko i szybko zagniatamy całość w kulę. Jeśli nie będzie się chciało zagnieść można dodać odrobinę zimnej wody. Gotowe ciasto wsadzamy na co najmniej pół godziny do lodówki, albo nawet do zamrażarki. Gdy stężeje ścieramy je na grubej tarce na wyłożoną papierem tortownicę i zapiekamy przez około 20 minut w piekarniku nagrzanym do 180°C. 
W międzyczasie przygotowujemy masę serową.
Mieszamy twaróg bardzo dokładnie z sokiem z pomarańczy, dodajemy pojedynczo jajka, każde porządnie mieszając z serem, cukier i skórkę z pomarańczy. Sernika nie napowietrzamy zanadto, ale masa powinna być porządnie wymieszana. Na koniec wsypujemy czekoladę i całość od razu wylewamy na podpieczony spód.

Pieczemy w temperaturze 170 °C przez około 30-35 minut, do momentu, aż boki masy będą porządnie ścięte, ale środek cały czas jeszcze mocno galaretowaty.
Wystawiamy z piekarnika i zostawiamy do ostygnięcia. Po ostygnięciu wkładamy do lodówki na minimum 2-3 godziny. Przed upływem tego czasu sernik może być zbyt miękki i niedobrze się kroić, chociaż uczciwie przyznam, że próbowaliśmy go już po godzinie.


Uwagi:

- sernik jest zdecydowanie dla wielbicieli czekolady. Robiłam go również z mniejszą ilością czekolady i powiem szczerze, że to już nie to, sernik jest jakiś taki płytki w smaku i traci sporo na uroku;
- zamiast gotowego spodu można oczywiście użyć ciasteczkowego, ale ja za takimi nie przepadam, bo nie lubię tych wszystkich aromatów przemysłu cukierniczego, którymi kupne ciasteczka są przesiąknięte. To taki mój osobisty świrek, którym nie należy się przejmować;-)
- spód trzeba  porządnie zapiec, bo masa serowa jest naprawdę bardzo rzadka i niedostatecznie wysuszony spód zamieni się pod jej wpływem w niesmaczną, półsurową glinę;
- jeśli lubicie porządnie słodkie serniki zwiększcie ilość cukru w spodzie do 1/2 szklanki, a w masie sernikowej do 2/3 szklanki.

niedziela, 9 maja 2010

RABARBAROWE Z SEREM


Tak jak pisałam w poprzednim poście, obdarowana sporą ilością rabarbaru upiekłam dwa ciasta. To dziś prezentowane, to moja wena twórcza.  Zachciało mi się tradycyjnego ciasta z rabarbarem i kruszonką, ale że ciekawiło mnie też połączenie rabarbaru z serem, to postanowiłam wszystkie te smakowitości połączyć na jednej blaszce.
Efekt bardzo mi odpowiada. Wśród rodziny i znajomych zdania są podzielone, jednym bardziej smakuje maślankowe z rabarbarem innym bardziej serowo-drożdżowe z rabarbarem. Moim zdaniem obydwa są fajne.
Oczywiście pod warunkiem, że lubimy rabarbar:-)



Składniki ciasta:


2 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki cukru
2 żółtka
40 g drożdży 
1 szklanka mleka
1 łyżka ekstraktu waniliowego
1/2 łyżeczki skórki startej z cytryny lub z pomarańczy
2 czubate łyżki masła



Składniki masy:

1/2 kg sera do serników (wiaderkowego)
2 jajka
3/4 szklanki cukru pudru
1/2 budyniu śmietankowego lub waniliowego
1 łyżka ekstraktu waniliowego
1/2 kg rabarbaru umytego, pokrojonego w sporą kostkę

Kruszonka:

3/4 szklanki mąki pszennej
1/2 kostki miękkiego masła
1/2 szklanki drobnego cukru
1 płaska łyżeczka cynamonu

przepis na tzw. dużą blachę , czyli dużą prostokątną blachę. Wbrew pozorom to nie jest wielka ilość, bo ciasto wychodzi dosyć niskie.



Podgrzewamy mleko, aby było ciepłe, ale nie gorące. Drożdże rozkruszamy z łyżką cukru, mieszamy aż staną się płynne, dodajemy do nich 1/2 szklanki ciepłego mleka, łyżkę mąki i odstawiamy w spokojne miejsce do wyrośnięcia. Zwykle nie trwa to dłużej niż 10 minut.
W tym czasie przesiewamy mąkę, mieszamy z cukrem i skórką z cytrusów. Do reszty ciepłego mleka dodajemy masło, aby się rozpuściło i wlewamy ekstrakt waniliowy. Gdy drożdże są wyrośnięte wlewamy je do mąki, dodajemy mleko z masłem i wanilią, dwa rozmącone żółtka i wyrabiamy całość porządnie, aż ciasto będzie napowietrzone i zacznie odchodzić od ręki.
Tak przygotowane ciasto zostawiamy w spokojnym miejscu, przykryte ściereczką do wyrośnięcia. Powinno podwoić swoją objętość, zwykle trwa to około 60-90 minut.

Gdy ciasto rośnie możemy spokojnie umyć i pokroić rabarbar i przygotować kruszonkę: wszystkie składniki ugniatamy razem aż zaczną się zbijać w grudki.

Gdy ciasto jest już wyrośnięte lekko je jeszcze przerabiamy w rękach i rozkładamy w miarę równo na wysmarowanej tłuszczem i wysypanej bułką tartą/manną blaszce. Ponieważ ciasto drożdżowe lubi się lepić jak rzadko co na świecie, można sobie przy jego rozkładaniu pomóc oprószając palce mąką, lub maczając je w oleju (palce, nie ciasto;-)).
Ja osobiście jestem zwolenniczką metody olejowej.
Z powodu tego lepienia odradzam też użycie papieru do wyłożenia blachy, trudniej na nim ułożyć ciasto.

Tak przygotowane ciasto odstawiamy jeszcze na jakiś kwadrans do podrośnięcia, a w tym czasie włączamy piekarnik żeby się nagrzewał i szykujemy masę serowa.
Mieszamy ser z budyniem, żółtkami i wanilią, białka ubijamy na sztywno dodając pod koniec cały cukier, a następnie łączymy je bardzo delikatnie z serem.
Wylewamy masę serową na podrośnięte już ciasto, na wierzchu układamy kawałki rabarbaru i posypujemy całość kruszonką. Pieczemy około 40-50 minut w temperaturze 180°C.
Pałaszujemy lekko ciepłe, chociaż bardzo smaczne jest też na zimno, także w następne dni, gdy ciasto  złapie więcej wilgoci od sera.

sobota, 8 maja 2010

MAŚLANKOWE Z RABARBAREM


Powiedziałam ostatnio, że fajnie byłoby upiec coś z rabarbarem. Długo nie musiałam czekać, następnego dnia zostałam obdarowana kilogramem rabarbaru i zaczęłam kombinować, co by tu z niego...
W rezultacie upiekłam dwa ciasta. Dziś przedstawię pierwsze - niezwykle wdzięczne ciasto maślankowe, które jest świetną bazą do wszelkich ciast owocowych.

Przepis na ciasto maślankowe znalazlam jakieś sto lat temu w necie. Wydaje mi się, że w Galerii Potraw, ale teraz, jak próbowałam go poszukać okazuje się, że mnóstwo osób na różnych forach cytuje ten przepis, nie mam więc pojęcia, kto jest jego autorem.


Składniki:

3 jajka
2 i 1/2 szklanki mąki pszennej
1 szklanka cukru
1 szklanka maślanki
1/2 szklanki oleju
1 mały proszek do pieczenia (15 g)
 1 łyżka ekstraktu waniliowego lub 2 łyżeczki cukru waniliowego
cukier puder do posypania
1/2 kg rabarbaru umytego i pokrojonego na ok. 3 cm odcinki

przepis na dużą (27-28 cm) tortownicę lub prostokątna blachę


Składniki mokre (jajka, maślankę, olej) mieszamy dokładnie razem, podobnie robimy ze składnikami suchymi, następnie dodajemy mokre do suchych i całość porządnie mieszamy. Składniki łączą się łatwo, można to zrobić zwykłą łyżką, bez użycia pomocy elektrycznych.
Tak przygotowane ciasto wylewamy do wysmarowanej tłuszczem i wysypanej bułką, albo wyłożonej papierem blachy. Na wierzchu układamy w równych odstępach rabarbar. Pieczemy około 50 minut w temperaturze 180°C.
Długość pieczenia zależy od tego, jakiej formy użyjemy. Jeśli ciasto wlejemy do większej formy, będzie niższe i upiecze się nam szybciej. Najlepiej sprawdzić je patyczkiem w miejscu bez rabarbaru.

Gotowe wyciągamy z piekarnika i posypujemy cukrem pudrem, najlepiej z dodatkiem odrobiny wanilii.
Lekko ciepłe jest pyszne, ale na drugi dzień też bardzo smaczne, bo nabiera dodatkowej wilgoci.

Uwagi:

- zamiast białego cukru dałam brązowy, dało to fajny smaczek i niestety średnio fotogeniczny kolorek;-)
- nie radziłabym zmniejszać ilości cukru, rabarbar jest mocno kwaśny,
- tego typu ciasta nie należy przechowywać w metalowej foremce - kwaśne owoce wchodzą w reakcję z blachą.

wtorek, 4 maja 2010

BABKA OWOCOWA


Bardzo łatwa, zaskakująco smaczna  i  niedroga. A do tego można ją zrobić na wiele sposobów, bo tak naprawdę wszystko zależy od tego, jaki jogurt wybierzemy.
Babka długo trzyma świeżość i jest całkiem smaczna, nawet jeśli Wasza druga połowa zostawi ją na całą noc w otwartej folii, czego dziś doświadczyliśmy:-)
Przepis dostałam od Teściowej, która z kolei dostała go od kogoś, tak więc to typowy "przepis krążący". Bardzo takie lubię!




Składniki:

1 i 1/2 szklanki mąki pszennej
4 jaja
3/4 szklanka cukru
1 mały jogurt owocowy (u mnie brzoskwiniowo-waniliowy)
1/2 szklanki  oleju
skórka starta z jednej pomarańczy lub cytryny
1 mały proszek do pieczenia 15 g

Przepis na keksówkę lub średniej wielkości formę babkową.



Jajka ubijamy razem z cukrem na bardzo puszystą, sztywną, prawie białą masę. Następnie ciągle mieszając dodajemy mąkę wymieszaną z proszkiem, jogurt, olej i skórkę. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do temperatury 180°C przez około 50 minut.
Bardzo ważne jest, aby ciasto sprawdzić patyczkiem, to moje ostatnie piekło się na przykład aż 65 minut, podejrzewam, że gdybym je wyciągnęła przedwcześnie miałoby zakalec.
Gotowe ciasto wyciągamy z formy jak lekko przestygnie i dekorujemy wedle upodobania. 
U mnie akurat z polewą z białej czekolady z paroma kroplami amaretto, ale może to być lukier, ciemna czekolada albo zwykły cukier puder.
Uwagi:
- babka daje nieskończone możliwości jeśli chodzi o jej modyfikowanie. Można dodać jogurt kokosowy i wtedy polać czekoladą i posypać wiórkami,  można cytrynowy + skórkę z cytryny, można śliwkowy z marcepanem, albo też jogurt naturalny i łyżkę ekstraktu waniliowego, to tylko kilka z kilkudziesięciu wariacji na temat:-)
- ponieważ jajka bywają różnej wielkości, jak i jogurty też mają różną gęstość może się okazać, że ciasto wyjdzie nam odrobinę za rzadkie. Trzeba wtedy dodać 3-4 łyżki mąki pszennej. Właściwe ciasto powinno być nieco lejące, ale dosyć gęste (jak gęsta śmietana ).

niedziela, 2 maja 2010

SERNIK ODWRACANY Z POMARAŃCZAMI I GRANATEM


3 dni temu w ręce wpadła mi książka "Najlepsze serniki świata".
I weź tu człowieku siedź spokojnie i nic z niej nie upiecz;-) 
Tak więc długi weekend upływa nam pod hasłem serników. Jak dobrze mieć sąsiadów, którzy chętnie pałaszują wszelkie słodkości!
Upiekłam dwa serniki i pewnie obydwa umieszczę na blogu, bo uważam je za bardzo udane. Dziś pierwszy. 
Sernik z działu serniki orientalne. Już samo to brzmi kusząco.
Wyszedł pyszny. Kremowy, ze słodko-gorzką nutką pomarańczy, migdałowym spodem i soczystymi nasionami granatu.
 
Musiałam trochę pozmieniać przepis, bo nie jest on chyba zbyt dokładny,  ale wszelkie moje zmiany zaznaczam.
Powtórzę, tego sernika nie można nie zrobić:-)



Składniki spodu:

65 g zmielonych migdałów
1/3 szklanki cukru pudru
1/3 szklanki mąki
1//3 szklanki masła

Składniki masy serowej:

2 szklanki cukru
1 szklanka wody (zużyłam więcej, prawie 2)
3 pomarańcze pokrojone w plastry
500 g twarogu sernikowego o temperaturze pokojowej ( u mnie wiaderkowy)
2 lyżki likieru grand marnier lub cointreau
1 łyżka soku z cytryny (dałam 2)
1 łyżka żelatyny (dałam niepełne 2)
1 i 1/4 szklanki bitej śmietany 36%
nasiona z jednego granatu

Przepis na tortownicę 20 cm.



Wszystkie składniki spodu miksujemy razem, aż utworzą coś w rodzaju pasty. Masę rozprowadzamy w wysmarowanej tłuszczem tortownicy. Pieczemy około 20-25 minut w temp. 180°C, pozostawiamy do wystygnięcia, a następnie wyjmujemy z formy.

Pomarańcze kroimy na cienkie plasterki. W dużym rondlu zagotowujemy wodę z cukrem i mieszamy do czasu, aż cukier porządnie się rozpuści. Dodajemy pokrojone pomarańcze i gotujemy na wolnym ogniu. Książka podaje, żeby je gotować przez 10-15 minut, ale moim zdaniem ten czas należy wydłużyć. Po tak krótkim czasie skórka jest okropnie twarda, co utrudniłoby krojenie sernika, wydaje mi się także, że taka półsurowa skórka nie byłaby smaczna. Mam też wrażenie, że przepis podaje za mało wody, w każdym razie u mnie ta jedna szklanka w żaden sposób nie chciała przykryć wszystkich plasterków, musiałam dolać niemalże drugie tyle, żeby wszystkie plasterki mogły się porządnie gotować.
Gdy plasterki mają miękką skórkę (łatwo ją przekroić na przykład łyżeczką) wyjmujemy je delikatnie i osuszamy z nadmiaru płynu. Syrop zachowujemy. Ja pogotowałam go jeszcze przez jakiś kwadrans, żeby odparować tę dolaną w nadmiarze wodę.

Gdy plasterki pomarańczy ostygną wykładamy tortownicę szczelnie folią i układamy je na jej dnie i bokach. Sera wystarczy nam na mniej więcej pół tortownicy, więc wykładamy ją pomarańczami do takiej wysokości.

Z plasterków które zostały bierzemy ilość zajmująca mniej więcej 1/2 szklanki i siekamy je drobno. Ja zmieliłam je, krojąc tylko drobno same skórki.

Twaróg sernikowy wrzucamy do miski i ubijamy na gładką masę. Stopniowo dodajemy likier, sok z cytryny, posiekane pomarańcze.

Z gorącego syropu odlewamy 1/2 szklanki (ja odlałam nieco więcej) i dodajemy do niego żelatynę, dokładnie mieszając, żeby się rozpuściła. Gdy syrop z żelatyną przestygnie dodajemy go do sera i bardzo dokładnie mieszamy.

Na koniec do masy serowej dodajemy ubitą śmietanę. Przepis podaje, że należy ją ubić lekko. Ja ją po prostu porządnie ubiłam na sztywno, wydaje mi się, że dało to sernikowi przyjemną puszystość.

Śmietanę mieszamy z serem bardzo delikatnie, a na koniec dodajemy wyłuskane ziarna granatu. 
Ja zostawiłam kilkanaście do udekorowania wierzchu sernika.
Gotową masę wlewamy delikatnie do wyłożonej plasterkami pomarańczy tortownicy, na wierzchu umieszczamy upieczony spód i delikatnie dociskamy, aby całość się ułożyła.
Tak przygotowane ciasto wstawiamy do lodówki. Przepis podaje, że na 3 godziny, moje było po 3 godzinach słabo ścięte, mimo że dałam przecież więcej żelatyny. Myślę więc, że powinno to być co najmniej 5 godzin, a najlepiej po prostu zostawić ciasto na noc.
Gdy jest już sztywne zdejmujemy obręcz z tortownicy, przykrywamy ciasto talerzem i odwracamy do góry nogami. Zdejmujemy denko tortownicy, ściągamy delikatnie folię i patrzymy, jak ładnie ułożyły się nam plasterki pomarańczy:-) 
Przepis sugeruje, aby z wierzchu sernik posmarować pozostałym syropem. 
Moim zdaniem ma to sens, o ile dodamy do syropu żelatynę, w przeciwnym wypadku syrop spływa i rozpuszcza się w nim ser, co wygląda średnio estetycznie.

Czy ja już wspominałam, że ten sernik jest pyszny?:-)

Uwagi:

- połączenie granatów i pomarańczy jest świetne nie tylko kolorystycznie ale także smakowo, myślę jednak, że w razie braku granatów można je zastąpić borówkami amerykańskim. Ja przynajmniej następnym razem planuję tak zrobić,
-granaty obierajcie w rękawiczkach, ja o nich zapomniałam ,w wyniku czego mam prześlicznie granatowe paznokcie;-)

 
Design by Ciey based on Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes