Zrobiłam ciasteczka z dwóch przepisów, bo nie mogłam się zdecydować, który będzie lepszy. Marzyły mi się bowiem lekkie, beztłuszczowe ciasteczka, takie do pochrupania przy kawie czy herbacie.
Obydwa przepisy spełniły tę rolę. Co więcej, ciasteczka, mimo bardzo podobnych składników, mają zupełnie inny smak. Pierwsze smakują bardzo domowe, idealnie pasuje do nich nazwa, drugie mają smak bardziej wyrafinowany, oryginalny. Jedne i drugie są bardzo smaczne;-)
CIASTKA I - Ciasteczka Babci
Przepis ( i nazwa) pochodzi ze starej książki Ciasta Ciastka Ciasteczka, Jana Czernikowskiego. Uwielbiałam ją przeglądać jeszcze jako dziecko, w domu było jej stare wydanie z 1968 roku. Wiedziona sentymentem kupiłam sobie nowe wydanie i chociaż to już nie to, przepisy często są nieprecyzyjne i trochę może nie na czasie lubię czasami do niej zaglądać i coś ciekawego wyszperać.
Składniki:
1 szklanka mąki
1 szklanka cukru (dałam 3/4 pudru)
3 jajka
1 cukier waniliowy (ja dałam prawdziwą wanilię, polecam!)
Całe jajka ucieramy z cukrem na puch, dodajemy stopniowo mąkę, na końcu wanilię. Ciasto kładziemy łyżeczką na dobrze wysmarowaną masłem blachę ( u mnie wyłożoną papierem) w odstępach ok. 4 cm. Pieczemy przez około 10 minut, do zezłocenia, w temperaturze 160°C. Ciasteczka świetne są na ciepło, mają chrupiące brzegi i lekko wilgotny środek. Na zimno też bardzo smaczne. Można je przekładać powidłami, przypominają wtedy w smaku ciastka znane jako baletki.
Uwagi:
- z tego przepisu wyszły mi 4 wielkie blachy ciasteczek, następnym razem zrobię je z połowy składników.
CIASTKA II - Ciasteczka Waniliowe
Tym razem przepis z książki Ciasteczka z bardzo lubianej przeze mnie serii Le Cordon Bleu, wydawnictwa Konemann. Z tymi ciasteczkami wiąże się mała historia. Jako że jestem nieco roztrzepana nie zauważyłam bardzo precyzyjnego opisu na początku, dotyczącego czasu przygotowania, wczytałam się tylko w składniki i na podstawie tego uznałam, że zrobię te ciasteczka trymiga, podobnie jak pierwsze. Ciasto rzeczywiście zrobiłam szybko. Wyłożyłam na blachę i dopiero wtedy doczytałam, że teraz należy je odstawić na uwaga, 4-5 godzin! Zerknęłam na zegarek, była 20.30, wyszło mi więc, że pierwszą partię mam szansę upiec w okolicach północy:-)
Nie zmienia to faktu, że ciasteczka wyszły pyszne. Oprócz smaku wanilii dominuje w nich smak skórki z cytryny co dodaje im wiele uroku, a do tego fantastycznie chrupią zarówno zaraz po upieczeniu jak i następnego dnia.
Poza tym Le Cordon Bleu to sama precyzja, więc wiem i mogę napisać, że z przepisu wychodzi około 40 sztuk. Uważajcie tylko na czas!
Składniki:
65 g miałkiego cukru
1 jajko
1 żółtko
2-3 krople esencji lubi aromatu waniliowego ( u mnie łyżka ekstraktu)
1 łyżeczka skórki cytrynowej, drobno starta
65 g mąki pszennej
miałki cukier do posypania
Do miski wbijamy jajka, dodajemy wanilię, skórkę i cukier, a następnie miskę umieszczamy nad rondlem z gotującą się wodą i ubijamy mikserem przez około 5-10 minut, aż masa zesztywnieje na tyle, że opadając z ubijaka będzie tworzyć na powierzchni smugi. Uwaga, miska nie może dotykać powierzchni wody! Gdy uzyskamy pożądaną konsystencję miskę zdejmujemy znad pary i ubijamy jeszcze przez około 5 minut, do ostudzenia.
Do tak przygotowanej masy dodajemy przesianą mąkę, mieszamy całość dokładnie, a następnie wyciskamy ciasteczka na wyłożoną papierem blachę. Możemy to zrobić szprycą dekorującą, foliowym woreczkiem z odciętym końcem, albo po prostu łyżeczką, jeśli nie zależy nam na szczególnie idealnych kształtach.
Pomiędzy placuszkami trzeba pozostawić duże odstępy. Następnie posypujemy je miałkim cukrem ( u mnie trzcinowym) i pozostawiamy na 4-5 godzin. Pieczemy przez 20 minut w temperaturze 150°C . Mają stać się złotobrązowe i sprężyste. Są pyszne:-)