wtorek, 31 sierpnia 2010

Blog Day 2010


Cytuję za http://www.blogday.org/

Przez jeden dzień - 31 sierpnia - blogerzy z całego świata publikują notkę polecającą 5 innych blogów, najlepiej gdy są to blogi o innej tematyce, z innej kultury. Tego dnia czytelnicy bloga, będą krążyć po sieci i odkrywać nowe, nieznane blogi ciesząc się z odkrycia nowych ciekawych blogów i blogerów.

Uważam, że to bardzo fajny pomysł, tak więc poniżej blogi polecane przeze mnie:

1. Paula i Pan Śmieciuch - krucha drobna dziewczyna z siłą słonia walczy z poważną choroba. Szacun!

2. Blog niecodzienny Artura Andrusa - ostrzegam, wejście na własną odpowiedzialność. Możliwe powikłania: silne bóle mięśni brzucha, duże łzawienie, usmarkanie się, upadek z krzesła, a nawet wywichnięcie szczęki. Wszystko to oczywiście ze śmiechu.

3. Chlip hop, czyli jak trwoga to do bloga... nostalgiczna, pełna ciepła i humoru korespondencja blogowa pomiędzy Magdą Umer i Andrzejem Poniedzielskim. Zaglądam zawsze jak mi źle.

4. Podróże bez kompasu  - dla wielbicieli wędrówek i nie tylko.. Po prostu trzeba tam zajrzeć. Cudownie opisane, zilustrowane magicznymi zdjęciami historie podróży. A do tego mam szczęście znać ich Bohaterów :-)

5. Dom i styl   - coś dla wielbicieli staroci i aranżacji wnętrz. Blog osoby, której pasją jest odnawianie starych mebli. Piękne klimatyczne wnętrza i kobieta, której nie straszna wiertarka, szlifierka czy inne tego typu, jak sama to określa, sporty ;-)

Tarta wiejska


Kolejna propozycja na słono. Zestawienie ziemniaków z ciastem brzmi szalenie... węglowodanowo;-)
Nieco się wahałam, czy to nie za dużo szczęścia na raz, ale postanowiłam nieco odchudzić przepis i zaryzykować. Nie żałuję. Dodatek mąki z pełnego przemiału bardzo dobrze wpływa na smak. Moim zdaniem w tej tarcie to dodatek konieczny.
Przepis z wspominanej już tu przeze mnie książki Mai Barakat- Nuq Tarty na słodko i słono.
Ta niewielka książeczka jest źródłem naprawdę bardzo ciekawych i łatwych przepisów.



Składniki:

1 porcja ciasta półkruchego z domieszką mąki razowej
1.2 kg dużych ziemniaków
2 drobno posiekane cebule ( u mnie tylko półplasterki)
300 g sera brie
150 ml śmietanki kremówki ( u mnie zwykła kwaśna 18%)
150 ml mleka
3 jajka
30 g masła (dałam nieco mniej)
2 łyżki posiekanej natki pietruszki ( nie miałam akurat, dałam koperek)
szczypta gałki muszkatołowej
sól i pieprz

Autorka nie podaje swojego przepisu na ciasto półkruche.
Ja postanowiłam zrobić moje ulubione ciasto krucho-drożdżowe, spisało się doskonale.


Przepis na mój spód:

1 szklanka mąki pszennej
3/4 szklanki mąki pszennej razowej
bryłka drożdży wielkości orzecha włoskiego
1/3 kostki zimnego masła
1 łyżeczka cukru
1 łyżeczka soli
1 jajko 
3-4 łyżki kwaśnej śmietany 18% ( ile ciasto "zabierze")



Przepis na okrągłą blaszkę o średnicy około 28 cm



Zaczynamy oczywiście od przygotowania ciasta. Rozdrabniamy drożdże z cukrem i 2 łyżkami śmietany. Odstawiamy, żeby wyrosły. 
Przesiewamy mąkę z solą i siekamy drobno z masłem. 
Gdy drożdże "ruszą" dodajemy je do mąki, wbijamy całe jajko i szybko zagniatamy ciasto pomagając sobie śmietaną. Ciasto powinno być miękkie, ale zwarte ( jak ciasto kruche, albo makaronowe). 
Odstawiamy je na około 1/2 godziny aby odpoczęło w temperaturze pokojowej.

W tym czasie możemy przygotować nadzienie.
Ziemniaki obieramy, kroimy na niewielkie plasterki i gotujemy przez około 10 minut, aby lekko zmiękły.
Na patelni przesmażamy na maśle cebulę, aż się lekko zezłoci. Śmietanę mieszamy z przyprawami i jajkami, dodajemy przesmażoną cebulę.  Brie kroimy na plasterki.

Gotowe ciasto rozwałkowujemy i wykładamy nim tortownicę tak, aby utworzyć rancik wysokości ok 1.5 cm.
Wykładamy ziemniaki, zalewamy masą śmietanowo-jajeczną. Na wierzchu układamy pokrojony ser.
Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 180°C na około 45 minut.
Gotowe posypujemy natką ( u mnie koperek).

Uwagi:

- jeśli zostanie nam ciasta można z niego zrobić na wierzchu tarty ozdobne wzorki lub kratkę (to uwaga od autorki przepisu);
- tarta świetnie smakuje z najzwyklejszą sałatką z pomidorów (uwaga autorki bloga;-)

sobota, 28 sierpnia 2010

Ciasto migdałowe z owocami


Bardzo łatwe, szybkie i smaczne ciasto. Nie może się nie udać. Idealne, gdy chcemy coś na szybko upiec, albo gdy zostanie nam trochę owoców, które trzeba jakoś wykorzystać.
Bardzo dobrze smakuje zarówno świeżo po upieczeniu jak i na drugi dzień.
Prezentuję wersję z migdałami, ale można je zastąpić mąką pszenną i dać cukier wanilinowy albo wanilię.

Przy okazji tego akurat przepisu serdecznie pozdrawiam Hanę. Już ona wie dlaczego:-)




Składniki:

 4 jajka
1 szklanka cukru
1/2 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki mąki ziemniaczanej
1/2 szklanki zmielonych na mąkę łuskanych migdałów 
1 mały proszek do pieczenia, tj. 3 łyżeczki
1 kostka masła
1 łyżka ekstraktu migdałowego (nie mylić z esencją!) lub cukier migdałowy
dowolne owoce, u mnie borówki amerykańskie, brzoskwinie i gruszki



przepis na dużą tortownicę, ok 28 cm, lub kwadratową blaszkę



Mieszamy dokładnie obydwie mąki, proszek do pieczenia i migdały. Kostkę masła rozpuszczamy. Całe jajka ubijamy wraz z cukrem i cukrem migdałowym aż masa zbieleje i kilkakrotnie powiększy objętość (5-7 minut mikserem na szybkich obrotach).  Ubijamy dalej dodając stopniowo mąki z migdałami i ekstrakt ( o ile wcześniej nie dodaliśmy już cukru migd.), na końcu wlewamy mocno ciepłe masło. Dokładnie mieszamy. Wylewamy do wyłożonej papierem do pieczenia blaszki i układamy na wierzchu owoce.
Pieczemy około 45-50 minut w temperaturze 180°C. Gdy przestygnie posypujemy cukrem pudrem. Można posypać płatkami migdałowymi.

Smacznego:-)

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Brownies gruszkowe


...pod kołderką..;-) Zamarzyło mi się brownies z gruszkami, bo gruszki i czekolada to moim zdaniem bardzo udane zestawienie. A ponieważ gruszki kojarzą mi się też z wanilią, brownies dostało dodatkowe ubranko w postaci pysznego sosu waniliowego. Myślę jednak, że z powodzeniem mogą go zastąpić lody waniliowe albo bita śmietana z dodatkiem wanilii. W każdym razie zestawienie czekolada, wanilia, gruszki uważam za wyjątkowo kuszące!



Składniki ciasta:

200 g masła
200 g gorzkiej czekolady
125 g mąki
50 g kakao
50 g czekolady mlecznej
4 jaja
300 g drobnego cukru
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego, lub mała paczka cukru wanilinowego
3-4 średniej wielkości gruszki

Składniki sosu:

250 ml śmietanki 30%
1/2 rozciętej laski wanilii
3 żółtka
5 łyżek cukru

przepis na sos, z niewielkimi zmianami, od Zaytoon



Pokruszoną czekoladę i masło w kawałkach rozpuszczamy razem na parze. Odstawiamy do ostudzenia.
Mleczną czekoladę siekamy na kawałeczki.
Kakao i mąkę przesiewamy do osobnego naczynia.
Gruszki obieramy ze skórki i dzielimy na niewielkie kawałki.
Całe jajka ubijamy z cukrem i wanilią na puszystą masę (około 5 minut mikserem), a następnie delikatnie łączymy z rozpuszczoną czekoladą. Do masy dodajemy stopniowo przesianą mąkę i kakao, na koniec posiekaną czekoladę.
Ciasto wylewamy do blaszki i układamy w nim równomiernie cząstki gruszek.
Pieczemy około 30 minut w temperaturze 180°C.
W czasie pieczenia ciasto należy obserwować. Idealne brownies to takie, w którym brzegi są już upieczone, ale środek tylko lekko ścięty. Dużo zależy też od soczystości gruszek. Jeśli mamy bardzo soczyste gruszki, ciasto trzeba potrzymać w piekarniku odrobinę dłużej.



W czasie gdy ciasto się piecze możemy zrobić sos.
Ze śmietanki odlewamy około 1/3 szklanki. Resztę zagotowujemy powoli z 1/2 laski wanilii. Żółtka ubijamy razem z cukrem do białości, dolewamy odstawioną śmietankę, mieszamy i całość wlewamy do gotującej się masy. Gotujemy na wolnym ogniu często mieszając, aż nieco zgęstnieje. Sos po ostudzeniu zgęstnieje jeszcze bardziej.
Staramy się nie zjeść całego sosu, zanim nie ostudzimy ciasta na tyle, żeby móc podać obydwie pyszności razem:-)

Jak już pisałam, ciasto świetnie smakuje także z gałką lodów, bitą śmietaną, albo z moim wynalazkiem - bitą śmietaną wymieszaną 1:1 z sosem waniliowym. Ta ostatnia opcja najbardziej mi odpowiada jeśli chodzi o smak i konsystencję, niestety jednak ( właściwie dlatego właśnie:-)) nie mam jej na zdjęciach. 


poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Ciasteczka waniliowe - 2 rodzaje


Zrobiłam ciasteczka z dwóch przepisów, bo nie mogłam się zdecydować, który będzie lepszy. Marzyły mi się bowiem lekkie, beztłuszczowe ciasteczka, takie do pochrupania przy kawie czy herbacie. 
Obydwa przepisy spełniły tę rolę. Co więcej, ciasteczka, mimo bardzo podobnych składników, mają zupełnie inny smak. Pierwsze smakują bardzo domowe, idealnie pasuje do nich nazwa, drugie mają smak bardziej wyrafinowany, oryginalny. Jedne i drugie są bardzo smaczne;-)






CIASTKA I - Ciasteczka Babci

Przepis ( i nazwa) pochodzi ze starej książki Ciasta Ciastka Ciasteczka, Jana Czernikowskiego. Uwielbiałam ją przeglądać jeszcze jako dziecko, w domu było jej stare wydanie z 1968 roku. Wiedziona sentymentem kupiłam sobie nowe wydanie i chociaż to już nie to, przepisy często są nieprecyzyjne i trochę może nie na czasie lubię czasami do niej zaglądać i coś ciekawego wyszperać.



Składniki:

1 szklanka mąki
1 szklanka cukru (dałam 3/4 pudru)
3 jajka
1 cukier waniliowy (ja dałam prawdziwą wanilię, polecam!)

Całe jajka ucieramy z cukrem na puch, dodajemy stopniowo mąkę,  na końcu wanilię. Ciasto kładziemy łyżeczką na dobrze wysmarowaną masłem blachę ( u mnie wyłożoną papierem) w odstępach ok. 4 cm. Pieczemy przez około 10 minut, do zezłocenia, w temperaturze 160°C. Ciasteczka świetne są na ciepło, mają chrupiące brzegi i lekko wilgotny środek. Na zimno też bardzo smaczne. Można je przekładać powidłami, przypominają wtedy w smaku ciastka znane jako baletki.

Uwagi:

- z tego przepisu wyszły mi 4 wielkie blachy ciasteczek, następnym razem zrobię je z połowy składników.


CIASTKA II - Ciasteczka Waniliowe

Tym razem przepis z książki Ciasteczka z bardzo lubianej przeze mnie serii Le Cordon Bleu, wydawnictwa Konemann. Z tymi ciasteczkami wiąże się mała historia. Jako że jestem nieco roztrzepana nie zauważyłam bardzo precyzyjnego opisu na początku, dotyczącego czasu przygotowania, wczytałam się tylko w składniki i na podstawie tego uznałam, że zrobię te ciasteczka  trymiga, podobnie jak pierwsze. Ciasto rzeczywiście zrobiłam szybko. Wyłożyłam na blachę i dopiero wtedy doczytałam, że teraz należy je odstawić na uwaga, 4-5 godzin! Zerknęłam na zegarek, była 20.30, wyszło mi więc, że pierwszą partię mam szansę upiec w okolicach północy:-) 
Nie zmienia to faktu, że ciasteczka wyszły pyszne. Oprócz smaku wanilii dominuje w nich smak skórki  z cytryny co dodaje im wiele uroku, a do tego fantastycznie chrupią zarówno zaraz po upieczeniu jak i następnego dnia.
Poza tym Le Cordon Bleu to sama precyzja, więc wiem i mogę napisać,  że z przepisu wychodzi około 40 sztuk. Uważajcie tylko na czas!



Składniki:


65 g miałkiego cukru
1 jajko
1 żółtko
2-3 krople esencji lubi aromatu waniliowego ( u mnie łyżka ekstraktu)
1 łyżeczka skórki cytrynowej, drobno starta
65 g mąki pszennej
miałki cukier do posypania

Do miski wbijamy jajka, dodajemy wanilię, skórkę i cukier, a następnie miskę umieszczamy nad rondlem z gotującą się wodą i ubijamy mikserem przez około 5-10 minut, aż masa zesztywnieje na tyle, że opadając z ubijaka będzie tworzyć na powierzchni smugi. Uwaga, miska nie może dotykać powierzchni wody! Gdy uzyskamy pożądaną konsystencję miskę zdejmujemy znad pary i ubijamy jeszcze przez około 5 minut, do ostudzenia.
Do tak przygotowanej masy dodajemy przesianą mąkę, mieszamy całość dokładnie, a następnie wyciskamy  ciasteczka na wyłożoną papierem blachę. Możemy to zrobić szprycą dekorującą, foliowym woreczkiem z odciętym końcem, albo po prostu łyżeczką, jeśli nie zależy nam na szczególnie idealnych kształtach.
Pomiędzy placuszkami trzeba pozostawić duże odstępy. Następnie posypujemy je miałkim cukrem ( u mnie trzcinowym) i pozostawiamy na 4-5 godzin. Pieczemy przez 20 minut w temperaturze 150°C . Mają stać się złotobrązowe i sprężyste. Są pyszne:-)

wtorek, 10 sierpnia 2010

Sernik stracciatella


Stracciatella to rodzaj lodów śmietankowych lub waniliowych, z kawałeczkami czekolady o czym pewnie wszyscy wiedzą, ale to także, o czym ja akurat nie miałam pojęcia, rodzaj włoskiej zupy z drobnymi kluseczkami (za Wikipedią). Skoro stracciatellą można nazwać zupę i można lody, to czemuż nie sernik?
Mam oczywiście na myśli sernik z czekoladą, nie kluseczkami ;-)
W każdym razie stracciatellę, także tę w wersji sernikowej, lubię bardzo.



Składniki spodu:

120 g drobno pokruszonych herbatników
50 g roztopionego masła
lub
kruche ciasto własnej roboty (opcja przeze mnie preferowana:-))

Składniki masy:


750 g sera sernikowego

4 jajka
1 szklanka drobnego cukru
cukier wanilinowy albo 1 łyżka ekstraktu waniliowego
1 tabliczka (100g) gorzkiej czekolady drobno pokrojonej

Składniki polewy:

1 szklanka kwaśnej śmietany
1/2 szklanki cukru
1 łyżka ekstraktu waniliowego


przepis na tortownicę ok. 23 cm



Mieszamy herbatniki z masłem (całość ma przypominać mokry piasek) i wykładamy dół tortownicy, albo robimy kruche ciasto, na przykład według tego przepisu i ścieramy na grubej tarce na dno tortownicy.
Miksujemy ser z cukrem, dodajemy pojedynczo jajka i ekstrakt waniliowy. Na końcu dodajemy czekoladę. Masę wylewamy na spód i pieczemy w temperaturze 160°C przez około 30 minut. Brzegi sernika powinny być porządnie ścięte, środek lekko płynny. Śmietanę mieszamy z cukrem i ekstraktem, wylewamy na wierzch sernika i wkładamy do piekarnika jeszcze na 10 minut. Po wyjęciu okrawamy delikatnie ścianki tortownicy, aby  sernik stygnąc  nie popękał, a po wystudzeniu wkładamy do lodówki na minimum 5-6 godzin,  najlepiej na całą noc.


Uwagi:

- masa serowa jest bardzo rzadka, jeśli nasz piekarnik słabiej piecze od spodu  ciasto lepiej  zapiec przez około 20 minut i dopiero potem wylać masę;
- bardzo polecam użycie prawdziwej wanilii, daje zupełnie inny aromat;
- czekoladę do tego sernika wolę kroić mocno schłodzoną, jest to może nieco trudniejsze, ale dzieli się na takie ostre, małe kawałki, które bardziej przypominają mi prawdziwą stracciatellę.



czwartek, 5 sierpnia 2010

Blondynki z owocami ;-)


Jeśli ciasto z dużą ilością czarnej czekolady nazywamy brownies,  ciasto z dużą ilością białej czekolady nazywamy blondies, to jak możemy nazwać babeczki z dużą ilością białej czekolady? Oczywiście blondynkami!
Uważam, że to całkiem sympatyczna alternatywa dla blondies. Babeczki są poręczne, słodkie od białej czekolady, ale tę słodycz fajnie przełamują owoce. Początkowo miałam je zrobić tylko z malinami, ale w ręce wpadły mi też morele i muszę powiedzieć, że to był świetny wybór. Żałuję, że nie przyszło mi też do głowy wypróbowanie jagód. No ale to do następnego razu. Odpowiednia ilość jagód czeka już w zamrażarce na takie okazje :-)



Składniki:

1/2 kostki masła
1/2 szklanki drobnego cukru
2-3 łyżki wody
1 i 1/2 tabliczki białej czekolady* +1/2 tabliczki pokrojonej w drobne kawałki
1 łyżka ekstraktu waniliowego
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
1 szklanka mąki pszennej
2 jajka
 dowolne owoce jako nadzienie

* mowa o tabliczce 100g



 Rozpuszczamy na małym ogniu czekoladę  (1 i 1/2 tabl) z masłem, wodą, ekstraktem i cukrem. Masę cały czas mieszamy! Odstawiamy do ostygnięcia. Mąkę przesiewamy z proszkiem do pieczenia. 
Gdy masa  czekoladowa jest ostudzona wbijamy do niej po kolei jajka, dokładnie mieszamy i nie przerywając kręcenia dodajemy stopniowo mąkę z proszkiem. Na koniec wsypujemy pokruszoną czekoladę. Wylewamy do foremek na babeczki mniej więcej do 3/4 wysokości. Gdy ciasto jest wylane zanurzamy w nim owoce. Ja do babeczek o średnicy dna 6 cm dawałam 3 wielkie maliny albo 1/3 średniej wielkości moreli, pokrojonej na kawałki.
Pieczemy przez około 15-20 minut w temperaturze 190°C. Tych babeczek nie należy trzymać za długo, bo ciasto nadmiernie się wysuszy i straci przez to na swojej "czekoladowości". Obowiązuje więc zasada podobna jak przy pieczeniu brownies.



Uwagi:
masa maślano-czekoladowa ma tendencje do rozwarstwiania się albo wręcz do owarzania się. Nie należy się tym przejmować, po wystudzeniu i zamieszaniu masa zwykle wraca do normy;
- gotowe babeczki można posypać migdałami.


poniedziałek, 2 sierpnia 2010

Quiche tuńczykowy


Ciekawa propozycja dla wielbicieli potraw z tuńczykiem. Dotychczas tuńczyka wykorzystywałam do makaronu, pizzy albo do dyżurnej już w sumie sałatki tuńczykowej i nie wyobrażałam sobie, że można z nim zrobić coś w rodzaju tarty. Okazuje się jednak, że to całkiem smaczny wariant. Na pewno będę do niego wracać.
Przepis pochodzi z  Tarty na słodko i słono,  Mai Barakat-Nuq, wyd Wiedza i Życie.
 Nieco zmniejszyłam ilości składników, bo nie miałam więcej w domu, oryginalnie quiche wychodzi dużo wyższy niż to widać na moich zdjęciach.



Składniki ciasta:

300g mąki
150g masła
2 jajka
szczypta soli

Składniki nadzienia:

250 g tuńczyka w sosie własnym (dałam 200)
5 jaj (dałam 3)
300 g twarogu
125 ml mleka (dałam nieco mniej)
2 łyżki mąki  (dałam jedną)
30 g odsączonych kaparów
150 g wydrylowanych oliwek
150 g utartego parmezanu
sól, pieprz



Miękkie masło pokroić na kawałki, wymieszać z jajkami i solą, a następnie wgnieść do masy mąkę. Gotowe ciasto przykryć mokrą ściereczką i wstawić do lodówki na  minimum 1 godzinę.
Tuńczyka rozdrabniamy widelcem, mieszamy z jajkami, twarogiem i kaparami. W osobnej misce mieszamy mleko z mąką, dodajemy przyprawy, wlewamy do tuńczyka.  Na końcu do masy dodajemy 2/3 parmezanu i oliwki.
Wykładamy blaszkę ciastem, wylewamy masę, posypujemy ją z wierzchu resztą parmezanu i pieczemy 35 minut w temperaturze 210°C. podajemy na ciepło, można podawać z dodatkiem sosu pomidorowego. Smacznego :-)

 
Design by Ciey based on Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes