czwartek, 30 września 2010

Szarlotka z rosą


Jak już wspominałam jesienią mam silną potrzebę pieczenia szarlotek. Trudno, musicie to jakoś przetrzymać ;-) 
Poniższa szarlotka jest jedną z moich ulubionych, a to dlatego, że jest wyjątkowo delikatna. Miękki maślany spód, kwaśne jabłka ( nie dodajemy do nich cukru!) i słodka pianka na wierzchu. Nie wspominając o złotych kropelkach dla ozdoby. Przepis dostałam jakieś 15 lat temu od znajomej. 
Polecam.
Oczywiście to nie jest moja ostatnia szarlotka tej jesieni..;-)



Składniki ciasta:

4 żółtka
1/2 kostki masła
1 szklanka cukru
2 szklanki mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 szklanka gęstej śmietany

Składniki nadzienia:

2 kg obranych, pokrojonych na ćwiartki jabłek, najlepsza Antonówka albo Szara Reneta
1/2 kostki masła 

Pianka:

4 białka
6 łyżek cukru


przepis na tzw. dużą blachę, czyli formę o wymiarach mniej więcej 25 na 35 cm



Mąkę przesiewamy z proszkiem do pieczenia. Masło ucieramy z cukrem. Gdy masa nabierze puszystości dodajemy pojedynczo żółtka i dalej ucieramy na puch. Następnie dodajemy stopniowo mąkę na przemian ze śmietaną i dalej ucieramy.
Wylewamy do brytfanki wyłożonej papierem do pieczenia i zapiekamy w temperaturze 180°C przez około 30 minut.
W czasie gdy spód się zapieka dusimy jabłka, aż staną się bardzo miękkie. Dodajemy masło i dusimy jeszcze przez parę minut, aż jabłka zaczną się rozpadać. Gorące wylewamy na podpieczony gorący spód i z powrotem wkładamy do piekarnika na około 15 minut. 
W tym czasie ubijamy pianę z białek z cukrem. Rozprowadzamy ją delikatnie po wierzchu i ponownie wstawiamy ciasto do piekarnika na około 10-15 minut.
Gorące ciasto należy wynieść do chłodu, albo postawić na czymś zimnym. Spowoduje to wytworzenie się ostatniego elementu - rosy.
Ciasto najlepiej kroić po  2-3 godzinach od momentu wyjęcia go z piekarnika.

Uwagi:

- jeśli wasz piekarnik nie dopieka dobrze od spodu ciasto należy zapiekać 5-10 minut dłużej. Jeśli mocniej grzeje od spodu skracamy czas zapiekania.

wtorek, 28 września 2010

Brownies z serem i wiśniami


Jakiś czas temu dostałam z Kanady fantastyczną, bardzo wygodną blaszkę do pieczenia brownies. Przedstawię ją przy innej okazji, bo do tego akurat ciasta nie można wykorzystać wszystkich jej funkcji. Wspominam o niej jednak już teraz, bo do blaszki dołączona była książeczka z przepisami. Jeden z nich zainspirował mnie do stworzenia tego brownies, jak zwykle bardzo mocno czekoladowego, ale z warstwą czekoladowo-wiśniowej masy serowej. Moim zdaniem obłędnie pyszne:-)

Od razu też wyjaśnię, że oryginalny przepis przewidywał na wierzchu masę serową z białą czekoladą i konfiturą malinową. Smakowo niezłe, ale z wyglądu niestety nie bardzo... Konfitura malinowa i biała czekolada nadają masie serowej szaroróżowy kolor i w rezultacie całe brownies nie wygląda specjalnie zachęcająco. Przynajmniej zrobione w naszym kraju i z naszych produktów . Może za oceanem sprawa wygląda zupełnie inaczej;-)
I już na koniec: przepis oryginalny sugeruje użycie do wypieku ciasta gotowego "brownie mix". Ja wykorzystałam po prostu swój sprawdzony (tu lekko zmodyfikowany) przepis na brownies.
 


Składniki ciasta:

200 g masła (kostka)
200 g gorzkiej czekolady (2 tabliczki)
125 g mąki
50 g kakao
4 jaja
300 g drobnego cukru, może być ciemny
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego, lub mała paczka cukru wanilinowego

Składniki masy:


70 dag sera do serników (najlepszy gęsty, gładki, tłusty "wiaderkowy")
1/2 szklanki cukru pudru
1 średniej wielkości słoiczek dobrej konfitury wiśniowej ( ok 300 g)
100 g dobrej jakości czekolady mlecznej (1 tabliczka)

 Do ozdoby:


- wiśnie ( u mnie frużelina wiśniowa)
- 3-4 kostki startej gorzkiej czekolady




Pokruszoną czekoladę i masło w kawałkach rozpuszczamy razem na parze często mieszając. Odstawiamy do ostudzenia.

Kakao i mąkę przesiewamy do osobnego naczynia.
Całe jajka ubijamy z cukrem i wanilią na puszystą masę (około 5 minut mikserem), a następnie delikatnie łączymy z rozpuszczoną czekoladą. Do masy dodajemy stopniowo przesianą mąkę i kakao.
Ciasto wylewamy do blaszki i pieczemy około 30 minut w temperaturze 180°C.
W czasie pieczenia ciasto należy obserwować. Idealne brownies to takie, w którym brzegi są już upieczone, ale środek tylko lekko ścięty. 

Gdy ciasto się piecze przygotowujemy masę serową.
Rozpuszczamy na parze czekoladę, odstawiamy do ostudzenia. Ser miksujemy z cukrem, a następnie z czekoladą i konfiturami.
Masę serową wykładamy na upieczone, przestudzone ciasto i odstawiamy w chłodne miejsce, aby czekolada odpowiednio "związała" ser.
Ozdabiamy wiśniami i startą gorzką czekoladą.
Smacznego!


Uwagi:

- w pierwotnym przepisie użyto malin. Myślę, że można ich użyć również w tym przepisie, ale z mojego doświadczenia wynika, że maliny zmieszane z serem i czekoladą gubią gdzieś swój smak, staje się on bardzo słabo wyczuwalny. Wiśnie sprawdzają się tu dużo lepiej;

- zamiast wiśniami można górę ozdobić polewą czekoladową. Ktoś może uważać, że to już przesada. Ja jednak jestem zdania, że czekolady w brownies nigdy za dużo;-)

- jeśli ktoś jeszcze nie zorientował się po przepisie: to nie jest sławne sernikobrownies z malinami/wiśniami. To ciasto ma zupełnie inny smak!

piątek, 24 września 2010

Szarlotka z pianką

 
Szarlotka to ciasto, które muszę robić jesienią. Wypróbowuję różne wersje, ciągle eksperymentuję, ale mam też kilka ulubionych przepisów. To jest właśnie jeden z nich.
Szarlotka jest bardzo delikatna, głównie dzięki lekkiej górze, a szczególnie warstwie smakowitej pianki. Polecam. 
Za parę dni kolejna szarlotka, bo jak mówiłam, ja je po prostu muszę robić..:-)



Składniki ciasta:

1 szklanka mąki pszennej
1 szklanka krupczatki
4 żółtka
15 dag masła
1 duża łyżka kwaśnej śmietany
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 szklanki cukru pudru
2-3 łyżeczki cukru waniliowego

Składniki nadzienia:

6-7 dużych jabłek do ciasta ( u mnie moja ulubiona Szara Reneta)
cukier do smaku (kilka łyżek, ilość zależy od kwaśności jabłek)
1-2 łyżeczki cynamonu
ponadto:
4 białka
1 budyń waniliowy lub śmietankowy
1/2 szklanki cukru pudru


przepis na tortownicę lub kwadratową blaszkę



Mąkę mieszamy z cukrami i proszkiem do pieczenia, a następnie siekamy drobno z masłem. Dodajemy żółtka, śmietanę i zagniatamy szybko ciasto. Gotowe wkładamy do lodówki na około 1 godzinę. 

Jabłka obieramy, kroimy na niewielkie kawałki, podlewamy odrobiną wody i dusimy w garnku na niewielkim ogniu aż zaczną się rozpadać. Lekko odparowujemy masę jeśli jest bardzo wodnista i słodzimy do smaku. 

Na dno blachy wykładamy 2/3 ciasta robiąc dokoła rancik o wysokości mniej więcej 2 cm. Dziurawimy widelcem i zapiekamy przez około 20-25 minut w temperaturze 180°C. Gdy spód jest podpieczony wystawiamy go z piekarnika i przygotowujemy piankę: ubijamy pianę z białek, pod koniec ubijania dodajemy cukier, znów ubijamy aż masa stanie się sztywna, na końcu dodajemy budyń w proszku i delikatnie mieszamy go z masą.

Na gotowy spód wykładamy jabłka, przykrywamy je pianą z budyniem i na wierzch ścieramy na tarce pozostałą 1/3 ciasta. Ciasto możemy również delikatnie odrywać palcami, to metoda może mniej estetyczna, ale na pewno dużo szybsza i wygodniejsza.
Szarlotkę pieczemy przez około 30 minut w temperaturze 180°C.
Dobra zarówno na ciepło jak i na zimno. Pierwszego dnia przyjemnie krucha ( ale nie twarda!) później miękka i rozpływająca się w ustach.

Uwagi:

 - jeśli Wasz piekarnik dobrze piecze od dołu możecie pominąć etap z zapiekaniem spodu, ale wtedy całe ciasto trzeba piec 40-50 minut. Bezpieczniej będzie też w takim wypadku wysypać spód cieniuteńką warstwą bułki tartej przed wyłożeniem jabłek, żeby wchłonęła nadmiar wilgoci. Ja zapiekam, bo nie toleruję niedopieczonego, przemoczonego nadzieniem ciasta kruchego.

- w przepisie podałam 1-2 łyżeczki cynamonu, jeśli ktoś jednak jest prawdziwym cynamonowym maniakiem ( jak pisząca te słowa;-) radzę ilość podwoić.



środa, 22 września 2010

Drożdżówki z serem


...takie jak ze sklepu. Oczywiście z wyglądu. W smaku, nieskromnie to stwierdzę, są dużo lepsze:-)
Zachciało mi się takich porządnych, mocno serowych drożdżówek, w których ser przeplata się z ciastem i po prostu musiałam je zrobić.
Zrobiłam dwie wersje. Jedną z samym serem, drugą z serem i owocami. Ta druga  jest chyba nawet smaczniejsza, bo wykorzystałam nektarynkę, która jak się okazało doskonale łączy się smakowo z nadzieniem serowym.



Składniki ciasta:

3 szklanki mąki pszennej
3/4 szklanki mleka
1 torebka suchych drożdży (7g)*
1 jajko
2 żółtka
3/4 szklanki drobnego cukru
 1/4 kostki masła (rozpuszczona)
1 łyżka ekstraktu (lub cukru) waniliowego
1/2 łyżeczki drobno startej skórki z cytryny
mąka do podsypywania stolnicy

Składniki nadzienia:

ok 500 g zmielonego białego sera
cukier i cukier waniliowy do smaku (zależy od kwaśności sera)
1 jajko
można dodać rodzynki, drobno pokrojone owoce, skórkę pomarańczową, co kto lubi:-)

Lukier:

1 szklanka cukru pudru
3-4 łyżki gorącej wody
1 łyżka soku z cytryny

* można też użyć świeżych drożdży  (5 dag), ale wymagają one zrobienia zaczynu, to znaczy rozcieramy je z kilkoma łyżkami mleka, łyżeczką cukru, dodajemy łyżkę mąki i odstawiamy aż porządnie wyrosną, a następnie łączymy z pozostałymi składnikami ciasta.



Suche drożdże mieszamy z mąką, cukrem, cukrem waniliowym i skórką. Mleko podgrzewamy. Jajka ubijamy widelcem.
Do mąki z cukrem i skórką dodajemy jajka, wlewamy mleko i solidnie wyrabiamy ciasto. Możemy to robić dłonią, możemy też drewniana łyżką. Ciasto ma być dosyć gęste, napowietrzone, sprężyste i mało kleiste. Do tak przygotowanego ciasta dolewamy rozpuszczone, lekko ciepłe masło i jeszcze raz całość porządnie wyrabiamy. Miskę z ciastem przykrywamy ściereczką i odstawiamy całość do wyrośnięcia na około 1- 1.5 godziny.
W czasie gdy ciasto rośnie przygotowujemy nadzienie mieszając wszystkie jego składniki. Nie podaję dokładnej ilości cukru, bo to po prostu zależy od danego sera i naszego smaku.
Wyrośnięte ciasto przekładamy na wysypaną mąka stolnicę, formujemy w kulę (nie zagniatamy ponownie, ciasto ma się tylko lekko odgazować) i odkładamy na bok stolnicy, przykryte ściereczką. Z ciasta odrywamy kawałki wielkości mniej więcej pięści. Rozwałkowujemy je na grubość około 0.5 cm, smarujemy serem:

zwijamy, na dwa:


powstały pas zwiniętego ciasta kroimy na równe kawałki:

a następnie każdy z kawałków skręcamy w coś w rodzaju muszki (mam na myśli część ubioru męskiego, a nie owada;-))

Tak przygotowane bułeczki układamy na wyłożonej papierem do pieczenia blasze w odstępach 3-4 cm, przykrywamy ściereczką i odstawiamy jeszcze na jakieś 20-30 minut. W tym czasie przygotowujemy lukier ucierając wszystkie jego składniki do momentu, aż masa będzie spływała z łyżki jednolitym, ciężkim strumieniem.
Wyrośnięte pieczemy w temperaturze 180°C przez około 20-30 minut.  Mocno ciepłe smarujemy lukrem. Lekko ciepłe pałaszujemy :-)
Jak wszystkie tego typu wypieki drożdżowe bułeczki najlepsze są w dniu ich zrobienia.

piątek, 17 września 2010

Sernik orzechowo-malinowy


Kolejna propozycja sernikowa inspirowana jedną z moich ulubionych książek Najlepsze Serniki Świata, wydawnictwa RM.
Połączenie orzechów z malinami wydało mi się ciekawe i nie zawiodłam się, chociaż wprowadziłam sporo zmian, w oryginalnym przepisie smak malin jakoś się w serniku gubił.



Składniki:

3/4 kg twarogu sernikowego
1 szklanka cukru
3 jaja
1 szklanka śmietany
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
100 g masła orzechowego
1/3 szklanki konfitur malinowych
1/2 szklanki świeżych lub mrożonych malin

Spód:


150 g drobno pokruszonych ciastek orzechowych
40 g roztopionego masła


przepis na tortownicę ok. 20 cm



Pokruszone ciastka mieszamy z masłem i wykładamy dno tortownicy. 
1/2 kg sera mieszamy z cukrem, nie przerywając mieszania dodajemy pojedynczo jajka, a następnie śmietanę i wanilię. 
Pozostałe 1/4 kg sera mieszamy z masłem orzechowym i konfiturą.
Na spód tortownicy wylewamy masę serową, posypujemy malinami i na wierzchu układamy nieregularnie łyżką masę orzechową. Nie mieszamy.
Pieczemy około godziny  temperaturze 160°C.  Po wyjęciu z piekarnika jeszcze ciepłe ciasto delikatnie okrawamy od brzegów tortownicy, aby nie popękało stygnąc. Gdy jest już chłodne wkładamy do lodówki na około 4-5 godzin. Najlepsze następnego dnia.

poniedziałek, 13 września 2010

Wyrolowana kanapka - WP#84


Nigdy nie mogę zdążyć z Weekendową Piekarnią, ale staram się jak mogę;-)
Tym razem  Olciaky zaprosiła do zrobienia Wyrolowanej Kanapki.
Przepis pochodzi z wrześniowego wydania Mojego Gotowania. Jak wiele piekarek i piekarzy ja również dosyć luźno potraktowałam propozycję nadzienia. Proponowane w oryginale salami i mortadela nigdy nie należały do moich ulubionych wędlin, więc od razu wiedziałam, że zrobię z czymś innym. Wybrałam nadzienie szynkowo-serowe do jednej kanapki i tuńczykowo-pomidorowe do drugiej. To jest właśnie w tym przepisie  najbardziej kuszące: można dowolnie modyfikować nadzienie i za każdym razem otrzymywać pyszne i łatwe danie.
Na pewno będę do kanapki wracać.



Składniki ( moje zmiany w nawiasach) :

25 g świeżych drożdży (ja dałam 7 g suchych)
1/2  l ciepłej wody (dałam ciut ponad 1 szklankę, czyli ok 350 ml i ciasto było za rzadkie) 

500 g mąki pszennej (u mnie 1/3 to mąka razowa pszenna)
1/2 łyżki + 1 szczypta soli
1 łyżka oliwy
 po 150 g salami i mortadeli w plasterkach ( u  mnie przegląd lodówki: szynka + serek almette ziołowy, oraz w drugiej kanapce tuńczyk+ cebula+ zioła i przyprawy z sosem pomidorowym)
 po 150 g mozzarelli i sera wędzonego ( może być oscypek) w plasterkach
 2 żółtka + 1 łyżeczka wody (u mnie samo białko z jednego jajka)




W 1/2 l ciepłej wody rozpuszczamy drożdże. Wsypujemy 2/3 ilości mąki, sól (szczyptę odkładamy), dolewamy oliwę i mieszamy.
Przykrywamy i odstawiamy na godzinę w ciepłe miejsce. Wyrośnięte ciasto przekłuwamy i wyrabiamy z pozostałą mąką.Wałkujemy na prostokąt o wymiarach 30x40 cm. Posypujemy szczyptą soli. Wędliny i sery kroimy na kawałki i układamy warstwami na cieście. Całość zwijamy wzdłuż dłuższego boku w ciasną roladę.
Dokładnie sklejamy końce, układamy na blasze wyłożonej pergaminem (jeżeli jest za długie, zwijamy w kształt półksiężyca).
Smarujemy rozmąconymi żółtkami i odstawiamy na 20 minut. Pieczemy 25-30 minut w temp. 190°C , aż nabierze złotobrązowego koloru.
Po wyjęciu z piekarnika czekamy kilka minut i kroimy na porcje (długości ok. 10 cm).


Uwagi:

- trzeba naprawdę bardzo uważać z ilością płynów, myślę, że z mąką pszenną 1 szklanka (250 ml) to maksimum. Ja dałam nieco więcej, bo mąka razowa więcej wchłania, ale moje ciasto mogłoby być bardziej zwięzłe, łatwiej byłoby mi je formować;
- kanapka z tuńczykiem przy przenoszeniu na blaszkę wykonała salto mortale tracąc swą śliczną formę, stąd dosyć ekhem, fantazyjne ślady rolowania widoczne na zdjęciu ;-)

niedziela, 12 września 2010

Ciasto owocowe z mąki ziemniaczanej


Mąka ziemniaczana świetnie sprawdza się w ciastach biszkoptowych, ucieranych, a nawet w kruchych, ale jako dodatek, a nie główny składnik. Tymczasem ja musiałam upiec coś bezglutenowego, tak więc nie było mowy o żadnych pszennych dodatkach. Bałam się, że wyjdzie coś w rodzaju słodkiej gąbki, ale okazało się, że obawy były nieuzasadnione. Ciasto wyszło bardzo smaczne, niezwykle lekkie i delikatne.
Inspiracją był dla mnie ten przepis na babkę piaskową.



Składniki:


4 jajka
1 i 1/2 szklanki mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 szklanka cukru
1 kostka masła
ok 1 szklanka dowolnych owoców pokrojonych na niewielkie kawałki




przepis na dużą tortownicę lub kwadratową blaszkę 24x24 cm



Kostkę masła roztapiamy i odstawiamy do ostygnięcia. Jajka ubijamy z cukrem aż masa kilkakrotnie powiększy objętość, stanie się sztywna i prawie biała. Nie przerywając ubijania dodajemy stopniowo mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia. Na koniec wlewamy rozpuszczone masło i jeszcze raz całość porządnie mieszamy. Wylewamy do wyłożonej papierem do pieczenia blaszki. Na wierzchu układamy owoce. Pieczemy przez około 40 minut w temperaturze 180°C
Gotowe posypujemy cukrem pudrem wymieszanym z wanilią.
Smacznego:-)
















sobota, 11 września 2010

Pianka czekoladowa


Czyli ciąg dalszy jesiennych pocieszaczy. Pianka to nieco lżejsza odmiana tradycyjnego musu czekoladowego. Zamiast surowych jajek zawiera odrobinę żelatyny. Pozostaje puszysta i delikatna, ale daje się też łatwo kroić.
Rzecz niezbędna w jadłospisie porządnego czekoladoholika ;-)



Składniki:


1 tabliczka białej czekolady (100g)
1 tabliczka mlecznej czekolady (100g)
1 tabliczka czekolady deserowej (100g)
500 ml śmietany 36%
500 ml śmietanki 12%
4 czubate łyżki cukru pudru
cukier waniliowy
7-8 łyżeczek żelatyny
250 ml wrzątku

Do ozdoby:

3-4 kostki startej czekolady deserowej i/lub 1 szklanka bitej śmietany



Przygotowujemy tortownicę o średnicy ok. 20 cm wykładając ją dokładnie folią spożywczą.
Ubijamy na sztywno śmietanę 36% i wkładamy ją do lodówki. 
Rozpuszczamy żelatynę we wrzątku i płyn dzielimy na 3 równe części.
Śmietanę 12% rozlewamy na 3 równe części. Jedną część śmietany podgrzewamy w garnku razem z połamaną na kawałki czekoladą deserową, do momentu aż czekolada się rozpuści i masa będzie idealnie gładka. Nie zagotowujemy! Analogicznie postępujemy z pozostałym częściami śmietanki i z pozostałymi czekoladami. 
Powinniśmy uzyskać 3 masy czekoladowe w 3 miskach/rondelkach. 
Do masy z czekoladą deserową wlewamy 1/3 żelatyny bardzo dokładnie mieszamy i dokładamy 1/3 bitej śmietany. Mieszamy bardzo delikatnie, aby nie zniszczyć delikatnej struktury śmietany, a następnie masę wlewamy na dno tortownicy i umieszczamy całość w zamrażarce na około 10 minut, aby masa zgęstniała, co umożliwi nam wylanie kolejnej warstwy.

Z kolejnymi warstwami postępujemy analogicznie - mieszamy masę czekoladową z żelatyną i bitą śmietaną, a następnie wylewamy kolejną warstwę gdy tylko poprzednia zastygnie.
Całą procedurę można oczywiście przeprowadzić w lodówce, ale wtedy proces tężenia pianki znacząco się wydłuży.
Zamrażarkę wykorzystujemy tylko do momentu wylania ostatniej warstwy. Potem piankę przechowujemy już tylko w lodówce!
Wierzch pianki można ozdobić pokruszoną czekoladą albo warstwą samej bitej śmietany wymieszanej z cukrem i żelatyną. Ostateczny wygląd pianki zależy od tego, dla kogo ją robimy. Ja śmietanę dodaję zazwyczaj wtedy, jeśli jeść ją mają wielbiciele delikatnego smaku czekolady.

Pianka jest najlepsza po 3-4 godzinach spędzonych w lodówce. Świetna również następnego dnia.

Uwagi:

- śmietanę do warstwy wierzchniej można wymieszać z usztywniaczem lub dodać 2 łyżeczki żelatyny rozpuszczonej w 1/3 szklanki gorącej wody, pianka dłużej się dzięki temu przechowa;

- można zmniejszyć ilość żelatyny o połowę i zrobić deser w pucharkach.


wtorek, 7 września 2010

Soduszki


Im zimniej i bardziej deszczowo, tym większa we mnie chęć na zjedzenie czegoś sycącego. 
Czegoś karorycznego, jak mawiał kiedyś syn znajomego. Też tak macie?
Właśnie to niespodziewane ochłodzenie na koniec lata przypomniało mi o jednych z moich ulubionych racuszków. Soduszki są niezwykle puchate i smaczne, bardzo szybko się je robi, a do ich wykonania potrzeba ledwo kilku składników. Zwykle od pomysłu ich zrobienia do momentu w którym można się nimi zajadać nie upływa więcej niż 10 minut.
Nazwa pochodzi od sody, która jest ważnym składnikiem receptury i od razu uprzedzam, że nie można jej zamienić na proszek do pieczenia.



Składniki:

1 szklanka kwaśnej śmietany (18-22%)
1 łyżeczka sody oczyszczonej
ok 2 szklanki mąki pszennej (ile zabierze)
olej do smażenia
cukier puder z wanilią do posypania

porcja na 3 umiarkowanie głodne osoby



Do śmietany dodajemy łyżeczkę sody i dokładnie mieszamy, następnie wsypujemy stopniowo mąkę i zagniatamy ciasto gęste na tyle, żeby dało się łatwo uformować w kulę. Powinno być miękkie, odrobinę lepkie, ale podsypane mąką powinno też dać się delikatnie rozwałkować. Trudno precyzyjnie przewidzieć, ile dodać mąki. Zależy to w dużej mierze od śmietany, dlatego w przepisie użyłam określenia "ile zabierze". Mogą to być dwie szklanki, a może być trochę mniej lub więcej.

Gotowe ciasto rozwałkowujemy delikatnie na grubość około 0.5 cm podsypując mąkę pod ciastem i delikatnie osypując nią wałek.
Kroimy wedle upodobania. Ja najbardziej lubię kroić w  paski, bo fajnie się takie długie racuchy zajada. Równie dobrze jednak można je podzielić na trójkąty, kwadraty, albo wycinać foremkami dowolne kształty.

Na patelnię wlewamy olej (ok 1 cm) rozgrzewamy porządnie, przestawiamy palnik na średni poziom i kładziemy soduszki. Smażymy do zezłocenia, przewracając tylko raz. Usmażone przekładamy na talerz wyłożony serwetkami lub ręczniczkami papierowymi, aby pozbyć się nadmiaru tłuszczu. Jeszcze ciepłe oprószamy cukrem pudrem z wanilią lub z cukrem wanilinowym.
Można też podawać z konfiturami lub świeżymi owocami. 
Najlepsze na ciepło, chociaż na zimno też są bardzo smaczne. Dzięki temu, że ciasto jest dosyć zwarte soduszki, w odróżnieniu od innych racuchów, chłoną bardzo niewiele tłuszczu.

Uwagi:

- tak, nie pomyliłam się, w przepisie nie ma jajek:-)
 - śmietanę można zastąpić gęstym dosyć tłustym jogurtem, np. greckim;
 - znam też wersję ze zsiadłym mlekiem, ale moim zdaniem takie soduszki chłoną więcej tłuszczu.

poniedziałek, 6 września 2010

Kruche babeczki na słono


Zgodnie z zapowiedzią z tego wpisu zapraszam na drugą część o maleńkich przekąskach na słono. Tym razem kruche babeczki z pastą szynkowo-paprykową. Babeczki wykonane są z takiego samego ciasta co wspominane kilka dni temu muszelki, ale upiekłam je w innych foremkach.



Składniki ciasta:

1 szklanka mąki pszennnej
1 szklanka mąki orzechowej
1 kostka masła
1 łyżeczka soli
2 żółtka

Składniki nadzienia:

ok 15 dag chudej szynki
1 łyżka masła lub dowolnego sera do smarowania
szczypta ostrej papryki
szczypta papryki słodkiej

dodatkowopapryka marynowana lub świeża do ozdoby





Z podanych składników robimy kruche ciasto: siekamy drobno zimne masło z mąkami i solą, dodajemy żółtka i zagniatamy szybko ciasto. Gotowe wkładamy na około 1 godzinę do lodówki.

W tym czasie możemy przygotować foremki smarując każdą z nich odrobiną masła (jeśli używamy foremki powtórnie nie trzeba jej już smarować!)

Gdy ciasto jest gotowe wylepiamy foremki. Możemy skorzystać z dwóch metod:
1. Rozwałkować ciasto, gotowy placek nałożyć na ciasno ustawione foremki i odcisnąć. Tym sposobem każda foremka dostanie swoją partię ciasta.
2. Brać niewielkie kuleczki ciasta i wylepiać nimi foremki. Ja przy tych maleńkich babeczkach wolałam skorzystać z tej właśnie metody.

Pieczemy przez około 15 minut w temperaturze 180°C. 

Przygotowanie masy: szynkę mielimy na drobno w maszynce lyb malakserze, dodajemy łyżkę masła albo sera, aby masa zamieniła się w gęstą pastę. Dosmaczamy papryką w proszku. Pastą dekorujemy babeczki wedle upodobań.

Uwagi:
- pastę szynkową łatwo zamienić na pastę z dowolnej innej wędliny, ważne tylko, żeby powstała masa była bardzo gęsta. W przeciwnym wypadku babeczki zanadto się rozmoczą;
- doskonale w tego typu pastach sprawdzają się posiekane zioła.



piątek, 3 września 2010

Sernik na zimno z białą czekoladą i owocami


Rzecz będzie o tym, jak nie zrobić pysznego sernika jagodowego.

Otóż aby nie zrobić sernika jagodowego należy dostać malutki śliczny słoiczek z bardzo ciemną zawartością i  informacją, że to leśne jagody w słodkiej zalewie. Następnie trzeba oddać się kulinarnym marzeniom, w których dochodzimy do wniosku, że na jagodzianki to tego jest za mało, ale smak jagód i sera to przecież fantastyczne zestawienie, a jak jeszcze dodamy białą czekoladę, to znajdziemy się w kulinarnym niebie. 

W dalszej kolejności należy z czułością spojrzeć na ww. słoiczek jagód i żwawo przystąpić do pracy, dochodząc przy okazji do miłego wniosku, ze najlepszy będzie sernik na zimno, bo bardziej wyrafinowany w smaku. 
 Ważna uwaga: w czasie przygotowań  obowiązkowo marzymy sobie, jaki to cudowny efekt smakowy i kolorystyczny uda nam się osiągnąć!

 Pod koniec prac, gdy wymieszany sernik zastyga już grzecznie w formie, sięgamy wreszcie po bohatera dnia, głównego aktora, naszą wisienkę na torcie, czyli wspomniany słoiczek jagód, żeby wymieszać je z przygotowaną już (a jakże!) galaretką z owoców leśnych i tą smakowitą masą uwieńczyć dzieło. 

Odkręcamy słoiczek i co widzimy? Ano widzimy borówki. Nie borówki amerykańskie. Zwykłe borówki. Bardzo ładne, ciemnoczerwone. Kompletnie nie pasujące do sernika na zimno. Jedyna bowiem rzecz na zimno w jakiej sobie borówki wyobrażamy to zimny indyk. Albo schab. Możliwie bez białej czekolady.
 Cóż, darczyńca się pomylił, a masa ciągle czeka na przysłowiową wisienkę. Zaraz, zaraz... wisienkę? W sumie wiśnie i biała czekolada to przecież świetne połączenie! 
Zupełnie przypadkowo wyszło więc bardzo smacznie, a ja cóż, czekam, może ktoś podaruje mi słoiczek jagód..;-)



Składniki masy:


1/2 kg sera sernikowego
2 białe czekolady (każda 100g)
1/2-3/4 szklanki cukru pudru (ilośc zależy od tego, czy ser jest kwaśny)
4-5 łyżeczek żelatyny
1/2 litra  słodkiej śmietany 30 lub 36%
1/2 szklanki wrzątku
1 łyżka ekstraktu waniliowego lub 2 łyżki cukru waniliowego

Składniki spodu:


1 paczka dowolnych kruchych herbatników, u mnie kokosowe

Składniki polewy:

słoiczek około 300 g wiśni w cukrze*
lub jagód, o ile nie okażą się borówkami;-)
1 galaretka o smaku wiśniowym (jeśli wiśnie) lub owoców leśnych (jagody)



* wiśnie w cukrze to po prostu zawekowane wydrylowane wiśnie zasypane cukrem, bez dodatku wody. Wiśnie puszczają sok, ale ponieważ nie są zalane wodą nie tracą również swojego świetnego smaku.
Możemy takie wiśnie zrobić również z wiśni mrożonych, zasypując je cukrem, aż puszczą sok, a następnie podgrzewając całą masę, aby cukier się rozpuścił.



Tortownicę wykładamy folią. Na dnie układamy herbatniki.
Żelatynę rozpuszczamy we wrzątku. 
Białe czekolady rozpuszczamy na parze. 
Śmietanę ubijamy na sztywno dodając 2-3 łyżki cukru pudru.
Resztę cukru mieszamy dokładnie z serem. Cały czas mieszając dodajemy ekstrakt waniliowy lub cukier waniliowy, rozpuszczoną, lekko przestudzoną czekoladę, przestudzoną żelatynę. Na końcu delikatnie mieszamy masę z bitą śmietaną, wylewamy do tortownicy i wkładamy do lodówki, aby masa stężała.

Rozpuszczamy galaretkę w połowie ilości wody (na ogół jest to 1 szklanka) i łączymy z wiśniami oraz zalewą, w której były. Gdy masa owocowa się ochłodzi i zaczyna lekko tężeć wykładamy ją na stężałą masę serową i ponownie wkładamy do lodówki. Sernik można jeść po mniej więcej 3-4 godzinach licząc od momentu, kiedy wyłożyliśmy na wierzch masę owocową. 
Smacznego!

Uwagi:

- możemy wykorzystać zwykłe wiśnie z kompotu, oczywiście bez pestek, nie dodajemy wówczas całej zalewy tylko mniej więcej 1//3 szklanki
- wiśnie można zastąpić innymi owocami, ale powinny mieć zdecydowany smak, który przeciwstawi się masie czekoladowo-serowej.













Co lubię:-)


Do  zabawy w "Co lubię"  zostałam zaproszona przez Agę z Kulinarnych Spotkań i przez  Justynę z Nożem i Widelcem .

Bardzo dziękuję!

Oto co lubię:

1. Gotować, szczególnie piec, a najbardziej próbować smaków i wymyślać swoje własne przepisy.
2. Koty. Uwielbiam koty. Najbardziej moje 3, ale wszystkie pozostałe również:-)
3. Patrzec w niebo na przelatujące chmury.

4. Czytać.

5. Maj i wrzesień ze swoimi fantastycznymi smakami i zapachami.
6. Dłuugo i szczerze sobie porozmawiać z kimś bliskim.

7. Pełne ciepła światło mocno popołudniowego słońca.

8. Szkocję.

9.Święty spokój i ciszę.

10. Pisać.

A oto lista blogów, do których bardzo lubię zaglądać i których Autorki zapraszam do zabawy:

Asieję z Ugotujmy
Kasiaaaa24 z Gotuję bo lubię
Agnieszkę z Kuchni nad Atlantykiem
Mafilkę z Zaczynam Kucharzenie
milk_chocolate84 z Wypieków z pasją
Komarkę z Every cake you bake
Szellkę vel Chillibite z Chillibite
Obydwie Chochelki ;-) z Dwie Chochelki
Evenkę z Arabeski Waniliowej
Polkę z Around the Kitchen Table

Wszystkie Panie serdecznie pozdrawiam:-)


PS. Szczerze nie lubię, jak edytor blogspota wstawia spacje gdzie sam chce, tak jak to ma miejsce w powyższej liście i w chwili obecnej nic z tym nie mogę zrobić..

Muszelki z serem. Na słono.


Bardzo lubię bawić się w robienie drobnych ciasteczek i przekąsek. Co prawda nie należę do osób szczególnie cierpliwych i nie zrobię nigdy dwóch identycznych ciasteczek, ale to zajęcie to coś, co mnie wspaniale relaksuje i nie zamierzam z niego rezygnować.
Tak więc dla odprężenia wytrawne maleńkie babeczki z ciasta orzechowego z serowym nadzieniem. Idealne na przekąskę. 

To część pierwsza, wkrótce druga, też orzechowa, ale w zupełnie innym smaku:-)

Na zdjęciu specjalnie zestawiłam muszelki z winogronami, żeby pokazać, jakie są maleńkie. Winogrona były dosyć dorodne, ale w rozmiarze zupełnie standardowym;-)



Składniki ciasta:

1 szklanka mąki pszennnej
1 szklanka mąki orzechowej
1 kostka masła
1 łyżeczka soli
2 żółtka


Składniki nadzienia:


ok 15 dag ostrego sera żółtego
1 łyżka masła lub dowolnego sera do smarowania


dodatkowo: winogrona, orzechy do ozdoby




Z podanych składników robimy kruche ciasto: siekamy drobno zimne masło z mąkami i solą, dodajemy żółtka i zagniatamy szybko ciasto. Gotowe wkładamy na około 1 godzinę do lodówki.

W tym czasie możemy przygotować foremki smarując każdą z nich odrobiną masła.

Gdy ciasto jest gotowe wylepiamy foremki. Możemy skorzystać z dwóch metod:
1. Rozwałkować ciasto, gotowy placek nałożyć na ciasno ustawione foremki i odcisnąć. Tym sposobem każda foremka dostanie swoją partię ciasta.
2. Brać niewielkie kuleczki ciasta i wylepiać nimi foremki. Ja przy tych maleńkich muszelkach wolałam skorzystać z tej właśnie metody.

Pieczemy przez około 15 minut w temperaturze 180°C. 

Przygotowanie masy: ser mielimy razem z masłem w maszynce do mielenia mięsa, najlepiej na najdrobniejszych oczkach, tych do mielenia maku. Idealnie, gdy ser zamieni się w gęstą, gładką pastę. Jeśli nie mamy maszynki możemy zetrzeć go na drobniutkiej tarce, albo po prostu użyć jakiegoś sera w kremie.
Gotową masę wkładamy do rękawa cukierniczego i ozdabiamy niewielkim kleksikiem sera każdą babeczkę.
Dekorujemy winogronami , orzechami... i gotowe:-)

Uwagi:

- muszelki świetnie się przechowują, również te już nadziane. Masa serowa jest bardzo gęsta i doskonale trzyma formę;

- można użyć dowolnej mieszanki serów, wedle własnego gustu i tego, co akurat mamy w lodówce;-)

- oczywiście nie musimy używać muszelek, mogą to być dowolne maleńkie babeczki, albo nawet płaskie ciasteczka. Jedyne co jest konieczne, to ich niewielki rozmiar.



 
Design by Ciey based on Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes