poniedziałek, 29 listopada 2010

Keks i keks


Keks nigdy nie należał do moich ulubionych ciast. Jakoś nikt z mojego otoczenia keksu nie piekł i trafiałam głównie na te cukierniane, które zawsze wydawały mi się za słodkie i trochę chyba zbyt sztuczne. Bakalie w fosforyzujących kolorkach jakoś nie wzbudzają mojego zaufania. Zdarzylo mi się też raz czy dwa trafić u kogoś na keks domowy, dosyć smakowity i własnie dlatego postanowiłam w końcu zmierzyć się z tym ciastem.
Od razu wykorzystałam dwa przepisy, z założeniem że ten, który wyjdzie lepszy trafi tutaj. Brałam również pod uwagę, że żaden mi nie wyjdzie i tak zakończę swoją keksową przygodę. Okazało się jednak, że po pierwsze, obydwa keksy wyszły bardzo ładnie, po drugie obydwa są bardzo smaczne. Nie mogąc więc wybrać umieszczam obydwa.
Pierwszy przepis wyszperałam na moim ulubionym forum, gdzie nosi on nazwę "Keksu cesarskiego" (przepis podała Mała_Mi). Drugi przepis pochodzi z mojej ulubionej starej książki Jana Czernikowskiego "Ciasta, ciastka, ciasteczka", gdzie występuje pod niespecjalnie odkrywczą nazwą "Keks bakaliowy".
Przepis zaintrygował mnie dlatego, że jest całkowicie bez tłuszczu, co w przypadku ciasta i tak już dosyć kalorycznego (bakalie!) wydało mi się być ciekawą propozycją.






Składniki: Keks I (cesarski)

250 g maki pszennej
200 g cukru ( jeśli lubimy mniej słodkie ciasta - 125 g) - u mnie ta mniejsza ilość
1/3 kostki masła ( kostki mającej 200 g)
4 jajka
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
bakalie - jakie lubimy, powinno być ich sporo, przynajmniej duża garść - u mnie 3 garści.
mąka ziemniaczana
rum


Przepis na keksówkę ok 20-25 cm długości.

Bakalie skrapiamy dosyć obficie rumem lub połączoną z rumem wodą. Autorka przepisu tego nie sugeruje, ale mnie wydaje się, że namoczenie powinno trwać co najmniej godzinę lub więcej, żeby bakalie rzeczywiście zmiękły. Gdy ładnie nasiąkną odsączamy je dokładnie na sitku, a następnie oprószamy całe mąką ziemniaczaną, co ma zapobiec ich opadaniu.
Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia.
Żółtka ucieramy z cukrem, łączymy z miękkim ( u mnie lekko utartym) masłem. Białka ubijamy na pianę. 1/3 piany dodajemy do masy maślano-jajecznej, mieszamy, a następnie dodajemy mąkę, bakalie i mieszając bardzo delikatnie resztę piany.
Przelewamy do wysmarowanej tłuszczem i wysypanej bułką keksówki o dł. ok. 22-25 cm i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180°C. Pieczemy około 45 minut. Do suchego patyczka. Mój keks piekł się prawie godzinę. Gotowe ciasto pokrywamy lukrem lub dowolną inną polewą.

Składniki: Keks II (beztłuszczowy)

12 i 1/2 dag mąki
12 i 1/2 dag cukru ( dałam mniej!)
3 jaja
1 paczka proszku do pieczenia ( u mnie 3 płaskie łyżeczki)
6 dag pokruszonych migdałów
12 i 1/2 dag pokruszonych orzechów laskowych ( nie miałam)
12 i 1/2 dag cykaty*
12 1/2 drobno pokrojonych fig
25 dag rodzynków
1 dag cynamonu ( nie mam bladego pojęcia ile to jest, więc dałam szczyptę)

Przepis na keksówkę ok 15-20 cm długości.

Mąkę mieszamy z cynamonem i proszkiem do pieczenia. Jajka z cukrem ucieramy do białości, a następnie mieszamy z bakaliami i mąką. Pieczemy w temperaturze 180°C przez koło 60 minut. Sprawdzamy patyczkiem, gotowe ciasto przykrywamy lukrem lub dowolną polewą.

Tego nie ma w przepisie, ale do tej wersji keksu również namoczyłam wcześniej bakalie, wydaje mi się, że tak przygotowane ciasto jest wilgotniejsze niż z suchymi bakaliami. Bakalie oczywiście również obtoczyłam w odrobinie mąki.

*termin dziś bardzo rzadko używany, w skrócie chodzi o ugotowane/usmażone w syropie cukrowym różne rodzaje owoców cytrusowych. Mowa jest o skórce cytryny, ale często wykorzystywano też do tego melony, a nawet dynię. Przepis na cykatę z melona i dyni jest właśnie w ww. książce Czernikowskiego.
Ja zamiast cykaty użyłam po prostu odpowiednią ilość gotowej mieszanki bakaliowej.



niedziela, 28 listopada 2010

Ciasteczka cynamonowe


Święta powoli się zbliżają, właśnie spadł śnieg, a ja ciągle w nastroju ciasteczkowym. Tym razem przedstawiam ciasteczka z jedną z moich ukochanych przypraw, cynamonem. Przepis pochodzi z uroczej książeczki "Kubuś Puchatek zaprasza na ciasteczka".
Ciasteczka są bardzo smaczne, aromatyczne, kruche, ale nie są twarde. Świetnie się przechowują.



Składniki:

1 kostka masła (20 dag)
1/2 szklanki cukru
1/2 szklanki cukru brązowego
1 jajko
1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
2 szklanki mąki
1 łyżeczka cynamonu (u mnie bardzo czubata łyżeczka)
1/2 łyżeczki sody 
cukier cynamonowy do posypania



Ucieramy tłuszcz z cukrami na puszystą masę. Dodajemy jajko i wanilię, dobrze mieszamy. Mąkę przesiewamy z sodą i cynamonem, dodajemy do masy, dokładnie mieszamy. Z ciasta formujemy wałek, który owijamy folią i wkładamy do lodówki na około 1 godzinę, aby stężało. Schłodzone ciasto kroimy na plasterki grubości około 0.5 cm, posypujemy cukrem cynamonowym.  Pieczemy przez około 8 minut w temperaturze 175°C. Brzegi ciasteczek powinny być złotobrązowe.
Z podanej porcji wychodzi około 48 ciasteczek.

Uwagi:
- autor przepisu sugeruje, aby ciasteczka posypać cukrem cynamonowym, ja cały wałek ciasta, jeszcze przed schłodzeniem obtoczyłam w cukrze, dzięki czemu ciasteczka miały tylko cukrowe brzegi;
- w oryginalnym przepisie sugerowano użycie masła i margaryny w jednakowych proporcjach, zrezygnowałam z tego, bo nie lubię aromatu margaryny w kruchym cieście;
- jeśli dodajemy tylko biały cukier należy zmniejszyć jego ilość, ciasteczka są dosyć słodkie.

środa, 24 listopada 2010

Spiralki


Ostatnio upiekłam sporo ciasteczek. To dosyć pracochłonne zajęcie, tym bardziej, że jak już zaczynam, to zwykle nie poprzestaję na jednym rodzaju, tylko robię co najmniej kilka wariantów. Poza tym lubię ciasteczka jak najbardziej drobne, więc jak się rozkręcę ilości mogą iść w setki. Na moje szczęście większość ciasteczek świetnie się przechowuje. 
Gdy dopadnie mnie taka faza ciasteczkowa spędzam w kuchni dłuższe chwile, ale przy okazji bardzo odpoczywam. Niektórzy dziwią się, jak można odpocząć pracując w kuchni, ale mam nadzieję, że nie jestem w swoich upodobaniach całkiem odosobniona i jeszcze ktoś tak ma.

Przepis na te ciasteczka znalazłam na bezkonkurencyjnym blogu Dorotus i stwierdziłam, że po prostu muszę je mieć. Może nie są najłatwiejsze do zrobienia, jedna tura wyszła mi z nieco pijaną spiralką (nie uwieczniłam na zdjęciach), ale może to tylko moje doświadczenie. Jak już wielokrotnie wspominałam ja działam tak, jak pokazuje rysunek na górze bloga, więc może gdybym była bardziej uważna ciasteczka byłyby tak idealne jak u Doroty. Niezależnie od efektu bardzo polecam. Są pyszne :-) Sposób wykonania nie jest cytatem, uwzględnia moje uwagi.



Składniki: 

175 g miękkiego masła
70 g cukru pudru
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
230 g mąki
2 łyżki Nutelli
1 łyżka kakao



Masło miksujemy razem z cukrem aż będzie puszyste, dodajemy ekstrakt waniliowy, mąkę. Powstałą masę dzielimy na 2 części. Do jednej z nich dodajemy kakao i Nutellę.
Rozwałkowujemy ciemny kawałek ciasta na prostokąt grubości około 2-3 mm. To samo robimy z jasnym kawałkiem, ważne, aby prostokąty były takiej samej wielkości. Następnie kładziemy jeden kawałek ciasta na drugim, równo układamy i zwijamy ciasno jak roladę. Chłodzimy owinięte folią przez około 30 minut, a następnie kroimy ostrym nożem na równe plasterki grubości około 5 mm i układamy na blaszce w równych odstępach. Ciasteczka nie rosną, ale odrobinę mogą się rozlać na blaszce, więc trzeba zostawić niewielkie odstępy. Pieczemy około 10-12 minut w temperaturze 170 °C . Zdejmujemy z blachy dopiero po kilku minutach, gorące mogą być na to zbyt kruche.
Pyszne :-)

Uwagi:

- jeśli mamy małą stolnicę warto podzielić ciasto i wałkować mniejsze prostokąty, a nie od razu całość. Łatwiej wtedy ciasteczka zwinąć;
- przy wałkowaniu ciasto należy podsypywać mąką, musimy jednak uważać, aby pomiędzy dwiema złożonymi warstwami było tej mąki jak najmniej, w przeciwnym wypadku pokrojone na plasterki spiralki mogą się rozwijać.

środa, 17 listopada 2010

Puchatek miodowy vel "ciasto ciepane"


To jedno z najdziwniejszych ciast jakie kiedykolwiek upiekłam. Ma nietypową recepturę, przedziwną nazwę i bardzo oryginalny, wyjątkowy smak.
Zacznijmy może jednak od początku. Przepis pochodzi z niezawodnego forum cincin i możecie go znaleźć w tym wątku. To chyba najbardziej zakręcony wątek na forum;-) Autorem jest lidqa, a ciasto roboczo nazwano tam ciepniętym albo ciepanym i tak już zostało. Moim zdaniem ta nazwa, choć zabawna, budzi mylne skojarzenia co do konsystencji ciasta, więc zastanawiałam się, na jaką można ją zmienić. Moi znajomi, którzy są dyżurnymi testerami moich wypieków nazwali to ciasto puchatkiem. Ponieważ puchatek kojarzy się nie tylko z puszystością, ale też z misiem, a miś jak wiadomo kojarzy się z miodem nazwa wydała mi się być idealną.
Jak już wspomniałam ciasto ma nietypową recepturę, więc postaram się wytłumaczyć ją możliwie najdokładniej. Można je też upiec na dwa sposoby. Zachęcam również gorąco do lektury wspomnianego już wątku, gdzie wyjaśniono mnóstwo wątpliwości.



Składniki ciasta:

5 jajek
1 szklanka cukru
cukier wanilinowy (u mnie 1 łyżka ekstraktu)
1 kostka margaryny 200g (u mnie masło)
6 łyżek miodu
1 i 1/2 szklanki mąki
1 i 1/2 łyżeczki sody
około 300 ml kwaśnej śmietany 18-22%

Całe jajka ubijamy z cukrem. Nie muszą być ubite idealnie, jak do biszkoptu, wystarczy porządnie je roztrzepać. Miękkie masło rozcieramy (również bez większej przesady, po prostu ma mieć kremową konsystencję), wlewamy jajka, mieszamy razem. Masa może się na tym etapie owarzyć, nie należy się tym przejmować. Następnie wsypujemy do masy mąkę i znów wszystko razem mieszamy.
Bierzemy duży garnek, podgrzewamy w nim miód, wsypujemy do miodu sodę i energicznie mieszamy. Garnek musi być duży, bowiem masa bardzo gwałtownie rośnie, zwiększając swoją objętość kilkukrotnie! Powstałą w ten sposób masę wlewamy do ciasta i mieszamy całość. Gotowe.

Tak przygotowane ciasto można upiec na dwa sposoby: w formie rolady i w formie przekładańca. Sami wybierzcie, która opcja bardziej Wam pasuje.



Rolada:

Ciasto wylewamy na wyłożoną papierem blachę roladową, czyli tę największą, która jest na wyposażeniu piekarnika i pieczemy przez około 15 minut w temperaturze 170°C. Sama Autorka zwraca uwagę, że ciasto w piekarniku zachowuje się nietypowo, trzeba je obserwować, bo bardzo długo nie chce się zrumienić, a potem rumieni się w ciągu paru sekund.
Gdy ciasto jest zrumienione (ale nie wysuszone!) jeszcze gorące zdejmujemy razem z papierem z blachy, smarujemy z wierzchu śmietaną i natychmiast zawijamy, odklejając je przy zwijaniu z papieru. 
Ciasto jest bardzo miękkie, sprężyste, więc czynność ta wymaga pewnej zręczności. Można w tym czasie odczuwać dotkliwy brak trzeciej, albo może nawet czwartej ręki, ale dla osoby, której zdarzyło się już zwinąć kilka rolad nie powinno to stanowić wielkiej trudności. Ciasto w czasie zwijania może delikatnie pęknąć, nie należy się tym przejmować, jest na tyle lepkie, że bez kłopotu sklei się stygnąc.




Ciasto przekładane:

Rozlewamy masę do trzech foremek i pieczemy każdą z nich przez około 15 minut w 170°C, albo pieczemy jeden duży placek na blasze jak wyżej i po upieczeniu kroimy go na 3 równe części, które przekładamy śmietaną. W obydwóch przypadkach obowiązują zasady jak powyżej: ciasto smarujemy śmietaną i sklejamy na gorąco! Jeśli placki nie wyjdą równej wysokości nie należy się tym przejmować, wystarczy skroić kawałek i przykleić go w innym miejscu, ciasto na ciepło klei się fantastycznie.

To, którą opcję wybierzecie zależy od Was. Ja wolę puchatka w formie rolady. Wydaje mi się być wtedy bardziej przesiąknięte smakiem.
Różne są też szkoły jedzenia tego ciasta.
Jedni twierdzą, że najlepsze jest na świeżo, lekko ciepłe, inni, że właściwego smaku nabiera dopiero po kilku dniach.
Trudno mi ocenić, kto ma rację. Mnie, chyba bliżej do pierwszej grupy, chociaż takie kilkudniowe ciasto też jest pyszne. W każdym razie bez względu na opcje to jedno z najsmaczniejszych ciast miodowych jakie jadłam. Warto też obserwować miny gości, kiedy zastanawiają się, czym ono jest przełożone. Zapewniam, że nikt nie zgadnie, że to zwyczajna śmietana.

Uwagi:
- ciasto można z wierzchu posypać cukrem, ale pyszne jest z polewą z gorzkiej czekolady. Można je też posypać orzechami;
- do jego przełożenia naprawdę najlepsza jest śmietana. Ciasto samo w sobie jest słodkie i nie ma wyrazistego smaku, śmietana doskonale ten smak wyostrza;
- nie smarujemy śmietaną grubo, cały urok ciasta polega na tym, że ona w nie wsiąka i zlepia poszczególne warstwy;
- są różne rozmiary blach roladowych, w nowych piekarnikach te blachy często są dużo mniejsze niż w starszych typach, może być wtedy problem ze zwinięciem ciasta w roladę, bo jest na to zbyt grube. Trzeba wtedy zmniejszyć ilość składników albo zrobić je w opcji z trzema przekładanymi warstwami.

Poszukiwany, poszukiwana. Wspaniałe zakończenie historii.


Winna Wam jestem ciąg dalszy historii z poprzedniego postu, w którym to szukałam osoby, która współuczestniczyła w aukcji sernika dla Kuby i przegrała ją ledwie o włos.
Człowiek się odezwał, za co jeszcze raz serdecznie Mu dziękuję i jak się okazało niezależnie od niekorzystnych dla niego wyników licytacji i tak wpłacił wylicytowaną przez siebie kwotę! Tak więc z OGROMNĄ przyjemnością upiekę sernik również dla Niego.
Do tej pory nie mogę uwierzyć w tak wspaniałe zakończenie jednej małej aukcji. Bałam się, czy ktokolwiek zechce kupić coś tak nietypowego w tego typu akcjach jak sernik, a tymczasem okazało się, że ja upiekę dwa serniki, a na konto Kubusia trafi (a właściwie już trafiło) z tego tytułu łącznie ponad 700 złotych!
Życie jest piękne:-)
Dlaczego to wszystko piszę? Po pierwsze, żeby podzielić się swoją wielką radością. Poza tym piszę o tym dlatego, żeby z całego serca zachęcić innych blogerów do wzięcia udziału w akcji.
Popatrzcie, jakie to proste. Robimy to co lubimy, czyli pieczemy albo gotujemy, przy okazji pomagamy Kubusiowi -i co było dla mnie największą niespodzianką - możemy na własnej skórze poczuć, jak wiele fantastycznych, bezinteresownych i serdecznych osób jest wokół nas.

poniedziałek, 15 listopada 2010

Poszukiwany, poszukiwana!


W sobotę zakończyła się na Allegro aukcja mojego sernika pod patronatem akcji Kulinarni blogerzy dla Kubusia. Kwota licytacji przerosła moje najśmielsze oczekiwania, sernik został sprzedany za ponad 360 złotych! Do tej pory nie mogę w to uwierzyć i pragnę z tego miejsca bardzo serdecznie podziękować  wszystkim za udział w licytacji. Szczególnie dziękuję Zwycięzcom aukcji za ich niezwykłą hojność. Postaram się nie zawieść i zrobić najlepszy sernik jaki tylko potrafię :-)
W aukcji prawie do końca walczyła jeszcze jedna osoba. Jej kwota licytacji była niewiele niższa od kwoty ostatecznej, w związku z tym mam dla tego Kogoś pewną propozycję. Smakowitą propozycję :-)  Niestety jednak, nie mam do tej osoby żadnego kontaktu, będę więc bardzo wdzięczna, jeśli ten Ktoś zechce skontaktować się ze mną mailem (link po lewej stronie bloga). Zapraszam i jeszcze raz serdecznie dziękuję!

sobota, 13 listopada 2010

Sernik makowo-marcepanowy


Uwielbiam wszystko co marcepanowe. Kiedyś nałogowo kupowałam jogurt makowo-marcepanowy, który pojawiał się w sklepach w okresie przedświątecznym, teraz już go nie widuję, ale jego wspomnienie natchnęło mnie do zrobienia sernika w podobnym smaku.
Sernik jest bardzo delikatny, kremowy. Zrobiłam go tak, jak lubię najbardziej, bez żadnego spodu, żeby nie zakłócać niepotrzebnie smaku masy serowej.  Mak jest ugotowany, więc nie trzeszczy nieprzyjemnie, a marcepanowa polewa z nutką pomarańczową dopełnia całości smaku. 
To będzie jeden z moich ulubionych serników.
Nie bez powodu prezentuję go właśnie dziś, bowiem wieczorem kończy się aukcja dla Kubusia. Przypomnę, że można wygrać zrobiony przeze mnie dowolny sernik z tego bloga. Pomyślałam, że 18 serników to może dla kogoś zbyt mały wybór ;-) więc tuż przed końcem zwiększam pulę i po raz ostatni zadaję pytanie: komu upiec sernik???



Składniki ciasta:

1 kg dobrej jakości sera sernikowego (u mnie akurat Turek, ale jeszcze lepsza byłaby Piątnica)
1 szklanka cukru pudru
5 jajek
1/2 szklanki maku
1 łyżka ekstraktu z wanilii
1-2 łyżki amaretto

  
Składniki polewy:

200 g gotowej masy marcepanowej
1 łyżeczka masła
2-3 łyżki mleka
skórka otarta z połowy pomarańczy

przepis na tortownicę 22-23 cm



Mak zalewamy gorącą wodą, gotujemy przez około 15 minut, a następnie odcedzamy i studzimy.
Ser mieszamy z cukrem pudrem, nie przerywając mieszania dodajemy pojedynczo jajka, wanilię, amaretto i połowę maku. Wylewamy do tortownicy, której dno wykładamy papierem. Jeśli tortownica nie jest szczelna trzeba obłożyć ją z zewnątrz folią aluminiową, masa jest bowiem bardzo rzadka. Pieczemy w temperaturze 160°C przez około 40-50 minut. Masa przy brzegach powinna być sztywna, a środek powinien pozostać lekko galaretowaty.

W czasie gdy sernik się piecze przygotowujemy polewę. W rondelku rozpuszczamy marcepan wraz z masłem i mlekiem. Trzeba go rozetrzeć tak, żeby masa była gęsta, ale idealnie gładka. Ja robię to widelcem. Dodajemy skórkę pomarańczową, lekko studzimy. Masę wykładamy na upieczony sernik, posypujemy z wierzchu resztą maku, ozdabiamy skórką pomarańczową, migdałami.
Gdy sernik ostygnie wkładamy go do lodówki. Można go kroić najwcześniej po upływie 5-6 godzin, gdy nieco stężeje. Pyszny :-)

czwartek, 11 listopada 2010

Bułeczki dyniowe


Zachwyciłam się tymi bułeczkami na blogu Kasi. Niezwykle spodobał mi się ich supełkowy kształt i piękny żółty kolor. Pomyślałam, że zrobię takie same. Zaraz później przyszło mi jednak do głowy, że bardziej lubię bułki z pełnoziarnistej mąki, a dynia najlepiej smakuje mi z dodatkiem korzennych przypraw. Wprowadziłam więc szereg zmian, co zaowocowało bułeczkami mocno różniącymi się składem (i kolorem) od tych z linku powyżej, nie mniej jednak bardzo smacznymi. Działają chyba uzależniająco, bo w ciągu kilku ostatnich tygodni robiłam je już ładnych parę razy;-)
Bułeczki mają fantastyczny smak i dzięki dyni są wilgotne i świeże także następnego dnia, co w przypadku wypieków drożdżowych nie zdarza się często.
Bardzo polecam i dziękuję za inspirację!
Przypominam też, że za 2 dni kończy się moja aukcja internetowa dla Kuby. Tak więc kto chciałby pomóc Kubusiowi, a przy okazji spróbować pysznego sernika niech nie zwleka tylko licytuje ;-)



Składniki ciasta:

1 i 1/2 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej
1 szklanka mąki pszennej 
1 szklanka puree z dyni
1 paczka suchych drożdży
1/2 szklanki mleka
łyżki masła
3/4 łyżeczki soli
1 łyżka cukru
1 duże żółtko
1 płaska łyżeczka cynamonu
1 płaska łyżeczka przyprawy do piernika
1/2 łyżeczki imbiru
1/3 łyżeczki zmielonych goździków



Dynię obieramy, kroimy na kawałki i dusimy w garnku z odrobiną wody. Gdy zmięknie miksujemy. Drugą metodą na uzyskanie puree z dyni, preferowaną przeze mnie, jest upieczenie jej. Dyni nie obieramy, tylko kroimy na spore kawałki razem ze skórką i pieczemy stawiając na blasze skórką do dołu w 180 stopniach, do momentu, aż miąższ będzie miękki (sprawdzamy to widelcem). Następnie zdejmujemy miąższ łyżką i o ile to jeszcze potrzebne (zależy od gatunku dyni) miksujemy go na gładko. Druga metoda oszczędza nam więc cały wysiłek związany z usuwaniem twardej skórki nożem.
Mieszamy mąkę z wszystkimi suchymi przyprawami i drożdżami. Podgrzewamy mleko. W osobnym garnku rozpuszczamy masło. Do mąki i przypraw dodajemy ciepłe mleko, jajko i dynię, zagniatamy ciasto. Pod koniec zagniatania wlewamy rozpuszczony, lekko ciepły tłuszcz i jeszcze raz porządnie, na gładko zagniatamy. Ciasto powinno z łatwością odchodzić od ręki. Czasami trzeba dać nieco więcej lub mniej mleka, to zależy od typu mąki. Mąki pełnoziarniste "piją" dużo więcej płynów.
Ciasto odstawiamy pod przykryciem do wyrośnięcia, powinno podwoić swoją objętość, a następnie dzielimy  na równe części. U Kasi było ich 10 u mnie 14.  Każdą z części formujemy w dosyć długi wałeczek, który zawiązujemy w supełek,  którego jeden koniec podwijamy pod spód, a drugi zakładamy na wierzch powstałej w ten sposób bułeczki.
Odkładamy do wyrośnięcia na jakieś 20-30 minut, następnie smarujemy białkiem, posypujemy pestkami dyni i pieczemy w temperaturze 200°C przez około 15 minut.
Pyszne zarówno na ciepło jak i na zimno. Najlepsze przekrojone i posmarowane dobrym masłem. 
Mniam:-)

niedziela, 7 listopada 2010

Szarlotka Basi


Dawno nie było u mnie ciasta z jabłkami, a obiecywałam, że jesień będzie mocno jabłkowa. To szarlotka odrobinę nietypowa, bo jabłka w niej występują niemal w całości. Przepis znalazłam w "Łasuchu literackim" Małgorzaty Musierowicz, gdzie widnieje jako szarlotka Basi.
Pamiętacie niezwykle pracowitą Basię, gospodynię u pana Paszkieta, która nieustannie była czymś zajęta, a bezczynność uważała za grzech? Ja w tej akurat kwestii nie zgadzam się z MM, postać Basi wzbudza we mnie wręcz lęk tym upiornym zamiłowaniem do działania, ale szarlotkę Basi bardzo polecam, bo oryginalna i niezwykle smaczna.



Składniki:

15 dag masła
15 dag cukru
3 jajka
30 dag mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżka ekstraktu waniliowego
8 małych jabłek
konfitura
orzechy/migdały
cynamon
cukier puder do posypania



Ucieramy masło z cukrem, dodajemy po jednym całym jajku, a następnie stopniowo mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia. 
Jabłka dzielimy na połówki (autorka ich nie obiera, ja wolałam obrać), wydrążamy środki.
Ciasto wylewamy do formy i układamy na nim jabłka. Do wydrążonych środków wkładamy to, na co mamy ochotę. Ja eksperymentowałam z konfiturą malinową i pomarańczową. Bezapelacyjnie wygrała konfitura malinowa, która z jabłkami smakuje fantastycznie.
Ciasto przed wstawieniem do piekarnika posypujemy cynamonem (ja dodatkowo płatkami migdałowymi), na każdym jabłku kładziemy mały wiórek masła i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180-200 °C (u mnie 180) na około 60-70 minut. Upieczoną posypujemy cukrem pudrem.
Smacznego :-)

 
Design by Ciey based on Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes