Keks nigdy nie należał do moich ulubionych ciast. Jakoś nikt z mojego otoczenia keksu nie piekł i trafiałam głównie na te cukierniane, które zawsze wydawały mi się za słodkie i trochę chyba zbyt sztuczne. Bakalie w fosforyzujących kolorkach jakoś nie wzbudzają mojego zaufania. Zdarzylo mi się też raz czy dwa trafić u kogoś na keks domowy, dosyć smakowity i własnie dlatego postanowiłam w końcu zmierzyć się z tym ciastem.
Od razu wykorzystałam dwa przepisy, z założeniem że ten, który wyjdzie lepszy trafi tutaj. Brałam również pod uwagę, że żaden mi nie wyjdzie i tak zakończę swoją keksową przygodę. Okazało się jednak, że po pierwsze, obydwa keksy wyszły bardzo ładnie, po drugie obydwa są bardzo smaczne. Nie mogąc więc wybrać umieszczam obydwa.
Pierwszy przepis wyszperałam na moim ulubionym forum, gdzie nosi on nazwę "Keksu cesarskiego" (przepis podała Mała_Mi). Drugi przepis pochodzi z mojej ulubionej starej książki Jana Czernikowskiego "Ciasta, ciastka, ciasteczka", gdzie występuje pod niespecjalnie odkrywczą nazwą "Keks bakaliowy".
Przepis zaintrygował mnie dlatego, że jest całkowicie bez tłuszczu, co w przypadku ciasta i tak już dosyć kalorycznego (bakalie!) wydało mi się być ciekawą propozycją.
Składniki: Keks I (cesarski)
250 g maki pszennej
200 g cukru ( jeśli lubimy mniej słodkie ciasta - 125 g) - u mnie ta mniejsza ilość
1/3 kostki masła ( kostki mającej 200 g)
4 jajka
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
bakalie - jakie lubimy, powinno być ich sporo, przynajmniej duża garść - u mnie 3 garści.
mąka ziemniaczana
rum
Przepis na keksówkę ok 20-25 cm długości.
Bakalie skrapiamy dosyć obficie rumem lub połączoną z rumem wodą. Autorka przepisu tego nie sugeruje, ale mnie wydaje się, że namoczenie powinno trwać co najmniej godzinę lub więcej, żeby bakalie rzeczywiście zmiękły. Gdy ładnie nasiąkną odsączamy je dokładnie na sitku, a następnie oprószamy całe mąką ziemniaczaną, co ma zapobiec ich opadaniu.
Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia.
Żółtka ucieramy z cukrem, łączymy z miękkim ( u mnie lekko utartym) masłem. Białka ubijamy na pianę. 1/3 piany dodajemy do masy maślano-jajecznej, mieszamy, a następnie dodajemy mąkę, bakalie i mieszając bardzo delikatnie resztę piany.
Przelewamy do wysmarowanej tłuszczem i wysypanej bułką keksówki o dł. ok. 22-25 cm i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180°C. Pieczemy około 45 minut. Do suchego patyczka. Mój keks piekł się prawie godzinę. Gotowe ciasto pokrywamy lukrem lub dowolną inną polewą.
Składniki: Keks II (beztłuszczowy)
12 i 1/2 dag mąki
12 i 1/2 dag cukru ( dałam mniej!)
3 jaja
1 paczka proszku do pieczenia ( u mnie 3 płaskie łyżeczki)
6 dag pokruszonych migdałów
12 i 1/2 dag pokruszonych orzechów laskowych ( nie miałam)
12 i 1/2 dag cykaty*
12 1/2 drobno pokrojonych fig
25 dag rodzynków
1 dag cynamonu ( nie mam bladego pojęcia ile to jest, więc dałam szczyptę)
Przepis na keksówkę ok 15-20 cm długości.
Mąkę mieszamy z cynamonem i proszkiem do pieczenia. Jajka z cukrem ucieramy do białości, a następnie mieszamy z bakaliami i mąką. Pieczemy w temperaturze 180°C przez koło 60 minut. Sprawdzamy patyczkiem, gotowe ciasto przykrywamy lukrem lub dowolną polewą.
Tego nie ma w przepisie, ale do tej wersji keksu również namoczyłam wcześniej bakalie, wydaje mi się, że tak przygotowane ciasto jest wilgotniejsze niż z suchymi bakaliami. Bakalie oczywiście również obtoczyłam w odrobinie mąki.
*termin dziś bardzo rzadko używany, w skrócie chodzi o ugotowane/usmażone w syropie cukrowym różne rodzaje owoców cytrusowych. Mowa jest o skórce cytryny, ale często wykorzystywano też do tego melony, a nawet dynię. Przepis na cykatę z melona i dyni jest właśnie w ww. książce Czernikowskiego.
Ja zamiast cykaty użyłam po prostu odpowiednią ilość gotowej mieszanki bakaliowej.




















