piątek, 31 grudnia 2010

Szczęśliwego Nowego Roku!


Dla Wszystkich!
I mocno stara piosenka, ale jakże pasuje właśnie dziś :-)


czwartek, 30 grudnia 2010

Makowiec warstwowy


Kolejna propozycja dla wielbicieli maku w niewielkiej ilości ciasta. Ten makowiec powstał właściwie trochę przez przypadek. Robiąc moje ulubione strucle makowe zrobiłam nieco za dużo nadzienia, którego w żaden sposób nie dałabym rady do nich zmieścić, postanowiłam więc ostatnią partię ciasta zamiast na struclę rozwałkować na 3 niewielkie placki ciasta i przełożyć je pozostałym nadzieniem makowym. Efekt bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, ciasto pięknie się trzyma, wygląda, bardzo dobrze kroi i smakuje wybornie. Polecam!



Składniki ciasta:

25 dag mąki
2 łyżki cukru pudru
10 dag masła
2 jajka
2 łyżki kwaśnej śmietany
grudka świeżych drożdży wielkości orzecha włoskiego
cukier waniliowy (najlepiej z prawdziwą wanilią)
szczypta soli

Składniki nadzienia:

60 dag suchego maku
15 dag masła
3/4 szklanki miodu
cukier waniliowy (jw.)
10 dag migdałów
15 dag rodzynek
3-4 jajka
szklanka cukru kryształu
0.5 l mleka (do gotowania maku)

przepis na blaszkę 24 na 24 cm



Przygotowanie ciasta:

Rozpuszczamy drożdże w śmietanie, na stolnicę przesiewamy mąkę z cukrem, dodajemy cukier waniliowy, szczyptę soli, a następnie na grubej tarce ścieramy mocno schłodzone masło. Wlewamy śmietanę rozmieszaną z drożdżami (nie trzeba czekać aż urosną), dodajemy 2 jajka i szybko, jak w cieście kruchym, zagniatamy kulę ciasta.

Przygotowanie maku:

Suchy mak płuczemy delikatnie w wodzie, porządnie odcedzamy, zalewamy gorącym mlekiem i gotujemy przez jakieś 15-20 minut. Następnie znowu odcedzamy i jak lekko przestygnie przekręcamy przez maszynkę do mielenia, na najdrobniejszym sicie 2 lub 3 razy. W czasie kręcenia maku dobrze jest przesypywać go cukrem. Nie będziemy musieli już tego cukru ucierać, poza tym mak nieco się dzięki niemu rozluźni.
Gdy mak jest gotowy rozpuszczamy w rondlu masło, dodajemy miód, wanilię, posiekane migdały, rodzynki i mak. Całość smażymy przez około 15 minut. Jak masa przestygnie mieszamy ją  z żółtkami. Na końcu dodajemy pianę ubitą z białek i całość delikatnie mieszamy.

Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 180°C, wykładamy blachę papierem do pieczenia. Ciasto rozwałkowujemy na 3 identycznej wielkości placki, pasujące wielkością do dna formy. Wykładamy pierwszy placek na dno blachy, przykrywamy połową masy makowej, kładziemy drugi placek, drugą połowę masy makowej i całość przykrywamy plackiem numer 3. Wstawiamy do piekarnika na około 40 minut. Gotowe, ostudzone ciasto przykrywamy lukrem i dowolnie ozdabiamy.



środa, 29 grudnia 2010

Tort czekoladowo-bezowy


Nie przepadam za ciężkimi, bardzo tłustymi tortami, więc torty bezowe to dla mnie bardzo dobre rozwiązanie, chociaż też trudno je nazwać niskokalorycznymi. O tym jednak cicho sza, kalorie to słowo zakazane na tym blogu :-)
Ten tort łączy w sobie dwie przyjemności: lekką bardzo delikatną bezę i aksamitny, mocno czekoladowy krem. Przepis na bezę wzięłam z przepisu na Pavlovą wg. Nigelli, natomiast inspiracją do kremu był krem cukierniczy wg. Michela Roux ("Jajka").



Składniki bezy:

6 dobrze schłodzonych białek
300 g cukru pudru
1 łyżka ekstraktu z wanilii
1 łyżeczka skrobi kukurydzianej
1 łyżeczka octu winnego

Składniki kremu:

6 żółtek
80 g drobnego cukru (oryginalnie u Roux cukru jest 125 g)
40 g mąki pszennej
1/2 l mleka
1 laska wanilii rozcięta wzdłuż
1 tabliczka gorzkiej czekolady
1/2 kostki masła


Przygotowanie bezy:

Białka ubijamy na sztywno dodając pod koniec cukier puder, a następnie ekstrakt, mąkę i ocet. Masa powinna być idealnie sztywna. Na dwóch wyłożonych papierem do pieczenia dużych blachach rysujemy okręgi o średnicy około 22-25 cm i formujemy dwie takie same bezy. Nagrzewamy piekarnik do 180°C, wstawiamy ciasto do piekarnika i natychmiast zmniejszamy temperaturę do 150°C. Pieczemy przez około 60-90 minut. Idealna beza z wierzchu jest krucha, a w środku lekko ciągnąca. Bezy zostawiamy do ostudzenia w lekko uchylonym piekarniku, w przeciwnym wypadku mogą opaść.
Uwaga! Jeśli nie jesteście pewni, czy Wasze piekarniki radzą sobie z dwiema blachami na raz lepiej podzielić produkty na pół i upiec dwie osobne bezy, jedna po drugiej.

Przygotowanie masy:

Mleko podgrzewamy w rondlu z wanilią i 2/3 ilości cukru. Żółtka roztrzepujemy porządnie z resztą cukru, dodajemy mąkę, dokładnie mieszamy. Gdy mleko zaczyna się gotować wlewamy je do masy mączno-jajecznej, dokładnie mieszamy i całość z powrotem przelewamy do rondla, gdzie powoli, cały czas mieszając zagotowujemy. Trzymamy na ogniu jeszcze przez około 2 minuty nie przerywając mieszania, a następnie  przelewamy do miski i zostawiamy do ostudzenia, wyławiając przy okazji laski wanilii.
Masło ubijamy na puch.
Czekoladę rozpuszczamy na parze. 
Łączymy masło z ostudzonym kremem, dodajemy przestudzoną lekko czekoladę, mieszamy całość i wstawiamy do lodówki do schłodzenia i zgęstnienia.
Jeden blat bezowy układamy na talerzu do góry nogami, czyli płaską częścią do góry. Wykładamy na niego połowę masy, przykrywamy drugim blatem, tym razem płaską częścią do dołu i wykładamy na wierzch pozostały krem. Ozdabiamy wedle uznania. U mnie prażone migdały i orzechy. Możemy na kilka godzin odstawić do lodówki lub też od razu rozpocząć pałaszowanie. Smacznego!



czwartek, 23 grudnia 2010

Wesołych Świąt!



Życzę Wszystkim zdrowych, spokojnych, pełnych miłości, ciepła i radości Świąt Bożego Narodzenia

































Serdecznie pozdrawiam i mam nadzieję, że wypieki się udały.
Przepis na pierniczki ze zdjęcia wkrótce :-)

niedziela, 19 grudnia 2010

Makowiec z kruszonką


Coś idealnego dla wielbicieli kruszonki i makowców bez ciasta. Co prawda usłyszałam już od  pewnej wielbicielki kruszonki, że po co w tej kruszonce mak, nie mniej jednak mam nadzieję, że nie wszyscy podzielają ten pogląd;-) Ten makowiec w moim osobistym rankingu makowców zajmuje bardzo wysokie miejsce. Idealnie wilgotny, miękki, z przyjemnie chrupiącą górą. Połączenie doskonałe. Bardzo polecam. 
Przepis na makowiec dostałam naście lat temu od znajomej. Pomysł, aby dołożyć do niego kruszonkę wzięłam z niczego, czyli z głowy ;-)



Składniki:

20 dag maku
6 jaj
6 łyżek kaszy manny
10 dag masła
25 dag cukru
dwie łyżki miodu
ok. 40 dag jabłek (na ogół są to 3 jabłka)
2 łyżeczki proszku do pieczenia
dowolne bakalie


Kruszonka:  

1/2 szklanki mąki pszennej
1/3 kostki miękkiego masła
1/3 szklanki drobnego cukru
1 łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią

przepis na dużą tortownicę  lub na foremkę kwadratową  ok. 24x24 cm


Mak płuczemy i gotujemy przez około kwadrans, następnie odcedzamy, studzimy i przekręcamy przez maszynkę dwukrotnie. Jabłka obieramy i ścieramy na grubej tarce. Mannę mieszamy z proszkiem do pieczenia. Masło ucieramy z cukrem na puch, dodajemy pojedynczo żółtka, a następnie na przemian mak, kaszę mannę, jabłka, miód i bakalie. Na końcu dodajemy pianę ubitą z białek i całość delikatnie mieszamy.
Wylewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia, posypujemy kruszonką.
Kruszonkę robimy ugniatając palcami wszystkie jej składniki do momentu, aż zaczną zbijać się w grudki.
Ciasto wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180°C i pieczemy przez około 45-50 minut. Najlepiej sprawdzić patyczkiem.
Wykładamy z foremki najlepiej dopiero po kilku godzinach. Bardzo świeże ciasto jest bowiem niezwykle delikatne. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie aby już po około godzinie, gdy ciasto ostygnie, ukroić sobie smakowity kawałek prosto z foremki. Świeża kruszonka chrupie fantastycznie! Smacznego :-)



sobota, 18 grudnia 2010

Miękkie pierniczki II


Z trzech przepisów na pierniczki, które są na moim blogu i z kilkudziesięciu, które wypróbowałam to mój pierniczkowy faworyt. Są po prostu pyszne. Delikatne, idealnie miękkie zarówno po upieczeniu jak i później, niezwykle aromatyczne no i jeszcze te bakalie.. Dla mnie to pierniczkowe niebo.
Przepis doskonale znany w sieci, autorstwa Bakerlady. Bardzo polecam zarówno pierniczki jak i całego bloga. To prawdziwa uczta dla oka.

Składniki:

2 szklanki miodu
1 szklanka cukru
200 g masła
150 g smalcu (dałam również masło)
3 torebki przyprawy piernikowej, dobrej jakościowo
dodatkowo:
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka imbiru
1/2 łyżeczki mielonego pieprzu
1/2 łyżeczki mielonego kminku
1 1/2 łyżeczki sody
2 łyżeczki proszku do pieczenia
4 jajka
3 1/2 szklanki mąki pszennej ( + 1 szklanka dodatkowo)
1 1/2 szklanki mąki żytniej typ 720
1/2 szklanki śmietany
50 g suszonej żurawiny
50 g posiekanych orzechów włoskich
50 g płatków migdałowych
50 g rodzynek


rozbełtane białko do smarowania pierniczków przed pieczeniem



Miód, cukier, tłuszcz i wszystkie przyprawy rozpuszczamy w garnku, odstawiamy do przestygnięcia. Do lekko ciepłej masy dodajemy sodę (powinna się spienić) jajka i wszystkie pozostałe składniki. Dokładnie mieszamy. Ciasto powinno być dosyć luźne, ale nie lejące. Moje "zjadło" dodatkową szklankę mąki bez problemu. Gotowe ciasto odstawiamy w chłodne miejsce na przynajmniej jedną dobę, aby zgęstniało.
Wałkujemy podsypując obficie mąką na grubość około 0.5 cm, wycinamy pierniczki i pieczemy w temperaturze 180°C przez około 12 minut, do zrumienienia. Podobnie jak przy poprzednich pierniczkach należy bardzo uważać, aby nie trzymać ich za długo w piekarniku bo zanadto wyschną.

Uwagi:

- swoje pierniczki piekłam już po 1 dobie, ale część ciasta zostawiłam na kilka dni do sprawdzenia. W smaku nie widzę żadnej różnicy, starsze ciasto jednak lepiej się wałkuje, nie trzeba podsypywać mąką;
- można nie dodawać bakalii, a także zrobić pierniczki w wersji z nadzieniem, szczegóły na blogu Bakerlady;
- warto dać dokładnie tyle przypraw ile jest w przepisie, wcale nie jest ich za dużo.

Miękkie pierniczki I


Od lat szukam przepisu idealnego na miękkie i aromatyczne, niespecjalnie trudne do zrobienia pierniczki. 
Doskonałe w smaku i konsystencji są pierniczki wykonane z ciasta na piernik staropolski. Zamieszczę je na blogu, ale nieco później, bo teraz i tak nikomu już się nie przydadzą, jest z nimi bowiem ten problem, że ciasto przed upieczeniem musi leżakować co najmniej 6 tygodni. Nie zamierzam z niego rezygnować, bo to świetna receptura, ale marzy mi się też przepis na pierniczki, które mogę upiec bez problemu na parę dni przed świętami co uwolni mnie od robienia listy gości świątecznych już w październiku;-)
Pierniczki które przedstawiam dziś są miękkie, nie chrupią, chociaż jak na mój gust mogłyby być miękkie jeszcze bardziej. To jednak co mnie w nich urzekło to mąka żytnia (100%!), dodatek moich ukochanych migdałów i niezwykła łatwość wykonania. Przepis pochodzi z bloga Taste of Passion, a Autorka znalazła go w książce "Süsses aus dem Sacher".
A już za chwilę przepis pierniczkowy numer dwa. Bez migdałów, ale za to cudownie miękkie.

Składniki:

50 dag mąki żytniej (u mnie typ 720)

10 dag masła

10 dag marcepana w temperaturze pokojowej

1 łyżka sody

10 dag cukru trzcinowego

20 dag płynnego miodu

1 łyżka przyprawy piernikowej (moim zdaniem co najmniej 2)

2 jajka

1 żółtko

otarta skórka z jednej cytryny
(bio)
80g uprażonych, obranych i zmielonych migdałów

Dodatkowo: białko lub mleko do posmarowania pierniczków przed pieczeniem. Ja akurat nie smarowałam jajkiem, bo z góry zaplanowałam lukrowanie. Odrobinę zmieniłam też sposób wykonania, tak więc nie cytuję go za Autorką.


Mieszamy dokładnie mąkę z sodą, dodajemy pozostałe składniki (masło musi być naprawdę miękkie) i robotem wyrabiamy zwarte ciasto. Gotowe formujemy w kulę i wkładamy do lodówki na całą noc.
Następnie rozwałkowujemy je na grubość ok pół centymetra i wykrawamy pierniczki.
Pieczemy w temperaturze 170°C przez około 12-15 minut. Trzeba oprzeć się pokusie dopiekania, bo zanadto się wysuszą i będą zbyt suche w smaku.
Gotowe możemy polukrować, polać czekoladą, albo zostawić takie, jakie są. 
Bardzo smaczne. Szczególnie dla migdałomaniaków ;-)





środa, 15 grudnia 2010

Strucla serowa


Małe, lekkie ( i chwilowe!) wytchnienie od pierników i makowców. Bardzo prosta drożdżowa strucla z nadzieniem serowym. Nieco trudna do sfotografowania, bo sera w cieście najzwyczajniej nie widać, za to zaskakująco smaczna. Ser powoduje, że strucla jest bardzo wilgotna i zachowuje świeżość przez kilka dni, a więc dosyć długo, jak na ciasto typowo drożdżowe.



Składniki ciasta:

2 szklanki mąki
1/2 szklanki cukru
1/3 szklanki mleka
1 łyżeczka suszonych drożdży 
2 żółtka
1 łyżka ekstraktu waniliowego
1 łyżka roztopionego masła

Składniki nadzienia:

30 dag sera do serników
3-4 łyżki cukru, zależnie od upodobań
1 łyżeczka skórki pomarańczowej, dowolne bakalie
1 jajko



Przesiewamy mąkę, dodajemy do niej drożdże i cukier, żółtka, lekko podgrzane mleko, wanilię i zagniatamy ciasto. Gdy zacznie już odchodzić od ręki dodajemy rozpuszczone, lekko ciepłe masło i jeszcze raz porządnie, przez kilka minut wyrabiamy. Ciasto powinno być miękkie ale dosyć zwarte, łatwo odchodzące od ręki. Odstawiamy je przykryte ściereczką na około 1-2 godziny, aby podwoiło objętość. W międzyczasie możemy przygotować nadzienie, to jest wymieszać ser z cukrem, bakaliami i jajkiem.
Wyrośnięte ciasto przekładamy na stolnicę, podsypując delikatnie mąką spłaszczamy je i rozwałkowujemy na prostokąt o szerokości największej blachy w piekarniku. Ciasto powinno mieć grubość około 1 cm lub nieco mniej. Na placku rozsmarowujemy nadzienie zostawiając marginesy i zwijamy w możliwie jak najbardziej ciasną struclę. Po zwinięciu należy podwinąć końce strucli pod spód, aby nie wyciekało nadzienie.
Następnie struclę przenosimy na papier do pieczenia przycięty na wymiar największej blachy i owijamy ją papierem, pozostawiając 3-4 cm na wyrośnięcie.
Możemy nie owijać strucli papierem, tylko ją na nim położyć, ale wtedy ryzykujemy, że strucla rosnąc malowniczo pęknie.
Tak przygotowaną struclę przenosimy na dużą blachę i odstawiamy na około 20-30 minut do ponownego wyrośnięcia. Pieczemy przez około 30 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 180°C.  
Możemy oprószyć cukrem pudrem albo polukrować, doskonale smakuje z kruszonką, ja jednak bardzo lubię tę struclę w najprostszej, niemal bułkowej wersji.
Najlepsza jeszcze lekko ciepła z kubkiem kawy, mleka albo aromatyczną herbatą.
Smacznego :-)

niedziela, 12 grudnia 2010

Babeczki czekoladowo-śliwkowe


Maleńkie. Typowe raz-w-mordeczki. Bardzo mocno czekoladowe z alkoholowym akcentem. Zrobiłam je dla pewnej wielbicielki babeczek i czekolady. Ponoć smakowały :-)



Składniki ciasta:

2 szklanki mąki pszennej
3/4 szklanki cukru pudru
4 łyżki ciemnego kakao
1 kostka masła (200g)
3 żółtka



Składniki nadzienia:

2 dobrej jakości gorzkie czekolady
garść suszonych śliwek
1 łyżka masła
1/2 szklanki rumu lub innego aromatycznego alkoholu

przepis na maleńkie babeczki o średnicy 2 cm



Śliwki kroimy w kosteczkę i zalewamy alkoholem na minimum godzinę.
Z podanych składników zagniatamy ciasto: mieszamy mąkę z kakao i z cukrem, siekamy dokładnie z zimnym tłuszczem, dodajemy żółtka i szybko zagniatamy ciasto. Gotowe wstawiamy na minimum godzinę do lodówki.

W czasie gdy ciasto się chłodzi zajmujemy się przygotowaniem foremek do babeczek, smarując każdą z nich  dokładnie (ale cieniutko) masłem. Następnie odrywamy niewielkie ilości ciasta i wyklejamy nim babeczki.

Pieczemy przez około 10 minut w temperaturze 180°C. Przyznam, że z pieczeniem takich babeczek mam największą trudność, bo nie sposób ocenić po ich wyglądzie, czy są już upieczone. Najczęściej więc, żeby mieć absolutną pewność że są idealne, wyciągam jedną z nich, studzę i sprawdzam, jak smakuje.
Na parze rozpuszczamy 2 czekolady z łyżką masła. Gdy się rozpuszczą dodajemy do nich śliwki  odsączone z alkoholu, mieszamy dokładnie i odstawiamy masę, aby ostygła. Ostudzoną, lekko tężejącą masą napełniamy babeczki i odstawiamy, aby zastygła. Smaczne zarówno w dniu zrobienia  jak i po kilku dniach.



sobota, 11 grudnia 2010

Muffiny pomarańczowe z makiem i czekoladą


 Prosta zimowa przekąska o moim ulubionym o tej porze roku smaku maku i pomarańczy, z dodatkiem czekolady. Zrobiłam dwie wersje, bo nie mogłam się zdecydować, czy lepiej nadaje się czekolada gorzka czy biała. Trochę zmieniłam też standardową muffinową recepturę dodając zamiast mleka śmietankę i zmniejszając jednocześnie ilość masła. Dzięki temu babeczki są dużo bardziej miękkie i delikatne, także następnego dnia. 
Polecam.



Składniki:

2 szklanki mąki pszennej 
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 szklanka cukru (można dać mniej do wersji z białą czekoladą)
1/2 szklanki suchego maku
skórka otarta z jednej pomarańczy
1/2 białej lub gorzkiej pokrojonej drobno czekolady
2 łyżki amaretto
1/2 szklanki śmietanki 30% lub 36%
1/2 szklanki jogurtu naturalnego, maślanki lub kefiru 2 jajka
2 łyżki roztopionego masła


Wszystkie produkty suche mieszamy dokładnie. Podobnie robimy z produktami mokrymi. Następnie łączymy produkty suche i mokre razem, mieszamy ponownie, tym razem już nie do końca dokładnie i napełniamy foremki muffinowe mniej więcej do 2/3 wysokości. Pieczemy przez około 20 minut w temperaturze 190 - 200°C.

W dalszym ciągu nie wiem, które muffiny są lepsze. Jako wielbicielka białej czekolady chyba skłaniam się ku tej wersji, ale te z gorzką też są świetne. Obawiam się, że tak jak ja musicie zrobić obydwa warianty :-)



środa, 8 grudnia 2010

Miodownik serowy...


...albo sernik miodowy. Jak kto woli.
Prosty pomysł na połączenie dwóch przyjemnych smaków: ciasta miodowego, używanego do zrobienia miodownika i masy serowej z sernika gotowanego. Sama wymyśliłam to połączenie, postanowiłam tylko dla świętego spokoju sprawdzić, jak zwykle to robię, czy nie ma jakiegoś podobnego ciasta. Jakież było moje zdziwienie, gdy Google, nie owijając w bawełnę, poinformowały mnie, że parę osób przede mną już wpadło na identyczny pomysł i ciasto od jakiegoś czasu krąży po sieci. 
Te przeglądarki potrafią jednak odrzeć człowieka ze złudzeń ;-)

Niezależnie od tego kto jest autorem serdecznie to ciasto polecam. Jest bardzo wilgotne i delikatne, ładnie się kroi i długo przechowuje.




Składniki ciasta:

3,5 szklanki mąki
2 jajka
2 łyżki miękkiego masła
1 łyżeczka sody
2 łyżki miodu
1 szklanka cukru
3 łyżki śmietany

Składniki masy:

1 kg zmielonego sera ( u mnie wiaderkowy, Piątnica)
1/2 kostki masła (ominęłam, bo ser którego użyłam nie wymaga już dodawania masła)
1 i 1/2 szklanki cukru
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1/2 szklanki mleka
3 żółtka
1 jajko
4 łyżeczki mąki ziemniaczanej
skórka otarta z 1/2 pomarańczy 

Polewa:

1 czekolada gorzka
2 łyżki amaretto
1 łyżka masła


przepis na tzw dużą blachę



Mąkę przesiewamy z sodą, dodajemy cukier, masło, jajka, miód i śmietanę i szybko zagniatamy kulę ciasta. Ciasto dzielimy na 3 części i każdą z części wałkujemy do rozmiaru blachy, podsypując w razie potrzeby mąką. Przekładamy, nakłuwamy widelcem kilka razy i wsadzamy na piekarnika nagrzanego do 180°C na mniej więcej 10 minut.
Analogicznie postępujemy z następnymi dwoma plackami. Gdy są gotowe wykładamy blaszkę, w której je piekliśmy folią, na dnie układamy jeden blat i przystępujemy do przygotowania masy serowej.

Do garnka wkładamy ser wymieszany z jajkami, cukrami i skórką, dodajemy pokrojone na kilka kawałków masło (jeśli używamy sera innego niż Piątnica) i całość podgrzewamy mieszając. Gdy masa zaczyna być mocno gorąca i bulgocze wlewamy do niej mleko wymieszane z mąką ziemniaczaną i mieszamy dokładnie i energicznie do czasu, aż wszystko porządnie zgęstnieje. Masa powinna przypominać budyń.
Połowę gorącej masy wylewamy na blat pozostawiony w blaszce, przykrywamy drugim blatem, wylewamy drugą część sera i na wierzchu kładziemy blat trzeci.
Blaszkę przykrywamy na kilka godzin, a najlepiej na całą noc folią, dzięki czemu para z gorącego sera ładnie je nawilży.
Gotowe ciasto polewamy masą czekoladową: rozpuszczamy na wolnym ogniu (lub na parze) czekoladę z masłem, dodajemy amaretto, odstawiamy do lekkiego ostudzenia, polewamy ciasto i dowolnie ozdabiamy.













wtorek, 7 grudnia 2010

Piernik tradycyjny


Przepis dostałam od mojej Mamy, która ma go od co najmniej 20 lat, ale jak poczytałam blogi doszłam do wniosku, że niezwykle przypomina przepis na piernik litewski.
Ja go jeszcze bardziej upodobniłam, bo zachęcona piernikiem toruńskim, który opiera się wyłącznie na mące żytniej, w tym pierniku połowę mąki pszennej zamieniłam na żytnią.
Bardzo polecam mąkę żytnią do pierników i pierniczków. Nadaje im niepowtarzalny smak i konsystencję. Wydaje mi się, że najlepiej sprawdza się w proporcji 1/2 - 1/3 całej mąki. Jeśli jednak nie uda Wam się jej dostać zróbcie piernik ze zwykłej pszennej.
Piernik wspaniale się przechowuje, jest bardzo smaczny i wilgotny przez długi czas. Polecam!




Składniki:

1 szklanka cukru (dałam trochę ponad pół)
1/3 l miodu

1/2 kostki masła
3 jaja
1 i 1/2 szklanki mąki pszennej

1 i 1/2 szklanki mąki żytniej
1 gotowa przyprawa do pierników lub 2 łyżki przyprawy domowej
1 łyżeczka sody
1 szklanka zsiadłego mleka

dowolne bakalie ( u mnie suszone śliwki, morele, rodzynki, skórka pomarańczowa i migdały)

przepis na dwie wąskie keksówki dł. ok. 25 cm



Cukier, miód, masło i przyprawę do pierników podgrzewamy na wolnym ogniu do całkowitego rozpuszczenia składników. Odstawiamy do ostygnięcia. Mąki przesiewamy razem z sodą. Do wystudzonej masy dodajemy pojedynczo całe jajka, mieszamy dokładnie, a następnie stopniowo mąkę i zsiadłe mleko. Na końcu możemy dodać obtoczone w mące bakalie.
Pieczemy około 60 minut w temperaturze 180°C. Najlepiej sprawdzić patyczkiem. Gotowy piernik możemy polać lukrem, czekoladą lub po prostu zostawić jak jest. Ja taki lubię najbardziej.

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Ciasteczka przekładane


I znów ciasteczka :-) Tym razem bardzo łatwe, kruche maślano-waniliowe ciasteczka przekładane marmoladą. Są pyszne zarówno pierwszego dnia, jeszcze chrupiące, jak i po kilku dniach, kiedy ciasto zmięknie pod wpływem nadzienia.



Składniki:

2 i 1/2 szklanki mąki pszennej
1 kostka zimnego masła (20 dag)
2 łyżki cukru z prawdziwą wanilią
1/2 szklanki cukru pudru
3 żółtka

Nadzienie:

1 słoik marmolady lub gęstych powideł, najlepiej własnej roboty, u mnie śliwkowe




Zimne masło siekamy bardzo drobno z mąką. Dodajemy cukier puder i waniliowy, żółtka i szybko zagniatamy ciasto. Jeśli nie będzie chciało się od razu skleić można dodać łyżkę śmietany. Gotowe wkładamy do lodówki na minimum 1 godzinę. Po upływie tego czasu wyciągamy partiami ciasto, rozwałkowujemy na placek o grubości mniej więcej 3-4 mm i wykrawamy dowolne kształty. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180°C przez około 10-15 minut, do zezłocenia. Po ostudzeniu smarujemy ciasteczka marmoladą (uwaga, są bardzo kruche) i składamy razem. Jeśli marmolada będzie bardzo gęsta można ją delikatnie podgrzać.
Ciasteczka można również przekładać rozpuszczoną czekoladą albo dowolnym kremem.


niedziela, 5 grudnia 2010

Makowiec pod kokosową pierzynką


Jaki lubicie makowiec? Tradycyjną struclę czy raczej taki, w którym nie ma ciasta? A może jeszcze inny? Bardzo jestem ciekawa Waszego zdania. Ja lubię chyba każdy rodzaj makowca, chociaż Boże Narodzenie kojarzy mi się najbardziej ze struclą. Jeśli komuś również zapraszam na mój przepis na struclę. Jeśli natomiast wolicie makowiec bez ciasta polecam poniższy przepis. Jest wyjątkowo łatwy do zrobienia, bo używamy do niego suchego maku. A już na pewno jest o niebo łatwiejszy do zrobienia niż do sfotografowania ;-) Postanowiłam jednak zamieścić ten przepis bez względu na zdjęcia, bowiem jest tego wart.
Ciasto jest bardzo wilgotne, miękkie, z cytrusową nutką, a pierzynka kokosowa, w której makowiec wygląda jak pod czapą śniegu, dodaje mu wiele uroku. Przepis pochodzi z kartek, które kilkanaście lat temu można było kupować w kiosku i samodzielnie składać w książkę kucharską. Zostało mi tylko kilkanaście kartek, na żadnej niestety nie ma nazwy wydawcy, ani autora przepisów.

Składniki:

25 dag zmielonego na sucho maku (łatwo dostać gotowy zmielony mak)
20 dag miękkiego masła
32 dag cukru
1 opakowanie cukru waniliowego ( u mnie 1 łyżka ekstraktu waniliowego)
sok i skórka otarta z 1/2 cytryny
6 jajek
10 dag mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 białka
12 dag wiórków kokosowych
u mnie dodatkowo garść płatków migdałowych

przepis na keksówkę dł. 25 cm

Masło ucieramy na pianę, dodajemy 20 dag cukru (resztę odkładamy), wanilię, skórkę cytrynową i pojedynczo jajka. Porządnie ucieramy. Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia i makiem, dodajemy do masy maślanej. Formę wykładamy papierem do pieczenia lub natłuszczamy i wysypujemy mąką. Wlewamy ciasto, wygładzamy jego powierzchnię i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 175°C na 30 minut. 
Białka ubijamy na pianę dodając powoli pozostały cukier. Gdy piana jest idealnie sztywna (miskę możemy odwrócić do góry nogami) dodajemy wiórki kokosowe i sok cytrynowy. Wyciągamy z piekarnika ciasto, nacinamy je wzdłuż na głębokość około 3 cm i wykładamy na nie pianę kokosową. Wkładamy ponownie do piekarnika i pieczemy jeszcze przez około 40 minut w takiej samej temperaturze.
Kroimy jak całkowicie wystygnie. Ciasto długo utrzymuje świeżość, chociaż beza kokosowa zdradza tendencje do lekkiego kruszenia się.

Uwagi:
- zmniejszyłam ilość białek w cieście o 2, dzięki czemu miałam białka gotowe do kokosowej bezy. Odbyło się to bez szkody dla smaku ciasta. O ile więc nie macie zapasowych białek polecam tę metodę;
- dodatek skórki i soku z cytryny (nietypowy przy makowcu) nadaje ciastu wyjątkowy smak, warto więc pozostać przy tym rozwiązaniu.























piątek, 3 grudnia 2010

Piernik toruński wg Ćwierczakiewiczowej


Uwielbiam czytać stare książki kucharskie. Te barwne opisy, porady, niezwykle bogate receptury. Wyobrażam sobie, jak smacznie jadano w epoce, kiedy można było bez trudu kupić prawdziwe masło, prawdziwą śmietanę, dobre jajka, a kuchnia nie opierała się na ulepszaczach, konserwantach, sztucznych aromatach i całej tej chemii, bez której dzisiejszy przemysł spożywczy nie potrafi istnieć.
Niełatwo korzystać ze starych przepisów nie tylko ze względu na brak dobrych składników. Zmieniły się też nawyki jedzeniowe, jemy mniej słodko i mniej tłusto. Stosujemy też inne środki spulchniające, kiedyś pierniki spulchniało się potażem, który dziś wykorzystywany jest tylko do celów przemysłowych, jego rolę przejęła soda. Dosyć karkołomnym zadaniem jest też przeliczenie wszystkich kwart, łutów i funtów w których podane są składniki. Na koniec zaś trzeba taki "przetłumaczony na nasze" przepis podzielić co najmniej na 4, a nawet na 6 (!), jak w przypadku mojego piernika, żeby otrzymać współczesną proporcję ciasta na normalną blaszkę piekarnikową.
Nie mniej jednak warto zadać sobie trochę trudu. Przekonałam się o tym w przypadku tego piernika. Zachęciła mnie sama receptura, która nie zawiera tłuszczu, cukru i  mąki pszennej. Wspomniany potaż zamieniłam na sodę, odrobinę pozmieniałam przyprawy ( nie znoszę anyżku!) i otrzymałam wspaniały, pachnący i wilgotny piernik.
Sama Ćwierczakiewiczowa ostrzega, że "Piernik ten jest trudny w robieniu, ale pewny i dobry". Od siebie dodam, że rzeczywiście dobry, nawet bardzo i może nie taki trudny, bo nie trzeba go godzinami wyrabiać warząchwią. Szczęśliwie przyszło nam żyć w epoce mikserów do ciasta :-)



Składniki ciasta ( już po przeliczeniu przeze mnie) 

1 szklanka miodu
1/3 szklanki wody
1 i 1/2 szklanki mąki żytniej (u mnie typ 720)
1 jajko
1 żółtko
skórka starta z 1/2 pomarańczy
2-3 goździki
1/2 łyżeczki anyżu (starannie ominęłam ten punkt, brr!)
1-2 łyżeczki przyprawy do piernika (to dodałam zamiast anyżu)
1/2 łyżeczki sody
2-3 łyżki mleka
1 łyżka krojonych w słupki migdałów
1 łyżka skórki pomarańczowej
u mnie dodatkowo
1/2 łyżki pokrojonych śliwek suszonych
1/2 łyżki pokrojonych suszonych moreli

przepis na małą kwadratową blaszkę o boku ok. 20 cm.



Miód wraz z wodą, skórką pomarańczową, goździkami, anyżem (jak ktoś lubi) i przyprawą (dodaną przeze mnie zamiast anyżu) gotujemy, aż lekko się zrumieni. W tym czasie przesiewamy mąkę żytnią i porządnie ją ogrzewamy. Gdy miód lekko zmieni kolor wlewamy gorący do ciepłej mąki i od razu wyrabiamy. Będzie to szło dosyć ciężko, bo ciasto jest gęste i lepkie. W porządnie wymieszane, jeszcze ciepłe ciasto wbijamy jajko, mieszamy jeszcze raz (niech zyje mikser!) i pozostawiamy w zimnym miejscu, aby się schłodziło i odpoczęło.
Do schłodzonego ciasta dodajemy 1/2 łyżeczki sody rozmieszanej w 2-3 łyżkach mleka, bardzo dokładnie mieszamy całość (soda musi się porządnie rozprowadzić), a następnie wbijamy jeszcze 1 żółtko i jeszcze raz dokładnie mieszamy. Na końcu dodajemy resztę bakalii i mieszamy po raz ostatni. Ciasto jest dosyć zwarte i ciężkie, ale ja dałam radę rozmieszać je najprostszym ręcznym mikserem.
Ciasto rozsmarowujemy na blasze na grubość mniej więcej 2 cm. Z wierzchu możemy posmarować białkiem i posypać bakaliami. Ominęłam ten punkt, bo wydawało mi się, że dosyć dużo bakalii jest już w środku. Poza tym mój piekarnik lubi przypalać od góry, bałam się więc, że zamiast apetycznych bakalii będę miała twardy i nieapetyczny susz. 
Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 190°C przez ok. 30 minut. Piernik nie powinien być wysuszony. Jeszcze ciepły możemy lukrować. Ja do swojego lukru dodałam sporą łyżkę rumu. Pięknie się to skomponowało smakowo z resztą ciasta. Myślę że doskonale pasowałoby również amaretto. Kroimy następnego dnia, albo chociaż po upływie kilku godzin.
Nie wiem ile czasu można przechowywać ten piernik. Sądzę, że co najmniej tydzień, jeśli nie dwa lub dłużej. Mój stoi dziś piąty dzień w szafce. Jest przykryty ściereczką, ciągle wilgotny i niezwykle smaczny.

Uwagi:

- piernik wychodzi stosunkowo mało słodki, bo jedyny cukier jaki zawiera pochodzi z miodu. O ile nie zamierzamy go zgodnie z oryginalną recepturą przykrywać bakaliami warto polać go lukrem;

- ilość przyprawy do pierników zależy nie tylko do naszych upodobań smakowych, ale też od rodzaju przyprawy. Jeśli korzystamy z gotowej, która w dużej mierze składa się z mąki należy dodać jej więcej. Jeśli mamy przyprawę własnej roboty ( bardzo polecam!) wystarczy 1 łyżeczka.



czwartek, 2 grudnia 2010

Bułeczki cynamonowe


Zrobiłam je kiedyś w Wigilię, rozważając, czy to jednak dobry pomysł. Obawiałam się, że nikt ich nie zje, zmarnują się. Jakże się myliłam! Mimo bogatej konkurencji na stole bułeczki zniknęły tego samego dnia. Od tamtej pory robię je co jakiś czas. Korzystam zazwyczaj ze swojego przepisu na ciasto, możecie znaleźć go tutaj, ale ostatnio wpadł mi w oko przepis Siostry Anieli i muszę przyznać, że też się świetnie sprawdza. Przepis podany jest w formie filmu, polecam wszystkim tym, którzy nie czują się z ciastem drożdżowym zbyt pewnie. Link tutaj.



Składniki (wg siostry Anieli, z moim uwagami)

1/2 kg mąki
2 jajka (dałam 3)
4-5 dag świeżych drożdży
10-15 dag cukru (dałam niecałe 10 dag)
szczypta soli
10 dag masła
1 szklanka (250 ml) mleka

Nadzienie:

kilka łyżek cynamonu
kilka łyżek drobnego cukru
około 10 dag  masła
jajko do posmarowania bułeczek z wierzchu (ja daję jedno białko mniej do ciasta i zostawiam je do smarowania)



Przesiewamy mąkę, dodajemy do niej sól. Drożdże rozkruszamy w ciepłym mleku, dokładamy cukier i łyżkę mąki. Czekamy aż drożdże zaczną rosnąć.
W osobnym garnuszku rozpuszczamy masło. Gdy drożdże wyrosną wlewamy je do mąki, wbijamy jajka ( u mnie bez jednego białka) i zagniatamy ciasto. Gdy zacznie lekko odchodzić od ręki wlewamy ciepły tłuszcz i ponownie porządnie zagniatamy, aż tłuszcz całkowicie się wchłonie, a ciasto będzie gładkie i sprężyste. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Ciasto powinno podwoić swoją objętość.
Rozpuszczamy masło, którego użyjemy do nadzienia. Mieszamy cynamon z cukrem.
Wyrośnięte ciasto dzielimy na 2 części ( u mnie na 4) i rozwałkowujemy na stolnicy na placek o grubości około 0.5 cm. Smarujemy rozpuszczonym masłem i grubo posypujemy cynamonem z cukrem. Następnie placek zwijamy w ścisły rulon i kroimy na plasterki, z których formujemy na blaszee ślimaczki.
Siostra Aniela kroi grube plastry, które potem wywija. Mój rulon jest cieńszy i ja kroję plasterki o grubości ok. 1-2 cm. Niespecjalnie już potem formuję, dbam tylko, aby miały mniej więcej okrągly kształt. W piekarniku i tak zrobią co zechcą ;-)

Ułożone na blasze bułeczki odstawiamy do ponownego wyrośnięcia na ok. 15-20 minut. Wyrośnięte smarujemy białkiem, wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200°C i pieczemy przez około 20-30 minut. Jeśli zdecydujecie się zrobić bułeczki mniejsze niż w przepisie oryginalnym (jak ja to zrobiłam) czas pieczenia trzeba skrócić! Moje bułeczki piekły się tylko przez 15 minut!

Pyszne:-)














 
Design by Ciey based on Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes