poniedziałek, 28 lutego 2011

Churros


Churros to specjał hiszpański, znany także w Portugalii i krajach Ameryki Łacińskiej. Trudno je jednoznacznie określić. Dla mnie to coś pomiędzy racuszkami, a ciasteczkami na ciepło. Przygotowuje się je z ciasta podobnego do ptysiowego, ale dużo twardszego. Tradycyjnie jada się je posypane cukrem pudrem i cynamonem, często towarzyszy im płynna czekolada. Nie jestem w stanie porównać ich do żadnego polskiego wypieku. To zresztą spowodowało, że postanowiłam churros zrobić. 
Poza tym, bądźmy szczerzy, cynamon i czekolada w jednej potrawie to nie jest coś, wobec czego przejdę obojętnie...
Łatwo mi było znaleźć informacje dotyczące składu churros i sposobu ich podawania, nieco trudniej poszło, gdy zaczęłam szukać, kiedy się je jada. Tutaj informacje są sprzeczne. Wiele osób twierdzi, że to przysmak jadany na śniadania, inni znowuż upierają się, że tylko na jedno śniadanie - noworoczne, a jeszcze inni, że Hiszpanie jadają je o każdej porze. Jeśli czyta to ktoś, kto może powiedzieć na ten temat nieco więcej będę bardzo wdzięczna. Ja w każdym razie postanowiłam zrobić churros z okazji karnawału, bo, powiedzmy to sobie szczerze, do karnawałowej rozpusty pasują idealnie. Tak więc zaprrraszam na chrrrupiące churros!
Przepis na podstawie bloga Kaaasi24.


Składniki:

200g mąki
1 szklanka (250ml) wody
50 g smalcu lub masła ( u mnie masło - D.)
szczypta soli
3 roztrzepane jajka
olej do głębokiego smażenia


cukier puder i cynamon do posypania
płynna czekolada do maczania lub popicia


Zagotowujemy w garnku wodę z solą i tłuszczem. Wsypujemy mąkę i intensywnie mieszamy, żeby nie było grudek. Odstawiamy do lekkiego przestygnięcia, a następnie dodajemy jajka i dokładnie mieszamy całość mikserem. Masa nieco się rozluźni, ale w dalszym ciągu będzie pozostawała dosyć gęsta. Schładzamy ją w lodówce przez kilka godzin (znalazłam też informacje, że wystarczy jedna godzina,  ja nie trzymałam dłużej)
a następnie przystępujemy do smażenia.
W szerokim rondlu rozgrzewamy tłuszcz, masę wkładamy do dekoratora z końcówką w kształcie gwiazdki. Gdy tłuszcz jest rozgrzany wyciskamy prosto do niego kawałki ciasta długości kilkunastu centymetrów i smażymy na złoto. Gotowe odsączamy na papierowych ręczniczkach.
Masę dosyć trudno się wyciska, przydaje się do niej naprawdę mocny dekorator z wygodnym uchwytem. Jeszcze bardziej przydaje się druga osoba w charakterze pomocnika. Jedna osoba może wtedy skupić się na wyciskaniu, a druga może jej pomagać odcinając poszczególne kawałki ciasta nożem maczanym w gorącym oleju. Gotowe churros spożywamy na ciepło obtoczone w cukrze pudrze z dodatkiem cynamonu. Popijamy czekoladą. Jeszcze lepiej smakują maczane w gęstej czekoladzie. Pyszne.

Uwagi:

- jak już wspomniałam ciasto jest bardzo gęste, sprawia nieco trudności w obróbce, mnie na przykład w trakcie miksowania nawinęło się w pewnym momencie całe na mieszadła, ale tak ma być, potem jest łatwiej:-)

- zwróćcie uwagę, żeby pojemnik dekoratora napełniony był równomiernie, bez baniek powietrza w środku,
w przeciwnym wypadku kawałki ciasta mogą z niego gwałtownie wyskakiwać, co jest szczególnie niebezpieczne przy gorącym tłuszczu,

- churros mają zazwyczaj kształt mniej lub bardziej długich paluchów, ale nie tylko. Ja się trochę pobawiłam kształtami zawijając je w różny sposób, daje to sporą frajdę zarówno przy smażeniu jak i przy jedzeniu.


czwartek, 24 lutego 2011

Muffiny wiśniowo-kokosowe. Szybkie i zdrowe ;-)


Coś kokosowego chodziły mi po głowie już od jakiegoś czasu. Ostatnio musiałam szybko upiec muffiny, dla niespodziewanych gości, przy przeszukiwaniu szuflady wpadła mi w rękę torebeczka z wiórkami i dalej poszło już samo... Dodałam mąkę orkiszową, trochę brązowego cukru, mrożone wiśnie, a na wierzchu zrobiłam coś w rodzaju kokosowej kołderki. Wyszło pysznie. Polecam!



Składniki:

1 szklanka wiórków kokosowych
1 szklanka mąki orkiszowej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 szklanki cukru trzcinowego 
1/3 szklanki oleju ( u mnie z pestek winogron)
1 szklanka pitnego jogurtu naturalnego lub mleka
2 jajka
ok. 20 sztuk mrożonych wiśni

Kołderka:

2 białka jajek
3 łyżki brązowego cukru
4 łyżki wiórków


W jednej misce mieszamy dokładnie wszystkie produkty suche (czyli pierwsze cztery z listy), w drugiej misce mieszamy dokładnie wszystkie produkty mokre (następne cztery). Wsypujemy suche do mokrych, a następnie mieszamy całość niezbyt dokładnie. Białka ubijamy na sztywną pianę, dodajemy cukier, ponownie ubijamy, na końcu wsypujemy wiórki i delikatnie mieszamy.
Napełniamy ciastem foremki do wysokości 3/4 ich wysokości. Do każdej foremki wkładamy 1-2 mrożone wiśnie, a na wierzchu układamy warstwę z pianki kokosowej.
Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 190°C i pieczemy przez około 15-20 minut.

środa, 23 lutego 2011

Pani Walewska


Jadłam to ciasto po raz pierwszy na pewnym pamiętnym dla mnie sylwestrze, który odbył się w sierpniu 2009 roku. Nie pomyliłam się, to naprawdę było w sierpniu. Pełnia lata, Stary Żoliborz, cudowny, tonący w zieleni ogród, balony, serpentyny i wspaniali ludzie z poczuciem humoru, które uwielbiam.
Niestety, nie będzie nam już nigdy dane spotkać się dokładnie w tym gronie i w tym ogrodzie, ale zostały mi fantastyczne wspomnienia, zdjęcia i ten właśnie przepis. Być może z powodu wyjątkowości tego spotkania mam do tego ciasta wielki sentyment. 
Przepis sprawia wrażenie nieco skomplikowanego, ale wbrew pozorom ciasto łatwo zrobić i co najważniejsze jest wyjątkowo smaczne. Szczególnie polecam je wszelkim wielbicielom nieco cięższych ciast z kremem. Na pewno ich nie zawiedzie. Przepis dostałam od Xkropki, którą serdecznie pozdrawiam :-)



Składniki ciasta:

2 i 1/2 szklanki mąki
4 jajka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 kostka masła
3 łyżki kwaśnej śmietany
4 łyżki cukru + 1/2 szklanki cukru

2 słoiczki kwaśnego dżemu lub powideł
przynajmniej 10 dag siekanych orzechów włoskich

Składniki masy:*
3/4 litra mleka
3 łyżki mąki pszennej
2 łyżki mąki ziemniaczanej
3/4 szklanki drobnego cukru
1/2 laski wanilii lub 1 mały cukier wanilinowy
1 jajko
2 żółtka
1 kostka miękkiego masła

* w oryginale przepis mówi o gotowej masie do kremu karpatka 
przepis na tzw. dużą blaszkę, czyli formę o wymiarach ok. 30x40 cm


Przygotowanie ciasta:
Mąkę przesiewamy na stolnicę wraz z proszkiem, siekamy drobno z bardzo zimnym tłuszczem, dodajemy cukier, śmietanę, żółtka, zagniatamy szybko ciasto i dzielimy je na dwie równe części. Dwie takiej samej wielkości formy wykładamy papierem do pieczenia (ważne!) i dno każdej z nich wylepiamy połową ciasta (ja ciasto po prostu rozwałkowałam). Wkładamy na 20-30 minut do lodówki. W tym czasie siekamy orzechy, ubijamy na sztywno pianę z białek, pod koniec ubijania dodajemy 1/2 szklanki cukru. Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 180°C. Blaszki z ciastem wyciągamy z lodówki. Wykładamy na każdą z nich powidła, na których rozsmarowujemy równomiernie pianę z białek. Całość posypujemy orzechami. Pieczemy przez około 20-30 minut.

Przygotowanie masy:
Podgrzewamy mleko z cukrem i laską wanilii lub z cukrem wanilinowym. Jajka mieszamy dokładnie z mąkami. Gdy mleko jest gorące wlewamy masę jajeczno-mączną i intensywnie mieszając zagotowujemy całość. Budyń powinien porządnie zgęstnieć. Odstawiamy do ostygnięcia. Masło ucieramy na puch, a następnie dodajemy do niego po 1 łyżce wystudzony budyń, nie przerywając ucierania. Ja zwykle robię to w ten sposób, że zanim dodam do masła masę budyniową ucieram ją przez chwilę mikserem, aby była idealnie gładka. Zapobiega to późniejszym trudnościom w roztarciu grudek budyniu w maśle.

Ostudzone blaty ciasta przekładamy kremem i odstawiamy całość do lodówki. Ciasto najlepiej zrobić na 1-2 dni przed podaniem, aby blaty zdążyły zmięknąć.

Uwagi:

- jeśli wasz piekarnik nie radzi sobie z dopiekaniem od dołu warto zapiec spód przez około 20 minut, dopiero potem wyłożyć na niego powidła i pianę i piec całość jeszcze przez około 15 minut;
- bystrzy obserwatorzy już to na pewno zauważyli: zapomniałam o dodaniu orzechów ;-)

poniedziałek, 21 lutego 2011

Bułeczki z kruszonką


Bardzo proste bułeczki ze słodkim nadzieniem i kruszonką. Pyszne i wysokie. Kruszonka znajduje się na całej ich powierzchni, co dodaje im smaku i urody. Bardzo lubię i bardzo polecam :-)




Składniki ciasta:

1/2 kg mąki pszennej
4 dag świeżych drożdży lub torebka (7g) suszonych
1/2 szklanki drobnego cukru
1/2 szklanki mleka
2 żółtka
1 jajko
1/3 kostki masła
1/2 laski wanilii

domowe powidła jako nadzienie
1 białko do posmarowania

Składniki kruszonki: 

1/2 szklanki mąki pszennej
1 czubata łyżka masła
1/2 szklanki drobnego cukru
1 łyżeczka domowego cukru z prawdziwą wanilią lub 1/2 łyżeczki cukru wanilinowego


Mąkę przesiewamy do dużego naczynia, dodajemy do niej cukier. Jeśli korzystamy z suszonych drożdży mieszamy je od razu z mąką. Jeśli używamy świeżych drożdży rozcieramy je z 3-4 łyżkami ciepłego mleka, dodajemy łyżkę mąki i odstawiamy. Resztę mleka powoli podgrzewamy wraz z rozciętą laską wanilii. Gdy będzie ciepłe (nie gorące!) wyciągamy wanilię wyskrobując z niej nożem ziarenka. Jajko i żółtka delikatnie roztrzepujemy. W rondelku rozpuszczamy masło. Gdy rozczyn wyrośnie* dodajemy go do mąki wraz z jajkami i ciepłym mlekiem i zagniatamy ciasto aż stanie się jednolite i sprężyste, a następnie dodajemy ciepły tłuszcz i jeszcze raz porządnie wyrabiamy, aby tłuszcz dokładnie się wchłonął. Odstawiamy do wyrośnięcia, ciasto musi podwoić swoją objętość. 
W czasie gdy ciasto rośnie przygotowujemy kruszonkę mieszając wszystkie składniki w misce czubkami palców. Masło, cukier i mąka powinny połączyć się w niewielkie, lekko suche grudki. Jeśli nie chcą się łączyć dodajemy odrobinę masła, jeśli łączą się od razu w duże cząstki dodajemy odrobinę mąki i/lub cukru.
Gdy ciasto wyrośnie rozdzielamy je na równe części mniej więcej o wielkości mandarynki. Każdą z nich rozpłaszczamy w dłoni, kładziemy na środku łyżeczkę marmolady, dokładnie sklejamy  i odkładamy złączeniem do dołu na wyłożoną papierem do pieczenia blachę.  Pomiędzy bułeczkami pozostawiamy kilkucentymetrowe odstępy. Ułożone bułki przykrywamy ściereczką i odstawiamy na około 20-30 minut. Rozgrzewamy piekarnik do 190°C. Wyrośnięte bułeczki smarujemy dokładnie białkiem, a następnie obsypujemy grubo kruszonką starając się, aby pokryła jak największą ich powierzchnię. Kruszonka przyklei się do białka. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez około 20 minut, do uzyskania złotego koloru.  Jemy jeszcze lekko ciepłe, najlepiej z mlekiem lub kawą. Smacznego :-)

* jeśli korzystamy z suchych drożdży zagniatamy ciasto od razu po zmieszaniu mąki z cukrem i drożdżami i przygotowaniu mleka i jajek. Dalej postępujemy tak samo jak z ciastem ze świeżych drożdży.

poniedziałek, 14 lutego 2011

Sernik cynamonowo-jabłkowy


Lubię cynamon. Pisałam o tym już nie raz. Dodaję go do jabłek, śliwek, gruszek, niektórych kompotów, powideł, ulubionej owsianki na śniadanie, a także czasami do twarożku na słodko. Prędzej czy później musiałam więc zrobić z nim sernik. A ponieważ cynamon i jabłka to bardzo zgrany duet, też musiały się pojawić w zestawie.
Sernik, jak typowe amerykańskie serniki jest bardzo delikatny, kremowy. Specjalnie nie robiłam do niego spodu, bo - o czym również wielokrotnie pisałam - nie przepadam za spodami w sernikach. Jeśli jednak bardzo Wam na tym zależy możecie zrobić zwykły ciasteczkowy spód z masła i herbatników Digestive, lub kruchych ciasteczek cynamonowych. Też będzie pysznie. 
Polecam wszystkim wielbicielom cynamonu!



Składniki:


80 dag tłustego sera do serników
1 szklanka cukru pudru
4 jajka
1/2 szklanki śmietany
1 łyżka cynamonu ( u mnie 1.5, ale ja jestem cynamonomaniakiem;-) )
2-3 soczyste jabłka starte na grubej tarce*
dodatkowo:
200 ml śmietanki 30-36%
2 łyżki cukru pudru
cynamon do posypania

* najlepsze są zwykłe soczyste jabłka, jakie zazwyczaj wybieramy do jedzenia. Jabłka typowo szarlotkowe, mocno kwaśne, będą zbyt dominujące w smaku. Trzeba też uważać, żeby jabłka nie były suche,  bo sernik zamiast przyjemnego soczystego akcentu będzie smakował jak z trocinami ;-)



Ser miksujemy dokładnie z cukrem pudrem, dodajemy śmietanę, pojedynczo jajka, a na końcu cynamon i starte na grubej tarce jabłka. Mieszamy wszystko i od razu wylewamy do tortownicy z wyłożonym papierem dnem. Wkładamy do rozgrzanego do 160°C piekarnika i pieczemy przez około 30-40 minut. Brzegi sernika powinny być ścięte, środek lekko galaretowaty. Upieczony sernik wyciągamy z piekarnika, okrawamy dokoła bardzo ostrym nożem i nie zdejmując obręczy z tortownicy odstawiamy do całkowitego ostygnięcia, a następnie wkładamy do lodówki na minimum 5-6 godzin, do schłodzenia i stężenia.
Mocno schłodzoną śmietanę ubijamy na sztywno wraz z cukrem i dekorujemy wierzch ciasta. Posypujemy lekko cynamonem. Staramy się nie zjeść od razu całości ;-)
Więcej na temat tego jak piec serniki amerykańskie możecie znaleźć tu.

sobota, 12 lutego 2011

Pączki IV


Macie takie dni, kiedy dochodzicie do wniosku, że sprzęty w kuchni Was nie lubią? Ja chyba tak miałam robiąc te pączki ;-) Jak zwykle przygotowałam sobie na blacie wszystkie niezbędne produkty i akcesoria, już miałam rozpoczynać działania, jak lekko potrąciłam miską szklankę z mlekiem. Szklanka przewróciła się (jakby na to czekała, paskuda) i chlupnęła zdrowo pełnym strumieniem. Mleko rozpoczęło wizytację kuchni podlewając obficie torebkę z mąką. Dodatkowo uznało, że blat nie wystarczy, postanowiło więc obejrzeć podłogę odwiedzając po drodze wszystkie szuflady i podpływając na końcu pod szafki kuchenne. To nie wszystko. Szklanka upadając uderzyła w jajko, które pękło, a białko z niego nie dość, że ubrudziło wszystkie inne jajka, to jeszcze podpłynęło elegancko pod sito do mąki. Czyścił ktoś kiedyś sito do mąki umazane doszczętnie białkiem? Nie polecam. Tak więc jeden nieostrożny ruch = generalne porządki w kuchni ;-)
Być może to z powodu ogólnej niechęci materii do mnie tego akurat dnia nie do końca jestem zachwycona tymi pączkami. Niewątpliwie są bardzo smaczne i bardzo puchate, ale też są dosyć trudne do zrobienia, a zauważcie, że ja niezwykle rzadko piszę, że coś jest trudne. Tak więc polecam je głównie osobom, które maja już doświadczenie w robieniu pączków. Dla nowicjuszy mogą być zbyt dużym wyzwaniem.
Przepis pochodzi z forum cincin, gdzie podała go Bajaderka. Te pączki mają tam grono zagorzałych fanek. Przepis podaję z niewielkimi zmianami.
To już ostatnie pączki z mojego tygodnia pączkowego. Nie znaczy to jednak, że żadnych już w tym roku nie usmażę. Tłusty Czwartek jest wyjątkowo późno. Na razie jednak muszę zagospodarować spore ilości białek. Coś czuję, że pojawią się bezy :-)

Składniki:

60 dag maki
1/2 kostki masła (kostki 250g)
1 łyżka suchych drożdży
1 szklanka ciepłego mleka
6 dag cukru
8 dużych żółtek
2 całe jajka
otarta skórka z jednej cytryny

kieliszek araku lub kilka kropel olejku arakowego ( u mnie rum, nie przepadam za arakiem)
konfitura z róży do nadziania lub inny gęsty dżem ( u mnie masa z ajerkoniakiem)
tłuszcz do smażenia

Mąkę przesiewamy. Masło, żółtka, jaja i cukier ucieramy na puszystą masę. Drożdże rozpuszczamy w mleku z łyżeczką cukru, dodajemy łyżkę mąki, pozostawiamy do wyrośnięcia. Gdy wyrosną łączymy wszystkie składniki ze sobą i wyrabiamy całość przez około 1 godzinę. Ciasto będzie bardzo luźne. Wyrobione zostawiamy do wyrośnięcia, aż podwoi swoją objętość. Gdy ciasto jest wyrośnięte nabieramy je łyżką umoczoną w oleju, rozkładamy na placuszek, układamy nadzienie, zalepiamy pączka i układamy zalepieniem do dołu na wysypanej mąką stolnicy lub na wysmarowanej tłuszczem tacy. Z mojego doświadczenia: nie widzę większej różnicy pomiędzy tacą, a stolnicą, te pączki i tak zrobią wszystko, żeby się do podłoża choć odrobinkę przykleić;-) Nie nadziewałam pączków przed smażeniem, a to ze względu na rodzaj nadzienia, który wybrałam, nawet jednak bez wszystkich operacji związanych z nadziewaniem pączki formuje się dosyć trudno, trzeba stale pomagać sobie oliwą natłuszczając łyżkę i dłonie. Ułożone pączki pozostawiamy do ponownego wyrośnięcia, a następnie smażymy w tłuszczu rozgrzanym do 180°C. Nie należy smażyć więcej niż 3 pączki na raz. Trzeba się też liczyć z pewnymi trudnościami w utrzymaniu właściwego kształtu pączków. Ciasto jest niezwykle luźne, trzeba bardzo uważać przy przenoszeniu pączka do tłuszczu, aby nie zniszczyć jego kształtu. Usmażone pączki odsączamy na ręczniczkach papierowych i oprószamy cukrem pudrem.
Ja swoje nadziewałam po usmażeniu szprycą z bitą śmietaną i ajerkoniakiem. Pyszne :-)

Uwagi:

- szczegóły na temat smażenia i formowania pączków możecie znaleźć w moim pierwszym przepisie na pączki



piątek, 11 lutego 2011

Serduszka na słono i słodko


Miałam nie umieszczać żadnego przepisu na Walentynki, bo niespecjalnie je celebrujemy. Nie jestem chyba zwolenniczką świętowania czegoś takiego jak miłość w jeden konkretny, narzucony dzień. Poza tym 14 lutego od zawsze kojarzy mi się zupełnie inaczej, bowiem mam tego dnia imieniny :-)
Przypomniał mi się jednak pewien przepis i doszłam do wniosku, że żal byłoby go nie pokazać akurat o tej porze roku. Wiele osób szczerze polubiło Walentynki, być może będzie chciało je w jakiś sposób uczcić, więc umieszczam to specjalnie dla nich. 
Serduszka robi się niezwykle szybko i jestem pewna, że podołają im nawet bardzo niedoświadczone kulinarnie osoby.
Wszystko czego potrzebujemy, aby je wykonać to paczka gotowego ciasta francuskiego i jakieś nadzienie. Ponieważ ciasto francuskie można nadziać zarówno na słono jak i na słodko ilość możliwości jest nieskończona. Jedyne na co należy zwrócić uwagę, to aby nadzienie miało dosyć zdecydowany smak, w przeciwnym wypadku serduszka będą mdłe.
U mnie nadzieniem w wersji na słodko jest mus czekoladowy, w wersji na słono ser i żurawiny. Obydwie wersje pyszne.

Składniki:

- paczka gotowego ciasta francuskiego (starajcie się wybierać ciasto zrobione z użyciem masła, nie  margaryny, margaryna w cieście francuskim to jakaś straszliwa pomyłka moim zdaniem)
białko z jednego jajka

nadzienie na słodko:
- 1 tabliczka gorzkiej czekolady
- 1 łyżeczka masła
- 100 ml śmietany 30 lub 36%
- 2-3 łyżki cukru pudru (wedle upodobań)
- cukier puder do posypania

nadzienie na słono:
- dowolny, dosyć miękki ser ( u mnie ser ananasowy z orzechami)
- 1/2 słoiczka żurawin

foremka do wycinania ciastek w kształcie serca i mniejsza w kształcie serduszka


Ciasto francuskie rozmrażamy i układamy na posypanej mąką stolnicy. Wykrawamy z niego serca. W połowie serc dodatkowo wykrawamy na środku malutkie serduszka. Serc pełnych i serc z dziurkami-serduszkami powinno być tyle samo. Skrawki ciasta można jeszcze raz zagnieść i rozwałkować. Serca pełne smarujemy dokładnie białkiem i układamy na wyłożonej papierem blasze. Nakładamy na nie serca z wyciętymi po środku serduszkami i przyciskamy, aby ciasto dobrze i równo się skleiło.
 Ciasto francuskie bardzo mocno rośnie i listkuje się w czasie pieczenia, serduszka znacząco nam wyrosną, niedokładnie sklejone mogłyby całkowicie stracić fason.
Wkładamy blachę do piekarnika nagrzanego do temperatury 200°C i pieczemy przez około 15 minut. Upieczone serduszka zostawiamy na blasze do lekkiego ostudzenia, a następnie w miejscu, gdzie był wykrój małego serduszka dziurawimy je wpychając ciasto do środka. Ciasto jest delikatne i polistkowane, dziurkę można zrobić bez najmniejszego wysiłku choćby palcem (choć to mało higieniczna metoda ;-)). Ja robię to trzonkiem noża lub łyżki stołowej. Serduszka są gotowe do nadziewania.

Przygotowanie nadzienia słodkiego:
na garnku z gotującą się wodą stawiamy drugi garnek lub metalową miskę w taki sposób, aby nie dotykała dnem do tafli wody. Ustawiamy kuchenkę na możliwie najniższą moc grzania/najmniejszy gaz. Do miski wkładamy pokruszoną na kawałki czekoladę wraz z masłem i delikatnie mieszamy, aż masa całkowicie się rozpuści. Mocno schłodzoną śmietanę ubijamy z 2-3 łyżkami cukru aż będzie zupełnie sztywna, a następnie delikatnie łączymy ją ze schłodzoną, rozpuszczoną czekoladą. Najlepiej dodawać po łyżce śmietany do czekolady i mieszać, aż masa stanie się jednolita. Przekładamy mase do szprycy do dekorowania, lub też umieszczamy ją w serduszkach przy pomocy łyżeczki. Na koniec posypujemy ciasteczka cukrem pudrem.

Przygotowanie nadzienia słonego:
Kroimy ser na drobne kawałki tak, aby jeden kawałek mógł zmieścić się do serduszka. Na wierzch
 nakładamy porcję żurawin. Gotowe :-)

Uwagi:

- możemy wybrać opcję słodko-ostrą jako nadzienie i do musu zamiast cukru dodać odrobinę chilli;
- serduszka świetnie smakują z ostrymi serami i zurawinami, musimy tylko pilnować, żeby ser nie był zanadto aromatyczny, o ile chcemy go podawać w jakimś romantycznym momencie ;-)
- niektóre gotowe ciasta francuskie są dosyć grube, można je delikatnie rozwałkować przed wykrawaniem;
- jeśli serduszka w czasie pieczenia lekko sie przechylą łatwo możemy to skorygować delikatnie naciskając ciasteczko od wyższej strony, lekko pokruszy się w środku zachowując kształt.


czwartek, 10 lutego 2011

Pączki z zaścianka


Lojalnie uprzedzałam, że będą kolejne pączki, ale już wyjaśniam, skąd u mnie ta pączkowa saga. Wcześniej pączki zdarzało mi się smażyć raz na rok, albo i rzadziej. Trudno mi było więc ocenić, które smakują mi bardziej, a które mniej. Zawsze smakowały tak samo świetnie, bo jadłam je bardzo rzadko. Teraz, specjalnie dla Was, zrobiłam coś w rodzaju pączkowego tygodnia, aby móc rzeczywiście porównać przepisy i bardzo sobie cenię to doświadczenie.
Z moich dotychczasowych działań (wypróbowane 4 receptury) dzisiejszy przepis wydaje się być moim faworytem. Zupełnie się na to nie zanosiło, bo dotychczas byłam przekonana, że najsmaczniejsze pączki można uzyskać z ciasta bogatego w żółtka. Wszystkie najpopularniejsze przepisy mają ich przecież duże ilości, a jak się zerknie do starszych książek kucharskich żółtek jest jeszcze więcej. Wypróbowałam więc ten przepis z czystej ciekawości, co wyjdzie. Spodziewałam się raczej czegoś w rodzaju racuszków, a ku mojemu zaskoczeniu otrzymałam doskonałe pączki. Są niezwykle puszyste, miękkie, wysokie, lekkie i wilgotne i najlepiej z wszystkich dotychczas przeze mnie zrobionych pączków zachowują świeżość.
Owszem, brak im może pewnej ciężkości, charakterystycznej dla ciast z dużą ilością żółtek, ale dla mnie to ich zaleta. Niewątpliwą zaletą tych pączków jest także to, że ciasto bardzo łatwo się wyrabia, jest  elastyczne, pączki nawet po wyrośnięciu pięknie trzymają swój kształt, łatwo dają się przenosić do smażenia i nie przyklejają się do stolnicy. Bardzo polecam!
Przepis z książki Ewy Aszkiewicz "Książka kucharska - polskie przepisy"



Składniki:

3 szklanki mąki tortowej (u mnie zwyczajna)
3 żółtka
3 łyżki cukru pudru
1/3 kostki masła
1 i 1/3 szklanki mleka
3 łyżki słodkiej śmietanki (u mnie 36%)
4 dag drożdży
szczypta soli
skórka otarta z cytryny
domowe powidła

1 kg smalcu do smażenia (ponieważ nie używam smalcu smażyłam na oleju do głębokiego smażenia)
cukier puder do posypania



Rozprowadzamy w mleku pokruszone drożdże z dodatkiem łyżeczki mąki i łyżeczki cukru pudru, odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Gdy zaczyn podwoi objętość dodajemy cukier puder, żółtka, letnią śmietankę, sól i skórkę z cytryny. Dokładnie mieszamy. Sypiemy przez sito wygrzaną mąkę i wyrabiamy ciasto. Gdy będzie miało jednolitą konsystencję wylewamy ciepły tłuszcz i ponownie porządnie wyrabiamy aż ciasto będzie gładkie, lśniące i sprężyste. Gotowe odstawiamy do wyrośnięcia. Gdy podwoi objętość nabieramy porcje ciasta, kładziemy na lekko oprószonej mąką dłoni, formujemy cienki placuszek, nadziewamy powidłami, zlepiamy jak sakiewkę i układamy na wysypanej mąką stolnicy stroną zlepioną do dołu. Odstawiamy do ponownego wyrośnięcia na 20-30 minut. Wyrośnięte wrzucamy na rozgrzany tłuszcz i smażymy do zrumienienia. Usmażone wykładamy na wyłożony papierowymi ręczniczkami talerz, alby odsączyć nadmiar tłuszczu. Smacznego :-)

Uwagi:

- tłuszcz do smażenia nie może być za gorący, bo wówczas pączki pozostaną w środku surowe. Więcej szczegółów na temat przygotowania tłuszczu do smażenia możecie znaleźć w moim poście o smażeniu faworków;
- szczegółowe informacje na temat robienia pączków i ich smażenia umieściłam przy pierwszym przepisie na pączki;
- pączki można nadziewać też po usmażeniu, chociaż te z domowymi powidłami lepiej smakują nadziane przed smażeniem;
- Autorka sugeruje posypanie pączków cukrem. Ja swoje polukrowałam, bo moje domowe powidła są mało słodkie, a ciasto również zawiera bardzo mało cukru.

wtorek, 8 lutego 2011

Rolada cytrynowa


Ci, którzy zaglądają do mnie na Facebook wiedzą już, że popełniłam kolejne pączki. Tutaj się przyznam, że nawet dwa rodzaje.. Cóż zrobić, zdenerwowana byłam, musiałam się zająć czymś uspokajającym ;-) Zanim jednak je pokażę, mała przerwa na coś lekkiego. Roladę zrobiłam jeszcze w ubiegłym tygodniu, ale jakoś nie było okazji, żeby ją przedstawić. Myślę, że teraz jest na to dobra pora. Ci którzy nie przepadają za pączkami (są tacy?) będą mieli wreszcie jakąś odmianę od tej pączkowej monotonii. 
Zauważyliście? Post miał być o roladzie a ja ciągle o pączkach ;-) Napiszę więc może tylko, że rolada jest świetna. Bardzo lekka i delikatna. Łatwo ją zrobić. Znika w szybkim tempie. Robiąc ją wzorowałam się na przepisie z jakiejś kolorowej gazetki. Niestety nie wiem jakiej, bo przepis lata temu po prostu wycięłam. W oryginale do bitej śmietany należało dodać sok z cytryny. Początkowo tak właśnie miałam zrobić, ale otworzyłam lodówkę i mój wzrok padł na lemon curd. Reszty można się domyślać :-)



Składniki ciasta:

4 jajka
4 czubate łyżki cukru pudru
3 łyżki mąki pszennej
2 łyżki mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

Składniki masy:

1/3 litra śmietany kremówki (36%)
3-4 łyżki cukru pudru
3-4 łyżki lemon curd (zależnie od upodobań smakowych)
skórka otarta z cytryny do ozdoby



Największą blachę jaka jest na wyposażeniu piekarnika wykładamy papierem. Rozgrzewamy piekarnik do 160°C. Całe jajka ubijamy z cukrem mikserem przez kilka minut, aż masa stanie się prawie biała i kilkakrotnie powiększy swoją objętość. Dodajemy zmieszane ze sobą mąki, po jednej łyżce, nie wrzucając w środek ciasta tylko delikatnie osypując po ściankach naczynia. Za każdym razem delikatnie, ale dokładnie mieszamy. Na końcu dodajemy ekstrakt, mieszamy i wylewamy ciasto na blachę. Pieczemy przez około 20-25 minut. Ciasto nie może być surowe, ale uwaga, aby go za bardzo nie wysuszyć szczególnie na brzegach, bo nie da się zwinąć. 
Upieczone ciasto wyciągamy z piekarnika, gorące zdejmujemy z formy wraz z papierem, układamy na ściereczce i razem z papierem i ściereczką zwijamy w rulon. Pozostawiamy do ostygnięcia. W tym czasie możemy ubić śmietanę i zmieszać ją z lemon curd. Gdy ciasto jest zimne rozwijamy je ze ściereczki, delikatnie zdejmujemy papier (powinien odejść bez najmniejszych problemów) i rozwijamy roladę. Smarujemy ją masą, a następnie delikatnie zwijamy z powrotem. 2-3 łyżki masy można zostawić na wierzch. Równie dobrze można roladę po prostu posypać cukrem pudrem. U mnie na wierzchu jest bita śmietana i lemon curd. Chłodzimy przez 2-3 godziny i podajemy.
Jeśli lubicie bardzo wilgotne ciasta przed rozsmarowaniem masy możecie polać roladę pączem.
Smacznego :-)

niedziela, 6 lutego 2011

Pączki II


A oto i drugi zapowiadany przepis. Podejrzewam, że nie ostatni, bo eksperymenty pączkowe mnie wciągnęły. Muszę tylko znaleźć kolejnych konsumentów na dalsze efekty moich działań, bo pączki to nie jest to, co należy jeść w zbyt dużych ilościach ;-)
Tym razem przepis nieco inny, bo z ciasta parzonego. Zaczerpnęłam go od  Jana Czernikowskiego z jego nieśmiertelnych "Ciast, ciastek i ciasteczek". Przepis jest może nieco bardziej skomplikowany, ale pączki nie są specjalnie trudne do zrobienia. Mają bardzo puszystą, lekko wilgotną konsystencję, ładnie utrzymują świeżość, ciasto naciśnięte palcem wraca na to samo miejsce jakby miało malutkie sprężynki. W ramach eksperymentu nadziałam swoje pączki lemon curd. Nie wiem na czym to polega, ale ta wspaniała masa ze wszystkim smakuje świetnie. Ze względu na jej kwaskowaty smak zdecydowałam się na pokrycie pączków lukrem, czego normalnie nie robię. Były znakomite.



Składniki ciasta (zrobiłam z połowy):

1 kg mąki pszennej
20 dag cukru
20 dag masła
12 żółtek
1/2 litra mleka
6 dag drożdży
1 paczka cukru wanilinowego lub 1/2 laski wanilii
5 dag smażonej skórki pomarańczowej
dodatkowo dałam 2 łyżki spirytusu
konfitura z wiśni lub malin ( u mnie lemon curd, ach!)
smalec do smażenia

Lukier:

1 szklanka cukru
2-3 łyżki gorącej wody
1/2 soku z cytryny
1 łyżka rumu lub innego aromatycznego alkoholu (u mnie likier pomarańczowy)



1/2 szklanki mąki zalewamy 1/4 litra wrzącego mleka i rozbijamy mocno, aby nie porobiły się grudki. Drożdże rozpuszczamy w kolejnym  1/4 l ciepłego (ale nie gorącego!) mleka i wlewamy do ostudzonego, zaparzonego ciasta. Pozostawiamy w ciepłym miejscu na pół godziny. Żółtka ucieramy z cukrem, wlewamy je do wyrośniętego rozczynu, dodajemy pozostałe składniki, w tym roztopione mało i wyrabiamy ciasto do etapu, aż będzie odchodziło od ręki. Pozostawiamy do wyrośnięcia. Gdy ciasto wyrośnie (podwoi swoją objętość) wykładamy je na stolnicę i formujemy pączki. Szczegółowo opisałam ten proces przy pączkach numer 1, z tymi postępujemy analogicznie. Z tą może różnicą, że jeśli rzeczywiście chcecie nadziewać je konfiturą, jak w przepisie sugerowałabym nadzianie ich przed smażeniem, trudno bowiem będzie przepchnąć konfiturę przez wąską końcówkę do nadziewania po smażeniu. Ja nadziewałam lemon curd, a więc po usmażeniu. Po uformowaniu pączków zostawiamy je na około 20-30 minut do kolejnego wyrośnięcia. Przed upływem tego czasu możemy już stopniowo rozgrzewać tłuszcz. Jeśli zrobimy to zbyt gwałtownie pączki będą się palić zamiast smażyć. Zależnie od wielkości rondla wrzucamy na rozgrzany tłuszcz po 3-4 pączki, pamiętając, że w tłuszczu znacznie powiększą swoją objętość. Smażymy przez kilka minut, pączek musi być porządnie usmażony także w środku. Wyjmujemy na ręczniczki papierowe, aby obciekły, a następnie lukrujemy.
Lukier robimy ucierając solidnie wszystkie jego składniki, aż masa będzie jedną, nieprzerwaną strużką spływała z łyżki. Lukier powinien być gęsty, aby nie spływał z pączków. Mój jest dosyć rzadki, ale to dlatego, że ja naprawdę nie przepadam za lukrowanymi pączkami i nie chciałam go mieć za dużo. Smacznego :-)

sobota, 5 lutego 2011

Pączki I


Zgodnie z obietnicą przedstawiam przepis na pączki. Zaczynam od najzwyklejszych, tradycyjnych pączków z marmoladą. Od długiego czasu korzystam ze sprawdzonego przepisu, który kiedyś na forum gazety umieściła Limba. Niemal identyczne przepisy można znaleźć w wielu książkach kucharskich z Kuchnią Polską na czele. Pączki wychodzą smaczne i puchate. Można je nadziać czym się chce, ja tego rodzaju pączki najbardziej lubię z lekko kwaskowatą marmoladą śliwkową. Nie przepadam za nadzieniem z konfitury z róży, jest dla mnie za słodkie. Z tego samego powodu nie przepadam za lukrowanymi pączkami. Uważam że zestawienie słodkiego smażonego ciasta z lepkim lukrem i jeszcze bardziej lepką i słodką konfiturą to już lekka przesada, ale oczywiście rozumiem tych, którzy uznają tylko takie pączki. Zarówno dla zwolenników lżejszych pączków jak i dla tych, którzy lubią pączki ekstremalne mam dobrą wiadomość: z tego przepisu można zrobić i jedne i drugie :-) Zapraszam!
Jutro przepis na pączki numer II, odrobinę nietypowe w przygotowaniu, ale bardzo ciekawe w smaku. No i będą z lukrem :-)



Składniki ciasta:

3 szklanki mąki (1/2 kg)
4 dag świeżych drożdży lub torebka (7g) suchych
1 szklanka mleka
6 żółtek (jak jajka małe to 8)
1/2 kostki masła
1/2 szklanki cukru pudru
2-3 łyżki spirytusu
u mnie dodatkowo 1 łyżka rumu lub ekstraktu waniliowego
skórka otarta z 1 cytryny


tłuszcz do smażenia: olej lub smalec, ja smażę zazwyczaj na oleju.
marmolada do nadziewania
cukier puder lub lukier do polania



Mleko podgrzewamy. Drożdże rozcieramy z kilkoma łyżkami podgrzanego mleka, wsypujemy łyżkę mąki, lekko mieszamy i odstawiamy do wyrośnięcia. W tym czasie do dużej miski przesiewamy mąkę, dodajemy cukier i skórkę.  Żółtka lekko rozbijamy widelcem, rozpuszczamy masło. Gdy drożdże urosną wlewamy je do mąki, dodajemy resztę mleka, spirytus, rum, żółtka i wyrabiamy ciasto. Sekret udanych, puchatych pączków tkwi w dobrze wyrobionym cieście. Nie chodzi tu o to, żeby się nad tym ciastem męczyć tracąc resztki sił, ale żeby je porządnie napowietrzać, a to wbrew pozorom nie wymaga aż tyle wysiłku. Można to robić na przykład oglądając film, albo powierzyć zadanie porządnemu robotowi. Gdy ciasto jest gładkie i ładnie odchodzi od ręki dodajemy rozpuszczony tłuszcz i znowu wyrabiamy, aż tłuszcz ładnie się wchłonie. Porządnie wyrobione ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia  niekoniecznie w bardzo ciepłe miejsce. Wystarczy, że pozostawimy je w kuchni. Ciasto, które rośnie sobie powoli, bez pędzenia go na siłę przez stawianie przy kaloryferze czy w lekko nagrzanym piekarniku ma dużo lepszą strukturę i jest smaczniejsze. Rewelacyjne jest na przykład ciasto, które wyrasta przez kilka godzin w lodówce, ale o tym może innym razem, żeby zanadto nie mieszać.
Jeśli więc nie spieszy nam się bardzo pozwólmy ciastu wyrosnąć na spokojnie, w zwykłej pokojowej temperaturze i dajmy mu na to jakieś 1.5 - 2 godziny. Po tym czasie powinno podwoić swoją objętość. Ładnie wyrośnięte ciasto wykładamy na stolnicę. Będzie się nieco lepiło, więc najlepiej zmoczyć ręce w oleju, a stolnicę wysypać mąką. Przystępujemy do formowania pączków. Są dwie szkoły. Jedna każe odrywać niewielkie bryłki ciasta i toczyć je w dłoniach lub na stolnicy w zgrabne kulki. Druga sugeruje rozwałkowanie ciasta i wykrawanie z niego dużą szklanką kółek. Niewątpliwie wykrawanie pozwala  na większą kontrolę nad wielkością pączków, ale jest nieco bardziej pracochłonne. Ja oczywiście działam metodą pierwszą. Staram się odrywać podobnej wielkości bryłki ciasta i idzie mi to całkiem sprawnie. 
Ukształtowane pączki układamy na wysypanej mąka stolnicy i przykrywamy ściereczką do dalszego wyrośnięcia. 
Interesuje Was zapewne, co stało się z nadzieniem. Jeśli chodzi o nadziewanie również są dwie szkoły. Tradycyjna każe nadziewać pączki marmoladą przed smażeniem. Przyznam, że takie pączki wydają mi się smaczniejsze, choć może nieco trudniejsze do zrobienia. Przyznam również szczerze, że nader często korzystam z drugiej metody, która pozwala nadziewać pączki już po usmażeniu przy pomocy dekoratora i długiej cieniutkiej końcówki, którą przebija się pączek. Taka dziurka jest prawie niewidoczna, a metoda zdecydowanie szybsza. Nie ma obawy, nadzienie się przez nią nie wydostaje z powrotem. Tym sposobem można też nadziewać pączki nadzieniem, które nie bardzo nadaje się do smażenia - ajerkoniakiem, bitą śmietaną, lemon curd, kremem itd.
Jeśli jednak chcecie nadziać pączki tradycyjnie marmoladą przed smażeniem (popieram!) robi się to w ten sposób, że oderwaną/wyciętą porcję ciasta lekko rozpłaszczamy w dłoniach, nakładamy porcję marmolady (im sztywniejsza tym lepiej) i robimy z pączka coś w rodzaju sakiewki zbierając brzegi w palcach i porządnie je sklejając, a następnie formując całość w kulkę. Układamy do wyrośnięcia zawsze złączeniem do spodu. 
Pączki powinny rosnąć przez około 20-30 minut. Porządnie wyrośnięte, napowietrzone pączki będą swobodnie pływały w tłuszczu dzięki czemu uzyskamy na nich jaśniejszą obwódkę.
Na 5-10 minut przed upłynięciem czasu wyrastania rozgrzewamy tłuszcz. O zasadach dotyczących smażenia pisałam już przy okazji faworków teraz powtórzę tylko, że tłuszcz należy rozgrzewać stopniowo, powoli, nie może być zbyt gorący, bo pączku nam się spalą. To, czy tłuszcz nadaje się do smażenia sprawdzam wrzucając malutki kawałek ciasta. Kawałek powinien od razu wypłynąć na górę i ładnie się zezłocić. Jeśli nie wypłynie, albo wypłynie dopiero po jakimś czasie oznacza to, że tłuszcz jest niedostatecznie gorący. Jeśli wypłynie bardzo szybko i od razu zacznie brązowieć tłuszcz należy schłodzić.
Wyrośnięte pączki delikatnie wrzucamy do smażenia otrzepując je uprzednio z nadmiaru mąki. W zwykłych domowych rondlach smaży się zazwyczaj 3-4 pączki na raz. Po pierwsze musimy mieć świadomość, że pączki rosną intensywnie w trakcie smażenia i gdy wrzucimy ich za dużo przestaną się mieścić, poza tym wrzucenie na raz większej ilości pączków do tłuszczu obniża jego temperaturę i może powodować, że pączki będą smażyły się zbyt wolno "pijąc" tłuszcz. .Jeśli chodzi o czas smażenia zależy to w dużej mierze od wielkości pączków i używanego garnka, musi to być jednak kilka minut, pączek musi usmażyć się w środku. Ja zwykle rozrywam jednego pączka z pierwszego smażenia i sprawdzam, czy nie jest w środku surowy. Tym sposobem ustalam, ile czasu powinnam smażyć następne. Można też sprawdzać pączki poprzez nakłucie wykałaczką, jeśli jest sucha, w środku nie powinno być surowego ciasta. Usmażone pączki wykładamy na ręczniczki papierowe aby porządnie obciekły z tłuszczu, zostawiamy do ostygnięcia i nadziewamy (o ile nie zrobiliśmy tego przed smażeniem), a następnie posypujemy cukrem pudrem lub lukrujemy.
I jeszcze słówko o wielkości pączków, bo ta bywa zdradziecka. Gdy przystępujemy do formowania pączków róbmy je naprawdę niewielkie już bowiem na stolnicy urosną. Potem wrzucone do tłuszczu urosną jeszcze bardziej. O ile więc nie chcemy wprodukować pączków wielkości poduszki miejmy to na uwadze. Smacznego!

czwartek, 3 lutego 2011

Ciasto czekoladowe z masą serowo-kajmakową


W weekend zamierzam nareszcie zrobić zapowiadane pączki, a tymczasem, no cóż, popełniłam kolejny sernik...
Nie wiem co ja mam z tymi sernikami, same mi się robią. Tym razem sernik wyszedł mi... z muffinów :-)
Robiłam muffiny na prośbę znajomej. Chciałam, żeby były czekoladowe, ale w ostatniej chwili wpadłam na pomysł, żeby dodać do nich jakąś ciekawą masę. W lodówce był tylko kajmak i reszta sera,  wymieszałam, dodałam i okazało się, że takie połączenie sera, kajmaku i czekoladowego ciasta smakuje wyśmienicie. Pomyślałam więc, że warto byłoby zrobić z tego osobne ciasto i oto jest!  Nie zawaham się powiedzieć, że  to jeden z lepszych serników na tym blogu. Bardzo mocno czekoladowy spód, a na wierzchu słodka, rozpływająca się masa toffi. Polecam.



Składniki ciasta:

1 gorzka czekolada
1 szklanka mąki pszennej
1/2 szklanki cukru
1/2 kostki masła (200g)
1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 jajka

Składniki masy:

50 dag sera sernikowego
3 jajka
kajmak w puszce około 500g

Składniki polewy:

1 tabliczka gorzkiej czekolady
1 łyżka masła


przepis na tortownicę około 24 cm



Przygotowanie ciasta:
W garnku, na słabym ogniu rozpuszczamy czekoladę, masło i cukier często mieszając. Gdy masa się połączy zestawiamy ją do ostygnięcia. Jeśli cukier nie do końca się rozpuścił nie należy się tym przejmować. Do osobnej miski przesiewamy mąkę z proszkiem do pieczenia. Do ostudzonej masy dodajemy pojedynczo całe jajka, miksujemy, a następnie stopniowo dodajemy mąkę z proszkiem i dalej mieszamy bardzo dokładnie. Wylewamy na dno wyłożonej papierem blachy. Masa jest bardzo gęsta, trzeba sobie pomagać łyżką.

Przygotowanie masy:
Miksujemy ser z 2/3 kajmaku, dodajemy pojedynczo jajka, mieszamy jeszcze raz, wylewamy na czekoladowy spód i wstawiamy do piekarnika. Pieczemy przez około 45 minut w temperaturze 170°C. Masa serowa powinna stężeć na całej powierzchni sernika, ale ciasta nie należy trzymać w piekarniku zbyt długo, żeby sera nadmiernie nie wysuszyć.
Po wyjęciu z piekarnika studzimy, a następnie ozdabiamy rozpuszczoną na parze i lekko ostudzoną czekoladą i resztą kajmaku. Ten sernik robi się podobnie jak serniki amerykańskie, ale nie trzymamy go w lodówce. Smacznego!

 
Design by Ciey based on Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes