piątek, 29 kwietnia 2011

Beza cytrynowa


Lekka propozycja po wielkanocnej uczcie, a przy okazji możliwość wykorzystania nadmiaru białek, które pozostały po robieniu mazurków. Beza jest bardzo delikatna, krucha, w środku miękka. Dzięki dodatkowi lemon curd jest mocno orzeźwiająca i niezbyt słodka. Polecam.




Składniki ciasta:


5 białek
200 gram cukru pudru
1 łyżeczka octu winnego
1 łyżka skrobi kukurydzianej lub ziemniaczanej
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego


Składniki masy:


400 ml śmietany 36%
2-3 łyżki cukru pudru
lemon curd według tego przepisu



Ze schłodzonych białek ubijamy pianę, gdy zacznie sztywnieć, nie przerywając ubijania dodajemy cukier puder, ubijamy, aż masa będzie idealnie sztywna. Na końcu dodajemy ocet i skrobię, mieszamy delikatnie. Na dwóch wyłożonych papierem do pieczenia dużych blachach formujemy z ciasta bezowego okrągłe blaty (musimy pamiętać, że beza nieco urośnie). Możemy pomóc sobie narysowaniem okręgów na papierze.
Pieczemy w piekarniku nagrzanym do temperatury 150°C przez około 90 minut. Studzimy w zamkniętym piekarniku. Można bezę zostawić w nim nawet na całą noc.
Gotową, wystudzoną bezę odrywamy delikatnie od papieru. Jeden blat układamy na talerzu/paterze do góry nogami i delikatnie spłaszczamy, a następnie układamy na nim bitą śmietanę, lemon curd i przykrywamy drugim blatem bezowym, tym razem umieszczonym wierzchem do góry.





Przygotowanie masy:
Mocno schłodzoną śmietanę ubijamy wraz z cukrem na najwyższych obrotach miksera na sztywno. Masa powinna dać się odwrócić do góry nogami. Po ubiciu delikatnie mieszamy śmietanę z ekstraktem waniliowym.
Lemon curd przygotowujemy według tego przepisu.

sobota, 23 kwietnia 2011

Wesołych!


Pięknie dziękuję za wszystkie otrzymane życzenia i z całego serca życzę Wam pogodnych, radosnych, pełnych ciepła i spokoju Świąt Wielkiej Nocy



piątek, 22 kwietnia 2011

Mazurek czekoladowy z wiśniami i marcepanem


Pomysł pojawił mi się w głowie nagle i po prostu musiałam go zrealizować. W czasie przedświątecznej krzątaniny jeden mazurek mniej lub więcej to dla mnie drobiazg, więc poszło jak z płatka ;-) 
Mocno czekoladowy smak mazurkowego spodu i polewy plus słodki marcepan i lekko kwaskowate wiśnie. Bardzo polecam i póki, co, jeszcze przez życzeniami świątecznymi życzę wszystkim udanych wypieków.




Składniki ciasta:

1 szklanka mąki pszennej
1 szklanka krupczatki
3 łyżki kakao
5 żółtek
20 dag masła
1/2 szklanki cukru pudru

Składniki masy

2 gorzkie czekolady
1 łyżka masła
szklanka wiśni z zalewy, kompotu lub z frużeliny
200 g marcepana

przepis na tortownicę ok. 23 cm lub kwadratową blaszkę




Mieszamy razem mąki, cukier i kakao, całość siekamy z zimnym tłuszczem, dodajemy żółtka i szybko zagniatamy ciasto. Wyklejamy ciastem blaszkę robiąc dokoła rancik wysokości około 1.5 cm. Wkładamy foremkę z ciastem do lodówki na minimum godzinę. 
Po upływie tego czasu ciasto pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180°C przez około 30 minut. Odstawiamy do ostygnięcia.
Rozwałkowujemy marcepan na taki rozmiar, aby przykrył równo blat mazurka. Na marcepanie kładziemy warstwę wiśni. Czekolady i masło umieszczamy w metalowej misce, którą stawiamy na naczyniu z lekko gotującą się wodą w taki sposób, aby dno nie dotykało do powierzchni wody. Mieszając czekamy, aż czekolada się rozpuści. Odstawiamy do przestudzenia, lekko ciepłą wylewamy  na mazurek w taki sposób, by przykryć wiśnie. Ozdabiamy wedle życzenia. 
Najlepszy na następny dzień, kiedy spód lekko zwilgotnieje. Smacznego!

Uwagi:

- jeśli używacie wiśni z zalewy należy je przed wyłożeniem na ciasto odsączyć;
- marcepan najłatwiej rozwałkować sypiąc pod masę i na na wałek cukier puder;
- czekolada do polewy nie powinna być gorąca, ale też nie należy jej nadmiernie studzić, bo zgęstnieje i trudno ją będzie rozprowadzić. 


czwartek, 21 kwietnia 2011

Trufle marcepanowe


Propozycja dla tych, którzy nie czują się zbyt pewnie w towarzystwie piekarnika, za to doskonale w towarzystwie słodkości z marcepanem. Trufle robi się niezwykle szybko. Stanowią ciekawą i dosyć wyrafinowaną alternatywę dla wielkanocnych wypieków. Mogą być też ich świetnym uzupełnieniem. Polecam.
O marcepanie pisałam już tutaj. Ten do trufli robimy podobnie, tyle że jest nieco bardziej alkoholowy.
Przy okazji przypominam - jeśli zdecydujecie się skorzystać z gotowego marcepana, przed kupieniem przeczytajcie ulotkę. Prawdziwy powinien składać się z migdałów i cukru mniej więcej w równych proporcjach (idealnie, jeśli migdałów jest więcej). Jeśli migdały stanowią w nim tylko mało istotny składnik darujcie sobie zakup.



Składniki:


200 g obranych migdałów
180 g cukru pudru
3-4 łyżki amaretto 
na polewę:
1 tabliczka gorzkiej czekolady
1 łyżeczka masła


Migdały mielimy bardzo drobno. Mieszamy z cukrem pudrem, dolewamy alkohol i ugniatamy całość do uzyskania masy o konsystencji gęstej plasteliny. Jeśli masa nie będzie chciała się zagnieść możemy dodać jeszcze parę kropli wody, ważne jednak, żeby marcepan nie wyszedł zbyt rzadki.
Z powstałego marcepana toczymy w dłoniach kuleczki, układamy na talerzyku tak, żeby nie stykały się ze sobą, a następnie wkładamy do lodówki na minimum godzinę-dwie, żeby porządnie stwardniały. W przeciwnym wypadku trudno je będzie pokryć czekoladą.
Gdy marcepanowe kulki są już odpowiednio schłodzone przystępujemy do zrobienia polewy.
Połamaną czekoladę wraz z masłem rozpuszczamy w metalowym naczyniu umieszczonym na garnku z lekko gotującą się wodą. Gdy masa stanie się płynna i gładka zdejmujemy ją z garnka i lekko studzimy.
Są dwie metody naniesienia czekolady na trufle. Możemy je zanurzać w czekoladzie nabite delikatnie na widelec albo malować pędzelkiem zanurzonym w czekoladzie. Ja malowałam, bo zależało mi, żeby na truflach pozostał ślad pędzla. Gotowe wkładamy do lodówki. Czekolada zastyga bardzo szybko, tak więc można je niemal od razu zjadać. Smacznego!

Uwagi:

- być może kogoś zainteresuje, ile z takich proporcji wychodzi trufli. Odpowiedź jest bardzo prosta. Nie wiem. Część trufli od razu rozdałam, część została zjedzona w szybkim tempie, tak więc zanim przyszło mi do głowy, żeby wykonać odpowiednie kalkulacje nie było już czego liczyć. W każdym razie trufelki nie powinny zająć Wam więcej miejsca niż jest na średniej wielkości talerzu.


poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Babka cytrynowo-migdałowa


To już koniec mojego SPPB, czyli subiektywnego przedświątecznego przeglądu babek. Kończę silnym akcentem, moją ulubioną babką, co do której byłam pewna, że jest już na blogu, bo dosyć często ją piekę :-) Zanim jednak napiszę o niej kilka słów opowiem krótko o babkach, które nie przeszły przez moje kwalifikacje. Rozczarowała mnie bardzo babka z ajerkoniakiem. Wyobrażałam sobie wilgotne ciasto o mocnym aromacie (do ciasta wlewa się go całą szklankę), a tymczasem smaku ajerkoniaku trzeba było się domyślać i samo ciasto nie było specjalnie ciekawe w smaku, ot zwykła babka piaskowa. A jak już o typowych piaskowych babkach mowa... sprawdziłam jeszcze kilka typowych na nie przepisów i poza świetną i wilgotną babką żółtkową, która również należy do moich ulubionych, żadna inna mi nie smakuje. Wszystkie wydają mi się zbyt suche i jakieś takie bez smaku. Mogę je jeść tylko w towarzystwie szklanki mleka. 
Jak już jednak wspomniałam to mój przegląd subiektywny.
Wracając zaś do dzisiejszego przepisu, to jak już wspomniałam to jedna z moich ulubionych babek. Przepis wieki temu dostałam od koleżanki, nie mam pojęcia, jakie jest jego źródło, bo ona z kolei dostała go od innej koleżanki. Babka jest mocno cytrynowa, mocno migdałowa, słodka i ciężka. Czysta rozpusta ;-) Ale jaka  pyszna! Bardzo polecam.
Dopisane później: właśnie odkryłam, że to mój dwusetny wpis. Jak miło, że uczciłam go jednym z ulubionych ciast :-)



Składniki ciasta:


3 cytryny
250 g miękkiego masła (dawna kostka masła)
250 g cukru
3 jajka
4 żółtka
100 g mąki pszennej
100 g mąki ziemniaczanej
100g mąki migdałowej


Lukier:


1 szklanka cukru pudru
2-3 łyżki soku z cytryny
odrobina startej skórki z cytryny


przepis na średniej wielkości formę babkową lub keksówkę






Cytryny porządnie szorujemy, ścieramy z nich skórkę na możliwie najdrobniejszej tarce i wyciskamy sok.  3 łyżki soku odlewamy do polewy. Mąki mieszamy razem. Masło ucieramy z cukrem, wbijamy pojedynczo jajka, a następnie żółtka, ubijamy całość jeszcze przez 3-4 minuty, dodajemy stopniowo mąki, skórkę z cytryny i sok. Wylewamy do wysmarowanej masłem formy i pieczemy przez około 40-50 minut w temperaturze 180°C. Sprawdzamy patyczkiem. Wyjmujemy z piekarnika, a po kolejnych 10-15 minutach wyjmujemy z formy.
Gdy ciasto stygnie przygotowujemy lukier ucierając wszystkie jego składniki na idealnie gładką, spływającą gęstym, nieprzerwanym strumieniem masę. Lukrujemy babkę gdy jest jeszcze ciepła, możemy ją nawet lekko nakłuć wykałaczką, aby dostało się do niej nieco lukru.

Babka świetnie się przechowuje, długo pozostaje świeża.




Uwagi:


- babka, jak już mówiłam jest bardzo ciężka, wręcz na granicy zakalca. Jeśli się go boicie możecie dodać 1 płaską łyżeczkę proszku do pieczenia;
- aby skórkę z cytryny łatwiej można było zdjąć z tarki warto tarkę przed rozpoczęciem ścierania posmarować lekko masłem. Wiedzieliście? Ja dowiedziałam się dziś :-)

niedziela, 17 kwietnia 2011

Babka z białą czekoladą i śliwkami


To już prawie koniec mojego SPPB, czyli subiektywnego przedświątecznego przeglądu babek. 
Kolejne wilgotne i aromatyczne ciasto. Tym razem dla wielbicieli śliwek i białej czekolady. Możecie też zrobić je z ciemną czekoladą, ale gorąco zachęcam do białej, nadaje ciastu bardzo ciekawy smak.
Ja użyłam śliwek z zalewy, ale pysznie będzie także ze śliwkami mrożonymi, tylko wtedy trzeba odrobinę zwiększyć ilość cukru.





Składniki ciasta:

1 kostka masła
3/4 szklanki cukru
2 tabliczki białej czekolady
2 szklanki mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżka ekstraktu waniliowego
4 jajka
10-12 śliwek węgierek z zalewy lub mrożonych (oczywiście w sezonie najlepsze są świeże)


przepis na dużą formę babkową






Rozpuszczamy masło wraz z pokruszonymi czekoladami i cukrem. Nie zagotowujemy. Zdejmujemy z ognia gdy masa stanie się gładka. Studzimy. Mąkę przesiewamy z proszkiem do pieczenia. Jeśli śliwki są z zalewy lub kompotu, odsączamy je na sitku. 
Gdy masa ostygnie dodajemy do niej pojedynczo całe jajka, a następnie, nie przerywając mieszania, partiami   mąkę z proszkiem do pieczenia. Na końcu dodajemy ekstrakt. Wylewamy ciasto do wysmarowanej masłem formy na babkę. Na wierzchu układamy śliwki. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 180°C na około 40-50 minut. Po upieczeniu wyjmujemy z piekarnika, studzimy przez około 10 minut, a następnie wyjmujemy z formy. Moja babka ze zdjęcia stoi do góry nogami, a to dlatego, że śliwki tym razem nie zdecydowały się w niej utonąć i uznałam, że tak wygląda efektowniej. Zazwyczaj jednak śliwki w babce się zanurzają i widzimy je głównie na przekroju. Gotową możemy posypać cukrem pudrem. Ja tego nie zrobiłam, bo miałam bardzo słodkie śliwki.
Pyszne. Polecam.

Uwagi:

- jeśli używamy śliwek z mrożonki nie rozmrażamy ich przed wrzuceniem do ciasta;
- masa z czekoladami białymi może się lekko owarzyć w czasie podgrzewania, nie należy się tym przejmować.

piątek, 15 kwietnia 2011

Sernik karmelowo-orzechowy


Albo kajmakowo-orzechowy, jak kto woli. Co prawda karmel i kajmak to niezupełnie to samo, ale w serniku nie gra to większej roli, bo prędzej czy później skarmelizowany cukier i tak łączy się z produktem mlecznym. 
Sernik jest bardzo kremowy, dosyć ciężki i wyrafinowany w smaku. Bardzo polecam.



Składniki spodu:


150 g ciastek orzechowych, u mnie jak zwykle kruche ciastka domowej roboty, nie miałam orzechowych, więc wymieszałam je z drobniutko posiekanymi orzechami laskowymi
50 g roztopionego masła


Składniki masy serowej:


80 dag tłustego sera do serników
4 jajka
masa kajmakowa w puszce 600-700g
2 łyżki rumu lub brandy
do ozdoby
100 g orzechów laskowych
karmel


przepis na tortownicę ok. 22 cm



Ciastka rozgniatamy na piasek, łączymy z roztopionym masłem i wykładamy tak powstałą masą dno wyłożonej papierem tortownicy.
Mieszamy ser z masą kajmakową na gładko, nie przerywając mieszania dodajemy pojedynczo jajka i rum/brandy. Wylewamy masę do tortownicy, wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 160°C i pieczemy przez około 40-50 minut. Sernik jest gotowy, jeśli jego brzegi są ścięte, a środek pozostaje lekko płynny.  Wyjmujemy z piekarnika, okrawamy dokoła ostrym nożem, aby sernik stygnąc nie popękał. Nie zdejmujemy obręczy! Gdy jest wystudzony wstawiamy do lodówki na minimum 4-5 godzin, a najlepiej na całą noc. Gotowy wyjmujemy z tortownicy i dekorujemy posiekanymi orzechami i kawałkami karmelu.

O tym jak zrobić karmel możecie dowiedzieć się na przykład tutaj. Aby uzyskać kawałki karmelu do ozdoby należy gotowy karmel wylać cienką warstwą na pergamin, poczekać aż stwardnieje i połamać na kawałki wedle potrzeb. Ja najbardziej lubię te kawałki, w których zastygły drobne pęcherzyki powietrza. Pięknie wyglądają, szczególnie gdy prześwieca przez nie światło.

Uwagi:

- do dekoracji wykorzystałam także orzechy włoskie, można ich w ogóle użyć zamiennie do laskowych;
- w czasie prac z karmelem musicie bardzo, bardzo uważać, niezwykle łatwo się nim poparzyć;
- jeśli korzystacie z gotowej masy kajmakowej zwracajcie uwagę na to, co napisano na etykiecie i kupcie taką, w której składzie jest tylko mleko i cukier. Po co kupować jakieś dodatkowe substancje ulepszająco-konserwujące.

czwartek, 14 kwietnia 2011

Babka fiołkowo-cytrynowa


Przyjemna nazwa, prawda? A jakie przyjemne ciasto... :-) 
Fiołkami zaraziła mnie jakiś czas temu Komarka. Zobaczyłam, co z nimi wyczynia na swoim blogu, zupełnie zwariowałam i koniecznie chciałam tak samo. W ubiegłym roku przeszkodą w spełnieniu marzenia był całkowity brak fiołków w moim zasięgu. Późnym latem wypatrzyłam jednak w mocno zarośniętym kącie jednego z sąsiednich ogródków maleńkie fiołkowe poletko. Zebrałam się w sobie i mając przed oczami fiołkowe cuda Komarki  poszłam spytać, czy nie użyczyliby mi sadzonki. Sąsiadka okazała się być przemiłą osobą, wyrwałam sobie kilka sadzonek, pięknie się przyjęły,  rozrosły jeszcze jesienią i tym sposobem mam już swoje malutkie, przepięknie teraz kwitnące poletko fiołkowe.
Zrobiłam z nich już cukier fiołkowy oraz jestem w trakcie robienia konfitur. Z tymi ostatnimi miałam przygodę, bowiem pierwszą partię udało mi się elegancko spalić. Mam nadzieję, że z drugą pójdzie lepiej. Musiałam też oczywiście upiec ciasto z fiołkową nutą.
Przepis jest wyjątkowo prosty, pochodzi z mojego ulubionego "101 cakes and bakes" wydawnictwa BBC Good Food, nieco go tylko przystosowałam do polskich miar i warunków. Ciasto jest bardzo aromatyczne, wilgotne i ciężkie. W oryginale należało ozdobić je kandyzowanymi fiołkami. Uznałam, że byłoby zbyt mało fiołkowe, stąd u mnie mała zmiana - lukier jest na bazie cukru fiołkowego.






Składniki ciasta:


1/2 kostki miękkiego masła
1 szklanka mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 szklanka cukru trzcinowego
2 duże jajka
6 łyżek mleka
drobno starta skórka z jednej cytryny (u mnie 1 i 1/2 cytryny)


Składniki lukru:


3 łyżki soku z cytryny
100 g przesianego fiołkowego cukru pudru*
dodatkowo:
kilka świeżych fiołków do ozdoby


przepis na keksówkę lub średniej wielkości formę babkową






Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180°C. Przygotowujemy formę do ciasta smarując ją masłem lub wykładając papierem. Wszystkie składniki ciasta wrzucamy do dużej miski i ucieramy mikserem przez około 3 minuty, aż masa będzie idealnie jednolita. Wykładamy ją do blaszki, wkładamy do piekarnika i pieczemy przez około 40 minut. Dobrze jest sprawdzić stopień upieczenia patyczkiem, ciasto jest dosyć ciężkie, niedopieczone będzie miało zakalec. 
W czasie gdy ciasto się piecze robimy polewę ucierając cukier z cytryną na idealnie gładką masę, która jednolitym, gęstym strumieniem spływać będzie z łyżki. 
Ciasto smarujemy lukrem gdy jest jeszcze lekko ciepłe. Ozdabiamy fiołkami.
Smacznego :-)

* na fiołkowy cukier umieszczę pewnie osobny przepis, ale teraz tak na szybko wytłumaczę, że aby go uzyskać należy zakopać w umieszczonym w słoiczku cukrze pudrze kilka umytych i wysuszonych fiołków, a następnie słoiczek zakręcić i zapomnieć o nim na kilka dni. Gdy go odkręcimy oniemiejemy z zachwytu nad jego zapachem :-)

wtorek, 12 kwietnia 2011

Sernik podwójnie czekoladowy, rumowo-rodzynkowy


Ponoć dziś dzień czekolady. Doskonale się składa, bo w weekend zrobiłam sernik ekstremalnie czekoladowy i właśnie miałam zamiar usiąść wreszcie do komputera, żeby o tym napisać.
Sernik jest nieco nietypowy, niski, z wyglądu bardziej przypomina krajankę, ale to  bardzo dobrze, bo przez jego intensywną czekoladowość nie da się go zjeść dużo. To znaczy przepraszam, ja nie mogę zjeść dużo, ale znam takich, którzy nie mają z tym problemów ;-)
Przepis pochodzi z "Cheesecakes baked and chilled", wydawnictwa Australian Women's Weekly.






Składniki ciasta:


1/3 szklanki ciemnego rumu
1 szklanka rodzynek (jak duże trzeba je lekko posiekać)
150 g masła
100 g ciemnej czekolady posiekanej
1 szklanka cukru (dałam mniej)
2/3 szklanki gorącej wody
1 niepełna szklanka mąki pszennej (u mnie pełnoziarnista)
2 łyżeczki kakao
2 żółtka


Składniki masy serowej:


500 g tłustego sera sernikowego
1/2 szklanki cukru pudru
3 jajka
250 g gorzkiej czekolady 






Rodzynki namaczamy w rumie przez minimum 3 godziny, a najlepiej przez całą noc. 
Mąkę przesiewamy z kakao.
Masło, czekoladę, cukier i wodę podgrzewamy (nie gotując) do momentu, aż wszystkie składniki się rozpuszczą, a masa będzie gładka. Studzimy, a następnie mieszamy z przesianą z kakao mąką i żółtkami.
Wylewamy ciasto do wysmarowanej masłem foremki i zapiekamy przez około 15-20 minut w temperaturze 160°C. 
W czasie gdy ciasto się piecze robimy masę sernikową:
czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej, to jest w misce postawionej na garnku z lekko gotującą się wodą. Ser mieszamy z cukrem pudrem, dodajemy całe jajka, mieszamy dalej, a następnie wlewamy przestudzoną czekoladę i rodzynki. 
Wylewamy masę serową na podpieczony spód i pieczemy całość jeszcze przez około 45 minut. Studzimy w lekko otwartym piekarniku. Podajemy po schłodzeniu.


niedziela, 10 kwietnia 2011

Babka bananowo-makowa


Pora wrócić do SPPB, czyli subiektywnego przedświątecznego przeglądu babek. Mówi się, że na wiosnę mnożą się króliki, tymczasem mnie na wiosnę mnożą się przepisy na babki i już zaczynam mieć obawy, czy zdążę Wam wszystkie zaprezentować przed Wielkanocą, muszę więc nieco przyspieszyć.
Tym razem kolej na babkę bananowo-makową. Jest to jedna z propozycji otrzymanych od czytelników. Za jej nadesłanie serdecznie dziękuję Holdze. Autorką przepisu jest Flo Braker, ale ja, nie mając dostępu do jej książki, wzoruję się  na tym samym blogu, z którego korzystała Holga. Zmieniłam tylko nieco proporcje przystosowując babkę do polskich miar.
Babka jest przepyszna. Szczególnie polecam ją wielbicielom chlebków bananowych. Jest niezwykle aromatyczna i cudownie miękka. Dodatkowego uroku dodaje jej polewa cytrynowa. Bardzo polecam.



Składniki ciasta:

250 gram mąki (1 i 1/2 szklanki)
1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
2/3 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 łyżki cynamonu (dałam całą)
1/4 łyżeczki soli (ominęłam)
3 łyżki maku
1 duży lub dwa małe bardzo dojrzałe banany
1/2 szklanki maślanki
100 g miękkiego masła (1/2 kostki)
150 g cukru ( u mnie trzcinowy)
2 duże jajka, lekko roztrzepane


Składniki lukru:

100 g cukru pudru (1/2 szklanki)
1 i 1/2 łyżki soku z cytryny
skórka otarta z jednej cytryny




Przygotowanie ciasta:
Przesiewamy mąkę z proszkiem do pieczenia, sodą, solą i cynamonem, a następnie mieszamy z makiem.
W osobnym naczyniu rozgniatamy bardzo dokładnie banany i mieszamy z maślanką.
Ucieramy masło z cukrem na puszystą masę, dodajemy stopniowo roztrzepane jajka (mniej więcej po 2 łyżki) i dalej ucieramy, aż masa będzie idealnie gładka. Następnie, przestawiając mikser na wolne obroty, dodajemy masę bananowo-maślankową, mieszamy, na końcu dodajemy mąkę, mniej więcej w trzech turach, za każdym razem porządnie mieszając. Gotową masę przekładamy do wysmarowanej masłem i wysypanej mąką foremki. Pieczemy przez około 40-50 minut w temperaturze 180°CNajlepiej sprawdzić patyczkiem, jeśli jest suchy, babka jest gotowa. 

Przygotowanie lukru:
Wszystkie składniki ucieramy na gładką masę. Polewamy ostudzoną babkę i czekamy, aż lukier zastygnie.


Domowy marcepan


Nie zamierzałam dziś umieszczać tego przepisu, ale przypadkiem zrobiłam mały przegląd przedświątecznej marcepanowej oferty sklepowej, nieco mną zatrzęsło i postanowiłam popełnić kolejny wpis z serii "Czy wiesz co kupujesz" ;-) 
Dlaczego mną zatrzęsło? Otóż poczytałam sobie listy składników na opakowaniach marcepanów i dowiedziałam się, że najważniejszej roli nie odgrywają wcale migdały i cukier. Cukru producenci co prawda nie żałują, czasami stanowi on ponad 75% całego produktu, za to migdały wydają się być składnikiem ubocznym i mało istotnym. Zamiast nich występują różne tajemnicze substancje, o trudnych do zapamiętania nazwach, które mają za zadanie dbać o właściwą wilgotność produktu, konserwację lub też ...ułatwiają jego wałkowanie. Na liście można znaleźć też szereg sztucznych aromatów, a także zupełnie swojsko brzmiące ziemniaki i mąkę. To wszystko oczywiście za cenę imponującą, która zdaje się sugerować, że kupujemy towar doskonały. 
Znalazłam tylko jeden produkt, który co prawda również zawierał szereg dziwnych składników, ale miał w swym składzie aż 54% migdałów. To naprawdę porządny wynik. 
Jeśli więc zamierzacie kupić gotową masę marcepanową to proszę, czytajcie etykiety i kupujcie to, co rzeczywiście warto, omijając szerokim łukiem "naturalny marcepan z zawartością 25% migdałów" (autentyk!) i inne tego typu cuda.



Zrobienie marcepana w domu jest naprawdę proste, ale zanim o tym napiszę pozwolę sobie jeszcze na kilka słów wprowadzenia.
Nie bardzo wiadomo skąd wzięła się nazwa marcepan i kto i kiedy zrobił go po raz pierwszy, ale ślady prowadzą na Bliski Wschód. Wskazuje na to zarówno skład marcepana, (migdały, cukier i woda różana) przez wiele wieków niedostępne w Europie, jak i bardzo stare o nim zapiski. Możemy się też jednak spotkać z legendami, jakoby marcepan wynaleziony został na terenie Niemiec w czasie klęski głodu w początkach XV wieku. Nie mają one jednak żadnego potwierdzenia historycznego.
Przez wiele wieków zarówno migdały jak i cukier były produktem rzadkim i drogim, dostępnym tylko najbogatszym. Marcepan obciągnięty warstwą prawdziwego złota bywał podarunkiem dla najważniejszych dostojników i głów państw. Ciekawa jest też informacja, że początkowo wyrobem marcepana zajmowali się aptekarze i trwało to ponoć aż do XVIII wieku. Później stopniowo pałeczkę przejmowali cukiernicy, głównie francuscy. Cały czas jednak marcepan był produktem ekskluzywnym. Bardziej dostępny stał się dopiero z początkiem XIX wieku, wraz z pojawieniem się taniego cukru z buraków cukrowych. Od tamtego czasu marcepan jest coraz bardziej popularny, chociaż nawet w dzisiejszych czasach nie należy do najtańszych łakoci. Zabawne, że tym razem bardziej z powodu ceny migdałów niż cukru.

Jak już wspomniałam zdarzają się różne podróbki marcepanów. Aby zmniejszyć koszty dodaje się do niego  ziemniaki, fasolę, różne sztuczne dodatki i aromaty. Głównymi składnikami prawdziwego marcepana powinny być jednak drobno zmielone migdały i cukier mniej więcej w równych proporcjach. Im więcej cukru i aromatu migdałowego tym bardziej marcepan będzie smakował sztucznie.
W książce Lucyny Ćwierciakiewiczowej,  autorka nakazuje zetrzeć na drobnej tarce najpierw obrane migdały a potem cukier (kiedyś sprzedawano go w bryłach), a następnie ucierać wszystko z wodą różaną i kilkoma kroplami wody pomarańczowej. Zabierało to mnóstwo czasu. 

Jak zrobić masę marcepanową:

Dziś zrobienie marcepana to naprawdę chwila. 
Szczególnie jeśli dysponujemy obranymi już migdałami. Wystarczy je drobno zmielić, połączyć z drobno mielonym cukrem mniej więcej w równych proporcjach (ja zmniejszam zazwyczaj udział cukru do 40%), a następnie dodać odrobinę wody różanej, tak, aby masa zaczęła się lekko kleić. Następnie całość należy bardzo porządnie ugnieść. Możemy to zrobić zarówno ręcznie jak i maszynowo. Ja lubię robić to ręcznie, masa ugniata się łatwo i szybko.
Zamiast wody różanej możecie użyć odrobiny wody z dodatkiem ekstraktu z migdałów, zdarza mi się też używać kilka łyżek dobrego amaretto. Gotowa masa powinna mieć konsystencję gęstej plasteliny. Aby lekko stwardniała należy włożyć ją do lodówki.

Niezwykła plastyczność masy marcepanowej pozwala na stworzenie z niej różnych fantastycznych kształtów. Na zachętę najprostszy przepis na róże marcepanowe.

Jak zrobić róże marcepanowe:

Do wykonania 6 róż i kilku listków potrzebujemy: bryłkę marcepana wielkości mniej więcej mandarynki,
kilka łyżek cukru pudru, idealnie gładką powierzchnię, na której możemy wałkować (blat kuchenny, szklana deska do krojenia, talerz) przyda nam się także pędzelek i możliwie jak najbardziej zręczne palce.

Powierzchnię, na której zamierzamy wałkować posypujemy cukrem pudrem, posypujemy cukrem również wałek i rozwałkowujemy marcepan na grubość około 1 mm pilnując, aby nie przykleił się do wałka i do podłoża i podsypując cukrem, jeśli okaże się to konieczne.
Z rozwałkowanego kawałka wycinamy 15 kółek o średnicy około 4 cm każe, a następnie strzepujemy z nich pędzelkiem cukier puder i układamy je po 5 sztuk, tak jak pokazuje to zdjęcie.



Przyciskamy lekko palcem, aby kółka przykleiły się do siebie i przechodzimy do następnego etapu, to jest zwijania kółek w rulonik.



Zwinięty rulonik bierzemy w dwa palce


 i ściskamy środek w taki sposób, żeby górna i dolna część rulonika lekko się rozchyliła.


Następnie przerywamy rulonik i otrzymujemy dwie różyczki. Możemy je jeszcze lekko wymodelować rozszerzając i spłaszczając palcami końcówki płatków. Podobnie postępujemy z następnymi różyczkami. Z resztek rozwałkowanego marcepana wycinamy nożem listki. Najlepiej robić to tępym nożem, listki będą miały naturalistycznie postrzępione brzegi. Rysunek żyłek na liściach robimy delikatnie końcówką ostrego noża.



Gotowe różyczki wraz z listkami umieszczamy na cieście. Ja w międzyczasie układałam je na wymieszanych już z cukrem mielonych migdałach, z których planowałam zrobić kolejną porcję marcepana.
Nie znaczy to, że źle sobie wyliczyłam ilości. Po prostu marcepan ma to do siebie, że w trakcie obróbki znika w tajemniczy sposób i nagle okazuje się, że trzeba go dorobić. Szybkość znikania jest wprost proporcjonalna do ilości osób kręcących się po kuchni;-)

Życzę smacznego i udanej zabawy z własną masa marcepanową.
Jeśli jednak postanowicie masę marcepanową kupić proszę, czytajcie listę składników.

Uwagi:

- informacje na temat historii marcepana pochodzą stąd,
- na górnym zdjęciu widnieje mój sernik marcepanowy, tu akurat w wersji bez maku.


piątek, 8 kwietnia 2011

Mazurek cytrynowo-migdałowy


Robię małą przerwę w przeglądzie babek, aby zaprezentować mazurek w moich ulubionych smakach, a przy okazji w cudownie wielkanocnym, żółtym kolorze. Wierni czytelnicy bloga wiedzą, że mam wielką słabość zarówno do migdałów jak i do cytryn, więc nie mogę ich nie wykorzystać przy takiej okazji. 
Masa migdałowo-cytrynowa jest ciężka, pełna smaku, ale i tak ten mazurek należy do dosyć lekkich. Cytryna ładnie równoważy smak słodyczy, poza tym nie ma w nim bakalii.
Inspiracją do jego stworzenia był mój ukochany przepis na cudownie maślaną babkę migdałowo-cytrynową. Ją też postaram się Wam jeszcze przed świętami zaprezentować. No tak, miało być o mazurku, a ja i tak o babkach piszę ;-)



Składniki ciasta:

1 szklanka mąki pszennej
1 szklanka mąki migdałowej
4 żółtka
20 dag masła
1/2 szklanki cukru pudru

Składniki masy:

1/2 kostki masła
1 szklanka drobnego cukru
1 szklanka dosyć drobno zmielonych (ale nie na mąkę) obranych ze skórki migdałów
skórka otarta z 4 cytryn
sok z 4 cytryn
3 jajka

przepis na blaszkę 20x35cm, lub większą, wszystko zależy od tego, jakiej grubości mazurek planujemy



Przygotowanie ciasta:
Mąkę pszenną i mąkę migdałową mieszamy z cukrem, a następnie siekamy całość z mocno schłodzonym masłem, możliwie jak najdrobniej. Dodajemy żółtka i zagniatamy szybko ciasto. Jeśli nie będzie chciało się zagnieść dodajemy 1 łyżkę śmietany lub zimnej wody. Ciastem wylepiamy blaszkę tworząc wokół rancik o wysokości mniej więcej 1 cm i wstawiamy do lodówki na minimum pół godziny. Niewielką część ciasta możemy odłożyć, jeśli planujemy jakieś ozdoby na wierzchu mazurka, ale również trzeba je schować do lodówki.
Po schłodzeniu spód mazurka wstawiamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 180°C i pieczemy przez około 20 minut. Spód ma być lekko zezłocony, a nie całkowicie upieczony.

Przygotowanie masy:
Masło ucieramy na puch wraz z cukrem. Dodajemy pojedynczo jajka, a następnie skórkę z cytryny, mielone migdały i sok z cytryny. Na tym etapie warto spróbować, czy masa jest wystarczająco słodka/kwaśna i ewentualnie ograniczyć ilość soku lub dodać nieco cukru. Ja lubię, żeby masa była porządnie kwaśna, ktoś może woleć delikatniejszy smak.

Gotową masę migdałowo-cytrynową wylewamy na spód mazurka. Jeśli odłożyliśmy ciasto do ozdoby mazurka to moment, kiedy należy je rozwałkować, wyciąć ozdoby i umieścić je delikatnie na cieście. U mnie rolę ozdób pełnią niewielkie, wycinane nożem listki. 
Pieczemy całość jeszcze przez około 30-40 minut aż masa stężeje. Wyciągamy, studzimy. Jeśli planujecie dużo ozdób z ciasta warto posmarować je przed wstawieniem do pieca białkiem, będą się ładnie błyszczeć. Ciasto można także ozdobić już po upieczeniu płatkami migdałowymi albo plasterkami kandyzowanej cytryny. Smacznego :-)

środa, 6 kwietnia 2011

Babka ponczowa


Dalszy ciąg SPPB, czyli mojego subiektywnego przedświątecznego przeglądu babek ;-). Dziś babka drożdżowa, bez której prawdziwa Wielkanoc nie może się obejść. Bardzo lubię ciasto drożdżowe, nie muszę go już dodatkowo nawilżać, ale chciałam spróbować, jak będzie smakowało w wersji mocno wilgotnej. Muszę powiedzieć, że smakuje świetnie.
Przepis na poncz wzięłam od Magdy Gessler z książki "Kocham gotować", uważam, że jest świetny.
Przypominam też, że czekam na maile z przepisami na prawdziwie wilgotne ciasta babkowe. Już wkrótce babka bananowa, którą zamierzam upiec z otrzymanego tą właśnie drogą przepisu.






Składniki ciasta:

3 szklanki mąki pszennej (1/2 kg)
1/2 szklanki cukru
5 dag drożdży
4 żółtka
1 szklanka mleka (250 ml)
1/2 laski wanilii
1/3 kostki masła (mowa o kostce 20 dag)
10 dag rodzynek

Składniki ponczu:

2 łyżki rumu
60 ml wina deserowego
150 g cukru (dałam o połowę mniej) 


Składniki lukru:

2/3 szklanki cukru pudru
2 łyżki gorącej wody
2 łyżki soku z cytryny
opcjonalnie - skórka pomarańczowa


przepis na dwie małe babki lub jedną wielką




Przygotowanie ciasta:
Drożdże rozcieramy z 2-3 łyżkami lekko ciepłego mleka, dodajemy łyżkę mąki i odstawiamy do wyrośnięcia. Mąkę przesiewamy i odstawiamy w ciepłe miejsce. Mleko podgrzewamy z przeciętą wzdłuż laską wanilii. Rodzynki namaczamy w gorącej wodzie. Żółtka ucieramy z cukrem. Masło roztapiamy. 
Do mąki dodajemy wyrośnięte drożdże, żółtka i mleko (z laski wanilii wyskrobujemy ziarenka i zostawiamy w mleku, laskę wyrzucamy). Wyrabiamy ciasto. Gdy zacznie odchodzić od ręki dodajemy dobrze odsączone i oprószone mąką rodzynki, tłuszcz i jeszcze raz wyrabiamy. Gotowe ciasto powinno być sprężyste, błyszczące, dosyć rzadkie, ale powinno odchodzić od ręki. Przykrywamy serwetką i odstawiamy do wyrośnięcia na około 1-1.5 godziny. Ciasto powinno podwoić swoją objętość. Gdy tak się stanie lekko i krótko zagniatamy je z powrotem i wykładamy do wysmarowanej masłem blachy do 1/3 jej wysokości. Ponownie odstawiamy do wyrośnięcia, tym razem na około pół godziny. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do temperatury 180°C przez około 40-50 minut. Sprawdzamy patyczkiem. Po upieczeniu studzimy w formie, lekko ciepłe przekładamy na półmisek. 

Przygotowanie ponczu:
Szklankę wody zagotowujemy z cukrem, dodajemy rum oraz wino i dobrze schładzamy. Gotowym ponczem smarujemy babkę w taki sposób, aby równomiernie w nią wsiąkł. Polewamy lukrem.

Przygotowanie lukru:
Ucieramy cukier puder z gorącą wodą i sokiem z cytryny do momentu, aż masa będzie idealnie gładka i będzie spływała z łyżki jednolitym, gęstym strumieniem.

niedziela, 3 kwietnia 2011

Babka kawowa z białą czekoladą



Zapowiadana już wcześniej bardzo wilgotna i aromatyczna babka kawowa z mąki razowej. Babka powstała, ponieważ nie mogłam trafić na ciasto kawowe, którego smak w pełni by mnie satysfakcjonował. Wszystkie wydawały mi się za mało kawowe, zbyt suche, zbyt słodkie, zawsze coś było nie tak. W końcu przypomniałam sobie, że kawa świetnie pasuje do białej czekolady i postanowiłam te dwa smaki połączyć. Z uzyskanego efektu jestem niesłychanie dumna.  Mam nadzieję, że Wam też się spodoba. Babka smakuje doskonale zarówno pierwszego dnia, jak i przez kolejne. 

Składniki:

200 g mąki pszennej razowej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
100 g ciemnego cukru muscovado
2 łyżki kawy rozpuszczalnej
4 jajka
2 łyżki golden syrup 
3/4 kostki masła (150 g)
1 tabliczka białej czekolady (100g)

Składniki polewy:

100 ml śmietany kremówki
1/2 tabliczki białej czekolady (50g)
1- 2 łyżki likieru kawowego ( u mnie Kahlua)

przepis na większą keksówkę lub dużą formę na babę



Przygotowanie ciasta:
Zapowiadana już wcześniej super wilgotna i aromatyczna babka kawowa z mąki razowej.
Jest bardzo aromatyczna i długo zachowuje świeżość.
Mieszamy dokładnie mąkę z proszkiem do pieczenia. Ucieramy masło z cukrem na puszystą masę. Nie przerywając ucierania dodajemy kawę, pojedynczo jajka, golden syrup, a następnie wsypujemy po jednej łyżce mąkę. Na koniec dodajemy startą na grubej tarce białą czekoladę (ja po prostu ścieram ją nad miską z ciastem) i porządnie mieszamy całość.
Wylewamy do formy wysmarowanej masłem i wysypanej bułką tartą i pieczemy przez około 50 minut w temperaturze 180°C. Najlepiej sprawdzić patyczkiem, czy ciasto jest gotowe. Jeśli patyk będzie suchy możemy babkę wyciągać z piekarnika. Studzimy przez około 10 minut, a następnie delikatnie wyjmujemy z formy i odstawiamy do całkowitego wystudzenia.
Smarujemy polewą gdy ciasto jest zimne.

Przygotowanie polewy:
Na garnku z lekko gotującą się wodą stawiamy metalową miskę, do której wrzucamy połamaną czekoladę. Lekko mieszamy czekając, aż czekolada się rozpuści. Odstawiamy do ostygnięcia. W wysokim naczyniu ubijamy śmietanę na sztywno. Gdy roztopiona czekolada jest już letnia dodajemy do niej śmietanę (po łyżce) i mieszamy całość dokładnie, ale delikatnie. Na końcu dodajemy likier kawowy i jeszcze raz mieszamy.
Smacznego :-)

 
Design by Ciey based on Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes