Po upieczeniu chillibites magiczne połączenie chilli i czekolady co jakiś czas chodziło mi po głowie. Kwestią czasu było wypróbowanie kolejnego przepisu. Ponieważ tym razem nie znalazłam niczego, co pasowałoby mi w stu procentach zrobiłam mały eksperyment inspirując się tym przepisem. Ciasteczka wyszły miękkie w środku i chrupiące na zewnątrz, a poza tym mocno czekoladowe i lekko chilli. Takie jak chciałam.
Składniki:
100g mąki
1 łyżka kakao
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
40 g jasnego muscovado
1/2 łyżeczki sproszkowanego chilli
1/2 kostki miękkiego masła
2 łyżki golden syrup
1 całe jajko
1 i 1/2 tabliczki gorzkiej czekolady
Mąkę, kakao, proszek, sodę, cukier i chilli łączymy ze sobą. Masło rozcieramy aby nabrało kremowej konsystencji, dodajemy do niego jajko, golden syrup, wsypujemy wszystkie suche składniki i mieszamy. Ciasto nie wymaga specjalnego ucierania ani napowietrzania, trzeba wszystkie składniki dokładnie wymieszać i to wszystko. Na końcu dodajemy posiekaną drobno czekoladę.
Z ciasta formujemy w dłoniach kulki wielkości orzecha włoskiego i umieszczamy je na wyłożonej papierem blasze zachowując kilkucentymetrowe odstępy - ciasteczka nieco urosną i rozpłyną się w trakcie pieczenia. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 180°C i pieczemy przez około 8 minut. Nie powinno się przekroczyć tego czasu, bo ciastka zanadto się wysuszą i nie będą smaczne. To tak jak z pieczeniem brownie.
Ciasteczka świetne są na ciepło, ale również bardzo dobre na zimno.
Amatorzy chilli powinni zwiększyć dawkę papryki. Ja wolę jednak delikatniejsze smaki.










