środa, 28 września 2011

Szarlotka jesienna z kajmakiem


Jesteście roztargnieni? Ja na pewno tak. Pisałam już zresztą o tym. Potrafię na przykład zrobić pyszną szarlotkę, sfotografować ją ...i nie umieścić na blogu. A następnie zdać sobie z tego sprawę na 3 dni przed Dniem Jabłka. Jaki z tego wniosek? Ano taki, że czasami roztargnienie przynosi skutki pozytywne, bo bez najmniejszego wysiłku i przygotowań mogę wziąć udział w akcji kulinarnej :-)
Zapraszam więc na słodko-kwaśną szarlotkę kajmakową i życzę Wam nieustająco słonecznej jesieni.



Składniki ciasta:
2 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki mąki krupczatki
3/4 szklanki cukru pudru
1 kostka masła
4 żółtka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1-2 łyżki kwaśnej śmietany (18-22%)

Składniki nadzienia:
6-7 dużych jabłek do ciasta ( szara reneta lub antonówki)
2 łyżki brązowego cukru
2 łyżki cukru z prawdziwą wanilią
1 mała puszka kajmaku (ok 200g)

przepis na kwadratową blaszkę lub średniej wielkości tortownicę



Z podanych składników robimy półkruche ciasto, to znaczy przesiewamy na stolnice mąkę wraz z cukrem i proszkiem, siekamy drobno z zimnym masłem a następnie dodajemy żółtka, śmietanę i zagniatamy szybko gładkie ciasto i dzielimy je na dwie części. Jedną częścią wykładamy dno i brzegi formy na wysokość około 2 cm, a drugą część na razie zawijamy w folię. Zarówno formę z ciastem jak i drugą część ciasta wkładamy do lodówki na około pół godziny.
W tym czasie obieramy jabłka, kroimy je na mniejsze kawałki i dusimy w rondelku aż zmiękną i zaczną się rozpadać.Dodajemy cukier i wanilię. Można je odrobinę podlać wodą na początku, ale ważne jest, żeby ją później odparować. Gotowe jabłka powinny być dosyć gęste.
Schłodzony spód ciasta dziurkujemy widelcem i podpiekamy przez 20 minut w temperaturze 180°C. Na podpieczony spód wykładamy jabłka, a na nich układamy cienką warstwą kajmak. 
Pozostałe ciasto rozwałkowujemy na grubość około 1-2 mm i przy pomocy foremki do ciasteczek wykrawamy z niego liście. Możemy też wykrawać listki nożem, to nie jest trudne. Gotowe liście układamy na cieście według własnej fantazji. Smarujemy wierzch białkiem i wkładamy do piekarnika jeszcze na około 35-40 minut. Liście powinny się ładnie zrumienić.
Gotową szarlotkę odstawiamy do ostygnięcia. Najlepsza jest następnego dnia, gdy ciasto zwilgotnieje.
Smacznego!

wtorek, 27 września 2011

Malinowe lustro


Zanim przejdę do przepisu muszę bardzo przeprosić wszystkich tych moich Czytelników, którzy nie przepadają za malinami. Bo znowu o nich zamierzam mówić. To znaczy o malinach, nie o Czytelnikach. Cóż zrobić, maliny się kończą, a ja staram się je wykorzystać tak mocno, jak to tylko możliwe. Mam nadzieję, że jakoś to wytrzymacie. Obiecuję, że jutro nie będzie nawet pół maliny ;-)

W związku z fazą malinową przypomniałam sobie przepis sprzed ładnych kilku lat, z programu Domowa Kawiarenka. Nie ma żadnej strony tego programu (a szkoda), pan Tadeusz Gwiaździński, który prowadził program, nie podaje tego przepisu również na swoim blogu. Muszę więc bazować na przepisie znalezionym w niezrównanej, szczególnie w tamtych czasach Galerii Potraw.
I jeszcze słówko o samym cieście. To ciasto to bardzo delikatna malinowa pianka przykryta galaretką z przetartych malin. To właśnie ta ciemna, błyszcząca galaretka jest wspaniałym lustrem, w którym naprawdę można się przejrzeć:-)
W oryginale ciasto miało spód biały, ponieważ jednak bardzo lubię maliny w zestawieniu z czekoladą zmieniłam go na kakaowy. 



Składniki spodu:

1 jajko
2 czubate łyżki cukru pudru
2 łyżki mąki pszennej
1 łyżka kakao

Składniki masy:

500 g malin
4 żółtka
125 g cukru
250 ml mleka
250 ml śmietanki 30%
2.5 łyżki żelatyny

Składniki lustra:

1/2 szklanki przecieru malinowego
1 łyżka żelatyny

przepis na tortownicę 20-21 cm

Przesiewamy mąkę z kakao. Jajko ubijamy z cukrem mikserem na niemal białą, sztywną masę. Dodajemy stopniowo i delikatnie mąkę z kakao i mieszamy ostrożnie łyżką lub rózgą. Wylewamy na spód tortownicy wyłożony papierem do pieczenia i wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 160°C na około 10-12 minut. Po upieczeniu wyjmujemy z piekarnika i pozostawiamy w formie do całkowitego ostygnięcia.

Maliny miksujemy a następnie przecieramy bardzo dokładnie przez sito. Z powstałego w ten sposób musu malinowego odlewamy pół szklanki, które potrzebne będą do stworzenia lustra. Żelatynę rozpuszczamy w 1/2 szklanki gorącej wody.
Żółtka ubijamy z cukrem na puszystą masę w dużej metalowej misce, której będziemy mogli potem użyć do ubijania na parze. Mleko zagotowujemy i gorące wlewamy do masy żółtkowej, a następnie całość stawiamy na parze (czyli jakimś większym, dopasowanym do miski garnku z gotującą się delikatnie wodą) i ubijamy przez 10 minut ręczną trzepaczką. Masa powinna zgęstnieć i nabrać powietrza. Gdy jest gotowa mieszamy ją z żelatyną i musem z malin, a następnie wkładamy do lodówki na 15 minut.
W tym czasie możemy przygotować tortownicę, to jest wyjąć z niej biszkopt wraz z papierem, a następnie wyłożyć tortownicę bardzo dokładnie folią spożywczą i włożyć na jej dno pozbawiony papieru blat biszkoptowy.
Gdy masa z lodówki jest już schłodzona ubijamy delikatnie śmietankę i łączymy ją z masą, a następnie wylewamy całość na blat biszkoptowy i wkładamy ciasto na kilka godzin do lodówki do ostatecznego stężenia.
Po upływie tego czasu mieszamy pozostały mus z żelatyną rozpuszczoną w 1/3 szklanki wody, a następnie galaretkę studzimy i chłodną wylewamy ostrożnie na wierzch ciasta.
Jeśli galaretka będzie zbyt ciepła lub wylejemy ją zbyt energicznie ryzykujemy, że drobinki masy mleczno-malinowej oderwą się i nasze lustro zmętnieje.
Ciasto wkładamy ponownie do lodówki aby lustro stężało. Zajmuje to nie dłużej niż 10 minut. Potem już możemy się przeglądać. A nawet jeść ;-) Smacznego!



Uwagi:

- uwaga pierwsza i najważniejsza - w cieście są surowe jajka, trzeba więc wyjątkowo zadbać o higienę w trakcie przygotowywania. Skorupki powinny być dokładnie wymyte i wyparzone, a masę należy ubijać naprawdę przez 10 minut. Oprócz spulchnienia dosyć mocno ją w tym procesie ogrzewamy, a salmonella ginie już w temperaturze powyżej 60 stopni;
- ciasto ma niezwykle delikatną, puchową strukturę. Moja masa dosyć niechętnie tężała, zwiększyłam więc ilość żelatyny o 1 łyżkę. Ciasto pozostało niezwykle lekkie i piankowe, ale dało się też ładnie pokroić;

poniedziałek, 26 września 2011

Tort na opak. Mocno czekoladowy z malinami.


Dlaczego na opak? Wystarczy zerknąć na jego nietypowy przekrój. 
Tort upiekłam na cześć przyjaciół powracających z wyprawy do Ameryki Południowej. Ponieważ regiony, które odwiedzili specjalizują się w produkcji kakao to tort musiał być czekoladowy. Swe czerwone akcenty  natomiast zawdzięcza wizycie w Argentynie i oczywiście tangu. Co prawda Ameryka Płd to także region wielkiej popularności dulce de leche, ale uznałam, że dodawanie go do tego akurat tortu to za dużo szczęścia. Czasami mniej znaczy więcej.
Tort jest pyszny - mocno czekoladowy, aksamitny. Maliny ładnie przełamują jego smak i dodają mu małego pazura.
Jeśli ktoś byłby ciekawy, róże także zostały zjedzone :-)



Składniki ciasta: 
(proporcja na jedną roladę, w sumie będziemy potrzebowali 3 rolady)
4 jajka
4 czubate łyżki cukru pudru
3 łyżki mąki pszennej
1 łyżka mąki ziemniaczanej
1 łyżka dobrego, mocnego kakao

Składniki masy:

1.75 litra śmietany 36%
3 gorzkie czekolady
4 czubate łyżki cukru pudru
2 łyżki ekstraktu waniliowego
20 dag świeżych lub mrożonych malin

Składniki polewy:

2 gorzkie czekolady
1 łyżka masła



Przygotowanie ciasta:
Wykładamy papierem do pieczenia największą blachę jaka jest na wyposażeniu piekarnika (tę o wymiarach piekarnika). Piekarnik nastawiamy na temperaturę 160°C.
Mąkę pszenną przesiewamy z kakao i mąką ziemniaczaną. Jajka ubijamy z cukrem przy pomocy miksera aż masa kilkakrotnie powiększy swoją objętość i stanie się prawie biała i sztywna. Następnie wyłączamy mikser i stopniowo dodajemy do jajek składniki sypkie delikatnie mieszając za każdym razem łyżką lub rózgą.
Tak przygotowane ciasto rozprowadzamy równomiernie w formie i wkładamy do piekarnika na około 15-20 minut. Ważne, aby ciasta nie przesuszyć, bo nie da się zwinąć.
Upieczone ciasto jeszcze na gorąco zwijamy w roladę i odstawiamy do ostudzenia. Jeśli komuś brakuje w tej dziedzinie wprawy tutaj może szczegółowo przeczytać, jak się to robi.

Potrzebujemy w sumie 3 rolady, tak więc wszystkie powyższe czynności musimy wykonać 3 razy.
Gdy rolady są już ostudzone wyciągamy je z papieru.

Przygotowanie masy:
Rozpuszczamy na parze czekolady, odstawiamy do ostygnięcia. Dobrze schłodzoną śmietanę ubijamy na sztywno wraz z cukrem i ekstraktem, a następnie mieszamy stopniowo i delikatnie ze schłodzoną czekoladą i dzielimy masę na 5 części..
Od tej chwili zaczynamy liczyć czas, bowiem masa śmietanowo-czekoladowa będzie się robiła coraz bardziej gęsta, nie powinniśmy więc jej zostawiać, tylko trzeba od razu przystąpić do dalszej pracy. 
Na każdej roladzie rozsmarowujemy równomiernie 1 część masy, posypujemy 1/3 malin i zwijamy jak się da najciaśniej. Wewnątrz rolady nie powinno być wolnych przestrzeni.
Gdy mamy już zwinięte wszystkie 3 rolady dzielimy każdą z nich na 5 równych części. Części muszą być naprawdę bardzo równe i równo przycięte. To nie jest trudne, rolady są dosyć sztywne, maliny miękkie, więc można to wykonać ostrym nożem bardzo precyzyjnie.
Gdy mamy już 15 równych części układamy na talerzu/paterze obręcz od tortownicy o średnicy 26-28 cm i zaczynamy układać w niej bardzo ciasno poszczególne części ciasta, tak jak to widać na zdjęciu:



Do sklejania ich ze sobą używamy pozostałej masy. Każdy kawałek musi być nią posmarowany dookoła. Kawałki rolad traktujemy dosyć bezwzględnie dociskając je i gniotąc. Dla ostatecznego wyglądu ciasta nie liczy się ich kształt tylko to, że zostaną ułożone bardzo ciasno. Musimy też pamiętać, aby wciskając masę pomiędzy poszczególne kawałki wcisnąć ją do samego dna. To dosyć mozolna część pracy, ale wbrew pozorom idzie całkiem szybko. Gdy wszystkie kawałki ciasta zostały już ciasno ułożone, a wszelkie luki zostały uzupełnione  wyrównujemy masą wierzch tortu i wkładamy go do lodówki na kilka godzin, aby ostatecznie stężał. Dobrze jest zostawić 1-2 łyżki masy do ostateczne wyrównania brzegów. Gdy tort jest odpowiednio schłodzony delikatnie okrawamy go dookoła i zdejmujemy obręcz tortownicy. Uzupełniamy resztą masy ewentualne krzywizny dookoła tortu i ponownie wkładamy do lodówki.

Przygotowanie polewy:
Rozpuszczamy czekolady wraz z masłem a następnie studzimy. Gdy masa jest idealnie chłodna smarujemy nią tort. przy pomocy specjalnej packi albo szerokiego, płaskiego noża. Odstawiamy do zastygnięcia masy.
Przystrajamy według własnego uznania.
Na moim torcie znajdują się cukrowe perełki oraz prawdziwe róże uwiecznione 2 dni wcześniej w białku wymieszanym z cukrem kryształem. Róże pokrywamy płynem białkowo-cukrowym przy pomocy pędzelka, starając się pokryć każdy płatek osobno, a następnie odstawiamy w temperaturze pokojowej aby ostatecznie zesztywniały. Tuż po pomalowaniu są bardzo mokre, lepkie i wiotkie, nie nadają się do użycia, tak więc odpowiednio wczesne ich przygotowanie jest sprawą kluczową.


Uwagi:

- jeśli chcemy aby polewa była wyjątkowo błyszcząca i nie brudziła palców warto dodać do niej łyżeczkę żelatyny rozpuszczonej w niewielkiej ilości gorącej wody. Ten mały trik potrafi zdziałać cuda;
- jeśli zdecydujecie się na użycie róż w cukrze dopilnujcie aby dostać róże, które nie były traktowane w ostatnim czasie żadnymi środkami chemicznymi, oraz zadbajcie o porządne wyparzenie skorupek jaj. Jak już pisałam goście ku mojemu zdumieniu spróbowali również róż:-). 
W niektórych krajach można bez problemu w każdym sklepie kupić białka pasteryzowane, szkoda, że nie u nas.


niedziela, 25 września 2011

Wieniec śliwkowy z czekoladą


Czyli kolejne ciasto na czasie. Śliwek mamy mnóstwo, w tym moje ukochane węgierki. Czekolada dopasowała się do nich zaskakująco dobrze, a towarzyszące im ciasto krucho-drożdżowe doskonale dopełnia reszty.
Bardzo polecam. Ciasto prezentuje się bardzo efektownie, tuż po wyjęciu z piekarnika wygląda, jakby już było pokrojone.
Inspiracją do przepisu był wieniec czekoladowy z książki Czekolada Jacqueline Bellefontaine, tyle że zmieniłam w nim ...wszystko, za wyjątkiem czekolady i kształtu ;-)



Składniki ciasta:

1 czubata szklanka mąki

2 łyżki cukru pudru
10 dag masła
1 jajko
2 łyżki kwaśnej śmietany
grudka świeżych drożdży wielkości orzecha włoskiego
szczypta soli


Składniki nadzienia:

ok. 20 dag śliwek węgierek
1/2 tabliczki gorzkiej czekolady (najlepiej 80%)
3 łyżki brązowego cukru

Dodatkowo:

cukier puder do posypania
1 białko do posmarowania ciasta

przepis na średniej wielkości tortownicę





Śliwki myjemy i dzielimy na pół. Pestki oczywiście wyciągamy. Czekoladę siekamy na niewielkie kawałeczki.
Mieszamy drożdże ze śmietaną. Na stolnicę przesiewamy mąkę z cukrem i solą, a następnie siekamy z zimnym masłem jak najdrobniej. Nie pomagamy sobie ręką, bo pod wpływem ciepła masło zacznie się rozpuszczać . Gdy mieszanina śmietanowo-drożdżowa urośnie wlewamy ją do mączno-maślanej, wbijamy jajko i zagniatamy szybko gładkie ciasto. 
Ciasto rozwałkowujemy na prostokąt o grubości około 3 mm. W czasie wałkowania podsypujemy mąką. Prostokąt układamy dłuższym bokiem do siebie. Na cieście układamy równomiernie połówki śliwek, posypujemy brązowym cukrem i posiekaną czekoladą, a następnie całość zwijamy w rulon, jak byśmy zwijali dywan.
Następnie bierzemy ostry nóż i powstałą roladę kroimy w plastry o grubości około 2 cm każdy.
Nóż musi być naprawdę ostry, żeby dał sobie radę z pokrojeniem śliwek bez rujnowania plastrów rolady.
Powstałe w ten sposób kawałki ciasta układamy na wyłożonej na dnie papierem do pieczenia tortownicy w taki sposób, jak widać to na zdjęciu:



Smarujemy białkiem i wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 180°C na około 25-30 minut. Ciasto powinno lekko urosnąć i ładnie się zrumienić. Wyjmujemy i podajemy jeszcze ciepłe, posypane cukrem pudrem. Możemy też polać je delikatnie czekoladą, chociaż tej nie brak już w środku.
Smacznego!!!


 

środa, 21 września 2011

Sernik kremowy mocno brzoskwiniowy


Jak człowiekowi wpadną w ręce piękne, dojrzałe i soczyste brzoskwinie to po prostu musi je jakoś smakowicie przetworzyć. Na przykład robiąc sernik o mocnej brzoskwiniowej nucie. Już kiedyś wspominałam, że świeże brzoskwinie są w wypiekach bez porównania smaczniejsze od słodkich i mdłych konserwowanych. Świeże doskonale sprawdzają się jako dominujący smakowo składnik ciasta, te z puszki nadają się jedynie jako dodatek. Akcent bardziej kolorystyczny niż smakowy.
Ten sernik można zrobić tylko ze świeżych brzoskwiń.




Składniki:


spód:
50 g czekoladowych ciastek ( u mnie domowej roboty)
50 g rozpuszczonego masła
masa:
80 dag bardzo tłustego, kremowego sera do serników
1 szklanka cukru pudru
4 jajka
2 zmiksowane dojrzałe i soczyste świeże brzoskwinie
1 łyżka ekstraktu waniliowego
2 łyżki soku z cytryny
dodatkowo do ozdoby:
2 brzoskwinie
3-4 łyżki cukru
1-2 łyżki wody
2 łyżki soku z cytryny

przepis na tortownicę około 22 cm średnicy



Ciasteczka kruszymy bardzo drobno, mieszamy z masłem i wylepiamy nimi wyłożone papierem dno tortownicy, a następnie wkładamy tortownicę do lodówki, aby spód stężał. Możemy go też zapiec przez jakiś kwadrans w 180°C, chodzi o to, aby masa się zestaliła i nie podniosła się, gdy zalejemy ją serem.
Mieszamy ser z cukrem pudrem. Dodajemy zmiksowane brzoskwinie, wanilię i sok z cytryny i ponownie mieszamy. Następnie nie przerywając mieszania dodajemy pojedynczo jajka.
Wylewamy masę delikatnie do tortownicy i wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 160°C na około 40-45 minut. Wierzch sernika powinien być ścięty, ale środek w dalszym ciągu lekko płynny.
Sernik wyjmujemy z piekarnika i studzimy.
W czasie gdy sernik stygnie wrzucamy do garnka drobno pokrojone brzoskwinie, podlewamy je odrobiną wody, dodajemy cukier, sok i dusimy przez około 10 minut, do odparowania jak największej ilości wody. Studzimy. Wykładamy na chłodny sernik i wkładamy całość do lodówki na minimum 5-6 godzin, a najlepiej na całą noc.
Mocno schłodzony sernik wyjmujemy, zdejmujemy obręcz tortownicy, ozdabiamy wierzch owocami lub listkami melisy i kroimy, najlepiej mokrym nożem, bo sernik jest bardzo delikatny i kremowy.
Smacznego!



Uwagi:

- to typowy sernik tzw amerykański, jeśli nie czujecie się pewnie w tego rodzaju wypiekach gorąco polecam sernikowe ABC

wtorek, 20 września 2011

Raspberry curd, czyli krem malinowy


Pamiętacie lemon curd? Nieustająco polecam ten fantastyczny cytrynowy krem, jest świetnym dodatkiem do ciast i deserów, wyśmienicie smakuje też samodzielnie wyjadany łyżeczką ze słoika. Dziś przedstawiam malinową siostrę kremu cytrynowego. Wyobraźcie sobie gęsty, aksamitny, lekko kwaśny, cudownie pachnący malinowy krem. To właśnie raspberry curd.
Bardzo, bardzo polecam.
Przepis na podstawie tej receptury.



Składniki:

1 szklanka przetartych malin
3/4 szklanki drobnego cukru
2 jajka dobrze roztrzepane
3 żółtka roztrzepane
1/2 kostki miękkiego masła
sok z jednej małej cytryny lub połowy dużej

Maliny przecieramy przez bardzo gęste sito, aby uzyskać jak najwięcej soku. Można je uprzednio leciutko podgrzać. Do uzyskania 1 szklanki gęstego soku potrzebujemy zazwyczaj jakieś 30-40 dag świeżych malin. 
Następnie sok mieszamy dokładnie z wszystkimi składnikami kremu poza masłem i umieszczamy w metalowej misce, która następnie stawiamy na garnku z lekko gotującą się wodą. Ubijamy masę przez około 10 minut aż lekko zgęstnieje. Do jeszcze ciepłej masy dodajemy kawałki masła za każdym razem dokładnie mieszając. Odstawiamy do przestygnięcia, a następnie wkładamy do lodówki do ostatecznego zgęstnienia.



Uwagi:

- jeśli trafimy na wyjątkowo kwaśne maliny może się okazać, że krem trzeba będzie lekko dosłodzić. Najlepiej zrobić to cukrem pudrem, pod koniec ubijania, aby bez problemu się rozpuścił;
- krem można też zrobić z malin mrożonych.

niedziela, 18 września 2011

Tarta Tatin


To dosyć popularne ciasto, ale nie każdy je zna, więc dla porządku dodam, że swą nazwę i wyjątkowy sposób przygotowania zawdzięcza roztargnieniu pewnej Stéphanie Tatin
Wersję podstawową  robi się z jabłkami, ale świetnie sprawdzają się też inne owoce - gruszki, brzoskwinie, morele. Owoce przykrywa się ciastem francuskim albo kruchym. Ja wybrałam kruche, ale możecie też użyć gotowego ciasta francuskiego, ważne, żeby było z prawdziwym masłem.
Tarta jest pyszna. Szczególnie z gałką lodów lub kleksem z bitej śmietany. Idealna na chłodne jesienne wieczory. Musicie ją zrobić!
Przepis jest luźną (i mocno odchudzoną!) interpretacją przepisu Michela Roux ("Ciasta").



Składniki ciasta:

1 szklanka mąki pszennej
1/2 kostki masła
2 żółtka
2 łyżki cukru pudru

Składniki nadzienia:


4 średnie, dosyć twarde jabłka, najlepiej równej wielkości
1/2 szklanki cukru, najlepiej brązowego
sok z 1/2 cytryny
60 g masła

przepis na formę o średnicy ok. 20 cm



Mąkę mieszamy z  cukrem i siekamy z mocno schłodzonym masłem. Następnie dodajemy żółtka, zagniatamy szybko ciasto i wkładamy je do lodówki na minimum pół godziny.
Jabłka myjemy, obieramy, kroimy na pół, wykrawamy gniazda nasienne i skrapiamy sokiem z cytryny.
Do tego ciasta przydaje się patelnia, którą można wstawiać do piekarnika albo okrągła forma, którą można stawiać na ogniu, bowiem przed pieczeniem musimy skarmelizować jabłka. Jeśli nie macie ani jednego ani drugiego naczynia nie martwcie się, możecie tak jak ja użyć zwykłej patelni i potem przenieść jabłka do formy. Jeśli jesteście szczęśliwymi posiadaczami któregoś z ww. naczyń po prostu omińcie fragment przepisu, który mówi o przekładaniu.
Na patelnię wrzucamy masło i cukier, czekamy aż cukier zacznie się rozpuszczać i układamy połówki jabłek częścią okrągłą do dołu. Dusimy przez 10-15 minut na średnim ogniu, aż jabłka porządnie przejdą smakiem karmelu, ale nie rozpadną się. Następnie przenosimy delikatnie jabłka wraz z pozostałym na patelni karmelem do formy, rozwałkowujemy ciasto i przykrywamy nim owoce starając się zrobić z niego delikatny kołnierzyk wokół jabłek. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 180°C na około 25 minut.
Po upieczeniu, jeszcze gorące ciasto przekładamy na talerz do góry nogami (jabłka na górze) i podajemy.
Doskonałe!




wtorek, 13 września 2011

Bezowe pożegnanie lata


Niestety, lato nieuchronnie zbliża się do końca, a wraz z nim kończą się typowo letnie owoce, idealne do lekkich bezowych ciast. Rozpoczęłam lato tortem bezowym z truskawkami i miętą, kończę jego niezwykle smakowitą wersją z z malinami i jeżynami. To chyba mój ulubiony wariant tego tortu.
Przepis na bezę i masę identyczny jak w torcie z truskawkami, ale dla Waszej wygody nie odsyłam do linku tylko zamieszczam poniżej. Smacznego!!!


Składniki ciasta:

8 bardzo mocno schłodzonych białek
400 g cukru pudru
1 czubata łyżka mąki kukurydzianej lub skrobi ziemniaczanej
2 łyżki białego octu winnego
2 łyżki ekstraktu waniliowego

Składniki masy:

0.60 l- 0.8 l schłodzonej śmietany kremówki 36%
około 30 dkg świeżych malin i jeżyn (w dowolnej proporcji)
3-4 łyżki cukru pudru
1 łyżka ekstraktu waniliowego
kilka gałązek świeżej mięty


przepis na duży tort o średnicy około 30 cm 





Przygotowujemy dwie duże blachy (te największe, które są na wyposażeniu piekarnika) wykładając je papierem do pieczenia.
Białka ubijamy na sztywno, pod koniec ubijania dodajemy cukier w kilku partiach i jeszcze raz mocno ubijamy. Masa ma być błyszcząca i bardzo sztywna. Na końcu dodajemy mąkę, ocet i ekstrakt waniliowy.
Formujemy z masy dwa płaskie, równe koła, po jednym na każdej z blach. Koła powinny mieć około 25 cm średnicy. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 180°C po czym natychmiast zmniejszamy grzanie do temperatury 150°CPieczemy przez 90 minut. Po upieczeniu nie otwieramy piekarnika tylko zostawiamy w nim bezę do ostygnięcia. Można na całą noc.
Śmietanę ubijamy na sztywno. Pod koniec ubijania dodajemy cukier i ekstrakt.  Kładziemy pierwszy blat bezowy na talerzu/paterze. Najlepiej położyć go do góry nogami, od spodu jest nieco wklęsły, co ułatwi nam ułożenie śmietany.
Wykładamy na niego połowę masy śmietanowej, połowę malin i jeżyn, ozdabiamy listkami mięty i przykrywamy drugim blatem. Tym razem kładziemy blat tak jak się piekł, czyli czapą do góry. Na wierzchu (można go delikatne spłaszczyć) układamy resztę bitej śmietany, a na niej resztę owoców i pozostałą miętę.



Uwagi:

- blaty bezowe można upiec na dzień-dwa wcześniej;
- jeśli nie macie możliwości jednoczesnego upieczenia wszystkich blatów ciasto na każdy z nich trzeba zrobić osobno,
- ciasto można podzielić na 3 części, wówczas otrzymamy tort wyższy, tak jak u mnie na zdjęciu;
- jeśli tort nie jest przeznaczony do natychmiastowego zjedzenia w całości (mój się jeszcze nigdy nie zachował) warto do masy śmietanowej dodać odrobinę żelatyny lub jakiegoś stabilizatora;
- tort jest duży, ale trzeba pamiętać, że w dużej mierze pusty w środku (beza), wystarczy więc dla około 10- 12 osób.


poniedziałek, 12 września 2011

Tarta migdałowa ze śliwkami


Kruche ciasto, pyszna migdałowa masa i śliwki. Nie trzeba niczego więcej. Tarta jest bardzo łatwa. Moim zdaniem najlepiej smakuje lekko ciepła.
Polecam.
Przepis powstał pod wpływem tej inspiracji.



Składniki ciasta:

150 g mąki pszennej
50 g zmielonych migdałów
100 g schłodzonego masła
3 łyżki cukru pudru
1 jajko

Składniki nadzienia:

60 g masła
50 g brązowego cukru
80g mąki migdałowej
2 jajka
10-12 dojrzałych ciemnych śliwek ( u mnie węgierki)

przepis na formę o średnicy 20-23 cm, ja akurat zrobiłam w kwadratowej blaszce


Przygotowanie ciasta:
Mąkę mieszamy ze zmielonymi migdałami i cukrem, a następnie siekamy drobno razem z mocno schłodzonym masłem. Dodajemy lekko roztrzepane jajko, zagniatamy całość, rozwałkowujemy i wyklejamy formę do tarty. Następnie wkładamy do lodówki na minimum 30 minut, a po tym czasie zapiekamy przez 20 minut w temperaturze 180°C.

Przygotowanie nadzienia:
Śliwki myjemy, osuszamy, dzielimy na pół wzdłuż dłuższego boku i pozbawiamy pestek.
Jajka roztrzepujemy. Masło ucieramy z cukrem na puszystą masę, dodajemy stopniowo roztrzepane jajka w 3-4 turach, a następie mąkę migdałową.
Rozprowadzamy masę na podpieczonym spodzie, układamy na niej śliwki i wkładamy do piekarnika jeszcze na 25-30 minut.


poniedziałek, 5 września 2011

Ciasto mocno czekoladowe z brzoskwiniami


Spytałam już na Facebooku czy wolicie śliwki czy brzoskwinie. Póki co zdania są podzielone. Ja też nie umiem się zdecydować. A że obfitość jednego i drugiego mamy wielką trzeba korzystać, póki można. 
Dla mnie to tym bardziej ważne jeśli chodzi o brzoskwinie, bo nawet w cieście lubię tylko świeże. Te z puszki tracą  90 procent swojego uroku i właściwie składają się z samego cukru.
Zapraszam wiec na aksamitne, mocno czekoladowe ciasto z brzoskwiniami.
Użyłam do niego polskich brzoskwiń, które są mniej słodkie niż te hodowane w południowym słońcu, ale za to bez tej całej chemii konserwującej, świeże, soczyste i pachnące. Do tego ciasta nadają się idealnie.



Składniki ciasta:

1 kostka masła
1 i 1/2 tabliczki gorzkiej czekolady minimum 70% zawartości kakao
1 czubata szklanka brązowego cukru
2 szklanki mąki pszennej
3 łyżeczki proszku do pieczenia
2 żółtka
2 jajka
1 łyżka golden syrup (można pominąć, ale ciasto będzie mniej aksamitne)
3 duże lub 4 małe brzoskwinie
opcjonalnie, do polewy:
1 biała czekolada

przepis na dużą (27-28 cm) tortownicę lub kwadratową blaszkę





Na wolnym ogniu roztapiamy czekoladę, masło i cukier. Masę studzimy. Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia. Do letniej masy czekoladowej dodajemy pojedynczo jajka, a następnie, nie przerywając miksowania golden syrup i mąkę w 3-4 częściach. Masy nie ubijamy zbyt długo, po prostu wszystkie składniki powinny być porządnie wymieszane a masa powinna być dosyć mocno gęsta.
Wykładamy ją do foremki wyłożonej papierem do pieczenia. Na wierzchu układamy pokrojone w niewielkie cząstki brzoskwinie. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 180°C i pieczemy przez około 25-30 minut. Ciasto zbyt długo pieczone wysycha i staje się mniej smaczne.
Na parze wodnej roztapiamy białą czekoladę i dekorujemy nią ciasto wedle upodobania.
Możemy także posypać je cukrem pudrem. Albo polukrować. Albo zostawić jak jest. Też będzie pyszne, chociaż nie za mocno słodkie. 
Smacznego :-)




 
Design by Ciey based on Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes