sobota, 24 grudnia 2011

Boże Narodzenie 2011




Zdrowych, pięknych i spokojnych Świąt! 
Cieszcie się świąteczną atmosferą i spędzajcie je tak, jak lubicie najbardziej.



czwartek, 22 grudnia 2011

Gotowe przyprawy do pierników - przegląd subiektywny


Jestem wielką fanką domowej przyprawy do piernika. Uważam, że nie można kupić równie aromatycznej i wspaniałej, ale cóż, czasami trzeba. Moja przyprawa skończyła się dosyć niespodziewanie, bo wraz z nieudanymi piernikami ( to temat na osobny wpis, w każdym razie odradzam eksperymenty z niby dobrymi miodami z nie do końca sprawdzonego źródła). Nie miałam już czasu na robienie nowej, więc zdecydowałam się na kupno, a że półki sklepowe są już mocno przetrzebione, w mojej kuchni znalazły się 4 torebeczki przyprawy, każda innego producenta, zdobyte przez mojego dzielnego M aż w czterech różnych sklepach. Swoją drogą to zadziwiające, że 2 dni przed Bożym Narodzeniem nie można normalnie kupić czegoś tak zwyczajnego jak przyprawa do pierników. W każdym razie doszłam do wniosku, że skoro już się tak zdarzyło, to muszę Wam te przyprawy opisać, ustanawiając przy okazji mój prywatny, subiektywny ranking.W razie czego dodam, że nie jest on sponsorowany przez żadnego producenta :-)

Jako pierwsza wpadła mi w ręce "Przyprawa do piernika" firmy Prymat. Producent zapewnia, że to przyprawa o charakterystycznym korzennym smaku i aromacie. Owszem, ale jak spojrzeć na listę składników to otwiera ją ...mąka pszenna, która jak wiadomo jest znaną przyprawą korzenną ;-). Poza tym producent dodał jednak cynamon, goździki, kolendrę, gałkę i ziele angielskie. Trochę mi zabrakło imbiru i kardamonu, ale dodałam je we własnym zakresie. Z przyczyn nieznanych (zapewne dla koloru) producent dodał również do przyprawy kakao, ale znajduje się ono na ostatnim miejscu, więc mniemam, że jest go najmniej. Przyprawa jest dosyć aromatyczna, aczkolwiek zaskakuje duża ilość mąki. Ogólna ocena, przyjmując skalę ocen szkolnych: 3+

Drugą testowaną przyprawą była "Przyprawa do piernika" firmy Appetita. Skład? Nieodmiennie listę otwiera mąka pszenna, a zaraz po niej widzimy cynamon  (ok) i kakao ( po co?). W dalszej kolejności dopiero można znaleźć ziele angielskie, goździki, kolendrę i imbir. Piernik upieczony z dodatkiem tej przyprawy niemalże niczym nie różni się od murzynka. Z wyglądu jest równie ciemny, a aromat przypraw jest naprawdę słabo wyczuwalny. Moja ocena: 2+

Po doświadczeniach z Appetitą trzecią przyprawę brałam już do ręki z małym stresem. Tym razem padło na "Przyprawę korzenną do piernika i grzanego wina" marki Dr. Oetker. W składzie na pierwszym miejscu możemy znaleźć cukier, a potem: ziele angielskie, goździki, kminek, kolendrę, cynamon, gałkę muszkatołową, majeranek, paprykę, gorczycę, liść laurowy. 
Jak widzimy przyprawa nie ma dyżurnego wypełniacza, czyli mąki i dyżurnego "barwnika", czyli kakao. Podejrzewam jednak, że to tylko dlatego, że przyprawa ma służyć także do wina, a mąka czy też kakao rozpuszczone w winie zapewne nie wyglądałaby apetycznie. Producent zresztą rozwiązał temat wypełniacza w dosyć prosty sposób - mąkę wymienił na cukier.
Przyprawa ma bardzo bogaty skład, powiedziałabym, że zaskakująco bogaty, bo dotychczas nie spotkałam się z użyciem w pierniku papryki czy majeranku. W cieście daje to jednak całkiem niezły efekt, piernik jest aromatyczny jak trzeba i co bardzo miłe ma kolor piernika. Moja ocena: 4+

Przyprawa numer 4 to "Przyprawa korzenna do piernika" firmy Kotanyi. Z nią mam największy problem. To pierwsza przyprawa, która nie zawiera mąki, cukru czy kakao. Zawartość torebki kryje więc rzeczywiście to, co obiecuje producent, czyli zestaw przypraw korzennych. Brawo. Możemy w niej znaleźć cynamon, gałkę, kolendrę, imbir, koper, goździki, ziele angielskie, kardamon i ..anyż.  To właśnie ten ostatni składnik powoduje, że niestety, nie mogę korzystać z tej przyprawy, bowiem nie znoszę anyżu. Niby nie jest go dużo, ale cała przyprawa pachnie nim niezwykle intensywnie. Tak więc dla wielbicieli anyżku przyprawa jest doskonała. Ci, którzy nie przepadają za tym silnym aromatem mogą jej używać jedynie w niewielkich ilościach, jako dodatek do innej przyprawy. Moja ocena: 5. Byłoby 6, gdyby nie ten nieszczęsny anyż.

Podsumowując: jeśli chcemy korzystać z gotowej przyprawy musimy się liczyć z tym, że płacimy producentowi głównie za mąkę i kakao, a prawdziwych przypraw korzennych jest w torebeczce naprawdę niewiele. Wyjątkiem spośród firm przeze mnie testowanych jest tylko Kotanyi. Trochę smutno, jeśli na 4 firmy tylko jedna sprzedaje to, co deklaruje w nazwie. To moje doświadczenie tylko potwierdza, że etykietki musimy czytać zawsze. Innym razem napiszę wam, co można znaleźć na etykiecie torebki z napisem "cukier puder", tymczasem wracam do kuchni i życzę udanych świątecznych wypieków!


Uwagi:

- jeśli ktoś nie jest zorientowany w zasadach czytania spisu składników wyjaśniam, że produkty wymieniane są według ilości, czyli listę zawsze otwiera składnik, którego jest w danym produkcie najwięcej.

Ciasteczka zimowe


Miękkie, aromatyczne, o cytrusowo-migdałowym smaku. Wywodzą się z tradycji kulinarnych Austrii i Niemiec i przygotowywane są głównie w okresie Bożego Narodzenia. Są pysznym dodatkiem do kawy, herbaty lub grzanego wina. Tyle o wypieku mówi nam książka "Ciasteczka" ze znakomitej serii Le Cordon Bleu.
Moim zdaniem ciasteczka są niezwykle miłą alternatywą dla pierniczków. Mają nieco przypraw typowo piernikowych, ale na pierwszy plan wysuwają się cytrusy i migdały. Zaraz po upieczeniu ciasteczka smakują nieco gumowo, ale to z powodu ich wielkiej zalety, jaką jest całkowity brak tłuszczu. Następnego dnia, gdy  zwilgotnieją, są już bardzo smaczne i delikatne. Polecam!





Składniki:

40 g posiekanych skórek z owoców cytrusowych
155 g mąki
duża szczypta zmielonych goździków
1/2 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczki imbiru
duża szczypta gałki muszkatołowej
1/4 łyżki proszku do pieczenia
85 g zmielonych migdałów
1 jajko
60 g miałkiego ciemnobrązowego cukru
180 ml płynnego miodu
3 łyżki mleka

Lukier:

125 g cukru pudru
1 łyżeczka brandy

Książka sugeruje użycie dwóch blaszek o wymiarach 20x30. Ja użyłam jednej płaskiej, największej, jaka jest zazwyczaj na wyposażeniu piekarnika.



Posiekane skórki z cytrusów obtaczamy w niewielkiej ilości mąki i siekamy jeszcze drobniej. Resztę mąki przesiewamy, dodajemy wszystkie przyprawy, proszek do pieczenia, posiekane skórki i migdały. Mieszamy.
Jajko ubijamy razem z cukrem, aż masa powiększy swą objętość i zjaśnieje. Wlewamy miód, mieszamy, wlewamy mleko i ponownie mieszamy. Powstałym płynem zalewamy składniki suche i energicznie wyrabiamy ciasto. Gotowe ciasto wykładamy równą warstwą grubości około 0.5 cm na wyłożoną nasmarowanym masłem papierem blaszkę i wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 200°C na około 20-25 minut. Gotowe ciasto powinno być sprężyste przy dotyku. 
Cukier puder przesiewamy do miski, dodajemy brandy, odrobinę gorącej wody i ucieramy lukier. Jeśli masa jest za gęsta dolewamy wody. Powstałym lukrem smarujemy placek, czekamy aż zastygnie, a następnie dzielimy go na równe prostokąty. Tak powstałe ciasteczka można przechowywać w szczelnym pojemniku nawet przez miesiąc. Smacznego!

wtorek, 20 grudnia 2011

Pierniczki witrażowe i małe nawiązanie do poprzedniego przepisu


Zanim przejdę do pierniczków muszę zacząć od tego, że jesteście wspaniali. Pytając Was o nazwę dla mojego bezimiennego orzechowego wypieku nawet nie przeczuwałam, że aż tak się uśmieję czytając kolejne propozycje. Obiecuję, że teraz nazwy będą wymyślać tylko Czytelnicy. I następnym razem postaram się o jakieś porządne nagrody.
A oto wszystkie nazwy, które wymyśliliście tu i na Facebooku: miodowo-orzechowe twisty, warkocze świąteczne, orzechowe zawijasy, świderki miodowo-orzechowe, adwentowe łakotki, miodowo-orzechowe pyszności, orzechowe sopelki, rozkosz z gwintem, świdry orzechowe, orzechowe spiralki albo sprężynki, kruche sopelki, orzechowe kręciołki. 
Wszystkie cudne, a niektóre komiczne: wilczyca-Aga, niemalże spadłam z krzesła wyobrażając sobie miny gości, gdy zbliżam się do nich z paterą i zapowiadam rozkosze z gwintem:-)
Po długim zastanowieniu wybraliśmy razem z moim M propozycję złożoną przez Kasię_h, czyli miodowo-orzechowe twisty. Do laureatki wyślę maila z maleńką propozycją  i jeszcze raz bardzo dziękuję za udział w spontanicznej zabawie.


Przechodząc zaś do pierniczków. Nie będzie dziś nowego przepisu. Przepisy na tradycyjne pierniczki już na blogu mam, wielokrotnie sprawdzone i wszystkie serdecznie polecam:
Powyższe przepisy możecie wykorzystać do zrobienia niezwykle urokliwych pierniczków witrażowych. Wyglądają bardzo efektownie, a niezwykle łatwo je zrobić. Wszystko czego do nich potrzebujemy, oprócz rzecz jasna, ciasta, to torebka zwyczajnych landrynek, które kruszymy na drobne kawałeczki.
Ciasto rozwałkowujemy tak jak zwykle, a w wycinanych pierniczkach wykrawamy dodatkowo dowolne okienka. Następnie przekładamy pierniczki na wyłożoną papierem blachę i w wycięte otwory wsypujemy dosyć grubą warstwą (mniej więcej na grubość pierniczka) pokruszone landrynki. Pieczemy jak normalne pierniczki, z tym że nie zdejmujemy od razu z blaszki. Okienka tuż po wyciągnięciu z piekarnika będą jeszcze kipieć rozgrzaną masą landrynkową. Dopiero po kliku minutach pęcherzyki powietrza znikają, a zamiast nich pojawiają się piękne szybki. To czas, kiedy pierniczki możemy delikatnie oderwać od papieru.
Można pokruszyć wszystkie landrynki razem i wtedy uzyska się kolor, jak u mnie na zdjęciu, a można je kruszyć kolorami, zachowają wówczas odrębną kolorystykę. Pierniczki można oczywiście przepięknie ozdobić, chociaż przyznam, że ja pierniczki witrażowe najbardziej lubię bez żadnych ozdób. Metoda z landrynkami doskonale się też sprawdza do zrobienia szybek w domku z piernika.
Bardzo, bardzo polecam.



Robię takie pierniczki już od wielu lat, nie pamiętam więc, gdzie zobaczyłam je po raz pierwszy. Prawdopodobnie było to w Galerii Potraw.
Zapomniałabym - Aniu, dziękuję za bycie modelką! 
Tak to jest proszę Państwa, przyjdzie do mnie niewinna zupełnie osoba na niewinną zupełnie herbatę, a ja zamiast miłych ploteczek na kanapie wyganiam ją na zimny taras, gdzie musi trzymać do zdjęcia pierniczki, póki się szalona blogerka nie wyżyje. Dobrze, że chociaż później podałam tę herbatę..;-)

niedziela, 18 grudnia 2011

Miodowo-orzechowe twisty

Kuchenna inwencja twórcza mi dopisuje i tylko czasu brak na kolejne eksperymenty i testowanie przepisów. Niestety, jeśli chodzi o wymyślanie nazw moja inwencja zapadła w zimowy sen, stąd ten nieco rozpaczliwy tytuł. Po prostu musicie mi pomóc w wymyśleniu nazwy :-) Dopisek z 20.12 - nazwa została wybrana, tytuł zmieniony.
Jedyne co mi przychodzi do głowy to orzechowe paluchy świąteczne, no ale jak to brzmi? Paluchy kojarzą się jakoś tak przaśno-anatomicznie, a to co upiekłam to doskonale wpisujące się w klimat przedświąteczny  pyszne podłużne ciastka z nadzieniem miodowo-orzechowym, które znikają ze stołu w błyskawicznym tempie.
Tylko nazwy im trzeba. Jakieś propozycje? Mam nadzieję, że mogę na Was liczyć!



Składniki ciasta:

25 dag mąki
2 łyżki cukru pudru
10 dag masła
2 jajka
2 łyżki kwaśnej śmietany
grudka świeżych drożdży wielkości orzecha włoskiego
szczypta soli


Składniki nadzienia:

20 dag pokruszonych orzechów włoskich
3 łyżki masła
4 łyżki miodu
płaska łyżeczka cynamonu




Przygotowanie nadzienia:
Orzechy prażymy przez około 5 minut w rondlu, na rozgrzanym maśle, dodajemy miód, cynamon i smażymy jeszcze przez około 2-3 minuty. Odstawiamy do ostygnięcia.

Przygotowanie ciasta:

Rozpuszczamy drożdże w śmietanie. Na stolnicę przesiewamy mąkę z cukrem, dodajemy szczyptę soli, a następnie siekamy z mocno schłodzonym masłem. Wlewamy śmietanę z drożdżami (nie trzeba czekać, aż urosną), dodajemy 2 jajka i zagniatamy ciasto. Gdyby nie chciało się sklejać możemy wspomóc się niewielką ilością śmietany.



Ciasto rozwałkowujemy na grubość około 2 mm i dzielimy na dwie równe części. Na jednej z nich rozsmarowujemy równą warstwą nadzienie i przykrywamy je drugą częścią przyciskając ją do nadzienia.
Tak powstały placek kroimy nożem lub radełkiem (wygodniej) na równe paski o długości około 15-20 cm i szerokości około 2 cm. Każdy z pasków skręcamy w dwóch miejscach i układamy na wyłożonej papierem blaszce. Jak na zdjęciu. Smarujemy białkiem i pieczemy przez około 10-15 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 180°C.
Po wyciągnięciu z piekarnika odczekujemy około 3-4 minuty i przenosimy ciastka do całkowitego wystudzenia.

Uwagi:

- upiekłam też drugą wersję tych ciastek, nadziałam je uprażonymi na maśle płatkami migdałowymi i żurawinami. Nie dodawałam już tylko miodu, bo miałam słodzone żurawiny. Też pyszne!
- nic nie stoi na przeszkodzie, żebyście wykonali krótszą wersję ciastek, nie powinno się tylko ich zanadto zwężać, żeby nadzienie nie wypływało.

piątek, 16 grudnia 2011

Delikatne ciasteczka korzenne


...a nawet bardzo delikatne. Dzięki dodatkowi mąki ziemniaczanej ciasto jest krucho-miękkie, osypujące się.
Ciasteczka powstały w ubiegłym roku, trochę przez przypadek, jak wiele moich wypieków. Chciałam zrobić szybko jakieś smaczne ciastka w duchu świątecznym, z pierniczkami nie zdążyłabym, więc powstały mocno korzenne ciasteczka. Potem zrobiłam je jeszcze kilka razy, wróciłam do nich w tym roku i doszłam do wniosku, że właściwie mogłabym się nimi podzielić i tutaj.


Składniki ciasta:

1 szklanka mąki pszennej
2 łyżki mąki ziemniaczanej
1/2 łyżeczki sody
1/2 szklanki cukru pudru
2-3 łyżeczki przyprawy do piernika
1 łyżeczka cynamonu
3/4 kostki masła (150 g)
2 żółtka
2-3 łyżeczki skórki pomarańczowej

Składniki lukru:

2 szklanki cukru pudru
2-3 łyżki gorącej wody
1-2 łyżeczki aromatycznego alkoholu

przepis na około 2 duże blachy ciasteczek






Obydwie mąki, proszek i puder przesiewamy razem do dużej miski. Dodajemy przyprawy i skórkę. Na grubej tarce ścieramy do miski chłodne masło. Pomagamy sobie wkładając co parę chwili masło do mąki, nie będzie się przyklejało do tarki. Mieszamy cząsteczki masła z mąką, dodajemy żółtka i zagniatamy zwarte ciasto. Jeśli nie będzie chciało się zagnieść można dodać odrobinę mleka. 
Zagniecione ciasto wąchamy w upojeniu, a następnie wkładamy do lodówki na około 30-45 minut, żeby stężało. Od schłodzonego ciasta odkrawamy niewielkie kawałki, podsypując mąką wałkujemy je na grubość około 3-4 mm i wykrawamy dowolne kształty, które przenosimy na wyłożoną papierem dużą blachę. Układamy w odstępach, ciasteczka rosną! Pieczemy w temperaturze 180°C przez około 10-11 minut. W moim piekarniku 11 minut jest optymalne. Zbyt długo pieczone ciasteczka wysuszą się i stracą swą delikatność. Upieczone ciasteczka pozostawiamy na blasze przez około 5 minut i dopiero przekładamy.
Cukier ucieramy z gorącą woda i alkoholem na gładką, gęstą masę i lukrujemy ciasteczka.
Lepiej lukrować chłodne, ciepłe są zbyt delikatne i mogą się kruszyć w palcach.
Ciasteczka można przechowywać przez 7 -10 dni. Nie tracą swej delikatności.


Uwagi:
- ciasteczka są mało słodkie, ale polane lukrem smakują akurat, jeśli jednak lubicie porządnie słodkie wypieki zwiększcie ilość cukru w cieście nawet o 100%.

czwartek, 15 grudnia 2011

Sernik pomarańczowo-śliwkowy

Pieczecie serniki na Boże Narodzenie? Ja nie wyobrażam sobie Świąt bez tego ciasta, mam wiec dla was propozycję sernika, który doskonale pasuje na świąteczny stół i na pewno przyciągnie uwagę gości. Przy okazji będzie stanowił miłą, lżejszą alternatywę dla przepysznych, ale dosyć treściwych pierników, makowców i serników tradycyjnych.
Sernik jest dosyć lekki, idealnie kremowy i aksamitny. Śliwki dodają mu może nieco ciężaru, ale jest on zrównoważony przez orzeźwiającą nutę pomarańczową. Gorąco polecam.



Składniki spodu:

2/3 kostki masła
200g mąki pszennej
4 łyżki cukru pudru
1 łyżka cukru waniliowego (jeśli używacie wanilinowego to 1 łyżeczka)
1 jajko
1 słoiczek gęstych powideł śliwkowych lub marmolady śliwkowej

Składniki masy serowej:

800 dag bardzo tłustego kremowego sera do serników
5 jajek
skórka otarta z jednej dużej pomarańczy
1 szklanka cukru pudru
1 łyżka ekstraktu waniliowego

Składniki wierzchu:

8-10 szt śliwek mrożonych lub z zalewy (dobrego kompotu, puszki)
sok z jednej pomarańczy
1 łyżeczka skórki otartej z pomarańczy
1/2 pokrojonej pomarańczy do ozdoby
4 łyżki cukru (jeśli używamy śliwek mrożonych)

przepis na tortownicę około 21 cm



Przygotowanie spodu:
Mąkę łączymy z cukrem, siekamy drobno z zimnym masłem, dodajemy jajko i szybko zagniatamy zwarte ciasto. Gotowe ciasto rozwałkowujemy na stolnicy na prostokąt o grubość około 2-3 mm a następnie smarujemy całe cienką warstwą powideł i zwijamy w ścisłą roladę. Jeśli macie małą stolnicę, albo nie czujecie się zbyt pewnie ze zwijaniem długiego rulonu ciasta podzielcie je na pół i zróbcie dwie mniejsze rolady.
Tak przygotowaną roladę umieszczamy na tacy lub blaszce i wkładamy do lodówki na minimum pół godziny. Można ją też zrobić w przedzień pieczenia.
Schłodzone ciasto wyciągamy z lodówki i kroimy ostrym nożem na plasterki o grubości około 0.5 cm a następnie układamy plasterki na dnie wyłożonej papierem tortownicy. Plasterki powinny do siebie przylegać. Nie przejmujcie się, jeśli przy dociskaniu stracą kształt. Na przekroju nie będzie tego widać.
Tak przygotowany spód zapiekamy w piekarniku nagrzanym do temperatury 180°C przez około 20-25 minut. Spód nie powinien być specjalnie spieczony, ale nie może też być surowy.



Przygotowanie masy serowej:
Ser mieszamy z cukrem pudrem, nie przerywając mieszania dodajemy pojedynczo jajka, ekstrakt i skórkę pomarańczową. Masy nie ubijamy i nie staramy się napowietrzać. Najlepiej mieszać ręcznie (masa będzie rzadka), albo mikserem na wolnych obrotach.
Gotową masę wylewamy delikatnie na upieczony spód i pieczemy przez około 40-45 minut w temperaturze 160°C (bez termoobiegu!). Brzegi sernika powinny być porządnie ścięte, a środek lekko galaretowaty.
Tak upieczone ciasto wystawiamy z piekarnika i pozostawiamy w formie do ostygnięcia.



Przygotowanie wierzchu:
Jeśli korzystamy z mrożonych śliwek zalewamy je 1/2 szklanki wody, dodajemy cukier, skórkę i zagotowujemy na wolnym ogniu. Gdy owoce nie będą już surowe wyciągamy je z kompotu, a sam płyn gotujemy jeszcze przez jakiś czas, aż zamieni się w gęsty syrop.
Jeśli korzystamy z gotowej zalewy/kompotu śliwki od razu odkładamy na bok, a zalewę gotujemy ze skórką pomarańczową do momentu, aż zgęstnieje. 
Pomarańczę kroimy wedle upodobania na cząstki lub plasterki.
Śliwki układamy na ostudzonym cieście, polewamy syropem, ozdabiamy pomarańczami. Ciasto wkładamy do lodówki na około 5-6 godzin. Dopiero po tym czasie wyjmujemy z formy i podajemy. 
Pyszne :-) 



Uwagi:
- niestety, nie miałam akurat w domu, ale myślę, że syropowi świetnie zrobi dodanie łyżki Cointreau, albo innego dobrego likieru pomarańczowego;
- więcej o tego typu sernikach możecie przeczytać pod tym linkiem.

środa, 14 grudnia 2011

Szybki piernik


Jestem wielką zwolenniczką pierników dojrzewających, czyli takich, do których ciasto robi się na kilka dni, a najlepiej na kilka tygodni przed pieczeniem, ale cóż, czasami nie ma czasu i wtedy trzeba sięgnąć po szybki przepis. Na przykład taki jak ten. Piernik wychodzi naprawdę smaczny. Jest wilgotny, aromatyczny i bardzo łatwy w przygotowaniu. Może go zrobić osoba bez żadnego doświadczenia kuchennego.
Przepis spisałam sobie dawno temu z Internetu. Niestety, nie miałam wtedy pojęcia, że będę się nim publicznie dzieliła, więc nie zanotowałam, kto jest jego autorem.



Składniki ciasta:

1 szklanka prawdziwego miodu
1 szklanka cukru
1 szklanka mleka
3 niepełne szklanki mąki pszennej
4 jajka
1/2 kostki masła
1 opakowanie przyprawy do pierników
2 płaskie łyżeczki sody
1 łyżka kakao
1 łyżeczka cynamonu
garść bakalii wedle upodobań (ja akurat nie dodałam wcale)



Miód, masło, cukier, przyprawę do piernika i cynamon zagotowujemy razem i odstawiamy do ostudzenia. Mąkę mieszamy z sodą i kakao. Do  chłodnej masy, ciągle mieszając dodajemy mleko, żółtka i wymieszaną mąkę i bakalie. Z białek ubijamy pianę i delikatnie mieszamy ją z ciastem. Ciasto powinno mieć gęstość śmietany. Pieczemy przez około godzinę w piekarniku nagrzanym do temperatury 170°C
Smacznego!



Uwagi:

- próbowałam zrobić ten piernik z mąki pełnoziarnistej, niestety nie jest tak smaczny, jak z mąki pszennej, bo traci swoją wilgotność;
- piernik świetnie smakuje przełożony powidłami.

sobota, 10 grudnia 2011

Bara Brith


Znowu dziwna nazwa, prawda? Już wyjaśniam, że chodzi o tradycyjne pieczywo walijskie z suszonymi owocami, którego nazwa oznacza ponoć "nakrapiany chleb". Tak przynajmniej twierdzi książka " Pieczone przysmaki" wydawnictwa Reader's Digest, z której zaczerpnęłam przepis.
Przepisów na ten chlebek jest bardzo dużo (tak z kolei twierdzi Internet) i z ich ogromu można wyodrębnić dwa główne nurty - chlebki na drożdżach i chlebki na proszku. Doczytałam też, ale to już po upieczeniu ciasta, że najczęściej używa się małych owoców suszonych. No cóż, przepis w książce tego nie precyzował, więc u mnie w bara brith znalazły się też pokrojone drobno suszone jabłka, gruszki i śliwki. Uważam, że to wcale nie był zły wybór, tym bardziej, że wszystkie te owoce wysuszone były w domu, bez dodatku żadnych chemicznych wspomagaczy i cukru.
A jak smakuje sam chlebek? Jest niezwykle treściwy, ciężki i wilgotny. Można najeść się jedną kromką. W książce każą go jeść z masłem lub serem, mnie smakował też samodzielnie. Niewątpliwie jest też zdrowy, zawiera niewiele cukru, a oprócz suszonych owoców znajdziemy w nim ciemną mąkę i fantastyczne korzenne przyprawy. 
Podsumowując - idealny wypiek na późną jesień.




Składniki ciasta:

2 torebki herbaty (u mnie 2 łyżeczki czarnej herbaty, zwykle nie miewam w domu czarnej herbaty ekspresowej)
330 ml wrzątku
225g mieszanki suszonych owoców
170g mąki białej
170g mąki razowej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka mieszanki mielonego cynamonu, gałki muszkatołowej i ziela angielskiego
55g jasnego cukru muscovado
1 roztrzepane jajko


przepis na keksówkę średniej wielkości



Herbatę w torebkach zaparzamy w 330 ml wody przez około 3-4 minuty, następnie naparem zalewamy suszone owoce i odstawiamy całość na minimum 5 godzin, a najlepiej na całą noc. 
Przesiewamy do miski obydwie mąki, proszek do pieczenia i przyprawy korzenne. Wrzucamy do miski pozostałe na sitku otręby oraz cukier. Wszystko mieszamy. Do mąki dodajemy owoce wraz z płynem oraz jajko. Lekko mieszamy owoce z jajkiem a następnie mieszamy całość. Ciasto powinno być dosyć rzadkie, ma spływać z łyżki. Jeśli jest zbyt gęste rozrzedzamy go 2-3 łyżeczkami gorącej wody.
Tak przygotowane ciasto wkładamy do wyłożonej papierem keksówki i wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 160°C na około 75 minut
Bochenek powinien urosnąć, stwardnieć, lekko popękać i się przyrumienić. Gdyby okazało się, że jest nadmiernie przyrumieniony przykrywamy wierzch folią aluminiową. Mój chlebek piekł się nawet dłużej, wyjęłam go z piekarnika po mniej więcej 90 minutach.
Upieczone ciasto odstawiamy w blasze na ok. 5 minut do przestygnięcia, a następnie wyjmujemy na kratkę, alby ostygło całkowicie.
Chlebek najlepszy jest następnego dnia. W książce napisali, ze można go przechowywać do 5 dni w foliowej torebce. Mój chlebek siedział sobie w szafce, pod ściereczką przez tydzień i cały czas był tak samo wilgotny i aromatyczny.


Uwagi:

- można eksperymentować z aromatami i dodatkami, owoce można namoczyć w herbacie earl grey, do ciasta dodać orzechy, zamiast przypraw korzennych można dać skórkę startą z limonki itd.

czwartek, 8 grudnia 2011

Mikołajowy torcik czekoladowy


Co zrobić, jeśli chce się upiec ciasto w duchu Bożego Narodzenia dla kogoś, kto nie lubi przypraw korzennych, makowców i serników? Ja upiekłam zawsze bezpieczne ciasto czekoladowe przekładane masą toffi. A co zrobić, żeby utrzymać je w świątecznym nastroju? To możecie zobaczyć na zdjęciach. Wiem, nie jestem normalna, ale dawno przy robieniu ciasta nie miałam takiej zabawy:-)
Do zrobienia ciasta wykorzystałam przepis Nigelli na ciasto czekoladowa krówka (z połowy proporcji), nie użyłam jednak jej masy czekoladowej, która jest pyszna, ale ekstremalnie kaloryczna. Zamiast niej zastosowałam dużo lżejszą masę z bitej śmietany i czekolady. 


Składniki ciasta:

200g mąki
125g cukru (dałam tylko 75g)
50 g cukru trzcinowego
25 g najwyższej jakości kakao
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
1/4 łyżeczki soli
2 jajka
75 ml śmietany 18%
1 łyżka ekstraktu waniliowego lub 2 łyżki cukru wanilinowego
90 g rozpuszczonego i przestudzonego masła
60 ml oleju roślinnego
150 ml zimnej wody

Składniki kremu toffi:

200 ml śmietany kremówki 36%
3 łyżki kajmaku (może być gotowy)

Składniki kremu czekoladowego:

1/2 tabliczki gorzkiej czekolady
100 ml  śmietany kremówki 36%

Składniki "śniegu na kominie":

100 ml śmietany kremówki 36%
1 łyżka cukru pudru
1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego lub cukru wanilinowego

Składniki Mikołaja:

masa plastyczna (wg.Cinki z forum cincin):
1/4 kostki masła
1/2 szklanki wody
13 dag mąki pszennej
25 dag cukru pudru
barwniki spożywcze wedle uznania

użyłam foremki 15 na 30 cm



Przygotowanie ciasta:
Mieszamy w osobnej misce wszystkie składniki suche. W drugiej misce mieszamy jajka ze śmietaną i ekstraktem. W trzeciej misce mieszamy masło, olej i wodę. To nie ja wymyśliłam tę szaloną ilość misek. To Nigella:-)
Do masła, oleju i wody dodajemy produkty suche. Mieszamy na wolnych obrotach miksera, albo zwyczajnie łyżką, a następnie dodajemy masę śmietanowo-jajeczną. Mieszamy całość bardzo dokładnie, a następnie wylewamy do wyłożonej papierem formy. Ja użyłam formy podłużnej 15 na 30 cm. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 180°C i  pieczemy przez około 40 minut. Sprawdzamy patyczkiem, jeśli jest suchy, ciasto jest gotowe.
Wystudzone ciasto wyciągamy z formy i dzielimy w następujący sposób:
przekrawamy wzdłuż na dwa blaty, a następnie dzielimy na pół i przycinamy brzegi tak, żeby uzyskać 4 identyczne, kwadratowe blaty, które otworzą komin. Przycięte kawałki posłużą do zrobienia rantu wokół komina.

Przygotowanie kremu toffi:
mocno schłodzoną śmietanę ubijamy na najwyższych obrotach, a następnie mieszamy ją stopniowo, po 1 łyżce z masą kajmakową

Przygotowanie kremu czekoladowego:
czekoladę rozpuszczamy na parze. Śmietanę ubijamy jak wyżej, a następnie stopniowo, po 1 łyżce dodajemy ją do przestudzonej czekolady. Mieszamy dokładnie.

Przygotowanie "śniegu":
jak wyżej ubijamy śmietanę, z tym że w początkowej fazie ubijania dodajemy do niej cukier i wanilię

Przygotowanie masy mikołajowej i samego Świętego:
gotujemy wodę z masłem, a następnie wsypujemy mąkę i energicznie mieszamy do momentu uzyskania jednolitej konsystencji (podobnie jak przy masie ptysiowej). Zdejmujemy z ognia, dodajemy cukier i wyrabiamy całość na gładką masę. Dzielimy ją na części, dodajemy barwniki i wykorzystując maksimum swoich możliwości twórczych próbujemy ulepić dolną część Mikołaja. Z technicznego punktu widzenia nie jest to specjalnie trudne, bo masa zachowuje się jak plastelina. Zanim jednak umieścimy Mikołaja na cieście warto go lekko schłodzić, masa dzięki temu pięknie zesztywnieje. Ja tego nie zrobiłam i Mikołaj miał tendencję do machania nóżkami, co być może dodawało dramatyzmu torcikowi, ale nie o taki efekt mi chodziło, poza tym bałam się, że Święty rozstanie się z którąś kończyną na zawsze, a to już na pewno nie byłby efekt oczekiwany.

Budowanie "komina":
Blaty przekładamy masą kajmakową. Smarujemy nią również boki i wierzch ciasta i przyklejamy nią ranciki na górnej części komina. Boki komina i ranciki z wierzchu przykrywamy równomierną warstwą masy czekoladowej, a następnie czubkiem noża rysujemy kontury cegieł w taki sposób, aby pod nimi widać było masę kajmakową. Na kominie umieszczamy Mikołaja (schłodzonego!), jeśli zachodzi taka potrzeba przyklejamy go kremem. Dokoła Mikołaja, przy pomocy dekoratora do ciast układamy śnieg.


Uwagi:
- mój torcik jest naprawdę mały, jeśli chcecie zrobić coś większego musicie podwoić proporcje;
- do masy plastycznej można dodać odrobinę jakiegoś aromatu, wbrew pozorom jest całkiem jadalna:-)

wtorek, 6 grudnia 2011

Pierniczki i o pewnym dzielnym Krzysiu


Dziś Mikołajki. Doskonała pora, żeby przypomnieć o pieczeniu pierniczków. Moja kuchnia wczoraj zamieniła się w prawdziwą pierniczkową piekarnię. Powstał między innymi piękny prezent pierniczkowy, który pewna młoda osoba przygotowała dla kogoś bardzo dla niej ważnego.



Pierniczki w słoju zostały przygotowane według tego przepisu, który pozostaje moim ulubionym. Możecie też wypróbować inne przepis na pierniczki z mojego bloga, na przykład ten albo ten. Wszystkie pierniczki są miękkie.










Niestety, nie każdemu jest dane cieszyć się świątecznym zapachem domowych pierniczków. Bratanek mojej koleżanki Oli, czteroletni Krzyś trafił właśnie do szpitala, bo pogorszyły mu się wyniki po ostatniej chemii. Mały od kilku miesięcy choruje na nowotwór mózgu. Leczenie idzie w miarę sprawnie, ale będzie długotrwałe i niestety kosztowne. Byłabym więc bardzo wdzięczna, gdybyście zechcieli wspomóc Jego leczenie.
Serdecznie też proszę Blogerki, które do mnie zaglądają, aby zechciały w miarę możliwości napisać o Krzysiu u siebie. Ten mały dzielny człowieczek bardzo tego potrzebuje.
To strona Krzysia na Facebooku, a oto i sam Krzyś:


























Poniżej dane do przelewu, wystarczy skopiować:

Fundacja "ISKIERKA" na rzecz dzieci z chorobą nowotworową 

Warszawa 00-838, Prosta 51 

ING Bank Śląski nr konta: 30 1050 1588 1000 0023 0342 1412 

koniecznie z dopiskiem „Krzysiu Tobór”


Dziękuję!

 
Design by Ciey based on Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes