piątek, 9 listopada 2012

O "Słodkim" i o dzisiejszych czasach


W dzisiejszych czasach księgarnie pełne są pięknie wydanych książek kucharskich różnych telewizyjnych sław. Kto interesuje się kuchnią, a nie ma w biblioteczce jakiegoś Jamiego Olivera czy innej Marthy Stewart?

Żyjemy w czasach, gdy najlepiej sprzedają się książki kucharzy-celebrytów. A może należałoby powiedzieć książki firmowane przez kucharzy-celebrytów?  Ciekawy artykuł pod wiele mówiącym tytułem "I Was a Cookbook Ghostwriter" ukazał się niedawno w NewYorkTimes. Chętnych do przeczytania odsyłam tu, a tym, którzy nie znają angielskiego wyjaśniam, że ghostwriter to inaczej autor-widmo, czyli ktoś, kto za konkretne pieniądze pisze teksty publikowane potem pod nazwiskiem zleceniodawcy. Nie należy mylić tego z redagowaniem tekstu! Chodzi o tworzenie tekstu od początku do końca.
Artykuł mówi właśnie o tym, że  pisanie książek kucharskich na zlecenie jest w obecnych czasach wręcz normą. Jak się na tym zastanowić, to chyba rzeczywiście nie może być inaczej. Kucharz-celebryta spędza całe dnie na nagrywaniu kolejnych odcinków swoich programów, biega pomiędzy sesją zdjęciową, a kolejnym talk-show i w rezultacie okazuje się, że nie ma kiedy usiąść i zacząć pisać. Niekoniecznie też ma ku temu odpowiednie umiejętności.

Większość czytelników na ogół nie ma pojęcia o tym, że taki proceder ma miejsce, wielu z tych, którzy wiedzą niespecjalnie się temu dziwi uznając, że to znak dzisiejszych czasów, a tylko nielicznym przebiega przez głowę myśl, że może coś tu jest nie tak?
Na tle tych wszystkich sławnych nazwisk pojawiła się niedawno książka równie pięknie wydana, ale nie firmowana nazwiskiem ogólnoświatowej sławy kucharskiej. Mam oczywiście na myśli "Słodkie" Elizy Mórawskiej, szeroko znanej w blogosferze jako Liska.
Dziś wreszcie miałam okazję, żeby się z tą książką zapoznać.
Jakie są moje odczucia?
Może powinnam zacząć od tego, że nigdy nie przypuszczałam, że kiedyś będę się zachwycała już tym, że autorem książki rzeczywiście jest osoba, której nazwisko widzę na okładce.
To wielka przyjemność wziąć w ręce książkę kucharską, która od początku do końca jest konkretną kreacją autora. Widzę w niej piękne zdjęcia Liski, czytam przepisy, które wiem, że sama opracowała. Czuję się zainspirowana. Tak jak na blogu.  Prawdziwie i "po liskowemu". To praktyczna książka, której format i sposób podawania przepisów będzie sprawdzał się w kuchni, ale też przyjemny i klimatyczny album, którym można się delektować siedząc na kanapie. No chyba że tylko ja lubię czytać książki kucharskie dla samej przyjemności jedzenia oczami.
Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym się też trochę nie przyczepiła. Spodziewałam się, że książka będzie graficznie równie przejrzysta jak blog, a tymczasem jest delikatna, bardzo subtelna kolorystycznie, ale paradoksalnie zakłóca to momentami jej czytanie. Niektóre czcionki wydają mi się zbyt rozmyte, a tła z drobnym wzorkiem utrudniają nieco odbiór. Nie do końca podoba mi się też to, że część tekstu jest podkreślona, ale na szczęście występuje to w tekstach dodatkowych, nie w recepturach.
Ogólnie jednak książka jest piękna i bardzo się cieszę, że wreszcie została wydana. Gratuluję, Lisko i trzymam za Ciebie kciuki. To kiedy wychodzi "Słone"?;-)





3 komentarze:

jo! pisze...

Ujęłaś w swojej recencji to, co i ja myślę :)

Marcelina Sunnyday pisze...

muszę kupić koniecznie, bo ciekawość mnie zżera, a jeszcze nie miałam czasu się wybrać na zakupy :))

AziU pisze...

to prawda, ze jest olbrzymi popyt na książki kucharskie, szczególnie znanych osób. Ja niezbyt często takie książki kupuję, bo co tu dużo kryć ceny są z kosmosu. Ale podobnie jak autorka bloga lubię jeść oczami, dlatego czasem się skuszę na zakup. Dziękuję za recenzję i pozdrawiam

Prześlij komentarz

Dziękuję za odwiedziny :-)

 
Design by Ciey based on Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes