wtorek, 31 stycznia 2012

Tarta z kardamonem i białą czekoladą


Przygotowanie nadzienia rozpoczęłam od rozkruszenia kilku ziarenek kardamonu. Chciałam to zrobić w moździerzu ale przypomniałam sobie, że właśnie rozbiłam w nim kilka ziarenek pieprzu i nie chciało mi się go czyścić. Swoją drogą, czy Wam też młynki do pieprzu kończą się w takim tempie jak mnie? Wracam jednak do kardamonu. Cóż to jest rozkruszyć kilka ziarenek, myślę sobie, zrobię to tłuczkiem w ulubionej metalowej miseczce. W Trójce zagrali właśnie Bohemian Rhapsody, więc ziarenka tłukło mi się w rytm muzyki aż miło. W końcowej fazie upojona pracą i muzyką zapragnęłam jeszcze podelektować się cudownym ciepłym aromatem rozkruszonych ziaren. Nachyliłam się nad nimi i właśnie wtedy metalowe denko miseczki wciśnięte przeze mnie uderzeniami tłuczka zrobiło porządne "pyk" i wróciło do poprzedniej formy. Nie muszę dodawać, że zamieniony w pyłek kardamon cudownie wykorzystał tę trampolinę? Wyniki doświadczenia? Kardamon umieszczony blisko nosa dostarcza bardzo miłych wrażeń. Kardamon umieszczony w tarcie z białą czekoladą dostarcza wrażeń wręcz fantastycznych. Kardamon umieszczony w nosie znacząco traci na atrakcyjności i tego ostatniego doświadczenia, w odróżnieniu od dwóch pierwszych raczej nie polecam ;-)
Przepis na podstawie "Tarteletki i tarty" Sarah Barnaby. 



Składniki ciasta (po mojemu):

1 szklanka mąki pszennej
1 łyżka cukru pudru
1/2 kostki masła
1 żółtko
odrobina wody, jeśli będzie taka potrzeba

Składniki nadzienia:

ziarna z 8 owoców kardamonu
300 g białej czekolady, posiekanej (3 tabliczki)
300 ml śmietany kremówki (30 lub 36%)
1 łyżeczka żelatyny
dodatkowo:
2-3 łyżki kakao do posypania

przepis na formę około 20-22 cm




Mąkę mieszamy z cukrem. Do mąki ścieramy na tarce masło i mieszamy je z nią lub też rozkruszamy je na drobno w mące malakserem. Masa mączno-maślana powinna przypominać coś w rodzaju zacierek. Dodajemy do niej żółtko i zagniatamy ciasto. Jeśli nie będzie chciało się zagnieść pomagamy sobie odrobiną zimnej wody. Formę do tarty smarujemy masłem. Ciasto rozwałkowujemy i wykładamy formę pozostawijając rant to wysokości około 3-4 cm. Formę wraz z ciastem wkładamy na minimum 30 minut do lodówki, a następnie pieczemy w temperaturze 180°C przez około 20-25 minut, do zezłocenia. 
Ciasto przed wstawieniem do piekarnika należy kilkakrotnie nakłuć widelcem, aby zapobiec tworzeniu się pęcherzyków powietrza. 
Można też upiec je zgodnie ze starą dobrą szkołą pieczenia tart, czyli przez pierwsze 10 minut piec na wyłożonym papierem cieście specjalnie do tego przeznaczone fasolki, a dopiero potem je usunąć i piec ciasto dalej. Tarta wyjdzie wtedy idealnie płaska, ale ja przyznam się szczerze niezwykle rzadko tak robię.
Upieczoną tartę zostawiamy do ostygnięcia.

Kardamon rozkruszamy na proszek. Możliwie nie w metalowej misce ;-) Żelatynę zalewamy 3-4 łyżeczkami wody i zostawiamy do spęcznienia.
Śmietankę mieszamy z kardamonem i mocno podgrzewamy. Wrzucamy do niej czekoladę i mieszamy całość ciągle podgrzewając i czekając aż się rozpuści. Nie zagotowujemy! Do mocno gorącej masy dodajemy napęczniałą żelatynę i znów mieszamy, żeby się rozpuściła. Studzimy i wylewamy na upieczone ciasto. Schładzamy przez minimum 3 godziny. U mnie tarta spędziła w lodówce noc. Przed podaniem posypujemy kakao. Pyszna!



czwartek, 26 stycznia 2012

Ciasteczka czekoladowo-owsiane


Jak dziś zauważyła pewna Zofia te ciasteczka są doskonałym połączeniem ciasteczek czekoladowych i owsianych, czyli tego, co tygrysy lubią najbardziej. Chrupiące, z mocnym smakiem płatków owsianych, pełnoziarnistą mąką i gorzką czekoladą. Idealne ze szklanką mleka lub kakao, a do tego niezwykle łatwo je zrobić. Bardzo polecam.



Składniki ciasta:

3/4 kostki masła
3/4 szklanki cukru (najlepiej ciemnego)
1 jajko
1 szklanka mąki pszennej grubo zmielonej ( u mnie typ 2000)
2 łyżki dobrego kakao
1/2 łyżeczki sody
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 szklanka płatków owsianych
1 łyżka ekstraktu waniliowego
1/2 tabliczki gorzkiej czekolady (>70% kakao)
garść rodzynek (jeśli ktoś lubi)


przepis na dwie duże blachy


Mąkę mieszamy z kakao, sodą, proszkiem do pieczenia i płatkami. Czekoladę siekamy na drobne kawałki. Rodzynki płuczemy, odsączamy. Masło ucieramy z cukrem na puszystą masę. Nie przerywając mieszania dodajemy jajko, ekstrakt, a następnie stopniowo mąkę z resztą składników. Na końcu wsypujemy czekoladę i rodzynki. Ciasto powinno być dosyć gęste, aby można było uformować z niego niewielkie kuleczki. Jeśli jest za rzadkie dosypujemy nieco mąki. Jeśli jest tak gęste, że nie da się dobrze wymieszać możemy dolać odrobinę mleka.
Blachę wykładamy papierem do pieczenia. Z ciasta formujemy kulki mniej więcej wielkości winogron i układamy zachowując odstępy 3-4 cm. Ciasteczka w czasie pieczenia rozleją się na płasko. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 180°C i pieczemy przez około 12 minut. W moim piekarniku, z termoobiegiem ciasteczka są idealne właśnie po tym czasie. UWAGA! Ciasteczka zaraz po wyciągnięciu z piekarnika są miękkie, rozpadające się, wyglądają jakby się nie upiekły. Nie dajcie się temu zwieść, spokojnie poczekajcie około 5 minut aż stwardnieją i dopiero wtedy zdjemijcie je z blaszki. 
Najlepsze są jeszcze lekko ciepłe. Ciasteczka świetnie się przechowują, ale w suchym miejscu, pod wpływem wilgoci miękną. Są w dalszym ciagu smaczne, ale niestety nie chrupią już tak bardzo, co dla mnie stanowi ich poważną wadę, więc pilnuję, żeby wilgoci miały jak najmniej.
Smacznego!




poniedziałek, 23 stycznia 2012

Tarta czekoladowa w bereciku (i z kotami w tle)


Prawdziwie czekoladowa tarta chodziła za mną, chodziła i w końcu musiałam paskudę zrobić, żeby się  odczepiła.
Ponieważ nie mogłam się zdecydować na żaden konkretny przepis zrobiłam coś, co jest wypadkową kilku.
Ciasto kruche pochodzi z książki Tarteletki i Tarty S. Banbery, inspirację do nadzienia zaczerpnęłam z Tarty na słodko i słono M. Barkat-Nuq, a bezowy berecik jest z kuchni Dagi ;-)
Tarta jest bardzo mocno czekoladowa, dlatego zdecydowałam się na bezową górę, której zadaniem jest nieco osłodzić wytrawny smak czekolady 90%. Jeśli jednak lubicie mocno czekoladowe wypieki możecie z niej śmiało zrezygnować.
Zauważcie też proszę bezową kratkę na wierzchu. Jest ona doskonałym dowodem na to, że lepsze jest wrogiem dobrego. Zrobiłam prawcowicie naprawdę ładną przeplatankę bezową, ponieważ jednak zostało mi nieco masy w dekoratorze doszłam do wniosku, że nie zaszkodzi, jak dodam parę fantazyjnych pasków tu i ówdzie. Niestety, zaszkodziło. Na szczęście szkoda dotyczyła wyglądu, a nie smaku :-)



Składniki ciasta:

125 g mąki pszennej
2 łyżeczki kakao
2 łyżeczki cukru pudru
szczypta soli
50 g schłodzonego masła pokrojonego na kawałki
1 żółtko
zimna woda

Składniki nadzienia:

250 g gorzkiej czekolady ( u mnie 90%)
2 łyżki wody
1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej
5 jajek
250 ml śmietanki kremówki
1 torebka cukru waniliowego ( u mnie 1 łyżka ektraktu)

Berecik bezowy:

2 białka 
1 szklanka cukru pudru
1 łyżka ekstraktu waniliowego

przepis na formę do tarty o średnicy ok. 22 cm

Z podanych składników przygotowujemy kruche ciasto: mąkę przesiewamy z kakao, cukrem i solą. Siekamy z zimnym masłem, dodajemy żółtko i szybko zarabiamy ciasto dodają odrobinę zimnej wody - tyle, żebyśmy szybko mogli uformować z ciasta kulę. Następnie podsypujemy na stolnicę mąkę i rozwałkowujemy ciasto na koło kilka cm większe niż średnica formy. Przenosimy rozwałkowane ciasto delikatnie do formy i przyciskamy do jej brzegów w taki sposób, aby ciasto przylgnęło do dna i brzegów formy. Wkładamy do lodówki na około 30 minut. Można na dłużej. Prawdziwa szkoła pieczenia tarty każe wyłożyć tak przygotowane ciasto papierem, a następnie nasypać na papier fasolę i piec tartę pod takim obciążeniem. Mnie prawie nigdy nie chce się w to bawić, więc ograniczam się do kilkakrotnego nakłucia dna i brzegów tarty. Zapobiega to całkiem skutecznie ewentualnym wybrzuszeniom, które mogłyby zrobić się na powierzchni ciasta, a metodę lubię dlatego, że jest o wiele szybsza.
Bez względu na to, na co się zdecydujecie schłodzoną tartę trzeba włożyć do piekarnika nagrzanego do temperatury 190°C na 20 minut, aby ją zapiec.

W tym czasie możemy zająć się nadzieniem. 
Czekoladę łamiemy i wrzucamy do rondelka, polewamy wodą i mieszając podgrzewamy na wolnym ogniu aż się stopi (uwaga, masa lubi się przypalać!). Do rozpuszczonej czekolady, nie przerywając mieszania wlewamy śmietankę, dodajemy kawę i wanilię. Na koniec łączymy masę z roztrzepanymi jajkami, wylewamy na podpieczony spód i wkładamy do piekarnika na 10 minut (temperatura bez zmian).

W czasie gdy ciasto jest w piekarniku ubijamy pianę z białek. Pod koniec ubijania dodajemy do niej cukier puder i ubijamy, aż masa stanie się gładka, sztywna i błyszcząca. Wyciągamy tartę z piekarnika, obniżamy temperaturę do 140°C, dekorujemy wierzch bezą a następnie zapiekamy jeszcze przez około 45 minut, aż beza się wysuszy. Po wyłączeniu piekarnika czekamy jeszcze około pół godziny i dopiero wyciągamy ciasto. Kroimy gdy jest całkowicie ostudzone.
Smacznego!




Winna Wam jestem kilka zdań na temat konkursu na Blog Roku, w którym brałam udział i dzięki Waszym głosom zdobyłam 15 miejsce. Do finałowej 10 zabrakło mi ledwo kilku głosów. Szkoda, ale to tak naprawdę nieważne. Uważam bowiem że jak na ponad 800 blogów z mojej kategorii zdobyłam naprawdę wysokie miejsce i co najbardziej istotne dowiedziałam się, że jest całkiem sporo osób, którym podoba się to, co tutaj piszę. Pięknie dziękuję za wsparcie!
Przy okazji mam też małe słówko do Organizatorów konkursu. Szanowni, może warto byłoby na przyszłość przemyśleć od nowa kategorie i zasady wyłaniania blogów do dalszego etapu? Teraz jest kilka dosyć specjalistycznych kategorii, w których rywalizowało od 150 do 250 blogów w każdej i dwa gigantyczne worki, czyli kategoria Ja i moje życie, w której rywalizowało ponad 700 blogów oraz niezwykle obszerna tematycznie kategoria Moje zainteresowania i pasje, w której blogów było ponad 800. Tymczasem z każdej z tych kategorii, bez względu na to, czy jest w niej blogów 100 czy 800 wybierana jest taka sama dziesiątka finalistów, którzy przechodzą dalej. Trochę mi się to wydaje niesprawiedliwe, no ale to moje odczucia.


I na koniec prośba - Kochani! jeśli w dalszym ciagu macie ochotę na głosowanie, to bardzo proszę zajrzyjcie do tych przepięknych rudych kotów i oddajcie głos! Rudzielce przeszły do następnego etapu i mam wielką nadzieję, że zostaną wybrane przez Jurorkę, ale dodatkowo biorą też udział w głosowaniu na Blog Blogerów, a żeby wejść do finałowej 10 w tym konkursie głosów im naprawdę potrzeba.

czwartek, 19 stycznia 2012

Rolada tiramisu


Jakoś ostatnio trzymają się mnie klimaty kawowe. To pewnie z powodu niskiego ciśnienia, bo nie jestem kawoszką. A jak z Wami? Zaczynacie dzień od kawy? Lubicie kawę, czy też pijecie ją głównie dlatego, żeby nie zasnąć? A może jedno i drugie?
Ja chyba nie najlepiej reaguję na kawę, dlatego nie piję jej dużo. Co innego kawa w cieście. Szczególnie jeśli to pyszna rolada kawowa z jednej z moich ulubionych książek z przepisami: Cakes, Bisciuts&Slices, wydawnictwa Australian Women's Weekly.
To moje drugie podejście do tego ciasta. Za pierwszym razem zrobiłam je dokładnie jak w przepisie i nie byłam zadowolona, bo posypka z migdałów z którą każą piec roladę u mnie przy rolowaniu przykleiła się do papieru, a nie do rolady, w wyniku czego ciasto, które w założeniu miało kusić delikatną pudrowo-migdałową posypką wyglądało, jakby je oskubał jakiś zachłanny migdałożerca. Poza tym rolada wydawała mi się zbyt sucha. W drugim podejściu uwzględniłam te uwagi i moim zdaniem jest perfekcyjnie. Wam podaję przepis oryginalny wraz z moim zmianami, możecie wybrać.



Składniki ciasta:

2 łyżki likieru kawowego
1/4 łyżki wody
2 łyżki cukru pudru
1 łyżka kawy instant
1 łyżka wrzątku
3 jajka
1/2 szklanki cukru pudru
1/2 szklanki mąki
2 łyżki płatków migdałowych

Krem:

1 szklanka mascarpone
1/2 szklanki śmietanki kremówki ( u mnie cała szklanka - D.)
2 łyżki likieru kawowego
ja dodałam jeszcze 2 łyżki cukru pudru




Dużą blachę natłuszczamy i wykładamy papierem do pieczenia. Mieszamy likier z wodą i cukrem (2 łyżki), zagotowujemy i gotujemy na małym ogniu przez około 5 minut, dopóki syrop lekko nie zgęstnieje. Zdejmujemy z ognia, dodajemy połowę kawy i odstawiamy, będzie potrzebny później.
Pozostałą kawę rozpuszczamy we wrzątku.
Mąkę przesiewamy.
Jajka ubijamy z cukrem ( 1/2 szklanki) przez około 5 minut, cukier powinien się rozpuścić, a masa nabrać puszystości i lekko zesztywnieć. Do masy dodajemy kawę rozpuszczoną w wodzie i wsypujemy delikatnie przesianą mąkę. Mieszamy, wylewamy do formy, z wierzchu posypujemy migdałami i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 200°C ( u mnie 180) na 15 minut.
W czasie gdy rolada się piecze przygotowujemy papier do pieczenia wielkości rolady i posypujemy go dosyć obficie cukrem pudrem. Upieczoną roladę, jeszcze ciepłą wykładamy na papier w taki sposób, żeby część z migdałami do niego przylegała, a następnie rolujemy ciasto migdałami do góry i zrolowane odstawiamy do ostygnięcia.

Gdy rolada stygnie ubijamy śmietanę kremówkę, mieszamy ją z serkiem, dodajemy likier. U mnie dodatkowo cukier.
Roladę rozwijamy, nawilżamy syropem i smarujemy kremem, a następnie z powrotem zwijamy.
Ja specjalnie użyłam więcej śmietany (piszę o tym w składnikach), aby móc posmarować roladę kremem również z wierzchu, a następnie posypałam ją pokruszonymi migdałami i mieloną kawą.
Obecność kremu na wierzchu spowodowała, że ciasto było wilgotniejsze.


środa, 18 stycznia 2012

Jelenie rożki


Proszę bez skojarzeń :-) Swoją drogą co te jelenie człowiekowi zawiniły, że się tak dziwnie kojarzą?
Na przepis natknęłam się w książce, o której nie chcę pisać zbyt wiele. Rzecz jest o kuchni polskiej, wydało to wydawnictwo Dragon, książkę nabyłam na wyprzedaży w hipermarkecie, kosztowała około 5 złotych. Stwierdziłam, że dosyć gruba książka kulinarna za takie pieniądze aż się prosi, żeby ją wziąć i w sumie nie żałuję, chociaż dział z wypiekami przygotowała jakaś wybitna miłośniczka margaryny. Nie ma bowiem ani jednego przepisu (!), który uwzględniałby masło. Książki nie sponsorował producent margaryny, więc podejrzewam, że przepisy powstały w czasach głębokiego PRL, kiedy to rzeczywiście masło do wypieków było nie lada rarytasem. Szkoda tylko, że nikt ich nie dostosował do realiów i wydał w 2011 roku. 
To znaczy przepraszam bardzo, ja dostosowałam, jeden przepis. Na jelenie rożki.
Uroczo wyglądają, prawda?
Wydają się być miłą karnawałową alternatywą dla pączków, faworków i racuchów. Robi się je bardzo szybko, a ciasto sprawiło mi miłą niespodziankę, bo było niezwykle plastyczne i wchłonęło bardzo mało tłuszczu.
Przepis sugeruje, żeby rożki obsypać pudrem, tak zrobiłam, co widać na zdjęciach. Wydawały mi się jednak w tej wersji zbyt suche i twarde, więc resztę oblałam lukrem i to był strzał w dziesiątkę. Rożki pod wplywem lukru zwilgotniały i były bardzo smaczne także następnego dnia, co nieczęsto zdarza się ciastom smażonym.



Składniki ciasta (po moich zmianach):

35 dag mąki pszennej
5 dag masła
2 żółtka
3 jajka
40 ml śmietany
1/2 łyżeczki skórki otartej z pomarańczy
1 łyżka wódki lub innego mocnego alkoholu
tłuszcz do głębokiego smażenia

dodatkowo: 1 szklanka cukru pudru, skórka pomarańczowa, 1 łyżka wody lub likieru pomarańczowego





Mąkę siekamy z masłem, dodajemy cukier, skórkę, jajka, żółtka, śmietanę i alkohol. Zagniatamy zwarte, elastyczne ciasto.
Odrywamy kawałek, formujemy z niego wałek o grubości około 1.5 - 2 cm a następnie kroimy go na odcinki o długości około 8 cm. Każdy z powstałych tym sposobem odcinków nacinamy ukośnie z obu stron (ja także nacinałam z jednej) i smażymy na rozgrzanym tłuszczu na złoty kolor. Wykładamy do odsączenia na talerz wyłożony papierowymi serwetkami. Ostudzone rożki pokrywamy cienko lukrem.

Lukier robimy rozcierając cukier puder wraz z dodatkami. Jeśli nie będzie chciał się rozcierać dodajemy odrobinę wody.
Smacznego!



wtorek, 17 stycznia 2012

Sernik bananowo-czekoladowy


Przeżywam ostatnio coś w rodzaju głodu czekoladowo-bananowego. Być może ma to związek z niedoborami magnezu i potasu, z których to pierwiastków wspomniane produkty słyną? Tak. To musi mieć związek z niedoborami. Bo z czymże innym? Przecież nie z łakomstwem.
Wy też na pewno macie jakieś niedobory, więc musicie zrobić ten sernik.
Masa serowa, karmelizowane banany, czekolada... to naprawdę smaczne!

A jak już będziecie kręcić ten serniczek, to pomyślcie sobie o Waszej blogerce_na pożyczonym_laptopie i dajcie jej szansę na wygranie nowego. Jak? Szczegóły po lewej stronie bloga. Uwierzcie, liczy się KAŻDY głos, a tych mi ciągle bardzo brakuje. Konkurs trwa tylko do czwartku!



Składniki spodu:

1 duże jajko
1 płaska łyżka kakao
1 czubata łyżka cukru
1 czubata łyżka mąki

Składniki masy:

70 dag sera do serników
300 ml śmietanki 30 lub 36%
6 bardzo dojrzałych bananów
1/2 cytryny
3/4 szklanki cukru kryształu (jeśli banany są b. słodkie, można zmniejszyć ilość cukru)
1 tabliczka czekolady mlecznej
4 łyżki żelatyny
2 łyżki ekstraktu waniliowego lub rumu

dodatkowo: 1/2 czekolady gorzkiej do polewy

przepis na tortownicę ok 22 cm





Dno tortownicy wykładamy papierem do pieczenia. Mąkę przesiewamy z kakao. Piekarnik nastawiamy na temperaturę 160°C. Jajko ubijamy z cukrem na bardzo puszystą i niemalże białą masę. Do masy jajecznej dodajemy mąkę i kakao i całość delikatnie mieszamy. Wylewamy na dno tortownicy i wkładamy do piekarnika. Pieczemy około 10-12 minut. Wierzch upieczonego ciasta powinien być sztywny, ale nie wysuszony, więc trzeba pilnować czasu.

Banany kroimy na plasterki, skrapiamy cytryną. Do możliwie jak najszerszego rondelka wsypujemy cukier, stawiamy na średnio nagrzanym palniku i czekamy aż zrobi się karmel, czyli cukier się rozpuści i nabierze pięknego, złoto-brązowego koloru. Delikatnie ruszamy garnkiem, aby cukier karmelizował się równomiernie. Nie mieszamy! Gdy cały lub prawie cały cukier się skarmelizował wrzucamy do niego banany, dodajemy ekstrakt lub rum i trzymamy przez około 1-2 minuty, a następnie zalewamy całość śmietanką. Cały czas lekko podgrzewamy i mieszamy delikatnie, żeby karmel się rozpuścił, a banany przeszły jego smakiem, ale nie rozpadły się całkowicie. Studzimy. Jeśli przyszło nam do głowy spróbowanie gotowej masy karmelowo-bananowej przeszukujemy niniejszy blog celem znalezienia przepisu na sernik tylko z czekoladą, bo gwarantuję Wam, że jak masy spróbujecie, to zjecie ją w całości zapominając o serze.

Jeśli bohatersko kontynuujecie jednak robienie tego sernika pora zająć się czekoladą, którą rozpuszczamy na parze. Żelatynę zalewamy dwiema łyżkami chłodnej wody, a gdy spęcznieje zalewamy niewielką ilością gorącej wody (ok 1/3 szklanki) i rozpuszczamy. Napęczniała żelatyna rozpuści się dużo łatwiej i szybciej niż sypka.
Ser spulchniamy przy pomocy miksera, a następnie wlewamy do niego 2/3 przestudzonej masy bananowo-karmelowej. Mieszamy, a następnie dodajemy żelatynę i rozpuszczoną, lekko schłodzoną czekoladę.
Z tortownicy wyjmujemy ciasto, wykładamy ją w całości folią spożywczą, wkładamy na dno obrany z papieru do pieczenia spód i wykładamy masę serową. Wkładamy do lodówki na kilka godzin, najlepiej na całą noc. Stężały sernik obieramy z folii, a następnie ozdabiamy pozostałymi bananami. Wierzch polewamy rozpuszczoną na parze gorzką czekoladą.
Serwujemy :-)



Uwagi:

- uważajcie z karmelem. Rozpuszczony cukier jest niebezpieczny, można się nim bardzo mocno poparzyć!
- wszystkim mniej wprawionym w tajniki kulinarne przypominam o istnieniu działu, który tworzę specjalnie dla Was. Link w górze strony.


poniedziałek, 16 stycznia 2012

Ciasteczka ziołowe


Dawno nie umieszczałam już niczego słonego. Zauważyliście, że wszystkie moje słone przepisy zaczynam od tego zdania? :-)
No cóż, statystyki są nieubłagane i bardzo wyraźnie pokazują, że zdecydowanie wolicie oglądać przepisy słodkie. Słone umieszczam więc głównie z własnej potrzeby. 
Ciekawa jestem, dlaczego wolicie słodkie wypieki?
Może o tym napiszecie? 
Nie lubicie słonych wypieków jeść, czy też nie lubicie ich oglądać?
Gdybym miała kierować się tylko statystykami  blog składałby się głównie z tortów bezowych i wypieków z czekoladą, z rzadka przeplatanych sernikami. Obawiam się, że tego nie znieśliby nawet najbardziej zagorzali wielbiciele ww. ciast, nie wspominając już o mojej skromnej osobie.
Póki co jednak kieruję się własną inwencją twórczą, dzięki czemu możecie poznać przepis na te bardzo smaczne ciasteczka. Grubo zmielona mąka daje im ciekawy, lekko orzechowy posmak. Jeśli dodamy do tego sól, zioła i chrupiący sezam otrzymamy ciasteczka idealnie. Wiem co mówię!



Składniki ciasta:

200 g mąki pszennej pełnoziarnistej (typ 1800-2000)
150 g masła
1 czubata łyżeczka soli
1/2 łyżeczki ziół prowansalskich
1 jajko
2 żółtka
4 łyżki sezamu

Dodatkowo
białko z 1 jajka





Łączymy mąkę, sól i zioła. Masło ucieramy, a gdy jest już porządnie roztarte (miękkie i lekko puchate) dodajemy do niego jajko, a potem żółtko mieszając za każdym razem dokładnie, a następnie, ciągle ucierając, dosypujemy mąkę z ziołami i solą. Gotowa masa powinna być bardzo gęsta, pod koniec dodawania mąki zwykle ciasta nie da się już wymieszać zwykłym mikserem, trzeba zrobić to ręcznie.
Z tak przygotowanego ciasta formujemy rulon o przekroju około 2-3 cm. W trakcie rolowania pomagamy sobie podsypując mąką. 
Na stolnicy obok rulonu rozciągamy folię spożywczą i przenosimy na nią rulon (nie trzeba go podnosić, wystarczy przeturlać). Rulon smarujemy białkiem ze wszystkich stron, a następnie obsypujemy sezamem, starając się, aby przywarł on równomiernie do całego ciasta. Nie przejmujemy się tym, że białko się nieco klei albo że sezam zdaje się nie współpracować jak należy. Po owinięciu ciasta folią i lekkim przyciśnięciu sezamu do jego boków wszystko będzie jak trzeba. Tak przygotowany rulon wkładamy na 2-3 godziny do lodówki. Jeśli zależy nam na czasie możemy go włożyć na około 1/2 godziny do zamrażarki. 
Jeśli w międzyczasie pochłoną nas ciekawsze czynności i o cieście zapomnimy nic się nie stanie, można je całkowicie zamrozić i skorzystać z niego w dowolnym czasie.
W każdym razie ciasto powinno porządnie stwardnieć pod wpływem zimna, bowiem następny etap polega na odwinięciu walca z folii i pokrojeniu go na plasterki o grubości mniej więcej 1/2 cm. Musi więc być dostatecznie twardy, żeby dał się bez problemu pokroić. Jeśli ciasto się zamrozi musimy je wyciągnąć i poczekać, aż nieco zmięknie.
Plasterki układamy na wyłożonej papierem blaszce i wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 180°C na około 12 minut, do zezłocenia. Po upieczeniu czekamy jeszcze kilka minut, aby ciasteczka stężały i przekładamy je na talerz. Pyszne zarówno lekko ciepłe jak i całkiem zimne.
Idealne jako przekąska, także w towarzystwie wina lub piwa. Świetnie się przechowują w metalowej puszce. Smacznego!



Uwagi:

- ciasteczka możecie doprawić wedle własnego gustu, można dodać do nich ulubione zioła, dowolne orzechy, żurawinę, pestki dyni, słonecznika itp.
- świetnie udają się także z mąki orkiszowej, ważne, żeby mąka była grubo zmielona;
- widzicie tuż obok informację o konkursie? Rozumiem, że telefony macie już naszykowane i wysłacie na mnie smsy? :-)



sobota, 14 stycznia 2012

Urodzinowy tort cytrynowo-czekoladowy. Z przesłaniem.


Historia będzie długa. Ten tort po raz pierwszy zrobiłam na swoje urodziny, które wyprawiałam tydzień temu. Niestety, nie mogłam go sfotografować, bo został w całości zjedzony. Ciężkie jest życie blogerki kulinarnej - patrzysz jak coś w tempie błyskawicznym znika z talerza, świetnie, ale jednocześnie skręca cię, że nie zdążyłaś tego uwiecznić;-)
Zrobiłam go więc po raz drugi. Również nie sfotografowałam, bo nastąpiło załamanie pogody i w samo południe światło było jak wieczorem. Ciężkie jest życie blogerki urodzonej zimą... Następnego dnia było lepiej, ale wtedy mogłam sfotografować już tylko okruszki. 
Wczoraj zrobiłam go po raz trzeci (!), bo na dziś zapowiadali przejaśnienia. Ciężkie jest życie naiwnej blogerki... Przejaśnienia niespecjalnie się aurze udały, za to ja postanowiłam Wam ten tort zaprezentować mimo wszystko. Wybaczcie więc zdjęcia i uruchomcie wyobraźnię: czekoladowe ciasto przekładane cieniutką warstwą chrupiącej bezy z migdałami (tak wiem, nie widać jej na zdjęciu) i bitą śmietaną z lemon curd. Nie brzmi źle, prawda?

Wspomniałam też, że tort ma przesłanie. Doszłam do wniosku, że nie ma sensu pisać na nim cokolwiek na temat moich urodzin, które już były, ale warto wspomnieć o tym co jest, czyli o konkursie.
Lubicie tu zaglądać? Korzystacie z moich przepisów? Oddajcie głos na mnie. Proszę. To kosztuje tylko 1.23 i suma w całości idzie na cele charytatywne. Nie musicie się też obawiać, że będziecie spamowani konkursami i reklamami.
Co to ja jeszcze miałam napisać...jedną z wygranych w konkursie na blog roku jest laptop. Jak być może doczytaliście, mój laptop dokonał żywota z początkiem roku. Jeśli więc chcecie mnie dalej czytać chyba naprawdę musicie chwycić za telefony...;-) 


Składniki ciasta:

4 jajka
1 szklanka cukru
1 szklanka mąki pszennej
1/2 szklanki mąki ziemniaczanej
1/2 tabliczki gorzkiej czekolady
2 czubate łyżki dobrego kakao
1/2 kostki rozpuszczonego masła
3 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia

Składniki bezy:

3 białka
300 gram cukru pudru
1 łyżeczka octu winnego
4 łyżki płatków migdałowych

Składniki masy:

3/4 l śmietany 36% lub 1 litr (jeśli chcemy przykryć śmietaną tort z wierzchu)
4 łyżki cukru pudru
1 łyżka amaretto
1/3 porcji lemon curd z tego przepisu

Składniki ponczu:

1 szklanka przegotowanej wody
1 łyżeczka cukru
1 łyżka amaretto
2-3 łyżki soku z cytryny

Do  ozdoby:

1/4 litra bitej śmietany (j.w)
lub
2 tabliczki rozpuszczonej w kąpieli wodnej czekolady gorzkiej

przepis na tortownicę 20-21 cm

 Przygotowanie ciasta:
Dno tortownicy wykładamy papierem. Mąki przesiewamy z proszkiem i kakao. Czekoladę ścieramy na tarce. Całe jajka łączymy z cukrem i ubijamy na bardzo sztywną masę. Do masy stopniowo dodajemy mąkę z kakao mieszając mikserem na wolnych obrotach. Następnie dodajemy czekoladę, a na końcu tłuszcz (może być jeszcze ciepły). Mieszamy delikatnie ale dokładnie i wylewamy na formy. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 160°C na około 40-45 minut. Sprawdzamy patyczkiem, powinien być idealnie suchy. Gotowe ciasto wystawiamy z piekarnika. Wyjmujemy z formy gdy jest całkowicie przestudzone. Dzielimy na 3 warstwy.

Przygotowanie bezy:
Dna dwóch tortownic wykładamy papierem. Ubijamy białka na sztywno, pod koniec ubijania wsypujemy w 2-3 turach cukier i ubijamy aż masa stanie się bardzo sztywna i błyszcząca. Dodajemy ocet, wsypujemy migdały i wykładamy ciasto do dwóch tortownic. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 140°C na około 50-60 minut. Uwaga! W czasie pieczenia i przez około godzinę-półtorej po jego zakończeniu nie otwieramy piekarnika!
Przestudzoną bezę delikatnie okrawamy, wyciągamy z formy i odklejamy papier.

Przygotowanie masy:
Przygotowujemy lemon curd. Śmietanę wraz z cukrem ubijamy na sztywną masę. Przypominam, że gwarancją ubicia śmietany jest jej dokładne schłodzenie. Dodajemy amaretto, ubitą śmietanę delikatnie i niedokładnie mieszamy z lemon curd.

Przygotowanie ponczu:
Wszystkie składniki ponczu mieszamy ze sobą. Warto spróbować i dostosować jego smak do własnych upodobań.

Przygotowujemy tacę lub talerz, kładziemy na niej obręcz od tortownicy, która pomoże nam ustabilizować tort, a następnie układamy warstwy w kolejności: warstwa czekoladowa/masa/beza/masa itd, do wyczerpania składników. Każdą z warstw czekoladowych lekko nawilżamy ponczem. Warstwę bezową warto przy wyłożeniu delikatnie połamać, tort będzie się wygodniej kroił. Wkładamy do lodówki na około 1-2 godziny, a następnie okrawamy, zdejmujemy obręcz i przystrajamy z wierzchu bitą śmietaną lub rozpuszczoną czekoladą. Z mojego doświadczenia - tort z bitą śmietaną jest wilgotniejszy i chyba jednak smaczniejszy.
Podajemy po 3-4 godzinach od zrobienia. Tort smaczny jest także po dłuższym czasie, ale wtedy warstwa bezowa lekko rozmięka i przestaje tak przyjemnie chrupać, co nie zmienia faktu, że jest pyszna.



Uwagi, tym razem sporo...

- w wersji tortu prezentowanej na zdjęciach miałam wyjątkowo mało masy, normalnie warstwa bezowo-kremowa jest grubsza;
- możecie upiec ciasto czekoladowe w 2 formach. Do jednej wlewacie 2/3 masy, do drugiej 1/3. Wtedy łatwiej jest ciasto podzielić na równe części. Przekrawacie tylko jeden raz wyższe ciasto. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ciasto wlać do 3 foremek, wtedy nie przekrawacie go ani razu, tyle że nie każdy ma aż 3 takie same tortownice, trudno je też upchnąć na jeden raz w zwykłym piekarniku;
- zarówno ciasto jak i bezę można, a nawet należy upiec poprzedniego dnia;
- lemon curd można również przygotować dzień lub dwa wcześniej;
- mniej doświadczonych, którzy przeklinają te wszystkie "kąpiele wodne" i inne "lemon curdy" nieustająco zapraszam do działu stworzonego specjalnie dla Nich:-)



piątek, 13 stycznia 2012

Krajanka a'la Białe Michałki


Zanim przejdę do przepisu serdecznie Was proszę o zerknięcie w lewo. Widzicie na bocznym pasku informację o konkursie? Będę wdzięczna, jeśli zechcecie na mnie zagłosować. Koszt jednego SMS to tylko 1.23 i przeznaczony jest na cele charytatywne. Wkrótce zresztą zamieszczę bardziej wyrazistą prośbę o głosowanie. Na razie "prośba" chłodzi się w lodówce;-) Tymczasem przechodzę do przepisu.

Znacie "Białe Michałki"? Lubicie? Jeśli tak, to jest przepis dla Was. 
Ja "Białe Michałki" polubiłam, ale zawsze przeszkadzała mi ich nadmierna sztuczność - posmak tłuszczu cukierniczego, sztucznych aromatów i tym podobnych. Kiedy więc trafiłam na ten przepis na trufelki a'la "Białe Michałki" na niezawodnym forum cincin musiałam go wypróbować. W przepisie należy do trufelków dodać pokruszone herbatniki, ale mnie szkoda było psuć wspaniały mleczno-orzechowy smak masy zdecydowałam więc, że najlepiej będzie rozłożyć ją na pysznym kruchym spodzie. Ci, którzy są amatorami smaku ciasteczkowego będą kruchym spodem usatysfakcjonowani, a Ci, którzy niekoniecznie za nim przepadają, też nie powinni narzekać na ten cienki, delikatny i aromatyczny dodatek.
Na zdjęciu moje "Michałki" są na spodzie czekoladowym, bo chciałam wypróbować także taką wersję. Jestem z niej zadowolona, jeśli jednak chcecie uzyskać smak jak najbardziej podobny do oryginału użyjcie spodu białego.



Składniki ciasta:

10 dag masła
15 dag mąki pszennej
2 żółtka
2 łyżki cukru pudru
2 łyżki dobrego ciemnego kakao (jeśli wolicie spód jasny omińcie ten punkt)
1 łyżka cukru z prawdziwą wanilią

Składniki masy:

100g białej czekolady
1/2 szklanki mleka
1/2 szklanki cukru
2 łyżki masła
1 i 1/2 szklanki mleka w proszku (nie w granulkach!)
1 szklanka zmielonych, niesolonych orzechów arachidowych
1/2 szklanki grubo zmielonych orzechów jak wyżej
1 łyżka ekstraktu waniliowego (jeśli chcecie użyć cukru dodajcie niezależnie łyżkę wódki lub innego mocnego alkoholu)

Polewa:

100g białej czekolady


przepis na tortownicę około 22 cm lub kwadratową blaszkę



Mąkę przesiewamy z pudrem, wanilią i kakao (o ile go użyjemy), a następnie siekamy ze schłodzonym masłem jak najdrobniej. Dodajemy żółtka i zagniatamy zwarte ciasto. Wykładamy nim dno blaszki pozostawiając rant o wysokości około 1 cm i wkładamy do lodówki na minimum 30 minut.
Po upływie tego czasu ciasto prosto z lodówki wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 180°C i pieczemy przez około 20-25 minut. Ma być całkowicie upieczone.

Czekoladę rozpuszczamy na parze. Zwykłe mleko podgrzewamy razem z cukrem i masłem do rozpuszczenia składników. Odstawiamy na chwilę do ostygnięcia. Gdy masa jest ciepła, ale nie gorąca dosypujemy do niej mleko w proszku i dokładnie mieszamy, żeby nie było grudek. Następnie dodajemy rozpuszczoną czekoladę, ekstrakt (lub alkohol) i wszystkie orzechy. Mieszamy. Masa powinna być bardzo gęsta, lepka. Jeśli okaże się, że jest zbyt rzadka, albo zbyt gęsta możemy dodać do niej nieco mleka w płynie lub mleka w proszku, zależnie od konsystencji. Gotową masę wykładamy na upieczony spód. Czekoladę przeznaczoną na polewę rozpuszczamy na parze i jeszcze ciepłą rozprowadzamy po cieście. Odstawiamy całość w chłodne miejsce.
Kroimy jak całkowicie stężeje, zwykle ma to miejsce po 2-3 godzinach.


Uwagi:

- powyżej parę razy wspominam o smaku zbliżonym do oryginału. Nie do końca jest to prawda, bowiem masa na prawdziwym maśle, prawdziwej wanilii, przykryta prawdziwą białą czekoladą, a nie białą polewą, na dodatek z dużo większą ilością orzechów, ale mniejszą ilością cukru nie smakuje tak samo jak cukierek. Smakuje lepiej.
- jeśli chcecie zamiast ciasta mieć jednak cukierki możecie z podanej masy utoczyć kulki, a następnie oblać je czekoladą i porządnie schłodzić. Dodatek pokruszonych herbatników nie jest konieczny.

wtorek, 3 stycznia 2012

Sernik cappuccino


Życzenia życzeniami, ale wypadałoby w końcu zamieścić jakiś przepis. Myślałam, że przepisów będzie mnóstwo, bo Mikołaj przyniósł mi w prezencie nowy mikser. Chyba jednak zbyt ostentacyjnie się cieszyłam, bo mój wysłużony laptop poczuł zazdrość i też postanowił zwrócić na siebie uwagę. Wybrał metodę doskonałą, mianowicie popsuł sobie wyświetlacz. Okazało się więc, że mogę piec, ale publikować już nie bardzo. Bingo pechowego blogera kulinarnego. 
Ja jednak nie poddaję się tak łatwo i jestem. W razie czego nie mówcie mojemu laptopowi, że korzystam z pożyczonego, bo to zazdrosne pudło rzuci  mnie całkowicie i dopiero wtedy będę miała problem.
Tymczasem prezentuję przepyszny sernik cappuccino. To jeden z moich faworytów, a zauważcie, że serników na tym blogu raczej nie brakuje.
Przepis pochodzi z moich ulubionych "Najlepszych serników świata" wydawnictwa RM.
Gorąco polecam!



Składniki spodu:

1 i 1/2 szklanki drobno posiekanych orzechów (migdałów, orzechów włoskich)
2 łyżki cukru
50 g roztopionego masła

Składniki masy:

1 kg tłustego twarogu sernikowego
1 szklanka cukru (dałam 3/4 cukru pudru)
3 łyżki mąki (dałam dwie)
4 duże jajka
1 szklanka śmietany (dałam 18%)
1 łyżka kawy rozpuszczalnej
1/4 łyżeczki cynamonu
1/4 szklanki wrzącej wody

Dekoracja:

ziarna kawy
bita śmietana
u mnie czekoladowe ziarenka kawy

przepis na tortownicę 22 cm



Składniki spodu mieszamy, a następnie wykładamy je równą warstwą na wyłożonym papierem dnie tortownicy. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 160°C na około 10 minut.
Po zapieczeniu spodu zwiększamy temperaturę piekarnika do 230°C i przystępujemy do przygotowywania masy.
Ser mieszamy z cukrem i mąką do uzyskania gładkiej masy. Kawę i cynamon rozpuszczamy we wrzątku. Do masy serowej dodajemy pojedynczo jaja nie przerywając mieszania. Następnie wlewamy śmietanę i ponownie mieszamy. Na koniec wlewamy przestudzoną kawę i cynamon, mieszamy po raz ostatni i wylewamy na zapieczony spód. Pieczemy w 230°C przez 10 minut, a następnie zmniejszamy temperaturę do 120°C i pieczemy jeszcze przez godzinę. Ja swój sernik piekłam jeszcze tylko przez 45 minut. Wydawało mi się, że pozostawienie go dłużej w piekarniku zanadto by go wysuszyło. Moim zdaniem wyszedł perfekcyjny.

Upieczony sernik lekko okrawamy dokoła oddzielając ciasto od brzegów tortownicy i pozostawiamy do całkowitego ostygnięcia. Dopiero wtedy zdejmujemy obręcz tortownicy, a sernik wkładamy do lodówki na kilka godzin. Porządnie schłodzony dekorujemy i podajemy. Smacznego!!!

niedziela, 1 stycznia 2012

Szczęśliwego Nowego!

Niech ten rok będzie dla Was pomyślny!


A na osłodę po trudach sylwestrowych mam dla was tort czekoladowo-pomarańczowy :-)


 
Design by Ciey based on Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes