środa, 29 lutego 2012

Co zrobiłam? Kremówka to czy napoleonka?


Napoleonka wywodzi swą nazwę od ciastka z kremem sprzedawanego przed wojną w Warszawie przy placu Napoleona. Nie jest to jednak nazwa obowiązująca w całej Polsce, bo w Krakowie na przykład ciastko francuskie przekładane kremem nazywa się kremówką. Nie mam pojęcia jak to jest w innych częściach kraju i bardzo Wam będę wdzięczna za informację, jak na to ciasto mówi się na przykład w Gdańsku, Wrocławiu czy Szczecinie. 
Z całą jednak pewnością ciasto, które mam na myśli to pyszne, znane mi jeszcze z dzieciństwa delikatne płaty ciasta francuskiego przekładane równie smacznym kremem budyniowym. Zarówno ciasto jak i krem powinny mieć delikatny maślany aromat, a całość powinna rozpływać się w ustach.
Wbrew pozorom napoleonkę bardzo łatwo zrobić, szczególnie jeśli wykorzystamy gotowe ciasto francuskie. Przyznam, że tym razem tak właśnie zrobiłam. Pokusiłam się też o zrobienie lżejszej wersji ciastka - krem zamiast na maśle zrobiłam na bitej śmietanie. Polecam!



Składniki ciasta:

1 porcja gotowego ciasta francuskiego w jednym kawałku (ok 400-450 g)

Składniki masy:

1 litr mleka
1 szklanka drobnego cukru
4 czubate łyżki mąki pszennej
2 czubate łyżki mąki ziemniaczanej
4 żółtka
laska wanilii
1/2 litra śmietanki 36%
dodatkowo:
 cukier puder do posypania

przepis na średniej wielkości podłużną blaszkę*



Ciasto francuskie dzielmy na dwie równe części i wykładamy nim dwie równe blaszki. Jedną z części ciasta dzielimy na równe kwadraty lub prostokąty. Powinno ich wyjść 12. 
Pieczemy w temperaturze 200°C przez około 12-15 minut, odstawiamy do ostygnięcia.
1 szklankę mleka mieszamy z mąkami i jajkami ( nie ubijamy!). Resztę mleka zagotowujemy wraz z cukrem i przekrojoną laską wanilii. Gdy mleko zaczyna się gotować wyciągamy z niego wanilię i wlewamy  masę mleczno-mączną. Zagotowujemy całość nie przerywając mieszania, masa ma tendencje do przypalania się.
Odstawiamy powstały w ten sposób budyń do ostygnięcia. Można go przykryć folią spożywczą, zapobiegniemy powstaniu specyficznej skórki.
Gdy budyń jest całkowicie chłodny miksujemy go, aby nabrał puszystości i był idealnie gładki, a następnie ubijamy na sztywno porządnie schłodzoną bitą śmietanę i łączymy ją delikatnie z budyniem.
Powstały w ten sposób krem wykładamy na niepokrojony spód ciasta, a następnie przykrywamy go pokrojonymi kawałkami, układając je jeden obok drugiego. Całość odstawiamy do schłodzenia na przynajmniej 2-3 godziny. Przed podaniem posypujemy cukrem pudrem. Smacznego!


Uwagi:

- jeśli chcecie uzyskać napoleonkę tradycyjną wymieszajcie budyń z kostką masła zamiast z bitą śmietaną;
- większość dostępnych na rynku ciast francuskich wyprodukowana jest, o zgrozo, na tłuszczu roślinnym, spróbujcie poszukać takiego na maśle.


* robienie napoleonki to nie fizyka jądrowa, więc nie podaję szczegółowych wymiarów blaszki. Ciasto francuskie można łatwo dopasować do formy lekko je rozwałkowując lub przycinając

piątek, 24 lutego 2012

Misiowe łapki


Na zewnątrz leje i wieje. Strach wyjść. Jeżeli u Was nie jest lepiej proponuję, abyście poszli moim śladem i  oddali się w ciepłe i pachnące misiowe łapki. Czym pachnące? Oczywiście miodem.



Składniki ciasta:


1/2 kg mąki pszennej
4-5 dag świeżych drożdży
1/3 szklanki  drobnego cukru
szczypta soli
1 szklanka mleka
1/2 kostki masła
3 żółtka
1 jajko



Składniki nadzienia:


20 dag pokruszonych orzechów włoskich
3 łyżki masła
3 łyżki miodu
2 łyżki pokruszonych herbatników
płaska łyżeczka cynamonu




Przygotowanie nadzienia:
Orzechy prażymy przez około 5 minut w rondlu, na rozgrzanym maśle, dodajemy miód, cynamon i smażymy jeszcze przez około 2-3 minuty. Zagęszczamy herbatnikami. Odstawiamy do ostygnięcia.


Przygotowanie ciasta:
Rozgrzewamy mleko. Drożdże rozkruszamy z łyżeczką cukru, dolewamy 2-3 łyżki ciepłego mleka, całość mieszamy, a następnie posypujemy 1 łyżką mąki i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Resztę mąki przesiewamy do dużej miski wraz z solą i resztą cukru. Dodajemy wyrośnięte drożdże, lekko rozmieszane żółtka i jajko i pozostałe ciepłe mleko, a następnie wyrabiamy ciasto. Gdy jest już w miarę jednolite i gładkie rozpuszczamy masło i lekko ciepłe łączymy z ciastem. Gotowe ciasto powinno być gładkie, lśniące i łatwo odchodzące od ręki. Odstawiamy je do wyrośnięcia na około 40-60 minut. Ciasto powinno podwoić swoją objętość. 

Przygotowanie bułeczek:
Gotowe ciasto dzielimy na 2-3 części, zależnie od rozmiarów naszej stolnicy. Kawałek ciasta rozwałkowujemy na prostokąt o dowolnej długości, ważne, żeby miał wysokość około 21 cm i grubość około 0.5 cm. Smarujemy cieniutko nadzieniem zostawiając dokoła marginesy o grubości około 0.5 cm, a następnie składamy na 3, podobnie, jak robiłam to w tym przepisie, tyle że w przypadku misiowych łapek złożony prostokąt ciasta nie powinien mieć więcej niż 7 cm wysokości. Tak złożone ciasto dzielimy przy pomocy bardzo ostrego noża lub radełka znowu podobnie jak w linku powyżej, tyle że kawałki ciasta powinny mieć również jakieś 6-7 cm długości i kształtem bardziej przypominać kwadrat. Powstałe w ten sposób bułeczki nacinamy lekko z jednej strony (najlepiej robić to radełkiem) i układamy na wyłożonej papierem blaszce w odstępach około 3-4 cm. Bułeczki powinny rosnąć jeszcze przez około 20-30 minut. Wyrośnięte smarujemy białkiem, a następnie wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 180°C na około 20 minut. Gotowe bułeczki są wyrośnięte i rumiane. Może z nich wypłynąć niewielka ilość nadzienia, ale pokruszone herbatniki dosyć ładnie je wiążą. Smacznego!

wtorek, 21 lutego 2012

Torcik serowy lekki jak piórko


Jeden z najdelikatniejszych serników jakie jadłam! A do tego nie opada i wychodzi równy jak stół!
Informacja dla wszystkich od lat znających Galerię Potraw - tak, to sławetny torcik zwany też gazetowym. Możecie nie czytać dalej, lepiej od razu idźcie go upiec. Do wszystkich innych Czytelników - przepis, który dziś przedstawiam to jeden z najbardziej swego czasu popularnych przepisów w Galerii Potraw, forum kulinarnym, które w czasach przed i "wczesnoblogowych"  (z 8-10 lat temu?) było jednym z ulubionych miejsc spotykania się domowych cukierników i cukierniczek. Z tego co wiem oryginał przepisu pochodzi z forum rosyjskiego i tam każą ten sernik piec zanurzony w wodzie, co jest dosyć kłopotliwe, szczególnie jeśli chodzi o odpowiednie zabezpieczenie ciasta przed zamoczeniem. Na forum powstała więc przedziwna metoda pieczenia sernika metodą gazetową, to jest owijano tortownicę mokrymi gazetami. Przyznam szczerze, że nigdy nie odważyłam się tak zrobić, bo zawsze wydawało mi się, że opary z farby drukarskiej w piekarniku jakoś niezdrowo wpłyną na sernik. Piekłam go więc kilka razy w kąpieli wodnej pracowicie owijając tortownicę folią i kombinując, żeby ciasto nie podeszło wodą, aż pewnego dnia poddałam się i postanowiłam tortownicy nie wstawiać DO naczynia z gorącą wodą tylko postawić ją NAD tym naczyniem. Zadziałało, a metoda wydaje mi się być najprostszą z możliwych. 
Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie zrezygnowała z kruchego spodu, na którym oryginalnie pieczono ten torcik. Uważam go za zbędny dodatek do idealnej serowej pianki, no ale ja tak już mam ze spodami w sernikach. A raczej nie mam. Spodów, znaczy się ;-) 



Składniki:

750 g twarogu 9%
250 g sera mascarpone
1 szklanka  drobnego cukru
6 jaj
5 łyżek mąki pszennej ( u mnie bardzo płaskie)
6 łyżek mąki ziemniaczanej (j.w)
2/3 szklanki mleka
50 g roztopionego masła
u mnie dodatkowo: 
1/2 łyżeczki skórki z cytryny
1 łyżka ekstraktu waniliowego

przepis na dość dużą tortownicę



Piekarnik nagrzewamy do 240-250°C
Żółtka oddzielamy od białek. Białka ubijamy na sztywno dodając pod koniec cały cukier. Żółtka mieszamy razem z serami, mlekiem, mąkami,  roztopionym masłem i przyprawami o ile chcemy je dodać.
Na końcu masę serową łączymy delikatnie i stopniowo z pianą. Wlewamy do formy. Do osobnej formy lub dużego płaskiego rondla przeznaczonego do piekarnika wlewamy około 0.75 litra wrzątku i bardzo ostrożnie wstawiamy na półkę pod sernikiem. Pieczemy w 250°C przez 10 minut, wyciągamy sernik, pozostawiamy go na blacie kuchennym* i schładzamy piekarnik do temperatury 160°C. Następnie wylewamy przestudzoną już lekko wodę, wlewamy nowy wrzątek, wkładamy sernik tak jak poprzednio na półkę nad wrzątkiem i kontynuujemy pieczenie przez około 50-60 minut. Gotowy sernik wyciągamy z piekarnika i odstawiamy do wystygnięcia w formie. Potem zdejmujemy obręcz, przekładamy sernik na talerz  ( przy braku spodu bardzo łatwo to zrobić, po prostu przekładam sernik do góry nogami) i chłodzimy w lodówce przez co najmniej kilka godzin. 
Podajemy posypany cukrem pudrem lub polany lukrem. Można też dodać owoce lub bitą śmietanę. Czekolada wydaje się być zbyt mocnym dodatkiem, sernik jest wyjątkowo delikatny i subtelny w smaku.

* wiem, to brzmi bardzo dziwnie, ale tak właśnie trzeba zrobić, nie martwcie się, nic się ciastu nie stanie!


poniedziałek, 13 lutego 2012

Wafelki a'la Białe Michałki


Zrobiwszy istną furorę krajanką z białymi michałkami postanowiłam iść za ciosem i wykorzystać tę smakowitą masę do czegoś jeszcze. Od dawna już chodziło mi po głowie, żeby przełożyć masą na bazie mleka w proszku wafle, więc stwierdziłam, że to dobra okazja. W sklepie były wafle w kształcie serca, tym bardziej poczułam się usprawiedliwiona swoją decyzją :-)
Masę nieco zmieniłam na potrzeby nadzienia, wafle wyszły bardzo smaczne, tyle że jak każde wafle przekładane metodą domową nie są suche i chrupiące, tylko miękkie i lekko wilgotne.
Powinny smakować każdemu wielbicielowi krajanki.



Składniki masy:


200g białej czekolady
1 szklanka mleka
1 i 1/2 szklanki cukru
4 łyżki masła
3 szklanki mleka w proszku (nie w granulkach!)
2 szklanki zmielonych, niesolonych orzechów arachidowych
1/2 szklanki grubo zmielonych orzechów jak wyżej
2 łyżki ekstraktu waniliowego (jeśli chcecie użyć cukru dodajcie niezależnie łyżkę wódki lub innego mocnego alkoholu)


paczka suchych wafli

Polewa:

1 tabliczka białej czekolady





Czekoladę rozpuszczamy na parze. Zwykłe mleko podgrzewamy razem z cukrem i masłem do rozpuszczenia składników. Odstawiamy na chwilę do ostygnięcia. Gdy masa jest ciepła, ale nie gorąca dosypujemy do niej mleko w proszku i dokładnie mieszamy, żeby nie było grudek. Następnie dodajemy rozpuszczoną czekoladę, ekstrakt (lub alkohol) i wszystkie orzechy. Mieszamy. Masa powinna być gęsta. Gotową masą smarujemy równo wafle dociskając je do siebie. Na koniec owijamy folią, stawiamy na waflach tacę lub blachę i obciążamy ją czymś średnio ciężkim. Po kilku godzinach zdejmujemy ciężar i folię i smarujemy wierzch ciasta białą czekoladą rozpuszczoną na parze. Wafelki najlepsze są następnego dnia i w kolejne dni. Pierwszego dnia, w klika godzin po przełożeniu mogą się okazać jeszcze lekko gumowe. Smacznego!



Pączki Pani Krysi


Najlepsze przepisy to te sprawdzone, od wielu lat praktykowane, przekazywane sobie wśród znajomych. Ten przepis taki właśnie jest i muszę powiedzieć, że to jedne z najlepszych pączków, jakie kiedykolwiek jadłam. Przy okazji jedne z najdroższych, ale to już inna historia. Swój smak zawdzięczają dużemu dodatkowi śmietanki. To już drugie pączki na śmietance w moim repertuarze (tutaj znajdziecie pierwsze) i po raz drugi stwierdzam, że to doskonały pomysł. Bardzo polecam.
Pani Krysiu - dziękuję!



Składniki ciasta:

7 dag świeżych drożdży
1 łyżeczka cukru
2 łyżki mąki
1/4 szklanki ciepłego mleka
1/2 kg mąki pszennej
10 żółtek
1/2 szklanki cukru
1/2 litra śmietanki kremówki (30 lub 36%)
1 łyżka roztopionego masła
2 łyżki wódki
ulubiony aromat ( nie lubię sztucznych, więc u mnie skórka z cytryny lub rum)
dodatkowo:
Nadzienie - wedle uznania
Tłuszcz do smażenia - wedle uznania: olej lub smalec
Cukier puder lub lukier do ozdobienia wierzchu.

Z podanego przepisu wychodzi około 20 pączków.



Drożdże mieszamy z cukrem i ciepłym mlekiem, dodajemy mąkę (2 łyżki) i odstawiamy do wyrośnięcia.
Mąkę przesiewamy do dużej miski. Jajka ubijamy z cukrem na puszystą masę. Do mąki dodajemy wyrośnięty zaczyn, jajka, śmietankę, aromat i wódkę. Wyrabiamy ciasto. Gotowe ciasto powinno być sprężyste, gładkie i odchodzić łatwo od ręki. Na koniec dodajemy masło i jeszcze raz wyrabiamy bardzo dokładnie. Ciasto odstawiamy do wyrośnięcia, powinno podwoić swoją objętość. Zajmuje to zazwyczaj około 60 minut.
Wyrośnięte ciasto przekładamy na stolnicę, rozwałkowujemy na grubość około 2 cm i wykrawamy przy pomoc większej szklanki lub kubka krążki. Na każdym krążku układamy łyżeczkę nadzienie, a następnie bardzo dokładnie zamykamy pączek i układamy go do wyrośnięcia na tacy wysmarowanej olejem albo wysypanej mąką. Pączek powinien wyrastać przez około 30 minut, chociaż to zależy od warunków panujących w kuchni.
W rondlu rozgrzewamy powoli tłuszcz. Pączki smażymy przez kilka minut. Pierwszego pączka warto rozerwać, żeby sprawdzić, czy na pewno w środku nie jest surowy. Można też sprawdzić patyczkiem, tylko jeśli trafimy nim w nadzienie możemy nie mieć pewności, czy pączek na pewno jest już gotowy.
Szczegółowo o zasadach rozgrzewania tłuszczu i smażenia napisałam już tutaj, osobom mniej doświadczonym w smażeniu pączków polecam.
Gotowe pączki posypujemy cukrem pudrem albo lukrujemy. Są pyszne!


sobota, 11 lutego 2012

Słoneczne babeczki z lemon curd


Dziś właściwie nie mam dla Was przepisu, a raczej inspirację. Jest zimno, przyda się więc trochę lata na talerzu. Kruche waniliowe ciasto doskonale dogaduje się z lemon curd i czekoladą.  Do zrobienia babeczek użyłam mini foremek, kremu jest więc w nich bardzo mało. Duże foremki na babeczki polecałabym raczej tylko wielkim fanom lemon curd. Równie smakowitym wariantem babeczek jest podanie ich pod czapeczką z bitej śmietany. Polecam!



Składniki ciasta:


1 i 1/2 szklanki mąki pszennej
1/4 szklanki cukru pudru
1 łyżka cukru z prawdziwą wanilią lub łyżeczka wanilinowego
1/2 kostki masła (100g)
3 żółtka


Składniki nadzienia:


krem lemon curd
1/2 tabliczki gorzkiej czekolady




Mąkę siekamy drobno ze schłodzonym masłem, powinniśmy otrzymać coś w rodzaju "maślanej mąki". Dodajemy pozostałe składniki i zagniatamy zwarte ciasto. Z bryły ciasta odrywamy małe kawałki i wylepiamy  foremki do mini-babeczek. Warstwa ciasta powinna mieć jakieś 2-3 mm i być równa zarówno na dnie jak i na ściankach. Ciasto nie rośnie. Wyłożone ciastem babeczki wkładamy na minimum pół godziny do lodówki, a następnie pieczemy w temperaturze 180°C przez około 12-15 minut. Jeszcze ciepłe wyciągamy z foremek i studzimy, a następnie napełniamy lemon curd wedle uznania.
Czekoladę rozpuszczamy na parze i przy pomocy wykałaczki robimy paski na babeczkach. Możemy też użyć do tego celu dekoratora do ciast, ale przy tak małej ilości czekolady moim zdaniem nie opłaca się go brudzić.
Smacznego!


wtorek, 7 lutego 2012

Tort Dacquoise. Urodzinowy.


To nie pierwszy tort bezowy na tym blogu, ale muszę przyznać, że jeden z najlepszych. Wariantów tortu Dacquoise jest wiele, ale główna idea polega na bezie z orzechami lub migdałami przekładanej kremem.
Ja swoją recepturę oparłam na przepisie podanym przez Dziunię. Zmieniłam jednak masę, bowiem zamarzyło mi się ponowne wykorzystanie cudownego połączenia dwóch kremów jak to ma miejsce w moim drugim ulubionym torcie bezowym. Mamy więc pyszną orzechową bezę z daktylami przekładana podwójnym kremem kawowym i czekoladowym. Dużo? Tak ma być. To nie jest tort dla wielbicieli minimalizmu;-) Dodam, ze mój tort wbrew pozorom nie jest zbyt słodki. W warstwie kawowej cukru nie ma wcale, a warstwa czekoladowa opiera się na gorzkiej czekoladzie.
Polecam gorąco. Ja na pewno będę do niego wracać, chodzi mi już po głowie wersja z bezą migdałową.
A dlaczego piszę o urodzinach? Nie mam pamięci do dat. Zapominam nawet o imieninach i urodzinach najbliższych. Zapomniałam też oczywiście o drugiej rocznicy powstania mojego bloga. Pierwsza rocznica całkiem mi umknęła, więc do niej nie wracałam. Tym razem spóźniam się ledwo kilka dni, więc niech będzie, świętujmy :-)



Składniki ciasta:

6 białek
300 g cukru pudru
1 łyżeczka skrobi kukurydzianej lub ziemniaczanej
1 łyżeczka białego octu winnego
1/4 szklanki drobno pokrojonych daktyli
1/4 szklanki orzechów włoskich połamanych na niewielkie kawałki (ale nie zmielonych!)

Składniki masy czekoladowej

1/2 litra mleka
1 łyżka masła
3/4 szklanki cukru pudru
6 żółtek
5 łyżek mąki pszennej
200g (2 tabliczki) gorzkiej czekolady minimum 70% kakao


Składniki masy kawowej:

1/2 litra mocno schłodzonej śmietanki 36%
1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej
3-4 pokrojone daktyle




Białka ubijamy na sztywną pianę, pod koniec ubijania dodajemy cukier i ponownie ubijamy na bardzo sztywno. Następnie dodajemy mąkę i ocet i ponownie ubijamy. Gotowa masa bezowa powinna dać się kroić nożem. Na końcu delikatnie mieszamy ją z pokrojonymi daktylami i cząstkami orzechów.
Z ciasta bezowego formujemy na dwóch wyłożonych papierem blachach dwa krążki o średnicy około 23-25 cm.
Wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 180°C, a następnie szybko zmniejszamy temperaturę do 130°C i w takiej pieczemy ciasto przez około 90 minut. Po upieczeniu nie otwieramy piekarnika jeszcze przez około 30-45 minut, bo beza ma tendencje do opadania.

Przygotowanie masy czekoladowej:
Żółtka ubijamy z cukrem pudrem, dolewamy nieco mleka i mieszamy z mąką ( nie może być grudek, jeśli nam się takie trafią płyn należy przecedzić!). Resztę mleka zagotowujemy z masłem. Do gotującego się mleka dodajemy masę jajeczno-mączną, zmniejszamy gaz i zagotowujemy cały czas intensywnie mieszając. Masa ma tendencje do przywierania, więc nie można jej zostawić nawet na chwilę. Jeśli całość gęstniejąc zacznie się zbijać w kluchy nie przejmujcie się tym, wystarczy masę porządnie rozmieszać. Do gorącej masy wrzucamy połamaną na kawałki czekoladę i ponownie mieszamy, aż się całkowicie rozpuści. Odstawiamy do ostygnięcia.


Przygotowanie masy kawowej:
Do śmietany wsypujemy kawę i delikatnie mieszamy. Kawa powinna się zacząć rozpuszczać, a my zaczynamy ubijanie na najwyższych obrotach, dopóki śmietana nie zgęstnieje. Miska ze śmietaną powinna się dać odwrócić do góry nogami.


Ostudzony blat bezowy układamy do góry papierem na docelowym talerzu/paterze, a następnie delikatnie ściągamy z niego papier. Na blacie układamy warstwę kremu czekoladowego, posypujemy ją pokrojonymi daktylami i przykrywamy warstwą kremu kawowego. Na wierzchu układamy drugi blat bezowy, z tym, że już nie do góry nogami, papier więc musimy z niego ściągnąć w powietrzu. To nie jest bardzo trudne.
Całość posypujemy odrobiną cukru pudru. Gotowe. Tort należy przechowywać w lodówce. Jeśli chcecie trzymać go dłużej musicie zamknąć go w sejfie. Można też dodać do śmietany odrobinę stabilizatora, ale ten drugi warunek nie jest konieczny;-)

Uwagi:

- jeśli kiedykolwiek robiliście Pavlovą to blaty bezowe do tego tortu piecze się bardzo podobnie;
- ponoć prawidłowo nazwę tortu wymawia się "dakłaz". Czy ktoś znający j. francuski może to potwierdzić? Z góry dziękuję :-)


środa, 1 lutego 2012

Talarki czekoladowo-cytrynowe


Ciasteczka są świetne: delikatne, aromatyczne, rozpływają się w ustach. Wiem że to najbardziej wytarty slogan, ale nie umiem inaczej określić czegoś, co jest naprawdę pyszne. Wybaczcie, ale wzniośle i poetycko raczej u mnie nie będzie;-)
W oryginalnym przepisie ciasteczka mają smak rumowo-czekoladowy. Ja nie miałam akurat rumu, więc zrobiłam je w wersji cytrynowo-czekoladowej. 
Przepis pochodzi ze Złotej Księgi Czekolady wydawnictwa Olesiejuk. 


Składniki:

250 g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
150 g masła
150 g jasnego brązowego cukru
1 duże jajko lekko rozmącone
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
1 łyżeczka skórki otartej z cytryny
60 g grubo posiekanej gorzkiej czekolady
4 łyżki kakao w proszku
1 i 1/2 łyżki mleka

Z podanego przepisu wychodzi około 36 talarków. Podaję za książką, bo oczywiście swoich nie przeliczyłam.





Mieszamy mąkę i proszek. Masło ucieramy na krem. Nie przerywając ucierania dodajemy do niego kolejno cukier, jajko oraz ekstrakt, a następnie partiami mąkę z proszkiem. W końcowym etapie ucierania może się okazać, że potrzebny jest do tego specjalny hak do wyrabiania gęstego ciasta albo po prostu nasze ręce.
Gotowe ciasto dzielimy na dwie części. Do jednej z nich dodajemy skórkę cytrynową, mieszamy i wkładamy owinięte w folię do lodówki. Czekoladę wkładamy do garnka z grubym dnem, dodajemy kakao i mleko i całość podgrzewamy do momentu uzyskania jednolitej masy. Studzimy, a następnie łączymy z drugą częścią ciasta.
Z tak powstałego ciasta czekoladowego formujemy wałeczek o długości około 23 cm. Owijamy go folią, a następnie wkładamy do lodówki na około 30 minut. 
W tym czasie rozwałkowujemy jasne ciasto na prostokąt o długości 23 cm i  rozmiarach pozwalających na objęcie ciasta czekoladowego. Gdy ciasto białe mamy rozwałkowane układamy na nim ciasto czekoladowe i owijamy białym ciastem w taki sposób, aby otrzymać biały wałeczek z ciemnym środkiem, który po pokrojeniu w plasterki da nam ciasteczka jak na zdjęciu. 
Otrzymany tym sposobem biało-czarny wałeczek ponownie owijamy folią i wkładamy do lodówki jeszcze na minimum 20 minut, a następnie kroimy na plasterki o grubości około 5 mm, które układamy na wysmarowanych masłem lub wyłożonych papierem blaszkach pozostawiając odstępy około 2.5 cm pomiędzy ciastkami. Pieczemy w temperaturze 180°C przez około 12-15 minut, do zrumienienia.


Uwagi:

- owijając czekoladowe ciasto ciastem białym musimy uważać, żeby ciasta równo przylegały do siebie, w przeciwnym wypadku przy krojeniu na plasterki ciasteczka mogą się rozwarstwiać;
- z powodu jak powyżej nie należy też sypać za wiele mąki przy rozwałkowywaniu ciasta białego;
- poszczególne etapy schładzania ciasta są niezwykle istotne, ciasto zarówno do zawijania jak i do krojenia powinno być dosyć twarde jeśli chcemy, aby ciasteczka miały ładny kształt.


 
Design by Ciey based on Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes