wtorek, 31 grudnia 2013

Dobrego 2014


Kończy się rok. Dla mnie bardzo wyrazisty i trudny. Wiele się zdarzyło dobrego i złego, na pewno go zapamiętam. Mam nadzieję, że 2014 będzie dla mnie łaskawy. Mam też nadzieję, że spędzę go z Wami.
Dziękuję, że jesteście tu ze mną i z całego serca życzę Wam wszystkiego dobrego na ten Nowy Rok.
Do poczytania już wkrótce:-)


piątek, 27 grudnia 2013

Stollen


Stollen to strucla drożdżowa z dużą ilością bakalii i obowiązkowym marcepanem. To tradycyjny niemiecki wypiek bożnoarodzeniowy. Planowałam zrobienie stollen już od bardzo dawna, ale nigdy nie mogłam zdążyć przed Wigilią. W końcu doszłam do wniosku, że okres Bożego Narodzenia trwa przecież do 6 stycznia, więc spokojnie mogę wypróbować przepis teraz;-) Jestem wielbicielką migdałów i bakalii, więc strucla bardzo mi smakuje. Następnym razem będę musiała jednak zrobić ja z mniejszej porcji. Bazowałam na przepisie z pół kilograma mąki i muszę powiedzieć, że strucla z takiej ilości mąki jest olbrzymia. Zajęła całą blachę i ledwo zmieściła się w piekarniku. Polecam więc wersję nieco mniejszą, albo zrobienie dwóch strucli.
Przepis jest kompilacją kilku przepisów.



Składniki ciasta:

200 g rodzynek
200 g kandyzowanej skórki pomarańczowej
100 g pokrojonych suszonych śliwek/moreli
150 g migdałów w słupkach
1/2 szklanki aromatycznego alkoholu (rumu, wiśniówki itp)
200g marcepana
60 g świeżych drożdży
1 szklanka mleka
1 laska wanilii
1/2 kg mąki pszennej
skórka otarta z 1 pomarańczy
1 szklanka cukru
szczypta soli
3 żółtko
1 jajko
150 g masła

do dekoracji:
100 g masła
ok. 200 g cukru pudru



Bakalie, za wyjątkiem migdałów i marcepana zalewamy alkoholem, dopełniamy gorącą wodą, mieszamy i odstawiamy na kilka godzin, a najlepiej na całą noc. Mleko podgrzewamy z rozciętą wzdłuż laską wanilii.
Drożdże rozpuszczamy w 1/2 szklanki ciepłego mleka, dodajemy 1 łyżkę cukru, 1 łyżkę mąki, odstawiamy do wyrośnięcia. W tym czasie przesiewamy mąkę, łączymy ją ze skórką otartą z pomarańczy, resztą cukru i solą. Gdy rozczyn urośnie dodajemy go wraz z jajkami i resztą mleka do mąki i wyrabiamy ciasto. Masło rozpuszczamy, lekko studzimy i również dodajemy pod koniec wyrabiania ciasta. Gdy ciasto jest idealnie gładkie dodajemy do niego odsączone bakalie oraz migdały, całość jeszcze raz zagniatamy i odstawiamy do wyrośnięcia na około 1 godzinę. Ciasto powinno podwoić swoją objętość.
Gotowe ciasto rozciągamy na placek o grubości około 3 cm i rozmiarze około 30 cm na 20. Z marcepana formujemy wałek i układamy go na środku ciasta, a następnie ciasto zawijamy z jednej i z drugiej strony. Lekko przyklepujemy i odstawiamy ponownie do wyrośnięcia. Wyrośnięte ciasto wstawiamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 180°C i pieczemy przez około 45 minut. Gorące ciasto polewamy rozpuszczonym masłem i posypujemy grubo cukrem, a następnie jak ostygnie owijamy w folię i tak przechowujemy. Ciasto długo zachowuje świeżość, chociaż nie jestem pewna, czy nam uda się je długo utrzymać w domu:-).
Podałam przepis na jedną stollen, ale jak wspomniałam wyżej uważam, że tej proporcji lepiej zrobić dwie małe strucle. Będą zgrabniejsze.


Uwagi:
- moja strucla wygląda jakby cierpiała na brak bakalii, nie wiem gdzie sie pochowały :-)

Sernik wiedeński


Tym razem zapraszam na sernik tradycyjny i to taki, który lubię najbardziej - bez spodu. Spody w sernikach to dla mnie dodatkowe kalorie, na ogół zresztą niemałe, więc uważam ich istnienie za całkowicie zbędne. Ten sernik zresztą żadnego spodu nie potrzebuje, jest bardzo stabilny i pełen smaku.



Składniki ciasta:

1/2 kostki miękkiego masła
3/4 szklanki drobnego cukru
4 jajka
1/2 kg tłustego, dobrej jakości sera do serników
skórka otarta z jednej pomarańczy
2 łyżki ekstraktu waniliowego
1 łyżka kandyzowanej skórki pomarańczowej
1-2 łyżki dowolnych innych bakalii, wedle gustu

do ozdoby lukier lub cukier puder

przepis na małą tortownicę - 19-21 cm



Masło ucieramy na puch razem z cukrem. Do masy dodajemy pojedynczo żółtka, a następnie partiami ser. Staramy się ją dobrze wymieszać, ale nie napowietrzać nadmiernie. Do wymieszanej masy dodajemy następnie skórkę, ekstrakt i bakalie, a na sam koniec pianę ubitą z białek. Masę wlewamy do formy wyłożonej papierem i wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 175°C, bez termoobiegu. Pieczemy przez około godzinę. Sprawdzamy patyczkiem. Po  upieczeniu zostawiamy na około 10 minut w uchylonym piekarniku. Jemy po całkowitym ostudzeniu. Najsmaczniejszy jest następnego dnia.

Uwagi:

- są szkoły, które każą wyjąć sernik dopiero jak ostygnie, a ja przyznam się Wam, że często wyjmuje go od razu;
- sernik po upieczeniu może lekko opaść;
- staram się nie dodawać do sera żadnych stabilizatorów. Moim zdaniem sernik bez mąki, budyniu itp jest dużo smaczniejszy.



środa, 25 grudnia 2013

Boże Narodzenie



Kochani, wszystkiego co najlepsze! Niech się spełnią Wasze marzenia!
Życzę Wam też cierpliwości do mnie i pięknie dziękuję, że jeszcze tu zaglądacie mimo tego, że ja sama jestem zdecydowanie rzadziej. Pozdrawiam Was gorąco!



A na zdjęciu tradycyjny sernik wiedeński. Przepis będzie:-)

niedziela, 8 grudnia 2013

Ciasto bananowe z Luizjany


Za oknem śnieg, wieje zimny wiatr, chodniki i ulice skute lodem, dni są krótkie i na ogół ciemne. Nie chcielibyście chociaż na chwilę znaleźć się gdzieś indziej, w cieplejszym i pełnym słońca miejscu? Jeśli tak to zapraszam na chwilę do Luizjany, stanu USA leżącego w klimacie zwrotnikowym. Nie brzmi źle, prawda? Tam właśnie wymyślono to wspaniałe, pachnące słońcem bananowo-kokosowe ciasto.
Przepis wyszperałam w książce Tamary Milstein Najlepsze ciasta świata, ale wprowadziłam parę zmian. Najpoważniejsza dotyczy polewy. W oryginale na cieście powinien się znaleźć lukier przyrządzony ze sporej ilości cukru, masła i roztartych bananów. Ponieważ nie podziałało mi to na wyobraźnię przykryłam ciasto dużo lżejszymi karmelizowanymi bananami. Po oryginalny przepis odsyłam więc do książki.



Składniki:

2 szklanki mąki
1/4 szklanki mąki kukurydzianej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
200 g masła
1 szklanka brązowego cukru
3 jajka
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
3/4 szklanki maślanki
3 rozdrobnione średniej wielkości bardzo dojrzałe banany
1/2 szklanki prażonych orzechów piniowych (ominęłam)
1/2 szklanki wiórków kokosowych

Polewa:

4 łyżki śmietanki
3 czubate łyżki ciemnego cukru trzcinowego
2 łyżki rumu
1 spory banan lub dwa mniejsze

przepis na dłuższą keksówkę, tj 30 cm lub kwadratową foremkę. Jeśli chcecie zrobić go w krótkiej keksówce (ok 20cm) zróbcie z połowy przepisu



Mąki, proszek, sodę i gałkę przesiewamy. Masło ucieramy z cukrem na puch, a następnie dodajemy partiami roztrzepane widelcem jajka i ekstrakt waniliowy. W oddzielnej misce łączymy banany z maślanką.
Do masy jajeczno maślanej dodajemy naprzemiennie suche składniki i mokre składniki nie przerywając mieszania. Kończymy na składnikach suchych. Na koniec dodajemy wiórki, orzechy i mieszamy całość równomiernie.
Masę przelewamy do przygotowanej (wyłożonej papierem lub wysmarowanej masłem)  formy i wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 190°C. Pieczemy około 45-50 minut. Sprawdzamy patyczkiem. Po upieczeniu ciasto odstawiamy do ostygnięcia w formie, a następnie po około 20 minutach wykładamy z formy do całkowitego ostudzenia. Smarujemy polewą. Kroimy gdy całkowicie wystygnie.

Przygotowanie polewy:
Rogrzewamy w rondelku śmietanę z cukrem, gdy się połączą w gęstą, brązową masę dodajemy rum i wkrawamy jednego banana. Dusimy przez chwilę, aby banan przesiąknął sosem, lekko studzimy i wykładamy na ciasto. Ozdabiamy prażonymi wiórkami kokosowymi.


czwartek, 28 listopada 2013

Tort 3 smaki - toffi, cynamon, czekolada


Ktoś mnie jeszcze pamięta?;-)  Odkąd we wrześniu przeprowadziłam się do własnej (czytaj: wreszcie samodzielnie wynajmowanej) pracowni wypieków doba uległa dramatycznemu skróceniu. Mam nadzieję, że z Nowym Rokiem uda mi się jednak wyjść na prostą. Już widzę nieśmiałe tego jaskółki. W pracowni dzieje się całkiem sporo, kiedyś o tym więcej napiszę, ale póki co zapraszam na ciasto, które jest połączeniem właściwej dla cieplejszych miesięcy lekkości, ze smakami właściwymi dla obecnej pory roku.
Z jednej strony mamy więc delikatną piankową strukturę, a z drugiej aromat cynamonu, korzeni, czekolady.
Fantastyczne połączenie smaków  i świetny pomysł na lekki deser.



Składniki:

Warstwa czekoladowa:

300 ml śmietanki 30%
czekolada mleczna
1 łyżka kakao

Warstwa toffi:

150 ml śmietanki 30%
200 g masy kajmakowej
1 łyżka ekstraktu waniliowego

Warstwa korzenna:

400 ml śmietanki 30%
2 łyżeczki przyprawy do piernika
2 łyżeczki cynamonu
1/2 szklanki cukru pudru

dodatkowo 300 ml wrzątku i 30 g żelatyny

przepis na tortownicę 20-21 cm.



Tortownicę wykładamy folią spożywczą (nie aluminiową!). Przygotowujemy 3 miski. W każdej osobno przygotowujemy poszczególne warstwy deseru.

I -śmietankę podgrzewamy, ale nie zagotowujemy. Gdy jest gorąca dodajemy do niej czekoladę, czekamy 3-4 minuty, aż się rozpuści i całość mieszamy, a następnie dodajemy kakao. Na końcu dodajemy 5 g żelatyny rozpuszczonej 50 ml wody.

II - śmietankę mieszamy z masą kajmakową (nie kupujcie masy Bakalland, bywa straszliwie scukrzona!) i ekstraktem. Na końcu dodajemy 15 g żelatyny rozpuszczonej w 150 ml wody.

III - śmietankę mieszamy z cynamonem, cukrem i przyprawą do pierników. Na końcu dodajemy 10 g żelatyny rozpuszczonej w 100 ml wodu.

Masy kolejno wylewamy do tortownicy, począwszy od masy czekoladowej. Zanim jednak wylejemy kolejną masę poprzednia musi stężeć. Najszybciej zrobimy to wkładając tortownicę do zamrażarki. Po około 5-10 minutach masa jest sztywna i można wylewać kolejną warstwę. Po wylaniu 3 warstwy koniecznie przełóżcie tortownicę do lodówki! Po 2-3 godzinach od zrobienia torcik można wyjąć i ozdobić.
Ja na wierzch wylewam czekoladę mleczną rozpuszczoną na parze z łyżeczką masła i ozdabiam suszonymi śliwkami.



Wersja wegetariańska - do podawania w pucharkach lub szklankach

Składniki:

warstwa czekoladowa:

200 ml śmietanki 36%
1 i 1/2 czekolady mlecznej


warstwa toffi:

100 ml śmietanki 36%
200 g masy kajmakowej
1 łyżka ekstraktu waniliowego

warstwa korzenna:

200 ml śmietanki 36%
2 łyżeczki przyprawy do piernika
2 łyżeczki cynamonu
1/2 szklanki cukru pudru

Przygotowujemy 3 miski. W każdej osobno przygotowujemy poszczególne warstwy deseru.

I -śmietankę podgrzewamy, ale nie zagotowujemy. Gdy jest gorąca dodajemy do niej czekoladę, czekamy 3-4 minuty, aż się rozpuści i całość mieszamy. Chłodzimy. Gotowa masa musi być zimna.

II - mocno schłodzoną śmietankę ubijamy na sztywno, a następnie mieszamy z masą kajmakową (nie kupujcie masy Bakalland, bywa straszliwie scukrzona!) i ekstraktem

III - mocno schłodzoną śmietankę ubijamy na sztywno, a następnie mieszamy z cynamonem, cukrem i przyprawą do pierników.

Wszystkie warstwy przygotowujemy w tym samym czasie, a następnie układamy na przemian w pucharkach i ozdabiamy. Deser należy zjeść tego samego dnia, potem może się rozrzedzić.



Uwagi:

- torcik jest rezultatem wielu prób i eksperymentów, smaki są wyważone i wzajemnie się przenikają. Jeśli zmienicie proporcje, albo dodacie czekoladę gorzką zamiast mlecznej (tak zrobiłam na początku) jeden ze smaków zacznie dominować nad pozostałymi;
- cały deser ma lekką, kremową konsystencje, spotkałam się z opiniami, że zbyt kremową, jeśli chcecie ją czymś przełamać dajcie do masy toffi drobno posiekane orzechy lub migdały, a do masy czekoladowej drobno posiekaną czekoladę. Uzyskacie tym sposobem bardziej zróżnicowaną strukturę. Ja jednak wolę, jeśli tort jest gładki.



sobota, 12 października 2013

Targi kulinarne


Ma ktoś ochotę na tort bezowy z żurawinami albo intensywnie czekoladowy z malinami? A może sernik śliwkowy lub karmelowy? Te i inne moje wypieki będziecie mogli spotkać już jutro na warszawskim Powiślu na targach kulinarnych. Szczegóły na załączonym plakacie. Czekam tam na Was od 11! Szukajcie mnie w sali czerwonej. Od wejścia kierujecie się na prawo, mijacie dużą salę i zaraz za nią jest mniejsza, a w niej ja. Będzie bardzo smacznie :-)
Do zobaczenia!





PS. Czy jakaś dobra dusza wie, dlaczego w tytule posta pojawiła mi się literka R??? Ja jej tam nie wpisywałam!

czwartek, 3 października 2013

Ptysie w karmelu


Po zrobieniu tych ptysiów chyba już nie będę miała ochoty na normalne. Karmelowy płaszczyk daje nie tylko świetny efekt wizualny, ale także ciekawe doznania smakowe. Gorzkawy smak karmelu sprawia, że ptysie nabierają charakteru, a jego kruchość powoduje, że przyjemnie pęka na podniebieniu. Polecam!

Korzystałam ze sprawdzonego przepisu na ptysie Michela Roux, ale popełniłam mały błąd, który okazał się być zgubny w skutkach. Zbyt długo mieszałam gorące ciasto i w efekcie ptysie nie chciały rosnąć. Nie miało to wpływu na ich smak, ale na wygląd i owszem. W końcu po wielu wysiłkach ptysie powstały, nie umiem jednak powiedzieć ile, bo pierwsza partia, zamieniona przez piekarnik w placuszki, została pożarta bez liczenia ;-)
Ptysie powinny być nadziane konkretnym w smaku nadzieniem. Ponieważ nie potrafiłam się zdecydować, które lepiej smakuje podaję przepis na dwie wersje - kawową i czekoladową.




Składniki ciasta:

125 ml mleka
125 ml wody
100 g masła pokrojonego w kostkę
1/2 łyżki soli
1 łyżka cukru pudru
150 g mąki (niepełna szklanka)
4 jajka

Składniki kremu:

1/2 litra śmietanki 36%
1 gorzka czekolada
2-3 łyżki cukru

lub

1/2 litra śmietanki 36%
3 łyżeczki kawy instant
3-4 łyżki cukru pudru

Karmel:

300 g cukru
50 ml wody



Ciasto:
Mleko, wodę, masło, sól i cukier podgrzewamy na małym ogniu. Gdy zacznie wrzeć zdejmujemy z ognia, natychmiast wsypujemy mąkę i energicznie mieszamy całość drewnianą łyżką, aż ciasto nabierze gładkości., ale nie dłużej niż 1 minutę. Przykładamy do miski, lekko studzimy, a następnie wbijamy po jednym jajku znów energicznie mieszając. Roux sugeruje w dalszym ciągu drewnianą łyżkę, ja jednak wolę na tym etapie posiłkować się zwykłym ręcznym mikserem. Gotowe ciasto powinno być gęste, gładkie i błyszczące.
Nagrzewamy piekarnik do 180°C, wykładamy blachę papierem do pieczenia, a następnie formujemy na nim okrągłe ciasteczka o średnicy 2-3 cm. Ważne, żeby pomiędzy ciasteczkami zostawić kilka centymetrów odstępu, mocno urosną. Pieczemy przez około 25 minut. Ja piekłam swoje ptysie w termoobiegu w temperaturze 170°C, w moim piekarniku ptysie lepiej rosną z nawiewem.

Masa I

Gorzką czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej. Studzimy. Śmietankę mocno schładzamy, a następnie dodajemy do niej cukier i ubijamy na sztywno. Do chłodnej czekolady dodajemy stopniowo śmietankę i mieszamy całość. Ważne, żeby czekolada i śmietanka miały podobną temperaturę. Nie wlewajcie też rozpuszczonej czekolady do śmietany - może się nie wymieszać.

Masa II

Kawę rozpuszczamy w 1-2 łyżki mocno ciepłej wody. Śmietankę mocno schładzamy, a następnie dodajemy do niej cukier i ubijamy na sztywno. Mieszamy z kawą.

Karmel (za Michelem Roux)

 Do rondla z grubym dnem wlewamy wodę, wsypujemy cukier i powoli doprowadzamy do wrzenia. Na powierzchni będzie się gromadziła piana, którą należy usuwać. Warto w trakcie robienia karmelu posmarować brzegi garnka, tuż nad powierzchnią karmelu zimną wodą. Gdy cukier zaczyna zmieniać kolor lekko zmniejszamy grzanie i gotujemy powoli do momentu uzyskania jasnobrązowego koloru. Dno rondla natychmiast wkładamy do zimnej wody, żeby przerwać proces karmelizowana.


Karmel należy szybko wykorzystać, bo błyskawicznie twardnieje. Warto więc mieć pod ręką przygotowane ptysie, które jak najszybciej zanurzamy górną częścią w karmelu i odkładamy na bok. Gorący karmel może poparzyć, należy więc być bardzo ostrożnym.
Ptysie w karmelowych płaszczykach odstawiamy do zastygnięcia i dopiero wtedy nadziewamy masą. Nie przekrawamy ich tylko nadziewamy od spodu albo z boku dekoratorem do ciast z długą, wąską końcówką.
Podajemy.

Ciasto ptysiowe najlepsze jest w dniu jego stworzenia, ale ptysie w karmelu smakują całkiem fajnie również następnego dnia. Co prawda ciasto nabiera wilgoci, ale warstwa karmelowa jest cały czas przyjemnie krucha.



sobota, 21 września 2013

Bułeczki z owocami i czekoladą


Czas pożegnać letnie owoce. To już ostatnie dni, kiedy możemy cieszyć się świeżymi malinami i ostatnia okazja, żeby wypróbować je w bułeczkach z białą czekoladą. Jeśli wolicie ciemną czekoladę proponuję dodać do niej śliwki i również zrobić bułeczki. Nie ma innego wyjścia. Bułeczki to najlepsze rozwiązanie na pierwsze jesienne szarugi.




Składniki ciasta:

1/2 kg mąki pszennej
1/2 szklanki cukru
szczypta soli
1 torebka drożdży instant
skórka otarta z jednej cytryny
1/2 łyżeczki ekstraktu migdałowego
3 żółtka
1 jajko
2 łyżki masła
1 szklanka mleka

Składniki nadzienia:

świeże maliny
1 tabliczka białej czekolady
i/lub
świeże śliwki
1 tabliczka gorzkiej czekolady z marcepanem

dodatkowo:

1 białko do posmarowania


Mąkę mieszamy z cukrem, drożdżami, skórką z cytryny i solą. Zalewamy lekko podgrzanym mlekiem. Dodajemy żółtka i jajko i całość wyrabiamy do momentu, aż ciasto zacznie odchodzić od ręki. Masło rozpuszczamy, lekko studzimy i dodajemy do ciasta. Wyrabiamy jeszcze raz. Gotowe ciasto powinno być lśniące i gładkie. Odstawiamy do wyrośnięcia. Gdy podwoi swoją objętość dzielimy je na 3 części. Każdą z części rozwałkowujemy na kształt prostokąta o grubości około 1/2 cm. Na cieście rozkładamy równomiernie maliny wymieszane z pokruszoną białą czekoladą lub śliwki wymieszane z pokruszoną czekoladą marcepanową.  Następnie ciasto zwijamy w rulon jak roladę i kroimy ostrym nożem na plastry. Każdy plaster powinien mieć grubość 1.5-2 cm. Plastry natychmiast po ukrojeniu układamy na wyłożonej papierem do pieczenia formie i nadajemy im okrągłą formę bułeczki. Musimy zachować odstęp pomiędzy nimi, bo jeszcze mocno urosną. Z pozostałym ciastem robimy to samo. Bułeczki odstawiamy do wyrośnięcia na około 20 minut, a następnie smarujemy białkiem i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 180°C na około 20 minut. Gotowe bułeczki powinny być ładnie zrumienione, ale nie zanadto przypieczone, bo będą zbyt suche w smaku. Smacznego!


Uwagi:

- wersja maliny + gorzka czekolada też oczywiście jest świetna, zachęcam do eksperymentów :-)


środa, 7 sierpnia 2013

Sernik czekoladowo-porzeczkowy


Właśnie odkryłam, że to sernik numer 51. Chyba nie jestem normalna. Cóż zrobić, serniki lęgną się w mojej głowie jeden za drugim i uwierzcie, że prezentuję tutaj tylko co któryś.
Tego nie mogłam Wam darować, bo jest przepyszny. Połączenie czekolady i czarnych porzeczek uważam za idealne.



Spód:

ok 300 g ciasteczek mocno czekoladowych (u mnie jak zwykle domowe)
3 łyżki masła

Masa serowa:

2 gorzkie czekolady (minimum 70%)
800g tłustego sera do serników 
1 i 1/2 szklanki drobnego cukru 
5 jajek
3/4 szklanki umytych i obranych czarnych porzeczek


Polewa:

1/2 szklanki czarnych porzeczek do ozdoby
1 gorzka czekolada
1/2 szklanki słodkiej śmietanki



Przepis na tortownicę 21 cm

Ciasteczka rozgniatamy i łączymy z roztopionym masłem, a następnie wykładamy nimi dno tortownicy i wkładamy do lodówki na minimum pół godziny.
Czekolady roztapiamy na parze i odstawiamy do ostudzenia. Ser mieszamy z cukrem, dodajemy pojedynczo jajka, a następnie, nie przerywając mieszania, roztopioną czekoladę. Wsypujemy porzeczki, mieszamy delikatnie, a następnie wylewamy ciasto na mocno schłodzony spód i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 160°C. Pieczemy przez około 45 minut bez termoobiegu. Gotowy sernik powinien być wypieczony na brzegach i lekko galaretowaty w środku. Studzimy go, a następnie schładzamy przez kilka godzin. Wyjmujemy z formy dopiero po schłodzeniu. Oblewamy czekoladą i ozdabiamy pozostałymi porzeczkami. Czekoladę przygotowujemy rozpuszczając tabliczkę czekolady w mocno podgrzanej, ale nie zagotowanej śmietance. Masa po ostudzeniu idealnie się rozsmaruje.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Babeczki-bułeczki jagodowe


Nie umiem zdecydować, czy to babeczki, czy bułeczki. Za pierwszą nazwą przemawia ich wygląd i fakt, że piecze się je w foremkach. Do drugiej nazwy skłania mnie to, że mięciutki wypiek drożdżowy z jagodami zawsze był dla mnie bułeczką, zwaną jagodzianką. Bez względu na nazwę na pewno warto je zrobić. Wypróbowałam w nich przepis na ciasto drożdżowe, który kiedyś, w kontekście innego wypieku podała Martha Stewart. Przepis jest bardzo nietypowy - ciasto ma dużą zawartość tłuszczu, robi się je zupełnie inaczej niż "nasze" drożdżowe. Składnikami może nawet przypominać ciasto krucho-drożdżowe, ale metoda jego robienia też jest inna. Zagmatwałam? Najlepiej przeczytajcie przepis, upieczcie bułeczki-babeczki i rozkoszujcie się ich smakiem!



Składniki ciasta:

3/4 kostki masła
1/4 szklanki cukru
1 opakowanie drożdży instant (4g)
2 duże żółtka
1 szklanka mąki chlebowej
1 i 2/3 szklanki mąki zwykłej
szczypta soli
1/3 szklanki kwaśnej śmietany
1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
1 łyżeczka octu winnego

Składniki nadzienia:

1 i 1/2 szklanki jagód
2/3 szklanki cukru
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego



Masło ucieramy z cukrem. Drożdże rozpuszczamy w 2-3 łyżkach ciepłej wody, wlewamy do utartej masy. Następnie dodajemy żółtka i nie przerywając mieszania obydwie mąki przesiane z solą, śmietanę, ekstrakt i ocet. Wyrabiamy całość na gładkie, błyszczące ciasto. Powinno łatwo odchodzić od ręki.
Dalej postępujemy jak ze zwyczajnym ciastem drożdżowym, to jest odstawiamy je przykryte ściereczką w ciepłe miejsce, do podwojenia objętości.
W tym czasie odsączamy dokładnie umyte jagody i mieszamy je z cukrem i ekstraktem. Jeśli masa w dalszym ciągu będzie rzadka możecie dodać 1-2 łyżki bułki tartej albo jeszcze lepiej utartych biszkoptów.

Gdy ciasto wyrośnie odrywamy jego niewielkie kawałki, rozpłaszczamy w dłoni, nakładamy nadzienie, zawijamy całość w coś w rodzaju sakiewki i układamy w wyłożonych papierem foremkach do pieczenia muffinów miejscem zlepienia do dołu. Musicie pamiętać, żeby bryłki ciasta były naprawdę małe, ciasto z farszem nie powinno zajmować więcej niż 1/2 - 3/4 objętości foremki. Tak przygotowane babeczki odstawiamy na około 10-25 minut do ponownego wyrośnięcia, a następnie smarujemy białkiem i wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 180°C na około 15-20 minut. Gotowe babeczki powinny pięknie wyrosnąć i się zrumienić.
Po upieczeniu czekamy około 5 minut i wyjmujemy je z formy, zostawiając do całkowitego ostudzenia.
Babeczki nie są bardzo słodkie, więc możecie je posypać cukrem pudrem lub przykryć lukrem.
Smacznego!




wtorek, 23 lipca 2013

Sernik cytrynowo-lawendowy


Lubicie zapach lawendy? Ja uwielbiam! Lawenda powszechnie kojarzy się z wodami toaletowymi czy też zapachowymi saszetkami do szafy. Warto jednak pamiętać, że świetnie sprawdza się także w potrawach. Trzeba tylko uważać, żeby nie dodać jej zbyt wiele, bo wtedy potrawa będzie gorzkawa w smaku i sprawi wrażenie nadmiernie wyperfumowanej.
Uważać trzeba także przy tym serniku. Tajemnicą jego smaku jest dobre wyważenie smaku cytrynowego i lawendowego. Najlepiej gdy zrobicie to sami próbując masy serowej przed pieczeniem.


Składniki ciasta:

1 kg tłustego sera do serników
1 szklanka drobnego cukru
1/2 szklanki śmietanki 30%
3-4 gałązki lawendy
5 jajek
skórka otarta z jednej cytryny
1 łyżka mąki ziemniaczanej

Do dekoracji:

kilka plasterków cytryny
1/2 szklanki cukru
2/3 szklanki wody
kwiaty lawendy

przepis na tortownicę o średnicy 21-24 cm


Śmietankę zagotowujemy wraz z gałązkami lawendy. Zostawiamy do ostygnięcia. Ser mieszamy z cukrem. Dodajemy skórkę z cytryny i 3-4 łyżeczki śmietanki lawendowej. Trudno przewidzieć jak mocno lawendową śmietankę otrzymacie, więc masy serowej należy spróbować i ewentualnie dodać do niej nieco więcej aromatu. Serdecznie odradzam natomiast próbowanie samej śmietanki z lawendą, smakuje jak z dodatkiem mocno lawendowej wody kolońskiej.:-)
Do pełnej aromatów masy dodajemy mąkę ziemniaczaną i pojedynczo jajka. Masa powinna być dobrze wymieszana, ale nie należy jej napowietrzać.
Wylewamy ją do formy, której dno wyłożone jest papierem do pieczenia i wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 160°C. Pieczemy przez około 50 minut. Brzegi sernika powinny być upieczone, a środek lekko galaretowaty. Sernik studzimy, a następnie schładzamy przez kilka godzin. Dopiero po tym czasie wyciągamy go z formy.
Wodę gotujemy z cukrem do uzyskania syropu. Wkładamy plasterki cytryny  i na bardzo wolnym ogniu gotujemy przez kilka minut i odstawiamy do ostygnięcia. Sernik wyjęty z formy przystrajamy plasterkami cytryny wyjętymi z syropu i kwiatami lawendy. Smacznego :-)




sobota, 6 lipca 2013

Ciasto cynamonowo-truskawkowe. Bardzo łatwe!


To ciasto z gatunku tych, które nie wyglądają. Znacie ten rodzaj? Przepięknie pachnie, ale wygląda zupełnie zwyczajnie, żeby nie powiedzieć nijako. Nauczyłam się już, że takie ciasta na ogół są najsmaczniejsze, bo prawdziwie domowe, idealne do kubka herbaty albo mleka. Ich wykonanie nie wymaga specjalnego kunsztu i osoba nawet z bardzo niewielkim doświadczeniem świetnie sobie poradzi.
 Nie bójcie się też cynamonu. Chociaż utarło się, że najlepiej pasuje on do jabłek i śliwek muszę przyznać, że z truskawkami tworzy bardzo miły duet. Polecam!
Przepis z BBC Good Food.



Składniki ciasta:

175 g mielonych migdałów
175 g miękkiego masła
175 g brązowego cukru
175 g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka cynamonu
1 jajko
1 żółtko

Składniki nadzienia:

1/2 kg obranych, umytych truskawek
cukier do smaku

Dodatkowo:

cukier puder do posypania

przepis na tortownicę 24 cm lub formę kwadratową o zbliżonej pojemności



Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 160°C. Wszystkie składniki ciasta mieszamy razem mikserem na wolnych obrotach. Powinniśmy uzyskać gładką jednolitą masę. Nie należy mieszać jej zbyt długo, składniki powinny się po prostu ładnie połączyć.
1/2 ciasta wykładamy na dno wyłożonej papierem do pieczenia blachy, przykrywamy pokrojonymi na połówki truskawkami, lekko posypujemy cukrem i przykrywamy drugą częścią ciasta. Ciasto jest dosyć gęste i klejące, więc ułożenie go równo na truskawkach sprawia sporo trudności. Polecam tę metodę tylko cierpliwym perfekcjonistom :-) Pozostałe osoby niech wyłożą ciasto jak potrafią. Uważam, że fantazyjna faktura ciasta tylko podkreśla jego swojskość i prostotę. Pieczemy około 50 minut. Ciasto powinno być dobrze wypieczone. Jeśli Wasz piekarnik nie dopieka od dołu możecie je potrzymać w piekarniku nawet dłużej.
Smacznego!



poniedziałek, 24 czerwca 2013

Koktajl winno-truskawkowy


Trochę sobie pomilczałam.
Od kilku lat staram się tu pisać pozytywnie o różnych przyjemnych smakowitościach. Blog jest moim azylem, nawet jeśli w życiu coś idzie nie tak. Czasami zdarzają się jednak chwile wyjątkowo trudne i wtedy mimo najlepszych chęci nie potrafię sklecić żadnego sensownego zdania.
Teraz wracam. Mam nadzieję, że na dobre, że blog mnie wciągnie i będzie dawał i mnie i Wam dużo radości.
Wracam z propozycją szalenie prostą, idealną na upały. Koktajl z truskawek z białym winem i nutką cytryny. Pyszne, orzeźwiające i do zrobienia w 5 minut.



Składniki:

1 kg truskawek (umytych i obranych)
2 szklanki dobrego białego wina
szczypta skórki otartej z cytryny
sok z 1/2 cytryny
cukier do smaku

Wszystkie składniki koktajlu poza cukrem miksujemy w blenderze na gładką masę. Dosładzamy wedle gustu, mocno schładzamy, podajemy.
Przepis na sporej wielkości dzbanek.

poniedziałek, 27 maja 2013

Deser truskawkowo-miętowy


Szybkimi krokami zbliża się sezon truskawkowy. Od dawna można już kupić truskawki hiszpańskie, a niedawno pokazały się już pierwsze polskie. To jeszcze nie to, co tygrysy lubią najbardziej, ale mam nadzieję, że z każdym dniem będzie lepiej. Czekam też na swoje własne truskawki. Posadziłam w ogródku parę krzaczków, które właśnie kwitną, więc mam nadzieję, że zaowocują jak trzeba. Nie sądzę co prawda, żeby zbiór był szczególnie obfity, ale nikt nie odbierze mi przyjemności zjedzenia świeżej, pachnącej słońcem truskawki prosto z krzaczka.
W oczekiwaniu na słodkie i soczyste truskawki zapraszam więc na lekki i odświeżający deser z nimi w roli głównej.



Składniki warstwy truskawkowej:

około 50 dag świeżych, umytych i pozbawionych szypułek truskawek
3 łyżki żelatyny
1/3 szklanki gorącej wody
3-4 łyżki cukru

Składniki warstwy miętowej:

500 ml śmietanki 30%
1 łyżka żelatyny
1/3 szklanki gorącej wody
2 łyżki cukru
1/3 łyżeczki skórki otartej z cytryny
pęczek świeżej mięty

przepis na tortownicę 21 cm



Truskawki miksujemy na gładką masę. Żelatynę rozpuszczamy we wrzątku, dodajemy do truskawek. Całość słodzimy do smaku. Wylewamy do wyłożonej folią tortownicy. Wkładam do lodówki i czekamy, aż masa stężeje.
Śmietankę ubijamy z cukrem. Dodajemy skórkę cytrynową. Żelatynę rozpuszczamy jak wyżej. Lekko przestudzoną łączymy ze śmietanką.
Listki mięty siekamy i dodajemy do masy, zostawiamy kilkanaście do ozdobienia wierzchu ciasta. Masę wylewamy na stężały spód truskawkowy i ponownie deser chowamy do lodówki na co najmniej kilka godzin. Przed podaniem ozdabiamy pozostałymi listkami mięty.

Uwagi:

- zamiast zwykłego cukru możecie dodać syrop z agawy, ksylitol lub cukier palmowy. Świetnie współgrają z truskawkami i sprawiają, że deser jest dużo zdrowszy.
- z powodu jak wyżej możecie zastąpić śmietankę jogurtem naturalnym, ale trzeba wtedy podwoić dawkę żelatyny;
- jeśli nie chcecie w ogóle dodawać żelatyny zróbcie deser w pucharkach.

środa, 15 maja 2013

Tort Sachera


Wyobraźcie sobie XIX wieczny dwór słynnego księcia Metternicha. Do pałacu przybywają ważni goście, a tymczasem główny kucharz pada złożony chorobą. Na posterunku zostaje młodszy kucharz, szesnastoletni Franz Sacher. To on właśnie musi wykonać polecenie księcia i przygotować deser, który wywrze na gościach odpowiednie wrażenie. Kucharz bardzo młody, ale z ponad już rocznym doświadczeniem przygotowuje czekoladowe ciasto przekładane morelową marmoladą. Ciasto się podoba, ale nie robi większej kariery. Wiele lat później recepturę na ciasto dopracowuje Eduard Sacher, syn Franza i od tego momentu zaczyna się wielka kariera Sachertorte w Wiedniu. Początkowo sprzedawany jest w cukierni Demel, ale potem Eduard buduje hotel, który firmuje swoim nazwiskiem i słynny już wtedy tort można kupić w cukierni hotelowej.
Już po śmierci Eduarda i licznych perypetiach spadkowych pomiędzy cukiernią Demel a hotelem Sacher rozgorzał spór, gdzie powinien być sprzedawany oryginalny tort Sachera. Proces toczył się przez blisko dekadę. Ostatecznie sąd ustalił, że marka należy do nie będącego już w rękach rodziny hotelu Sacher.

Niedawno miałam okazję spróbować słynnego oryginału, który przybył do Warszawy prosto z Wiednia. Tort wygląda bardzo apetycznie, jest przepięknie zapakowany w eleganckie pudełko. Z wielkimi emocjami skosztowałam kawałka tego cuda i ...przeżyłam jedno z większych rozczarowań kulinarnych. Spodziewałam się czegoś perfekcyjnego - jedwabiście czekoladowego, delikatnego, przesiąkniętego subtelnym aromatem moreli. Tymczasem jadłam przeciętne w smaku, mocno słodkie, suchawe i mało czekoladowe ciasto przełożone niewielką ilością masy morelowej. Muszę przyznać, że właściwie tylko masa zrobiła na mnie dobre wrażenie. Jest aromatyczna, ma świetną, gęstą konsystencję i przepiękny kolor ale to za mało, żebym uznała tort Sachera za swój ulubiony. Najwyraźniej mój gust nie pasuje do gustu mieszkańców Wiednia.

Ponieważ oryginalny tort Sachera nie spełnił moich oczekiwań postanowiłam zrobić go w wersji, która mnie usatysfakcjonuje. Przepisów na tort Sachera jest wiele, ostatecznie jednak zrobiłam swój tort na bazie przepisu ze Złotej Księgi Czekolady wydawnictwa Olesiejuk sporo przy okazji zmieniając.
Zależało mi na prawdziwie czekoladowym smaku, więc dodałam więcej czekolady niż było w przepisie. Użyłam też domowej roboty powideł morelowych.


 Składniki ciasta:

200 g połamanej na kawałki gorzkiej czekolady
150 g miękkiego masła
150 g cukru
8 dużych jaj
150 g mąki
200 g dobrej jakości konfitury morelowej

Składniki polewy:

200 g połamanej na kawałki czekolady deserowej
ok 100 ml śmietanki 30 lub 36%

przepis na tortownicę ok. 24 cm



Czekoladę rozpuszczamy na parze, odstawiamy do ostudzenia. W dużej misce ucieramy masło z cukrem na puszystą masę. Oddzielamy białka od żółtek i żółtka pojedynczo dodajemy do ucieranej masy, a następnie, nie przerywając ucierania dodajemy do masy przesianą mąkę i płynną czekoladę. Białka ubijamy na sztywno. Delikatnie dodajemy je do ciasta, całość mieszamy. Przekładamy ciasto do wyłożonej papierem tortownicy i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 160°C przez około 55 minut. Patyczek wsadzony w ciasto powinien być suchy. Ciasto studzimy w formie przez około 20 minut, a następnie zdejmujemy boki tortownicy i zostawiamy do całkowitego ostudzenia. Ostudzone ciasto przekrawamy na 3 równe części.
Każdą z części smarujemy konfiturą morelową i składamy je razem. Z wierzchu ciasto również smarujemy konfiturą.
Śmietankę wlewamy do garnka i mocno rozgrzewamy, ale nie zagotowujemy. Wrzucamy do niej pokruszoną na kawałki czekoladę i odstawiamy na 3-4 minuty. Po tym czasie mieszamy całość i wykładamy na ciasto smarując dokładnie wierzch i boki. Jeśli zależy Wam na idealnie równej powierzchni polewy posmarujcie tort tylko jej częścią i wstawcie tort do lodówki. Gdy masa zastygnie wyrównajcie jej powierzchnię. Wszelkie ubytki i nierówności przykryjcie pozostałą masą, a gdy znów zastygnie ostatecznie wyrównajcie tort.
Tort z mojego przepisu jest dużo bardziej czekoladowy i mniej słodki niż tort z hotelu Sacher. Jeśli chcecie odtworzyć smak najbardziej zbliżony do oryginału użyjcie mlecznej czekolady dobrej jakości (ok 60% kakao). Tort najlepiej smakuje po mniej więcej dobie, kiedy ciasto lekko zwilgotnieje pod wpływem nadzienia. Podajemy z łyżką bitej śmietany.









środa, 8 maja 2013

Tort fiołkowy z lemon curd


Na górze róże na dole fiołki... U mnie odwrotnie, fiołki chwilowo na górze, a bezpośrednio pod nimi, czyli wpis niżej możecie znaleźć róże we wspaniałym drożdżowym cieście.
Uwielbiam fiołki! Są niezwykle delikatne, przepięknie pachną, przepięknie wyglądają, nadają potrawom nutkę świeżości i bajkowej wręcz niezwykłości. A do tego pojawiają się na tak krótko. Ledwie zdążę zauważyć, że kępki fiołków zaczynają kwitnąć, a już za chwilę kwiaty przykryte są nowymi listkami.Ta fiołkowa ulotność dodaje im dodatkowego czaru. Zawsze staram się wykorzystać ten niezwykle krótki moment ich obecności i coś z nich przygotować. W tym roku dodawałam je w dużych ilościach do bez. Świetnie komponują się z malinami i bitą śmietaną. Zrobiłam też mały torcik z fiołkami i lemon curd. Lemon curd to moja druga miłość, z fiołkami dogaduje się świetnie, nadaje potrawie charakter. Ważne, żeby nie użyć go zbyt wiele, bo swą intensywnością może fiołki zdominować, a tego na pewno byśmy nie chcieli.



Składniki ciasta:

4 duże jajka
4 czubate łyżki drobnego cukru
3 łyżki mąki pszennej
2 łyżki mąki ziemniaczanej

Składniki masy:

3/4 l śmietany kremówki
3-4 łyżki cukru pudru
2 łyżki płatków fiołkowych
1-2 łyżki lemon curd
2-3 łyżki fiołków do ozdoby

przepis na tortownicę 20-21 cm


Jajka ubijamy z cukrem aż staną się bardzo puszyste i prawie białe. Dodajemy do nich przesiane obydwie mąki i bardzo delikatnie mieszamy. Wykładamy do formy i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 160°C. Pieczemy przez około 20 minut. Sprawdzamy patyczkiem.
Wyjmujemy z formy dopiero po całkowitym ostudzeniu i przekrawamy na pół.
Mocno schłodzoną kremówkę ubijamy wraz z cukrem na sztywno. Mieszamy delikatnie z płatkami fiołków. Połowę masy wykładamy na ciasto. Na masie układamy niewielkie ilości lemon curd, przykrywamy drugą częścią ciasta. Na wierzchu i bokach ciasta rozsmarowujemy resztę masy. Ozdabiamy fiołkami. Odstawiamy w chłodne miejsce na godzinę, dwie. Podajemy schłodzone.

piątek, 26 kwietnia 2013

Ciasto różano-migdałowe


Znalazłam na półce spiżarni słoiczek konfitury z płatków róży i już wiedziałam, co z nim zrobić. Ciasto drożdżowe z konfiturą różaną i migdałami. Delikatne, niezwykle aromatyczne. Mimo że drożdżowe dzięki wilgotnemu nadzieniu długo zachowuje świeżość.



Składniki ciasta:

3 dag świeżych drożdży
3/4 szklanki mleka
1/3 szklanki cukru
30 dag mąki pszennej
skórka otarta z cytryny
5 żółtek
2 łyżki masła

Składniki nadzienia:

około 300 dag konfitury różanej
3-4 łyżki płatków migdałowych
szczypta skórki otartej z cytryny
2 łyżki roztopionego masła

Do posmarowania ciasta: białko z 1 jajka

przepis na tortownicę około 26 cm



Drożdże rozcieramy z 1 łyżeczką cukru. Zalewamy kilkoma łyżkami ciepłego mleka, dodajemy łyżkę mąki, lekko mieszamy i odstawiamy do wyrośnięcia. Mąkę przesiewamy, mieszamy z cukrem i skórką z cytryny.
Resztę mleka podgrzewamy. Masło rozpuszczamy. Gdy drożdże wyrosną wlewamy je do ciasta. Dodajemy mleko, żółtka i wyrabiamy na gładką masę. Gdy zaczyna odchodzić od ręki dodajemy rozpuszczone ciepłe (ale nie gorące!) masło i jeszcze raz wyrabiamy całość. Odstawiamy do wyrośnięcia, ciasto powinno podwoić objętość.
Konfiturę mieszamy z masłem i migdałami.
Wyrośnięte ciasto rozwałkowujemy na grubość około 1.5-2 cm, smarujemy równomiernie masą różaną, a następnie zwijamy jak dywan. Powstały w ten sposób rulon dzielimy na 5-6 równych części, które układamy  symetrycznie w formie: jedną po środku, pozostałe dokoła, jak płatki kwiatka. Pomiędzy poszczególnymi częściami będzie sporo wolnego miejsca, nie przejmujemy się tym, ciasto jeszcze urośnie, poszczególne jego części złączą się i utworzą na wierzchu wzór różyczek.
Ciasto odstawiamy jeszcze na około 20 minut, a następnie smarujemy białkiem i wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 180°C. Pieczemy przez około 30 minut. Sprawdzamy patyczkiem. Odstawiamy do lekkiego wystygnięcia, a następnie wyjmujemy z formy. Możemy jeść jeszcze lekko ciepłe. Ponoć to niezbyt zdrowe, ale za to jakie smaczne:-)


środa, 17 kwietnia 2013

Tarta czekoladowa z karmelizowanymi bananami


Witajcie. Coś ostatnio nie radzę sobie z regularnym pisaniem. Bardzo dziękuję za troskę wszystkim tym, którzy pytali, kiedy wracam. To bardzo miłe, że czekacie na moje przepisy. Postaram się wrócić z regularnymi przepisami. W głowie mam ich mnóstwo, tylko czasu na zrobienie jakoś nie mogę znaleźć.
W każdym razie po ponad 2 tygodniach przerwy wracam z pysznym ciastem.
Do jego zrobienia zainspirował mnie przepis na creme brulee Marthy Stewart.
Tarta jest pyszna. Cieniutka warstwa czekoladowego ciasta, warstwa gorzkiej czekolady, warstwa delikatnego kremu i na tym wszystkim banany z karmelizowanym brązowym cukrem. Odjazd. Bardzo polecam!



Składniki spodu:

3/4 szklanki mąki
2 łyżki dobrego ciemnego kakao
4 łyżki cukru pudru
1/2 kostki masła
3 żółtka

Składniki warstwy czekoladowej:

1 tabliczka gorzkiej czekolady (minimum 70%)
1/2 szklanki słodkiej śmietanki

Składniki warstwy kremowej:

1/2 szklanki drobnego cukru
3 żółtka
2 szklanki mleka
1/2 laski wanilii
2 łyżki mąki kukurydzianej
1 łyżka mąki ziemniaczanej

Banany:

3 duże banany
5-6 łyżek brązowego cukru

Przepis na tortownicę ok. 20 cm



Mąkę, kakao i cukier siekamy drobno z zimnym masłem. Powinniśmy otrzymać coś w rodzaju maślanej mąki. Dodajemy żółtka i szybko zagniatamy ciasto. Cienko je rozwałkowujemy i wykładamy dno tortownicy robiąc na bocznych ściankach rancik o wysokości około 1 cm. Ciasto wkładamy do lodówki na minimum pół godziny.
Po upływie tego czasu nakłuwamy je kilkakrotnie widelcem i wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 180°C na około 25 minut. Ciasto powinno być całkowicie upieczone, ale niezbyt wypieczone bo wróci jeszcze do piekarnika na kilka minut.

Śmietankę mocno podgrzewamy nie doprowadzając jej do zagotowania. Zdejmujemy z kuchenki. Wrzucamy do śmietanki pokruszoną czekoladę i zostawiamy. Po około 5 minutach mieszamy delikatnie. Czekolada powinna się rozpuścić i stworzyć ze śmietanką gładką, błyszczącą masę. Masę natychmiast wykładamy na upieczonym cieście. Pozostawiona na dłużej w garnku zastygnie i jej równomierne wyłożenie będzie trudne.

Mleko gotujemy z przeciętą wzdłuż laską wanilii. Żółtka ubijamy z cukrem na puszystą masę. Dodajemy do nich odrobinę mocno ciepłego mleka, a następnie, ciągle mieszając, powoli pozostałą ilość. Masę przekładamy z powrotem do garnka i nieustannie mieszając gotujemy na małym ogniu do momentu aż masa zgęstnieje. Uwaga, masa lubi się przypalać!
Masę wykładamy na warstwę czekoladową. Tu też nie warto czekać zbyt długo, bo krem stygnąc gęstnieje i trudniej będzie go rozprowadzić. Oczywiście zanim wyłożymy go na ciasto usuwamy z niego laskę wanilii.

Banany kroimy wzdłuż na mniej więcej 3-4 paski każdy. Układamy na kremie. Posypujemy połową cukru brązowego i karmelizujemy przy pomocy specjalnego palnika albo funkcji grill w piekarniku. W tym drugim przypadku musicie bardzo uważać, bo karmelizowane potrawy dosyć długo nie chcą się nawet zezłocić, za to błyskawicznie przechodzą ze stanu "pięknie skarmelizowane" do stanu "spalone". Ja zwykle nie oddalam się od piekarnika na dłużej niż kilkanaście sekund i staram się obserwować cały proces. U mnie trwa on około 3 minut w temperaturze 210°C wszystko zależy jednak od konkretnego piekarnika. Po skarmelizowaniu pierwszej warstwy  posypujemy banany pozostałą ilością cukru uzupełniając braki i powtarzamy karmelizowanie.

Tartę podajemy od razu. Z ciepłymi bananami smakuje wyśmienicie. Po schłodzeniu też jest smaczna, ale jeśli chcecie przechowywać ją dłużej niż jeden dzień przykryjcie banany warstwą bitej śmietany. W przeciwnym wypadku ściemnieją. Tarta nie straci na smaku, ale nie będzie już ładnie wyglądała.
Smacznego!


czwartek, 28 marca 2013

Sernik marcepanowo-cytrynowy


Nie skończyłam jeszcze eksperymentów z ciastami sprzed stuleci, ale dla kontrastu postanowiłam też zrobić coś współczesnego. Przepisy na serniki lęgną się w mojej głowie jak szalone, nie mam na to wpływu. Mogę je tylko robić, a potem opisywać:-)
Tym razem sernik łączący dwa smaki - słodki marcepan i lekką cytrynę. Na moim stole świątecznym będzie na pewno. Zrobiłam przy okazji mały eksperyment. Ponieważ masę marcepanową i tak zawsze robię sama dodałam jej wszystkie składniki bezpośrednio do sera. Dzięki temu bardzo łatwo się wszystko wymieszało, będę tak robiła wszystkie serniki z marcepanem.
Jak to też zwykle u mnie sernik nie ma spodu, nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żebyście dodali swój ulubiony spód, jeśli macie taką potrzebę.



Składniki:

1 kg tłustego (minimum 16%) sera sernikowego
1 i 1/2 szklanki drobnego cukru
1 szklanka drobno zmielonych łuskanych migdałów
skórka otarta z jednej dużej cytryny lub dwóch mniejszych
sok wyciśnięty z połowy cytryny
odrobina ekstraktu migdałowego
1 łyżka mąki ziemniaczanej
6 jajek

Składniki polewy:

1/2 szklanki śmietanki 36%
2 łyżki cukru pudru
1/2 szklanki prażonych płatków migdałowych
3-4 plasterki cytryny

przepis na tortownicę 26 cm



Ser mieszamy z cukrem, stopniowo dodajemy migdały, cytryny (skórkę i sok), ekstrakt, mąkę ziemniaczaną, a następnie pojedynczo jajka. Masy nie należy nadmiernie napowietrzać, składniki powinny być po prostu dokładnie wymieszane ze sobą. Gotową masę wlewamy do tortownicy i wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 160°C, bez termoobiegu! Pieczemy przez około 35-45 minut. Masa serowa powinna być dokładnie ścięta na bokach tortownicy i lekko niestabilna w środku. Można to sprawdzić delikatnie potrząsając masą. Jeśli środek delikatnie się trzęsie sernik jest gotowy.
Upieczone ciasto okrawamy dokoła ostrym cienkim nożem i odstawiamy do ostygnięcia, a następnie wstawiamy do lodówki na minimum 4-5 godzin. Dopiero po upływie tego czasu ciasto przekładamy z formy na talerz. Ubijamy śmietankę na sztywno wraz z cukrem, smarujemy nią wierzch ciasta i dekorujemy płatkami migdałów i plasterkami cytryny. Smacznego:-)





środa, 27 marca 2013

Baba tiulowa


Baba tiulowa, czyli baba bardzo delikatna. Niezwykle puchata, nieprawdopodobnie lekka. Po wyjęciu jej z formy miałam wrażenie, że nie waży zupełnie nic. Nie muszę chyba dodawać, że jest niezwykle smaczna?

Odkąd interesuje się kulinariami przymierzałam się do upieczenia prawdziwej baby według dawnych zasad. Stare książki kulinarne pełne są przepisów zaczynających się od słów "weź 6 silnych dziewek kuchennych, 4 kopy jajek..." Zawsze fascynowało mnie, jak może smakować ciasto z takich składników. Z wielką ciekawością czytałam też, jakie zasady powinny towarzyszyć robieniu bab. Nie wolno było otwierać okien, stąpać trzeba było  na paluszkach, wykładać je na pierzyny, a odpowiednie nagrzanie pieca i wybór drewna do jego ogrzania to kwestia, która mogłaby zająć osobną książkę.
Te wszystkie receptury brzmią w dzisiejszych czasach odstraszająco, ale nie dla mnie. Stwierdziłam, że z porządnym mikserem (to zamiast dziewek kuchennych) i piekarnikiem powinnam dać radę. Oczywiście musiałam wprowadzić drobne zmiany. Przede wszystkim ograniczyłam ilość składników. 100 i więcej lat temu nikt przecież nie zawracał sobie głowy robieniem jednej małej babeczki, rodziny były liczne, goście zjeżdżali się tłumnie, trzeba było przygotowywać solidne ilości jedzenia. Ja użyłam zaledwie 20 dag mąki a wyszły mi z niej 2 spore baby. Z kilograma miałabym ich pewnie z 10.
Przepis jest zadziwiająco prosty i mimo sporej tremy uważam moje baby za niezwykle udane. Gorąco zachęcam Was do eksperymentów!
Przepis z "Praktycznego kucharza warszawskiego zawierającego 1503 przepisy różnych potraw, oraz pieczenia ciast i sporządzania zapasów spiżarnianych" Wydanie XVI (bardzo jestem ciekawa, kiedy było pierwsze!), przez Ferdynanda Hoesicka w 1908 roku.
Ach, jak miło to napisać!



Składniki ciasta:

1 szklanka żółtek (około 12)
1/2 szklanki cukru
1 i 1/2 szklanki mąki
4 dag drożdży
1/2 szklanki letniego mleka
1/4 szklanki klarowanego masła

przepis na dwie kominkowe formy do bab o średnicy około 18 cm



Żółtka ubijamy z cukrem na bardzo sztywną, białą masę. Drożdże rozpuszczamy w mleku i wlewamy do masy. Dosypujemy mąkę i całość  ponownie ubijamy. Odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Masa będzie bardzo rzadka, opanujcie pokusę dosypania do niej mąki! Gdy ciasto nieco podrośnie (u mnie trwało to  około 50 minut) dodajemy do niego lekko ciepłe klarowane masło i całość jeszcze raz porządnie ubijamy.
Formy smarujemy tłuszczem i wysypujemy mąką krupczatką lub mielonymi migdałami. Wlewamy ciasto do wysokości mniej więcej 1/3 formy i odstawiamy w ciepłym miejscu, pod ściereczką, do ponownego wyrośnięcia.
Od tego momentu obchodzimy się z babami najdelikatniej jak się da. Nie stukamy w foremki, nie tłuczemy kotletów, nie wietrzymy domu, zapewniamy im maksymalne ciepło i komfort. Przez to że ciasto jest rzadkie jego struktura jest niezwykle delikatna, jeden nierozważny ruch może zniweczyć naszą pracę.
Gdy baby podwoją swoją objętość wkładamy je do nagrzanego piekarnika. Baby piekło się w dobrze nagrzanych piecach. Ponieważ trudno odnieść to do naszej rzeczywistości postanowiłam upiec swoje w 180 stopniach. Myślę, że w wyższej temperaturze po prostu bym je spaliła. Piekłam bez termoobiegu wychodząc z założenia, że nie była to funkcja znana 100 lat temu.
Zalecano, żeby baby piec przez godzinę. Być może przy wielkich formach i dużej ilości bab miało to sens. Moje baby były gotowe już po 40 minutach, skórka była tak mocno zrumieniona, że zdecydowałam się je wyciągnąć sprawdzając uprzednio patyczkiem, czy są upieczone. Wyciągnie bab to też cały ceremoniał, bo gorące ciasto w dalszym ciągu jest niezwykle delikatne. Zgodnie z zasadami foremkę położyłam na poduszce, żeby baba miała jak najdelikatniejsze lądowanie, mimo tego lekko opadła. Na szczęście odbyło się to bez większej szkody dla smaku i struktury. Baby z formy wyciągamy dopiero po ostudzeniu. Wtedy są już bezpieczne, sztywne, świetnie trzymają swoją formę i mimo niezwykłej delikatności dają się bez kłopotu polukrować i kroić.
Pyszne. Bardzo, bardzo polecam!



Uwagi:

- surowe i gorące ciasto ma naprawdę niezwykle delikatną strukturę. Porównałabym ją do piany stworzonej przez płyn do kąpieli z zastrzeżeniem, że piana jest jednak znacznie trwalsza:-)
- baby, wbrew pozorom nie są bardzo trudne. Nie polecam ich osobom, które nie mają doświadczenia w wypiekach, jeśli jednak potraficie upiec ciasto drożdżowe z babą również sobie poradzicie!


piątek, 22 marca 2013

Sernik marmurkowy, podwójnie czekoladowy


Wielkanoc to dla mnie czas serników i tych na pewno nie brakuje na moim blogu. Tym razem chcę Wam zaprezentować pyszny kremowy sernik z białą i czarną czekoladą. Dwa przeciwstawne smaki, jak dzień i noc. Biała czekolada daje dużo słodyczy, gorzka świetnie to równoważy. Dałam do sernika bardzo mało cukru, bo zależało mi na prawdziwie gorzkim smaku czekolady. Wy możecie tę ilość zwiększyć. Nie robiłam też, jak to ja, spodu, ale oczywiście zawsze możecie taki dorobić, sernik niewątpliwie będzie bardziej stabilny, chociaż ja lubię go takim, jaki jest.



Składniki:

800 g tłustego (minimum 15-20% tłuszczu!) wiaderkowego sera do serników
1/2 szklanki cukru
5 jajek
1 łyżka ekstraktu waniliowego
2 czekolady białe
1 czekolada gorzka (minimum 70% kakao)

przepis na tortownicę 20 cm



Ser mieszamy z cukrem, dodajemy ekstrakt i pojedynczo jajka. Masę serową dzielimy na dwie równe części. Czekolady rozpuszczamy na parze, każdą osobno. Gdy przestygną mieszamy je delikatnie, oczywiście każdą ze swoją częścią. Od tego momentu musimy się nieco pospieszyć, bo czekolady schłodzone masą serową mogą zacząć tężeć, co może utrudnić ich wykładanie. Bierzemy więc tortownicę, której dno wyłożone jest papierem do pieczenia i wylewamy do niej ciemną masę czekoladową. Na nią wylewamy masę jasną , a następnie przy pomocy widelca robimy na masach esy-floresy. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 160°C i pieczemy przez około 40 minut. Środek sernika powinien być lekko ścięty, boki upieczone.
Sernik studzimy, a następnie schładzamy przez minimum kilka godzin. Dopiero potem wyciągamy z formy. Można go ozdobić czekoladą lub bitą śmietaną, ale ja uznałam, że ładnie wygląda taki jak jest, z charakterystycznym marmurkowym wzorem. Przechowujemy w lodówce. Smacznego!




 
Design by Ciey based on Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes